Dragon Age

Share

[Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Czw Kwi 14, 2016 6:57 pm

First topic message reminder :

MISTRZ GRY


Kiedy gwiazdy będą w porządku

Uczestnicy: Magowie Kręgu Czas na odpis: 24h


- Redcliffe, Twierdza Kinloch -

Komendant Maxius Tolh niemalże kipiał ze złości. Chodził nerwowo po swojej komnacie, sapiąc i prychając, jakby lada chwila miał wybuchnąć potężną salwą gniewu. Co jakiś czas rozmasowywał sobie skronie palcami i brał głębokie wdechy, nieskutecznie próbując się nieco wyciszyć.
Raport, który otrzymał chwilę temu był winny całemu zamieszaniu, jakie wokół siebie tworzył komendant. Coś, co w założeniu miało być prostym przechwyceniem apostaty, okazało się całkowitą katastrofą, która w konsekwencji doprowadziła do śmierci czterech templariuszy. Czterech. Komtur Eric przyjął te wiadomości ciężko, jednak Maxius stwierdził, że jest w stanie zapanować nad sytuacją. Zanim komtur opuścił Twierdzę Kinloch, by odpowiedzieć na wezwanie z Val Royaux, otrzymał zapewnienie, że jak wróci do Wieży Magów, problem apostaty zostanie zażegnany. I co się stało? Stracili kolejnych templariuszy. Całkowita klęska i kompromitacja.
Rozległo się pukanie do drzwi, które wybiło komendanta z gniewnej zadumy nad tym, co powinien w tej sytuacji uczynić.
- Czego?! - Ryknął, gdyż wyraźnie nie miał nastroju by z kimkolwiek rozmawiać.
- Pierwszy Zaklinacz Alden - spokojny i nieporównywalnie bardziej opanowany głos maga tylko zirytował templariusza. - Pragnę porozmawiać o czymś istotnym.
- Wejść.
Maxius wziął najgłębszy z dotychczasowych wdechów i wytężył się do granic możliwości, aby opanować złość, która w nim buzowała. Mag w tym czasie przekroczył próg komnaty i ukłonił się lekko z szacunkiem.
- Doszły mnie słuchy o niepowodzeniu waszej ostatniej misji - zaczął Pierwszy Zaklinacz, robiąc przy tym jeszcze parę niewielkich kroków naprzód, w stronę komendanta. - Myślę że...
- To nie powinno cię interesować, Pierwszy Zaklinaczu. Twoim zmartwieniem nie są templariusze.
- Myślę - zaczął raz jeszcze, tym razem jego ton był o wiele bardziej ostry. - Myślę, że jestem w stanie pomóc w tej kwestii.
Maxius Tolh zrobił nieco zdziwioną minę, jednak zaraz na powrót ściągnął brwi.
- W jaki sposób.
- Wyślemy magów.
- Wykluczone!
- Jeżeli mogę..
- Nie! Nie ma takiej możliwości! - Komendant omal nie uderzył pięścią w biurko. - Nie możemy poradzić sobie z apostatą, a ty chcesz abym pozwolił wyjść z wieży jeszcze innym magom? Niedorzeczność.
Pierwszy Zaklinacz czekał w ciszy ze stoickim wręcz spokojem i zabrał głos, gdy uznał, że komendant skończył swoją przemowę.
- Jeżeli mogę. Straciliście już dość templariuszy. Poza tym nie wiemy, czy jest to jeden mag, czy może już więcej. Nie macie tylu ludzi, by kontynuować... polowanie.
Maxius Tolh doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednakże gdy Pierwszy Zaklinacz o tym wspomniał, ogarnęła go kolejna fala negatywnych emocji. Nie miał tylu ludzi, by wysłać następną drużynę na łowy. Mógł wysłać dwóch, albo trzech. W przeciwnym wypadku w Wieży zostanie zbyt mało templariuszy, by kontrolować wszystkich magów. A na to nie mógł pozwolić.
Opadł na fotel i znów zaczął masować skronie.
- Czasem, aby zwalczyć ogień, trzeba użyć ognia - rzekł mag i zrobił kolejny krok w kierunku komendanta. - Trzech magów i trzech templariuszy. Poradzą sobie z tym zadaniem, a wy nie będziecie musieli obawiać się o kolejne straty w ludziach.
Trzech? Tolh spojrzał na maga z niedowierzaniem. Chciał wysłać trzech magów? Na Andrastę, przecież to jakaś kpina. Drwił z niego w biały dzień, prosto w oczy.
A jednak Tolh wiedział, że już przegrał i sprawa została przypieczętowana. Pierwszy Zaklinacz zdawał sobie sprawę, że komendant chce wywiązać się z danego słowa i nie pozwoli aby komtur wrócił i dowiedział się, że apostaci dalej sprawiają problemy i co więcej zabili większość templariuszy obecnych pod komendą Maxiusa. Zdecydowanie źle by to na niego rzutowało i nie mógł sobie na to pozwolić. Ale trzech magów? Alden dobrze to rozegrał. Dokładnie wyliczył na ile może sobie pozwolić Tolh przy szykowaniu kolejnej grupy.
- Trzech, nie więcej - komendant westchnął, poddając się w końcu. - Zawiadom ich, niech się tutaj stawią.
- Już to zrobiłem.
Przez czas, w którym czekali na magów wybranych do tego zadania, komendant Maxius Tolh zastanawiał się jaką grę prowadzi Pierwszy Zaklinacz. Nie mógł uwierzyć w to, że zwyczajnie chce pomóc. Ośmieszenie templariuszy? Jego samego? Pokazanie zakonowi i światu, że templariusze potrzebują pomocy magów, bo sami nie dają sobie rady? A może zwyczajnie chciał pokazać, że magowie są pomocni, że nie wszyscy są źli i spaczeni. Cokolwiek to było, Alden wygrał tę rundę, ale bitwa cały czas trwała.

