Dragon Age

Share

[Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Maj 25, 2016 7:49 pm

First topic message reminder :

MISTRZ GRY


Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch

Uczestnicy: Magowie Kręgu Czas na odpis: 24-48h


- Twierdza Kinloch, Duży hol -

W Wieży Kręgu źle się dzieje.
Zdanie to krążyło wśród magów przez ostatnie dni bez ustanku. Powtarzane przez wszystkich jak mantra, zwiastowało zmiany, które to niekoniecznie były tymi dobrymi. Wszystko to za sprawą jednego dokumentu. Kilka kartek, zapisanych starannym, chociaż twardym pismem, było odpowiedzialnych za to, że komendant templariuszy Maxius Tolh wpadł w złość, która powoli zamieniała się w furię.
Ciągła nieobecność komtura Eric'a sprawiała tylko, że komendant czuł się całkowicie bezkarny i wprowadzał swoje rządy z coraz większą stanowczością i zuchwałością. Nie wróżyło to niczego dobrego, i chociaż wśród templariuszy także znalazły jednostki, które nie do końca popierały działania Tolh'a to jednak nikt jawnie mu się nie sprzeciwił. Część dlatego, że zbyt cenili sobie swoją posady i nie chcieli ich stracić lub też sprawić, by służba w Kinloch była dla nich uciążliwa. Drudzy zaś zupełnie nie interesowali się losem magów i póki nie musieli na nich polować lub ustawiać do porządku, mogło się z nimi dziać cokolwiek.

Nie było tajemnicą, że Pierwszy Zaklinacz Alden oraz komendant Tolh wielce się posprzeczali, gdy templariusze i Viktor Vantu wrócili z wyprawy. Właśnie, sam Viktor, bez Portimpusa oraz Mefistosa. I to właśnie wywołało wielki gniew komendanta. O ile w przypadku Alchemika sprawa nie była do końca oczywista, tak ucieczka Mefistosa nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Co więcej, Pierwszy Zaklinacz sam go polecił i dawał zapewnienia o jego lojalności. Tymczasem mag zbiegł. Mag, który oskarżany już raz był o praktykowanie magii krwi. Poza tym chodziły głosy, że Pierwszy Zaklinacz Alden czuł nić sympatii do Mefistosa i poniekąd umożliwił mu ucieczkę z Kręgu.
Co by nie było, nieoficjalna wersja jest taka, że ostatecznie komendant Tolh wystosował list do Orlais, gdzie zakwestionował pozycję Pierwszego Zaklinacza. Tak samo zresztą jak komtura Eric'a.

Tego dnia templariusze mieli za zadanie zgromadzić wszystkich magów w holu głównym, gdzie usłyszą nowe obwieszczenia dotyczące ostatnich wydarzeń, jak i zamian w funkcjonowaniu kręgu. Wszyscy, niezależnie od rangi, byli wezwani. Templariusze nadzorowali całość wyjątkowo surowo i w dużym gronie, jakby obawiali się reakcji magów po tym, jak usłyszą nowe wytyczne spisane ręką komendanta.

Zalecenia Mistrza Gry
- zapoznanie się ze spisem NPC dotyczącym magów w Kręgu, aby uniknąć niedomówień i pytań "kto to jest?"
- jeżeli nie udzieliłem o tym informacji, nie obowiązuje was kolejka a także limit postów pomiędzy moimi odpisami. Co za tym idzie, jeżeli chcecie podyskutować między sobą, czekając na mój lub kogoś post, możecie to zrobić.
Powrót do góry Go down

















AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 01, 2016 9:42 pm

Porucznik chciał jej odpowiedzieć, ale uprzedził go kapral wyszczekując śpiewkę, którą słyszała już nie raz i nie dwa. Jesteś zarazą, jesteś abominacją, mój but jest mi bardziej miły niż ty! Jesteś niegodna by stąpać po tej ziemi, ale kiedy wybuchnie wojna lub plaga będziesz osłaniać mój opancerzony zadek, bo inaczej zginąłbym od pierwszej, lepszej strzały! Nie robiło to na niej najmniejszego wrażenia, takie słowa spływały jak po kaczce. Widziała jednak, że jej genialny plan spalił na panewce, tylko pogarszając sytuację. Cholera, trzeba było uważać jak siostry-opiekunki tłumaczyły jej zawiłości andrastiańskiej wiary. Swoje cztery grosze dołożyła też białowłosa elfka, z którą porucznik wdał się w pyskówkę. Trudno było ją za to winić, że chciała przeżyć chwytając się wszystkiego czego mogła, nawet jeśli zawierało w sobie brzytwę.

Niemniej jednak udało im się wywołać wilka z lasu. Komendant szybko poradził sobie z tym, z czym nie dały sobie rady jego pachołki – wrzawa i krzyki natychmiast ucichły. Tohl wyszedł, powiedział co miał powiedzieć i równie szybko się oddalił nakazując ich trójce: jej, Viktorowi Vantu oraz Rattonowi pójść za sobą. Reszta magów najwyraźniej straciła rezon. Nic nie wskazywało na to, żeby ich sytuacja miała się w jakikolwiek sposób poprawić. Wprost przeciwnie, miało być tylko gorzej.

Wiedziała, że pomagając Viktorowi uciszać magicznych, a potem podważając słowa porucznika, wpakowała się w kłopoty. Co mógł chcieć od nich Tohl? Na pewno nie negocjować. Może więc ukarać? Gdyby tak było, to od razu albo trafiliby na listę wyciszonych, albo do lochów. Nie na herbatkę w jego gabinecie. Poczuła jak od żołądka rozlewa się po niej fala niepokoju. Co jeśli miało to związek z nieobecnością Pierwszego Zaklinacza? Czy komendant odważyłby się zrobić krzywdę Aldenowi? Albo odwrotnie?

Zerknęła z troską na Jukkę, przy której stał przydzielony jej templariusz, najwyraźniej zamierzał bezlitośnie wykonać polecania Czarnego. Nie chciała ich zostawiać, ani elfki, ani małej Loting. To były jeszcze adeptki, młodzi ludzie, którzy nie zasługiwali na tak bezlitosny los. Bała się, że mogą spróbować zrobić coś głupiego, ale co miała zrobić? Komendant postawił sprawę jasno – postawią się, to ucierpi cała wieża. Chociaż serce jej krwawiło nie chciała narażać tych wszystkich, którzy nie byli na liście. Milcząc, odwróciła się i podążyła za Viktorem.

Musieli wiedzieć się co Czarny zrobił z Pierwszym.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 01, 2016 10:20 pm

W elfce znowu się zagotowało, pomarańczowe oczy błysnęły wściekle. Bluźnierstwo, tak!? A każdy mag to przeżarta zepsuciem abominacja!?
- Urodziliśmy się tacy, jacy jesteśmy. Żaden z nas o to nie prosił. Wy mieliście prawo podjąć swoją decyzję. My nie. Stwórca uznał, że tacy mamy być! - Wysyczała, zaciskając drżące dłonie w pięści, aż paznokcie wpiły się w skórę. Kolejne słowa porucznika zdawały się jeszcze bardziej podsycać jej rozdrażnienie. Może nawet nie sam sens, ale sposób w jaki mówił, mina, cała jego postawa informująca o tym, kto jest w tej rozgrywce górą. Kto kogo trzyma na smyczy i kto tu może zdzielić kijem za choćby najmniejszą oznakę nieposłuszeństwa. Albo i bez powodu. Tacy ludzie nie potrzebowali powodu.
Tacy jak...