Powrót do góry Go down
















AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Wto Maj 03, 2016 7:33 pm

MISTRZ GRY


Wszystko działo się szybko. Demon przygotowywał się do ataku. Nie spieszył się, widocznie kumulował odpowiednia dawkę energii, potrzebną by uporać się z magami oraz templariuszami chowającymi się raz, a dobrze.
W tym samym czasie porucznik wydał rozkaz do odwrotu i wszyscy pobiegli w kierunku Vikotra oraz kaprala, którym to udało się znaleźć drugie wejście. Było ono zamknięte na kłódkę, jednakże zdecydowany i precyzyjny cios stalową tarczą wystarczył, by przeszkoda została usunięta i wszyscy mogli wybiec z budynku.
Po niespełna chwili nastąpił ogromny wybuch magii ognia.
Templariusze widać byli przygotowani na podobne okoliczności, gdyż porucznik Rhode, upewniwszy się, że wszyscy znajdowali się na zewnątrz, wymruczał pod nosem kilka słów inkantacji, a następnie uderzył pięścią w ziemię, sprawiając, że wszystkich ogarnęła złocista poświata. Następnie dołączył do reszty templariuszy, którzy to tarczami chronili siebie i magów przed kawałkami drewna, które leciały w ich stronę wraz z potężnym ognistym podmuchem. Gdy jednak znalazł się w odległości nie większej niż pięć metrów od nich, ognień został rozproszony, aż nie zostało z niego nic. To samo miało miejsce z każdym następnym płomieniem, który jakimś cudem zbliżył się do nich.
Templariusze osłonili się jeszcze przed ostatnimi fragmentami tartaku, które to mogły spaść im na głowy, a potem zapanowała cisza.

- Ten wybuch może zwrócić uwagę Redlicffe - zauważył kapral. - A dym to już na pewno.
- Później będziemy się tym martwić - porucznik Rhode wyprostował się i spojrzał na swoich podopiecznych. - Gdzie jest Mefistos?
- Nie widzieliśmy go po drodze - rzucił sir Daron. - Uciekł?
- Najpewniej. Bo myśmy go też nie widzieli. Pieprzony mag. - Templariusz Falathnir splunął na ziemię. - Co teraz? Nie mógł uciec daleko, możemy go schwytać.
- Niedobrze... - Porucznik chciał coś jeszcze dodać, ale przerwał, gdyż zauważył, jak z dymu wyłaniają się sylwetki.
Nie było ich więcej niż dziesięciu, mężczyźni w różnym wieku. Niektórzy trzymali ostrza, inni widły. Każdy z nich na plecach przewieszony miał łuk i kołczan ze strzałami. Szli równym krokiem, który znacznie przyspieszył, gdy zobaczyli magów i templariuszy. Gdy podeszli bliżej można było zobaczyć, że bardziej przypominali wyssane z krwi zwłoki, niż żywe istoty.
- Oho... rozkazy? - Falathnir wyciągnął ostrze z pochwy przypiętej do pasa.
- Ci ludzie to wrogowie. Viktorze, Potrimpusie udzielam wam pozwolenia na użycie magii. Pamiętajcie aby wyjść poza obszar - ręką wskazał na granicę kręgu, która niewyraźnie kształtowała się na ziemi, pokazując pole objęte działaniem oczyszczania magii. - Daron trzymasz się blisko magów, Falanthir przy mnie.
Templariusze skinęli głowami i zaczęli wykonywać polecenia. Gdy Sir Falanthir znalazł się tuż przy Poruczniku, który to wyszedł najbardziej naprzód ku tamtym i zrównał się z nim tarczą, agresorzy wydali z siebie okrzyk, który bardziej można było przyrównać do żałosnego wycia i ruszyli do ataku.

Konsekwencje akcji
Mefistos zniknął w bardzo niekorzystnym momencie, dlatego też w tym momencie w waszym gronie może być powoli uznawany za zbiega. Jeżeli nie pojawi się w przeciągu kilku następnych postów, jak akcja ruszy do przodu, po zakończeniu sesji zostanie oficjalnie uznany za apostatę.
Magowie mają pozwolenie na używanie magii.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Wto Maj 03, 2016 8:45 pm

-Viktorze, możecie nas osłaniać? I pilnować ataku demona – szepnął do zaklinacza lekko zdyszany po ewakuacji lecz wciąż upiornie spokojny Alchemik. Adrenalina krążyła w jego żyłach lecz było to pozytywne. Pobudzenie zawsze korespondowało z płomieniami, z gwałtowną mocą, z miłością… i gniewem. Z ogień i burzą. Tą prostą zasadę jedności swej emocji i sztuki ignorowało wielu mędrców kręgu. Pamiętały o niej wiedźmy z zapomnianych głuszy. I pamiętały niektóre księgi kręgu. Potrimpus też pamiętał.
Lecz to nie ognia pragnął użyć. Jeśli gdzieś w okolicy był demon u którego widział ogniste zdolności, należało unikać wolnych płomieni. Tańczących swobodnie ogni mógł użyć zarówno on jak demon niczym leżącego swobodnie oręża. Adrenalina miała się uwolnić w czymś innym.
Alchemik oczywiście nie darował sobie swego testu. Jeszcze w kręgu negacji magii kucnął, dotknął palcem wskazującym swego „pomiarowego” talizmanu wykrzesując zgodnie z nim tylko minimalną ilość many. Chciał sprawdzić na ile pole templariuszów ją wytłumi. Nie przyłożył się do pomiaru, były rzeczy ważne lecz były dużo ważniejsze. Nie uda się? Trudno. Należało zacząć prawdziwe działania.
Alchemik kucając na krawędzi kręgu przeturlał się tuż na jego granicę (aby zapewnić sobie szybkie skrycie). Prawą dłoniom dotknął ziemi. Zamknął oczy, otworzył ciało. Wszystko drgało. Czuł w dłoni puls matki ziemi, puls umierającego drzewa, wód zaskórnych, puls kiełkującego ziarna. Całe stworzenie, cały ich duch, cała mana i jestestwo – wszystko drgało. Wyszepnął czy może zanucił jedno, pociągłe słowo inkantacji. Serce maga spowolniło dostrajając się do leniwego bicia trzewi matki ziemi. Do jej mocy.
Otworzył oczy. Spojrzał na kmieci. Czy to byli jeszcze ludzie? Trudno było powiedzieć, na pewno wiązała ich magia. Każda magia, każdy czar – wszystko to przypominało kryształ. Im potężniejsze zaklęcie tym na większych fundamentach stało. Twardych jak kryształ..
Kruchych jak kryształ. Alchemik stracił dziesięć sekund na dostrojenie się do trzewi ziemi. Teraz musiał się śpieszyć. Nie szukał w kmieciach jakichkolwiek oznak zaklęcia, nie było na to czasu. W magii bojowej najważniejszy był czas oraz zużycie zasobów. Spojrzał na nich i oczyma swej duszy ujrzał puls ich mocy. Rytm duszy, rytm ciała, być może dominujący rytm zaklęć. Rytm bytu. Częstotliwość. Dwie sekundy.
Alchemik nic już nie mówi. Jego język nie uchwyciłby szybkości metafizyki. Po prostu kreśli na ziemi prosty znak, drugą dłonią ciągle jej dotyka. Serce zaczyna bić jak oszalałe. Myśli biją jak oszalałe. Mag dostraja rytm swej many do pulsu ziemi, do pulsu atakujących.
A potem puszcza adrenalinę w ruch i rozbujał moc do granic. Poprzez ziemię, poprzez jej nurt do ciał jak uderzenie dźwięku w kryształ który go rozbija.
Peryhelium. Raz, refleks, wstrzelenie się swą mocą. Wibracje w kościach (chociaż to nie kości wibrują, a własna dusza). Duszność w płucach, posłanie pierwszej porcji many. Dokładnie odmierzonej,niezbyt dużej.
Aphelium. Raz. Zaczerpnięcie powietrza. Wrażenie oddalania się. Tłumienie drgań. Jak huśtawka wieczności. Kolejny gest na ziemi.
Peryhelium. Dwa. Tik nerwowy pod siatkówką. Świat przyśpiesza. Ziemia jak rytm słońca którego znak kreślił na ziemi.
Aphelium, peryhelium, aphelium, peryhelium. Szybciej i szybciej. Osiem sekund. Niezliczona ilość uderzeń serca. Jedno uderzenie we wszystkich kmieci. Alchemik miał nawet nazwę na ten czar chociaż własnych zaklęć zwykle nie nazywał.