Głos, znienawidzony, znudzony ton, pozbawiony jakiejkolwiek rozpoznawalnej emocji. Mężczyzna zszedł po schodach nieśpiesznie. Przesunął spojrzeniem po wszystkich zebranych, zbitych w niespokojną gromadkę. Następnie jego oczy zatrzymały się na Jucce, tak samo senne i bez wyrazu.
Elfka spojrzała w oczy Tolha hardo, prostując się i unosząc głowę, zamiast się skulić, jak prawdopodobnie powinna była zrobić. Jak zrobiłby pewnie każdy, kto posiadał chociaż odrobinę instynktu samozachowawczego.
- Miło Pana widzieć, Messere

Nie chodzi o to, że się nie bała. Strach szalał gdzieś wewnątrz, mieszając się z narastającym buntem i złością. A zarazem działo się to wszystko pod grubą skorupą nienaturalnego opanowania. Nie spokoju, ani równowagi.
Bardziej logicznym myśleniem, powstrzymującym przed pójściem na noże tu i teraz. Blokadą trzymającą wszystko w środku.

Z tym samym, niespokojnym płomieniem w oczach patrzyła, jak Czarny odwraca się i odchodzi, a za nim trójka magów. Ciężar dłoni templariusza na jej ramieniu nawet w połowie nie wydawał się tak wielki, jak wyroku. Bez słowa pozwoliła się odciągnąć Phillipe'owi i poprowadzić w stronę korytarza.
To się tak nie skończy. Nie może. Nie, kaffas, pozwalam!

Drzwi. Wszędzie w wieży były drzwi, wrota osadzone w kamiennych, wysokich portalach oddzielające od siebie każdą możliwą przestrzeń. Tak, jakby budowniczy twierdzy jeszcze przed przybyciem i osiedleniem się tutaj kręgu przewidywał, że będzie zmuszony odcinać poszczególne miejsca, kawałek po kawałku oddawać przestrzeń. A może powód był inny.
Odgłos ich kroków niósł się echem po pustym korytarzu. Kolejne drzwi skrzypnęły odsłaniając wąską klatkę schodową i zamknęły się za ich plecami z tym samym dźwiękiem. Ruszyli w górę.
Jukka patrzyła przez wąskie okna, wychodzące na południe, na jezioro Kalenhad. Tafli wody nie niepokoił nawet najlżejszy wiatr, pozwalając odbijać się w niej nawale chmur.
Niebo było niemal całkowicie czarne, zasnute spiętrzonymi, ołowianymi obłokami, pnącymi się w górę, jak mury Ostwick. Od kilku dni zbierało się na burzę i nic nie wskazywało na to, by miała ona runąć teraz, wprost na Twierdzę Kinloch, którą właściwie z zasady omijała.
Dziewczyna zatrzymała się mniej więcej w połowie drugiego piętra. Palcami dotknęła grubej szyby.

- Przepraszam - powtórzyła cicho, tęsknie patrząc w kierunku nieba. - Chyba lepiej by było, gdyby jednak wyciszyli mnie od razu, a zaraz po tym stracili w Val Royaux. Teraz... Fasta Vass, nawet nie wiem w którym momencie popełniłam błąd. I jak mógł być to błąd tak duży, że chcą zabrać mi siebie.

Kolejny krok, kolejny stopień bliżej. Nogi miała jak z ołowiu, ale wciąż szła. Mogła wyskoczyć przez okno, mogła spróbować obezwładnić prowadzącego ją Renarda, albo go zabić. Mogła nawet spróbować zawalić schody, by pogrzebać ich oboje w ruinach, chociaż wydawało się jej to melodramatyczne i zupełnie niepotrzebne. Gdzieś, za tyglem strachu i wściekłości, za mglistą bezsilnością wciąż kołatała się myśl, że to wcale nie chodzi o wyciszenie. Nie po tym, z jakim zainteresowaniem Tolh wpatrywał się w nią na sam koniec przesłuchania. Dlaczego akurat teraz? Wyprawa pod Redcliffe wróciła około czterech dni temu, jeśli coś do niej miał, mógł to zrobić od razu. Czemu też przydzielił jej strażnika, z którym mogła się nawet zaprzyjaźnić?

Stopa za stopą, człapała dalej ku szczytu wieży, wciąż przytrzymywana przez Phillipe'a. Gdyby tylko było chociaż otwarte okno, gdyby tylko mogła sięgnąć ku tamtej wezbranej energii... Gdyby tylko wiedziała o co do diabła w tym chodzi. Tak naprawdę
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sob Cze 04, 2016 12:07 am

Dzisiejszy dzień Mirtai zdecydowanie mogła zaliczyć do jednych z tych najgorszych. Zaczęło się całkiem znośnie, kiedy jednak idąc do biblioteki natknęła się na dwójkę templariuszy domyśliła się, że tego poranka nie spędzi pochylona nad zakurzonymi księgami. Samo ich spojrzenie zapowiadało niezbyt ciekawe doświadczenia. O ile normalnie trudno było w oczach templariuszy znaleźć entuzjazm podczas przebywania z magami, to rano zobaczyła w nich czystą niechęć. Z tego, co kojarzyła byli to Ci templariusze, który bardzo nie przepadali za ludźmi obdarzonych darem więzi z Pustką, jak to ładnie można było określić umiejętność władania magią. Nie przejmując się nikłymi protestami, że tego dnia ma jakąś pracę do wykonania. Zaprowadzili ją do głównego holu, a po drodze dołączali kolejni magowie prowadzeni przez templariuszy. W tym jednym pomieszczeniu zgromadzili wszystkich, nawet adeptów.
Wtedy miała jeszcze nadzieję, że to nic poważnego. Niestety wcale tak nie było. Czarny postanowił wywrócić życie w Kręgu do góry nogami. Zakaz zgromadzeń większych niż trzy osoby, dotyczący też konfraterni, codzienne raporty to przez jakiś czas pewnie byłaby w stanie zaakceptować, godzinę policyjną również. Myślała po prostu, że komtur wróci szybko i wszystko przywróci do poprzedniego stanu. Niepokoiła ją nieobecność Pierwszego Zaklinacza oraz Czarnego. Dlaczego ich tutaj nie było? Oczywista prowokacja, na którą magowie niestety dali się złapać. Ona prawie też dała się sprowokować, uratował ją jedynie wrodzony stoicki spokój, a raczej chłód i obojętność.
Nie była długo spokojna. Mogła patrzeć, jak magowie rzucają się na templariuszy i jak Vantu z Lorentz ich uspokajają. Informacja o wyciszeniu magów po Katordze nią wzburzyła. To kompletnie niszczyło jej poczucie sprawiedliwości oraz praworządności. Zgadzała się z Delilah, nie mogli tego zrobić. Łamanie praw, które sami ustanowili było obrzydliwe. Zwłaszcza, że wśród wskazanych do wyciszenia znalazła się zwolenniczka działań Zakonu. Cała ta sytuacja nie miała sensu. Była wściekła, czuła, jak jej ciało zaczyna drżeć z gniewu.
- Nie możecie ich tak po prostu wyciszyć! To barbarzyństwo! - zaczęła krzyczeć razem z innymi, ale jej głos utonął wśród innych. Vantu chciał rozmawiać z Czarnym, w nim mogła pokładać swoją nadzieję. W nim i Delilah byli wystarczająco rozsądni, żeby nie rozłościć tego demona w ludzkiej skórze. Templariusze uważali magów za wynaturzenia i potwory, nie widzieli tego, że również są ludźmi, elfami. I tego, że mają takie same uczucia jak oni, że nie są gorsi od nich. Woleli w nich widzieć potwory, nie widząc, że często sami się nimi stawali. Najgorzej jednak jest wtedy, gdy monstra powołują się na wiarę, jakby ich to usprawiedliwiało…
Była wściekła, współczuła posłanym na wyciszenie, żal jej było tych, którzy spędzili długie godziny nad przygotowaniem Loting i Jukki do Katorgi. Nie uszanowano ich pracy, ich zaangażowania w edukację młodych magów. Jednocześnie samolubnie cieszyła się, że nie było jej na liście, a jej dziennik bezpiecznie spoczywał w kieszeni jej tuniki, a w dłoni trzymała kostur. Mogła się bronić bez użycia magii.
- Vantu i Lorentz będą rozmawiać z Tolhem. Nam zostaje tutaj spokojnie czekać na wyniki przeszukiwań oraz rozmów. Zachowajmy spokój. - zwróciła się do pozostałych magów. Łatwo jej było mówić, kiedy widziała tę mieszaninę emocji i uczuć w jednym pomieszczeniu. W jednej chwili mógł tutaj wybuchnąć bunt. Wystarczyło jedno nieprzemyślane słowo…
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Pon Cze 06, 2016 7:48 pm

MISTRZ GRY


Jukka

Phillipe chwycił Jukkę za ramię. Delikatnie, przyjaźnie można by rzec. Tak jakby wcale nie miał zamiaru prowadzić jej do sali katorgi a jedynie pocieszyć, wesprzeć na duchu, pokazać, że jest przy niej i wszystko będzie dobrze. Ale nie było. Poczekał, aż do elfki dojdzie to, co się właśnie dzieje a potem lekko, niespiesznie pchnął ją naprzód, by oboje przedarli się przez tłum magów i wraz z resztą odznaczoną do wyciszenia, udali się do sali katorgi.

- Tśśś... mała - odezwał się po chwili - nic nie mów, po prostu chodź.
Bo też co było do dodania w tej kwestii? Trudno było wyobrazić sobie co jest właściwie do powiedzenia przy sytuacji takiej jak ta. Templariusz postanowił milczeć i prowadzić adeptkę wraz z resztą do miejsca przeznaczenia.

Ich miny wyrażały wszystko. Nie trzeba było tego jeszcze bardziej komentować. W sali katorgi czekało na nich kilku templariuszy oraz wysokie parawany, które skutecznie oddzielały część sali od reszty. Niewątpliwie ktoś tam za nimi przebywał, jednakże na tę chwilę nie było możliwości, by podejrzeć kto to jest.
Magów ustawiono w rzędzie, jak na skazanie.

- Zira Orso. - Odezwał się jeden z templariuszy. - Jesteś pierwsza. Przejdź za parawan.
Zaklinaczka nie powiedziała nic, ściągnęła brwi, wygięła usta w wściekła minę, a potem posłusznie weszła za parawan. Nie było sensu walczyć.

- Tak nie można... tak nie można... - powtarzał po cichu jeden z magów.
Mała Loting skuliła się jeszcze bardziej w sobie.

Wyciszenie właśnie się rozpoczęło.


Delilah oraz Viktor

Komendant Tolh zignorował dalsze krzyki magów i jedyne co zrobił to zabrał wcześniej wytyczoną trójkę do jednego z pomieszczeń, które mieściły się zaraz przed lochami twierdzy Kinloch. Było ono dość obszerne i z łatwością pomieściło trójkę magów, Tolha oraz templariuszy, którzy to im towarzyszyli.
Wewnątrz pomieszczenia czekała na Viktora mała niespodzianka. Przy sporych rozmiarów dębowym stole siedziała trójka templariuszy, która to była mu znana.
Porucznik Rhode, kapral Daron oraz templariusz Falathnir. Ci, z którymi ruszył na wyprawę powstrzymania apostatów, która to nie skończyła się w pełni tak, jak to planowali, chociaż niewątpliwym sukcesem było pokonanie demona.

- Viktor! - rzucił sir Falathnir z uśmiechem. - Widać nie możemy się od ciebie odczepić magu. Znowu będziemy razem pracować.
- Cisza. - odezwał się komendant Tolh. - Poruczniku, wprowadź magów.
- Tak jest, sir. - Porucznik Rhode wstał z miejsca i zabrał coś ze stołu, a następnie zrobił kilka kroków w kierunku magów. - Jak wiecie ostatnio apostaci stali się wyjątkowo zuchwali i zaczynają nawet używać magii krwi tuż pod naszym nosem. Jak Vantu dobrze wie, niedawno ruszyliśmy na misję, by owych apostatów poskromić. Jednakże podczas tej wyprawy, mag Mefistos postanowił uciec. To dało nam do myślenia i postanowiliśmy przyjrzeć się dokładnie tej sprawie.
Porucznik przerwał na moment, poobracał w palcach niewielką rzecz, którą zabrał ze stołu i przez chwilę przyglądał się każdemu z magów.

- Powiedzcie mi, co wiecie na temat Mefistosa. Jak dobrze się znaliście, jaki mieliście kontakt, jakim był magiem. Wszystko co wiecie.

Porucznik Rhode spojrzał najpierw na Viktora, jako, że już go znał.


Mirtai

W sali przez chwilę było spokojnie, ale gdy tylko komendant Tolh zniknął magom z oczu, ponownie rozpoczęły się szepty, które to po chwili zamienił się w coraz głośniejsze wymiany zdań, aż w końcu przerodziły się w pełnoprawne krzyki oburzenia. Do magów dotarło co się dzieje i nikt nie raczył stanąć po ich stronie.
Jeden z magów szturchnął Mirtai dostanie, dając do zrozumienia aby włączyła się do krzyków protestu.
- Gdzie Pierwszy Zaklinacz!? Gdzie nasze prawa?! Mamy prawo wiedzieć! Mamy prawo do obrony!

Templariusze zaczęli powoli - acz nerwowo - zaciskać krąg magów, aby mieć lepszą kontrolę nad tłumem. Jeszcze nie grozili ostrzami, ale wszystko wskazywało na to, że jeżeli magowie dalej będą działać w ten sposób, ktoś może ucierpieć.


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Wto Cze 07, 2016 2:28 pm

O dziwo nikt ich nie zaskoczył zarzuceniem worków na głowy i wyprowadzeniem do najbliższego brzegu wyspy z kamieniami przywiązanymi do kostek, kiedy tylko zeszli z oczu reszcie magów. Było to przyjemne zaskoczenie, dające choć trochę gruntu pod nogami teorii, że może uda im się porozmawiać o tym co się dzieje, która była dotąd co najwyżej optymistyczną mrzonką.  Ciekawe było całkowite odcięcie Tolha od rzeczywistości, kiedy powiedział swoje, ale początkowo mag zwalił to na pewność siebie i swojej wyższości nad magami, o którą nie mógł go w tej chwili winić. W końcu ograł ich w stopniu, w którym grupa szła na praktyczną śmierć a reszta kłóciła się jak chłopi, których Pan podniósł wymaganą pańszczyznę. To gdzie ich zaprowadził jednak, wymagało kompletnej reewaluacji całej sytuacji.

Viktora kompletnie zatkało, kiedy Falathnir zwrócił się do niego jak do przyjaciela, który właśnie wszedł do karczmy pośród swoich i już nieśli mu piwo. Stał dwa kroki za progiem przez chwilę jak słup, jedyną oznaką życia mrugające w niedowierzaniu powieki i lekko poruszające się usta chcące wykrzyknąć w oburzenia, ale nie do końca jeszcze wiedząc co. To co się właśnie stało, przypominało mu bowiem typową sytuację z którą spotykało się w snach. Nagle z jednej sytuacji przeszedł w kompletnie inną, zupełnie od niej oderwaną, bez żadnych śladów tego, co przed chwilą się działo. Nagle znalazł się w otoczeniu znajomych Templariuszy, którzy do niego, maga, odnosili się jak do przyjaciela, podczas gdy pozostali Templariusze prowadzili innych magów na wyciszenie bez zarzutów i jakiejkolwiek logiki. To było tak oczywiste i oderwane od rzeczywistości odwrócenie uwagi, że gdyby nie klarowność pamięci tego, co miało miejsce do tej pory, założyły od razu, że smacznie śpi a to jest demoniczna wizja w Pustce.

- B.. bardzo chętnie, ale wybaczycie Poruczniku Rhode, że najpierw ja zwrócę się z pytaniem co tu się kurwa dzieje? - Odpowiedział, najpierw jeszcze nieco jąkliwie, z racji zagubienia w sytuacji, ale z każdym słowem nabierał pewności siebie i kierunku, w którym miał zamiar pociągnąć tą rozmowę. Starał się też ograniczyć złość w głosie, by nie dawać pretekstu do uznania tego za agresję, ale czasem dało się ją poczuć w niektórych słowach i nie zanosiło się, by miał szybko ochłonąć. -  Nikt nie wie gdzie jest Pierwszy, magowie po i przed Katorgą są wyprowadzani na wyciszenie bez zarzutów a wy mnie witacie jak przyjaciela i pytacie o tego idiotę? Wybaczycie, ale ciężko mi współpracować, kiedy wszystko dookoła mnie się, kurwa sypie a ja nie wiem dlaczego. - Chyba nikt nie mógł w tej chwili zarzucić Viktorowi oburzenia, acz znając Templariuszy a zwłaszcza Tolha, nie dotarł nawet do ostatniego zdania, zamiast tego padając na podłogę z wyssaną energią magiczną w najlepszym a bez głowy w najgorszym przypadku. Wszystkie zasady, które rządziły dotąd jego małym światem w Kinloch nagle się rozlatywały a w dodatku bez jakiegokolwiek sensownego powodu nigdzie w zasięgu i Viktor musiał przyznać.. że się gubił.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Wto Cze 07, 2016 7:04 pm

Dreptała posłusznie za entropistą, jednocześnie dyskretnie obserwując i nadstawiając uszu na wszystko co mogło dziać się dookoła. Szukała jakichkolwiek wskazówek, które mogły ją naprowadzić na to przyczynę tego co działo się teraz w Kręgu. Nie wiedziała czego się spodziewać, wybujała wyobraźnia podsuwała jej najdziksze scenariusze na temat tego co zamierzał Czarny i co stało się z Pierwszym Zaklinaczem. Pierwszy leżący w kałuży krwi ze sztyletem wbitym w plecy, wyciszony albo przykuty do ściany i torturowany, Tohl opętany przez demona, maga krwi albo Mefistosa, który postanowił powrócić do twierdzy i zręcznym zagraniem podporządkować sobie wszystkich…Nic z tego nie miało jednak sensu.

Atmosfera nie była zbyt przyjemna, ale ku jej zaskoczeniu zamiast trafić do lochów, zeszli tylko do jednego z niższych pomieszczeń. W środku czekały kolejne puszki siedzące sobie przy wcale niebrzydkim stole. Rycerze ożywili się na widok Vantu. Cóż, nic tak cementuje przyjaźni, jak małe polowanie na apostatów. Tohl jednak szybko uciął czułości szorstkim rozkazem.

Delilah popatrzyła na rycerzy. Nie znała żadnego z nich, kilka razy może mijała ich na korytarzach, ale nie pamiętała, by rozmawiała z którymkolwiek. Jeden z nich trzymał w ręce jakąś niewielką rzecz. Zatytułowany porucznikiem, zaczął opowiadać o polowaniu, o magach krwi, którzy rzekomo czają się pod ich nosem i o Mefistosie. Normalnie przyjęłaby to jako jak objaw typowej dla templariuszy podejrzliwości, która kazała im szukać magów krwi za każdym rogiem. Ale ostre postanowienia Tohla i brak obecności Pierwszego wzbudzały w niej pewne wątpliwości. Czy Alden mógłby być zamieszany w ucieczkę Mefistosa? Sam dał nogę? A może Tohl dorwał Mefistosa, a Pierwszy stanął w jego obronie?

Zaskoczyła ją ostra odzywka Viktora. Ze zdumieniem spojrzała na miotającego klątwy Vantu, któremu najwyraźniej nie spodobał się protekcjonalny ton templariusza. Niemniej jednak miał rację. Może najpierw trzeba było prowadzić śledztwo, a potem terroryzować całą wieżę? Templariusze zawsze byli mało subtelnymi ludźmi.

Stanęła wyprostowana i założyła ręce na piersi, obserwując sytuację. Była ciekawa reakcji stalowych. Każą mu się zamknąć, uciszą ciosem w twarz, czy pozbawią mocy magicznej? Nawet jeśli tych kilku templariuszy darzyło go zaufaniem, bo nie zawiódł ich na polowaniu, to nie oni ustalali tu warunki, tylko komendant. Ona sama zaś postanowiła na razie milczeć i przysłuchiwać się rozmowie. Zresztą i tak nie miała zbyt wiele do powiedzenia, bo nie wiedziała o Mefistosie więcej niż reszta. Znała go z widzenia i słyszała tylko plotki.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Wto Cze 07, 2016 11:00 pm




Ścisnęła lekko rękę templariusza w odpowiedzi, jakby chcąc dodać otuchy bardziej jemu niż sobie. Renard paradoksalnie wydawał się tego potrzebować, ona nie.
Patrzyła po sali na szczycie wieży. Wysokie, duże pomieszczenie na planie foremnego wielokąta, z oknami umieszczonymi niemal przy samym, łukowatym sklepieniu. Niewielkie, okrągłe świetliki rozmieszczone były w regularnych odstępach, z jednym większym, na samym środku kopuły. Proste, kamienne kolumny, ascetyczne rzeźbienia i ostre ranty niedużych niby-parapetów. Wokół porozstawiane były wysokie, lniane parawany, upodabniając salę do niezliczonej ilości lazaretów, jakie Jukka widziała w swoim życiu. Skuleni, zastraszeni magini, wyprostowani templariusze, szczypiący w język, alchemiczny posmak powietrza... A może tak smakowała magia? Całą komnatę wypełniało przerażenie i bezsilność, opadające na ramiona elfki jak morowy gaz.
Dlaczego nikt reaguje? Dlaczego nie walczą? Nie próbują? Czemu nikt nie próbuje tego ZAKWESTIONOWAĆ?!

Mocniej ścisnęła rękę Phillipe'a po czym puściła ją niechętnie. Palce zsunęły się po wierzchu jego dłoni lekko a jej ręce opadły wzdłuż ciała. Spojrzała jeszcze tylko swojemu towarzyszowi w oczy, jakby mówiąc mu, że wszystko będzie dobrze, albo, że to nie jego wina.
Zrobiła krok do przodu, w kierunku pozostałych magów. Nie mogła skupić spojrzenia, bacznie i szybko lustrując otoczenie. Starała się zapamiętać rozmieszczenie każdego elementu, jaki ją otaczał, wychwycić najmniejszy nawet szczegół. Częścią świadomości sięgała zarazem ku niedalekiej burzy, szturchając senny jeszcze żywioł. Potrzebowała go, słodki Stwórco, bardzo go potrzebowała, tu i teraz. Na razie jednak tylko przelewała weń trzymane na wodzy emocje.

... nie o strachu, ale o sile, która pobudza cię do walki lub pozwala ci umknąć. Nie myśl o gniewie, wściekłości, lecz o tym, jak szybciej płynie krew. Jak napędza cię do działania.
Możesz to zrobić

Powtarzała to w kółko, jak mantrę.

Chwiejnie podeszła do Loting i przycupnęła przy niej.
- No już... Już. Hanna. Spójrz na mnie. Spokojnie, no, już - objęła ją ostrożnie ramieniem, chcąc okazać choć trochę wsparcia. Mówiła spokojnie, łagodnie, starając się, by w jej głosie nie brzmiały chłodne nuty oprawcy. - Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze...
Obie wiedziały, że to nieprawda.

Przymknęła oczy, szepcąc frazesy, które miały uspokoić bardziej doświadczoną od niej adeptkę. Mówiła je tonem, którego tak nienawidziła - tonu medykusa, który zaraz miał wstrzyknąć pacjentowi truciznę, bo tak miało być lepiej. Na zewnątrz tylko czekała na nieuniknione, drżąc w za dużej szacie, przytulona do drugiego skazańca. Jak najbardziej przerażona.

Burza. Burza tuż obok. Jeszcze, jeszcze niemrawa, senna. Skupiła się niemalże tylko na niej, na jedynej rzeczy, którą rozumiała. Raz po raz, impulsami podsuwała, syciła żywioł swoim buntem, budowała pomiędzy nim a sobą nić. Starała się ją przyciągnąć ku sobie. Rozbudzić, rozdrażnić, może nawet rozwścieczyć, byleby tylko wymusić upragnioną reakcję. Potrzebowała tej burzy, tuż nad swoją głową, jej dzikości i potęgi szalejącego swobodnie żywiołu, jeśli miała zrobić cokolwiek.
Wraz z wzbierającym za oknami pomrukiem wstrzymywała całą moc, jaką tylko mogła uzbierać. Chwytała ją rozpaczliwie, trzymała kurczowo na równi z emocjami. Musiała czekać, jeszcze chwilę, jeszcze trochę.
Stwórco, błagam, niech się nie zorientują, niech się nie zorientują...


I nadal masz nadzieję, że to się tak nie skończy?


Ostatnio zmieniony przez Jukka dnia Sro Cze 08, 2016 3:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 08, 2016 2:05 pm

Miała nadzieję, że Vantu z resztą dowiedzą się, co stoi za działaniami Tolha. Kiedy jednak komendant wraz z trójką magów opuścili salę, zostawili na pastwę garstki templariuszy rozgoryczony tłum. Momentalnie zaczęli szeptać między sobą, a następnie głośno domagając się swoich praw. Z jednej strony Mirtai czuła to samo co oni, z drugiej jednak nie miała zamiaru buntować się przeciwko zaistniałej sytuacji, kiedy ktoś inny w tym samym czasie próbował coś z nią zrobić.
Magowie, którzy stali najbliżej maginki zaczęli ją szturchać, żeby dołączyła do ich protestów. Kiedy wcale nie miała na to ochoty. Nie powinni dawać żadnych innych powodów, żeby Tolh zaostrzał zasady panujące w Kręgu, już teraz sytuacja przedstawiała się niewesoło.
- Magowie i maginki, uspokójcie się! Po co lejecie wodę na młyn ambicji Tolha! Poczekajmy na wynik rozmowy zaklinaczy z komendantem! - zdawała sobie sprawę, że jej głos niknął wśród dziesiątek innych. Miała jednak nadzieję, że dotrze do tych, którzy stali najbliżej.
Dalej nawołując do spokoju przesuwała się w stronę bocznej ściany, żeby uniknąć największego ścisku. Jeśli magowie zaczęliby reagować agresją na zachowanie templariuszy, sama nie miała zamiaru uczestniczyć w tym konflikcie. Nic na tym by nie zyskała, a magowie nie mieli szans wygrać. Buntem doprowadziliby tylko do likwidacji Kręgu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 15, 2016 2:07 pm

Sytuacja nabierała nieciekawego obrotu sprawy, a dzisiejsze wydarzenia tylko dolewały oliwy do ognia. Jeżeli zaraz to się nie zmieni to niewykluczone, że któraś ze stron w końcu straci resztki rezerwy, a przejdzie do ofensywy. Jakby dobrze przyjrzeć się całemu przebiegowi wydarzeń zdawać by się mogło, iż walka wisiała w powietrzu. Martwiło to starego maga stojącego pośród innych jemu podobnym wywołujących kolejno na głos co im wiatr przyniesie na język. On sam w milczeniu próbował ocenić rozsądne wyjście z sytuacji, lecz niestety żadne takowe się nie nasuwało.
Zanim doszło do zebrania w wielkim holu próbował wysnutą przed kilkoma godzinami recepturę na nową miksturę wprowadzić w życie. Templariusze jednak jak zawsze subtelnie potrafili mu przerwać pracę, ilekroć coś im się nie zgadzało lub jeden z magów dopuścił się przewinienia. Wydawać by się mogło, że właśnie odpowiednia destylacja elfiego korzenia wyciągnęłaby z niego złe cechy... a może na odwrót? Piorun by to strzelił. Przez stres i hałas wywoływany przez inne osoby uniemożliwiał mu odpowiednią koncentrację.
Ani on ani nikt inny nie musiał nikomu tłumaczyć jak bardzo napięta atmosfera panowała zarówno wśród jednych jak i drugich. On sam zrozumiałby stan gotowości w jakim postawieni byli opancerzeni Templariusze, trzymanie magów z dala od bezbronnych cywili ze względu na niebezpieczną naturę posiadaczy magii. Nie miał zamiaru jednak przyjmować do siebie ani akceptować tych nic nie wartych i uprzykrzających życie zasad. Miarka się przebrała.
Westchnął. Opierał się o swoją laskę i lustrując wszystkich dookoła starał się nie wchodzić za bardzo nikomu w drogę. Rozumiał ich gniew i podzielał ich zdanie. Niemniej jednak najbezpieczniejszy ten, który trzeźwo myśli w każdej sytuacji. Teraz odwiódł wzrokiem trzech wyprowadzonych z jego pola widzenia magów, a w momencie gdy tak się stało próbował pomówić z najbliżej stojącymi od niego osób. Myśl tą przerwał jednak ruch zbrojnych, którzy praktycznie w mig otoczyli go wraz z innymi osobami.
Czy oni faktycznie się ich bali do tego stopnia, by traktować ich jak ostatnie bydło? Obawiał się, iż rzeczywiście zaraz dojdzie do ostrego starcia. Ewidentnym było, iż ani jedni ani drudzy nie zamierzają ustąpić miejsca.
- Jakbym nie miał innych zmartwień na głowie tak teraz przyjdzie mi być świadkiem ponurych wydarzeń...
Wymamrotał. Niejasno i pod nosem, a na dodatek bardziej do siebie, niźli do kogokolwiek innego. Najchętniej nie stałby tu teraz i nie przyglądał się owym zdarzeniom, a znalazł dla siebie ciekawsze zajęcie. Oczywiście, jeśli nie dadzą mu innego wyboru zmuszony będzie odpowiedzieć na wszelakie ataki na niego bądź innego maga.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 15, 2016 7:01 pm

MISTRZ GRY


Jukka
Mała Loting pokiwała niemrawo głową, gdy Jukka zaczęła ją pocieszać. Wyraźnie widać było, że nie rozumiała o co tutaj chodzi, dlaczego została wezwana, czemu dzieje jej się taka krzywda. Przecież zawsze była posłuszna, zawsze wykonywała rozkazy, była także mądra i zdolna. Dlaczego? Dlaczego...

- Magini Nimee Asani - rzucił jeden z templariuszy - za parawan.

Zira Orso nie pojawiła się ponownie, co budziło pewne podejrzenia. Asani z kolei zupełnie nie była przekonana co do tego wszystkiego. Na początku niepewnie, zrobiła nawet krok w tył, jednakże widząc, że templariusze ruszają w jej kierunku, wzięła głęboki wdech i ruszyła w stronę parawanu. Widać było, że się boi, pod nosem mruczała kilka wersetów Pieśni Światła jakby z nadzieją, że Stwórca ją uratuje. Po chwili zniknęła magom z oczu.

Magowie robili się coraz bardziej spięci. Byli jak cielęta wystawione na rzeź i nic nie mogło temu zaradzić. Ale czy na pewno?
Phillipe Renard przebywał z Jukką niemalże cały czas, odkąd został do niej przydzielony. Chcąc nie chcąc musiał się jej nauczyć, gdyż na tym polegało jego zadanie. Teraz więc, gdy na nią patrzył, ściągnął nieco brwi. Akurat w momencie, gdy zza oknem nieco głośniejszy grzmot zaczynał zwiastować burzę. Deszcz podczas wyciszania magów, niezwykły zbieg okoliczności, prawda? Jak z prozy i poezji, w której to się lubował. Niebo płacze nad losem magów. Dla niego było to jednak zbytnim zbiegiem okoliczności. Spojrzał raz jeszcze na Jukkę, spojrzał na innych magów. Coś się święci.
Podszedł do elfki i położył jej dłoń na ramieniu. Delikatny dotyk, który miał za zadanie dodać jej odrobiny otuchy. A może także sprawić, by zdała sobie sprawę, że coś się święci i miała pewność, że on nad nią czuwa. Albo też daje swoje przyzwolenie. Trudno stwierdzić, gdyż nie odezwał się słowem.

- Zaklinacz Venro Agaris - rzucił ponownie templariusz, typując kolejnego maga do odstrzału.
- Nie! - wrzasnął tamten. - Nie pozwolę się zniewolić w taki sposób! Nie pozwolę!

Templariusze żwawo ruszyli w jego kierunku, jednakże on już był na to gotowy i korzystając z magii mocy, odepchnął ich wszystkich od siebie, dodatkowo sprawiając, że ci, którzy chcieli oczyścić salę z magii, zmuszeni byli przerwać swoje działania. Mag wytworzył coś na wzór kopuły, która to sprawnie kontrolowała templariuszy, nie pozwalając im na żaden konkretny ruch, jednoczenie ochraniając resztę magów. Nie mogło to potrwać długo, gdyż rycerze Zakonu zaczynali ustawiać się w szyku bojowym.

- Bracia! Siostry! Pomóżcie mi! - ryknął mag. A w jego głosie było coś wyjątkowo niepokojącego. Był on o wiele bardziej głęboki, gardłowy wręcz, zupełnie jakby to ktoś inny przez niego przemawiał.
Zaklinacz Agano Aratasi oraz Eida Norre spojrzeli na siebie i zgodnie skinęli głowami, zaczynając tkać zaklęcia. Melchisidek - ku zdziwieniu templariuszy oraz magów - opowiedział się za rycerzami, stając naprzeciw magom. Hanna Loting była rozbita i nie wiedziała co powinna zrobić. Spojrzała na Jukkę, dając do zrozumienia, że obie są adeptkami i powinny trzymać się razem, pozostawiając tym samym decyzję w rękach Jukki.

- Siostro! - rzekł mag do elfki, niemalże błagająco, zachęcając ją do buntu.


Delilah oraz Viktor

O ile trójka templariuszy nie była nazbyt zdziwiona tym, że Viktor chciał odpowiedzi, to jednak chyba nie do końca spodziewali się, że mag odezwie się w tak... bezpośredni sposób. I cóż, nie trzeba było długo czekać na reakcję komendanta Tolha.

- To, co się tu... kurwa... dzieje, jest stosunkowo proste. O ile dobrze pamiętam, porucznik templariuszy stoi wyżej rangą od zaklinacza kręgu, co za tym idzie, nie ty zadajesz pytania. Jednakże, jeżeli już musisz je zadawać to rób to... kurwa... z szacunkiem. Czy to jasne?

Pytanie retoryczne, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Skinął głową na porucznika Rhode, który to przytaknął i ponownie zwrócił się do magów.
- Po ucieczce Mefistosa zabraliśmy się, za gruntowne przeszukiwania jego komnaty. Jak widać nie spodziewał się, że nadarzy mu się taka okazja, albo zwyczajnie nie przejmował się konsekwencjami...
- Albo był głupi. - wtrącił się templariusz Falathnir.
- Tak czy owak - porucznik odchrząknął - znaleźliśmy kilka listów, notatki, spis nazwisk. Oraz to.

Templariusz pokazał im kamyk, niewiele większy od paznokcia, który to mienił się krwistoczerwonym odcieniem. Wyraźnie czuć było od niego magię.
- Wiecie co to jest? - zapytał i spojrzał na Rattona, gdy ten pokiwał przecząco głową. - Na pewno? Jesteś tego stuprocentowo pewien?

Mag zaczął robić się nerwowy, zbyt nerwowy jak na zaistniałą sytuację. Włożył rękę do kieszeni płaszcza, a templariusze widząc jego zachowanie, stanęli w gotowości.
- Uraaahahgaa! - Ryknął mag i wystrzelił ognistym pociskiem w stronę porucznika, a ten w ostatniej chwili zdążył się uchylić.

Mag następnie nie bacząc na nic rzucił się na templariusza, by wyrwać mu z dłoni kamyk.
- To moje! Mooje! Oddawaj to mooje! Urgaaa!
Widząc, że niewiele zdziała, zaczął ciskać czarami we wszystkie strony.
- Kurwa mać! Zwariował! - krzyknął kapral i wraz z drugim templariuszem rzucili się na maga.


Mirtai oraz Garrett

Magowie dalej krzyczeli, jednakże gdy tylko odezwała się Mirtai, część z nich ucichła i spojrzała na nią podejrzliwie.
- Wynik rozmowy z komednantem? A skąd wiesz, że będą rozmawiać? Nikt nie mówił o żadnych rozmowach! Jesteś z nimi w zmowie?! Masz nas trzymać na uboczu, gdy oni będą nas wybijać po kolei!

Magowie zaczęli dzielić się na dwa obozy. Jeden z nich był wyjątkowo agresywny i obecni w nim nawoływali do buntu i przejęcia wieży. Drudzy stanęli po stronie Mirtai i próbowali uspokoić pozostałych. Na nieszczęście Garretta, znajdował się on pomiędzy agresywnymi magami, którzy zaczęli szturchać go i popukiwać coraz to zuchwalej, zupełnie nie zważając na jego rangę, aby też w końcu zabrał głos i opowiedział się po ich stronie.

Templariusze zacisnęli krąg jeszcze bardziej i obserwowali dokładnie kotłujących się magów. Piątka z nich była wyjątkowo zajadła i agresywna. I to oni stali za całym tym targowiskiem. Problem polegał na tym, że nijak nie mogli się do nich dostać, gdyż reszta magów dawała kierować się jak marionetki i najzwyczajniej w świecie nie pozwoliliby przejść templariuszom. A ci - co by o nich nie mówić - woleli uniknąć krwawej jatce, zwłaszcza, gdy nie otrzymali Prawa Likwidacji.

Co by nie mówić sytuacja była napięta i bardzo możliwe, że to ostatni dzwonek już przed jawnymi aktami przemocy. Po obu stronach.



Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 15, 2016 7:46 pm

Viktor nie wiedział, jakie oczekiwania mogli mieć co do niego, ale jako osoba pierwszy raz w takiej sytuacji żadna inteligentna osoba nie mogłaby mu zarzucać tego wybuchu. Tolh oczywiście miał co do tego zarzuty. Przynajmniej nie dostał po głowie, co było jakimś plusem, ale wcale się nie cieszył z tego jak Komendant rozwiązał sytuację. Z początku nie odpowiedział, ale spojrzenie, które posłał komendantowi mówiło, że jeszcze wrócą do tego tematu, acz teraz odpowiedzi były ważniejsze. Nevarryjczyk był jedynym powodem, dla którego nie było teraz w kręgu otwartej wojny, jeśli kurwa Tolh tego nie widział, to jego opanowanie sytuacji było o wiele mniejsze niż mag zakładał.

Nikogo nie zaskakując, chodziło o Mefistosa i jakąś listę nazwisk, ale nie zmieniało to faktu, że taka na przykład Jukka nadal nie miała sensu, bo nie była tu dość długo, by nawet jakiś zewnętrzny wpływ mógł jakoś mocniej na nią zadziałać. Był też jaki dziwny czerwony.. kamyk? Emanował jakąś energią magiczną, ale ciężko było dokładnie zdefiniować na pierwszy "rzut oka" jakim rodzajem. Viktor nie miał pojęcia co to było, prócz naturalnego pierwszego skojarzenia czerwieni z magią krwi, co mogło być w prawdzie absurdalne, albo równie dobrze trafne. Gdyby dali mu to coś, pewnie by rozkminił właściwości tego kamyczka, ale z pytania, jakie padło w ich stronę, już wiedzieli co to jest, więc ciekawym było, że on, ze swoją ogromną magiczną wiedzą nie wiedział. Jakiś rodzaj lyrium? Coś zaklętego w jakiś konkretny sposób magią krwi? Teraz mógł tylko pokiwać przecząco głową.

Czymkolwiek tajemniczy obiekt by nie był, widocznie na jego pojawienie się zareagował Ratton, kiedy mimo zaprzeczenia zrobił się widocznie nerwowy. Na moment, w którym templariusze stanęli w gotowości, sam Viktor złapał wygodniej za kostur, nie wiedząc jeszcze w czyją stronę będzie musiał go użyć, co zaraz się wyjaśniło. Towarzyszący mu zaklinacz wydał z siebie.. conajmniej podejrzany okrzyk i zaatakował templariuszy ognistym pociskiem. Sama forma ataku była idiotyczna, nie można było oczekiwać, że takie coś zada jakieś konkretniejsze obrażenia spodziewającym się tego templariuszom, acz kolejne okrzyki, które agresor z siebie wydawał, nie zanosiło się, by myślał jasno.

Trzeba było się za kimś opowiedzieć, a biorąc pod uwagę jak zachowywał się drugi z zaklinaczy płci męskiej w pokoju, nie był on rozsądnym wyborem. Dodatkowo, był znacznie bliżej go niż Templariusze, gdyż wprowadzono ich razem i trzeba było coś zrobić, zanim razem z nim trafi na haczyk. Nie było ani czasu ani konieczności samemu tkać jakichś zaklęć, idealne miał do tej roli we własnej dłonie. Krok czy dwa do przodu, przesłanie impulsu magicznego przez kostur, by go aktywować i najzwyczajniejsze w świecie pierdolnięcie Rattonowi z jego pomocą, najlepiej w głowę, dodatkowo traktując go wstrząsem elektrycznym. Jak nie uda się za pierwszym razem, kolejna próba, i jeszcze jedna, aż do skutku. Nie dało się skutecznie tkać zaklęć musząc jednocześnie unikać ciosów wzmocnionego magią błyskawic kostura, więc nawet w najgorszym przypadku kupi dość czasu by Templariusze zrobili swoje.

Niezależnie od tego jak i kto obezwładni Rattona, Viktor będzie miał coś do powiedzenia do Templariuszy. Miał absolutnie dość tej sytuacji, najpierw te wszystkie nowe przepisy a teraz magowie tracili zmysły.
- A ja jestem jedynym powodem, dla którego nie macie otwartej wojny z magami, bo gdybym ich nie uspokoił, wszystko by się waszym ludziom wymknęło z rąk. - Mówił stanowczo, ale nie agresywnie. Siedzący tu templariusze na pewno nie wiedzieli a może nawet sam Tolh mógł nie wiedzieć jak daleko zaszła sytuacja w głównej sali zanim tam nie przyszedł i wypadało ich uświadomić ile mu w tej chwili zawdzięczali. - Grupę magów bez absolutnie żadnych zarzutów wyprowadzono na wyciszenie i każdy sie boi, że będzie następny. Za co ich wyciszacie, i dlaczego to coś sprawiło, że Ratton oszalał? To ma coś wspólnego z innymi?


Ostatnio zmieniony przez Viktor Vantu dnia Sro Cze 15, 2016 8:03 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Nie przekleiło mi ostatniego akapitu z worda :<)
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sro Cze 15, 2016 8:10 pm

Zaczynał powoli odczuwać dyskomfort, a zwłaszcza gdy bezkarnie naruszano jego sferę prywatną. Nie dziwił się dlaczego Templariusze traktowali ich jak bydło. Oni najzwyczajniej na świecie zachowywali się gorzej jak stado rozwścieczonych bawołów. Na ile mieli rację, a gniew jak najbardziej uzasadniony tak nie mogli nadal sobie na to pozwalać.
- Dosyć!
Uderzył mocno laską o posadzkę mając nadzieję, że odrobinę uciszył płonące serca magów. Przede wszystkim chciał zwrócić na siebie ich uwagę skoro miał zabrać w tej sprawie głos.
- Bracia... i siostry, proszę was! Czy Wy siebie teraz nie widzicie? Jak nadal będziemy postępować w taki, a nie inny sposób to do niczego nie dojdziemy! Co najwyżej do rozlewu krwi, a ja nie zamierzam was poświęcać w imię zasad!
Wnet zwrócił się w stronę magini, która obrzucana była oskarżeniami ze strony innych.
- Ona ma rację! Teraz jedyną rzeczą jaką możemy zrobić to poczekać. W rzeczy samej rozumiem wasz gniew i sam go odczuwam. I równie mocno uważam ich narzucane nam zasady za głupie, bezmyślne i bezsensowne, ale jeśli teraz się podzielimy i będziemy walczyć między siebie to tylko pogorszymy naszą sytuację.
Próbował na dłuższą metę nie krzyczeć, chcąc dotrzeć do tych co czekają. Nie miał zamiaru bezczynnie czekać na cud, z drugiej strony jednak do końca spotkania zaklinaczy z komendantem mieli czas na zastanowienie się. Był beznadziejny w nawoływaniu innych osób do siebie, a zwłaszcza że odznaczał się cechami typowymi dla osoby preferującej samotne życie. No, nie tyle preferuje samotności jak nieumiejętnie idzie mu zaskarbienie czyjejś przychylności, a w skrócie nawiązaniu znajomości. Czuł jednak, że w tym momencie musiał wykorzystać do pewnego minimum swoją pozycję. Musiał przyznać, iż ta młoda kandydatka na zaklinaczkę, bo tylko tyle o niej wiedział, odznaczyła się niemałą odwagą. Wolałby jednak nie widzieć jej obarczoną do przesady na chwilę obecną tymi problemami pomimo tego, że ją także to dotyczy.
- Posłuchajcie samych siebie.
Zaczął spokojniej. Głos powoli mu się łamał, a zawahanie dało się od niego poczuć. Celowo zrobił dłuższą pauzę w swojej mowie, by możliwie co nieco dotarło do ich głów. Po chwili zaś kontynuował.
- W porządku. Nie zgadzamy się z nimi jednogłośnie w tej kwestii. Spróbujmy mimo wszystko najpierw dojść do konsensusu. Jeśli zaś ten plan weźmie w łeb... cóż...
Nie musiał kończyć tej sentencji jako, iż wszyscy doskonale wiedzieli, a przynajmniej tak zakładał, do czego niebawem dojdzie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Czw Cze 16, 2016 9:07 pm

Proszę, proszę, wyglądało na to, że Vantu miał z puszkami lepsze układy niż przypuszczała. Tohl co prawda lekko go skarcił i dał od zrozumienia, że sobie takich odzywek nie życzy, ale na tym się skończyło. Widać na polowaniu na apostatów działo się więcej niż początkowo zakładała.

Słuchała uważnie kiedy Rhode opowiadał o przeszukaniu komnaty Mefistosa. Listy, notatki i lista nazwisk. Lista nazwisk? Po co była mu lista nazwisk? W Kręgu nie było na tyle wielu magów, żeby ulubieniec Pierwszego Zaklinacza nie był w stanie spamiętać imion współkonspiratorów. A może bardziej celi? Ani jedna opcja, ani druga nie miała sensu.

Pokiwała przecząco głową, gdy porucznik pokazał im to, co miał w zawiniątku. Pierwszy raz widziała tę błyskotkę na oczy, wyglądała jak niedorobiona runa, kolorowa i nasączona energią magiczną. Bardziej niż kamyczek jej uwagę przykuła reakcja Rattona, któremu najwyraźniej zaczęły puszczać nerwy. Templariusze wyczuli, że coś się święci, ale chyba nawet oni nie byli przygotowani na tak gwałtowną reakcję maga. Gdy ten zaczął składać zaklęcie ognistej kuli, wiedziała, że nie zdąży go w żaden sposób powstrzymać. Odskoczyła do tyłu, by oddalić się od szaleńca. W pierwszej chwili instynkt nakazywał jej użyć magii mocy i pchnąć Rattona tak, by stracił równowagę albo uderzył o ścianę. Nie chciała jednak ryzykować, że zrobi to za słabo i mag dalej będzie miotał zaklęciami na prawo i lewo, albo że zrobi to za mocno i skręci mu kark. Postanowiła więc zadziałać inaczej - uchronić siebie i resztę przed miotanymi przez maga zaklęciami. Uniosła do góry ręce, wokół których zajaśniała błękitna mgiełka. Przymknęła oczy sięgając do zasobów swojej mocy magicznej i otworzyła się na energię wypływającą z Pustki. Szybkim ruchem opuściła ręce, a potem prawą ręką nakreśliła przed sobą linię, która rozszerzyła się niczym parasol, tworząc półprzezroczystą, lśniącą tarczę. Lewą dłonią wskazała kolejno Vantu, kaprala i drugiego rycerza, którzy rzucili się na Rattona. Nie było czasu, by osłaniać każdego po kolei, więc zdecydowała się na tych stojących najbliżej atakującego. Miała nadzieję, że Tohl i porucznik, który przed chwilą mało co nie skończył jako grzanka, przytomnie schowają się za biurkiem. Nie używała słów, tylko samych gestów. Czarowanie za pomocą ruchu było dla niej bardziej naturalne i przychodziło łatwiej, niż zamykanie mocy w słowach.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sob Cze 18, 2016 6:48 pm

Szczerze mówiąc nie sądziła, że jej słowa dotrą do kogokolwiek. Dlatego bardzo się zdziwiła, gdy wokół niej zaczęła zbierać się grupa magów, która tak jak ona nawoływała do spokoju. Przez chwilę miała nadzieję, że wszyscy posłuchają głosu rozsądku. Próżne to były nadzieje. Templariusze napierali coraz mocniej, choć nie wyglądało na to, że chcą wywołać rzeź. Prędzej to magowie staną się dla siebie przyczyną destrukcji.
- Nie jestem w nikim w zmowie! - Mogła krzyczeć do woli i tak nie dotrze to tych najgłośniejszych. Nie chcieli słuchać. Byli rozgoryczeni, pełni żalu. W końcu przez tyle lat nie byli traktowani, jak ludzie. Templariusze otwarcie pokazywali swoją pogardę oraz poczucie wyższości. Nie dziwiła się magom, że tak zareagowali. Sama też miała ochotę pokazać tym zakutym łbom gdzie ich miejsce i kto tu jest tak naprawdę silniejszy. Jednak to do niczego nie prowadziło.
- Nie ufacie Tolhowi, to zaufajcie Vantu! Jest jednym z nas i na pewno nie pragnie naszej krzywdy. Poczekajmy, aż wrócą. Wtedy podejmie się decyzję, co dalej! Uspokójcie się! - Dalej nawoływała do spokoju, bo według Mirtai to było właśnie to, co mogło ich ocalić. Jeśli jakieś szanse na ocalenie jeszcze istniały. Jednocześnie modliła się, żeby Viktorowi oraz pozostałym udało się coś uzgodnić...
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Sob Cze 18, 2016 7:25 pm

Trzymali się we trójkę, przycupnięci na podłodze niedaleko drzwi.  Krople deszczu rytmicznie bębniły o okna.  

Smak ozonu wzmógł się, delikatnie szczypiąc w język. Coraz wyraźniejsze pomruki burzy tuż nad szczytem wieży wydawały się jednoczyć z biciem jej serca, rytmicznymi i gwałtownymi uderzeniami o obolałe jeszcze żebra. Emocje, myśli przepływały między skłębionym nawałem chmur a jej jestestwem – a przynajmniej ona tak to odczuwała. Nie potrafiąc określić, gdzie zaczyna się jej własny bunt  i gniew, a gdzie bezwzględna dzikość żywiołu.  Nie przerażało jej to, nie wzbudzało niepewności. Zdawało się właściwe. Naturalne. Chwila za chwilą, dostrajała się do burzy.
Pod palcami czuła drżącą adeptkę, na ramieniu – ciężar i ciepło ręki templariusza. Cokolwiek chciał jej tym gestem przekazać nie miało znaczenia. Dodało jej to otuchy, na nowo rozjarzyło wątły węgielek nadziei, ukryty gdzieś głęboko.

I wtedy wszystko trafił szlag.

Gwałtowne powstanie bariery kinetycznej odepchnęło templariuszy w tył, tworząc na środku wolną przestrzeń, dystans.  Opalizująca kopuła oddzieliła magów od zbierających się szybko puszek.
Æn, Æn, naprawdę masz nadzieję? To śmieszne

Agaris ryknął, wzywając pomocy, zaś po plecach Jukki przebiegł lodowaty dreszcz.  Glos zaklinacza nie był jego głosem, co do tego miała całkowitą pewność. Głęboki, niski tembr, jak warkot niedźwiedzia, brzmiąca w nim nienaturalna pewność, żadnego śladu przerażenia czy desperacji, która brzmiała wcześniej.

Wspomnienia napłynęły nieproszoną falą, niosąc za sobą strach, bezlitośnie zduszony przez dostrojony do niej żywioł. Burza nie znała czegoś takiego, jak wątpliwości. Nie wiedziała, co to strach. Opcja ucieczki w ogóle nie istniała. Nie miała ona jakiegokolwiek prawa bytności w „jestestwie” żywiołu.  Sztorm się nie cofał, nie uciekał, nie odpuszczał.
Cały ambitny plan elfki rozpłynął się w pomrukach gromów i błyskach, tnących niebo.

Co by było, gdybym nie uciekła?

Phillipe był blisko,  jak zawsze. Póki zaklinacz zajęty był odchodzącym Melchinsidekiem, przyciągnęła do siebie dyskretnie mężczyznę, tak, by jej usta znalazły się zaraz przy jego uchu. Nerwowym spojrzeniem pilnowała idących ku Agarisowi parze magów.

- Bierz Loting. Ściągnij wsparcie. Na mój znak. Zaufaj mi – wyszeptała szybko, po czym, gdy oczy zaklinacza skierowały się ku niej, odepchnęła Renarda od siebie gwałtownie.  

Podniosła się chwiejnie na drżących nogach. Uniosła ręce na wysokość twarzy tak, jakby się poddawała. Starała się wyglądać na jak najbardziej niepewną, zagubioną. Pozwoliła, by strach wypłynął na jej twarz. Zrobiła krok do przodu.

- P.. proszę! Pomogę! N.. nie atakujcie!  – głos jej się lekko łamał. Całą zresztą wolę skierowała, by nakłonić żywioł do współpracy, panowanie nad własnymi strunami głosowi, zaciśniętym nerwowo gardłem czy mimiką było ponad jej siły.

Drugi krok. Cztery kroki. Sześć kroków.  Blisko, bliżej.

Nim ktokolwiek zdołał coś powiedzieć, z rozmachem opuściła ramiona w dół. Wszystkie okna po jej prawej roztrzaskały się zaś burza wparowała do środka z tryumfalnym hukiem, wstrząsając ścianami komnaty.
W tym momencie mogła mieć tylko nadzieję, że Phillipe znał ją na tyle, by uchwycić ten mało dyskretny sygnał.

Nie czekała jednak  na to, by się przekonać.  Sięgnęła bezpośrednio do żywiołu i wkładając w to swoją wściekłość, dotychczas trzymaną wodzy chwyciła powstające błyskawice i otoczyła siebie i trójkę magów elektryczną klatką, z całą jej mocą skierowaną do wewnątrz. Od kiedy weszła do tej Sali Katorgi dostrajała się do burzy, podjudzała ją, przekonując, że sama jest jej częścią, toteż przeskakujące przez ciało wyładowania nie powinny zrobić jej krzywdy.

Mięśnie miała napięte,  wydawała się unosić ręce z trudem, jakby próbowała podnieść całą posadzkę. Nie chciała zabić buntowników, chciała im przeszkodzić. Mimo wszystko trudno się skupić na tkaniu zaklęć, gdy koło ucha śmiga ci jeden piorun za drugim. Jukka spojrzała  rozszerzonymi oczami na antivańczyka i templariuszy pod drugiej stronie Sali z determinacją. Swoją decyzją postawiła zbuntowaną trójkę między młotem a kowadłem. Chciała wierzyć, że "młot" pojął swoją rolę.

Elfka nie ufała Templariuszom. Magom nie ufała jeszcze bardziej.  
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch Today at 1:10 pm

Powrót do góry Go down

[Otwarta|Wieża Kręgu] Czarne chmury nad Twierdzą Kinloch

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Twierdza Kinloch-