Rozbicie rezonansowe.
Opracował je dawno, gdy jeszcze wiedział dużo mniej o duszy i o manie. Mówił, że to w zasadzie typowy jego czar. Był odpowiedzią jak przy pomocy minimalnej ilości many wywrzeć duchowy efekt? Jeśli cały każda dusza pulsowała (każda będąca fragment cyklu żywego) można było korzystać z analogii fizycznej. Wcale nie trzeba rozbijać kryształu młotkiem, wystarczał krzyk czy drganie. Odpowiednia częstotliwość dostrojona do częstotliwości danego ducha i many były w stanie rozbić ją na kawałeczki wykorzystując zjawisko rezonansu. Zaklęcie z samej swej natury przesuwało koszt użytej mocy na rzecz odpowiedniej wiedzy i percepcji. Zaklęcia albo pękały na kawałeczki albo słabły. Ludzie potrafili zapaść w sen tak jakby rezonans ich duszy dotykał zasłony. Wymagane było medium przeniesienia drgań. Pociski formowało się zbyt długo. Takie jak ziemia.

Alchemik nie czeka na skutek swego pierwszego zaklęcia. Działa w dalszym razie szybko. Dalej kuca, podnosi rękę z ziemi i kreśli nad głową znak niebios mówiąc spokojnym głosem wymawia zaklęcie sięgając wolą nieba aby ustabilizować drgania własnej many zestrojonej ziemią jako byt pomiędzy gruntem a firmamentem błękitu. Natychmiast po tym przeturlał się do templariuszy pod osłonę tarcz.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Sro Maj 04, 2016 12:47 pm

Ucieczka z budynku udała się zaskakująco dobrze i punktualnie. Kiedy tylko kłódka ustąpiła zakonnej tarczy, atak demona uderzył w tartak i pod osłoną zarówno fizycznych jak i antymagicznych tarcz udało im się opuścić budynek, albo raczej to, co z niego zostało. Nadal obywało się z grubsza bez używania magii, ale biorąc pod uwagę ogniste wybuchy, Viktor nie czuł się zbyt pewnie bez osobistej bariery dookoła siebie. Niestety, w kwestii osobistego dyskomfortu można było tylko w tej sytuacji zacisnąć poślady i płynąć z nurtem, póki nic się nie zmieniało.
Znikniecie Mefistosa nie było zbyt zaskakujące i Nevarryjczyk nie przejmował się nim specjalnie, w końcu jako osoba równa mu rangą nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za niedopilnowanie podopiecznego, zwłaszcza biorąc pod uwagę istniejące już od dawna powszechne podejrzenia co do rzekomego maga krwi. Zastanowić za to należało się nad naturą demona, z którym mieli do czynienia. Skurwysyn lubował się w przesadnie potężnych zaklęciach, których użycie zajmowało dużo czasu i nie miał też zastrzeżeń przed zużyciem energii na głupią pokazówkę jaką były otaczające jego formę płomienie. Wskazywało to na spore zapasy energii, co odpowiadało na pytania powiązane z magią krwi w budynku i zdawało się potwierdzać jego wcześniejsze obawy. Ponadto, megalomania co do rozmiaru zaklęć wskazywała na demona Pychy, czy coś bliskiego temu podgatunkowi. Na ten moment nie była to przydatna informacja, ale jeśli zaczną słyszeć jakieś podszepty, przyda się.

Niestety, nie było im dane zastanawiać się za długo nad dalszym kursem akcji, gdyż uprzedni łucznicy raczyli dołączyć do zabawy, na szczęście rezygnując ze swojej broni dystansowej na koszt prostych ostrz i wideł. Prawdę mówiąc, były spore szanse że sami templariusze by podołali grupce tak żałośnie uzbrojonych opętańców, ale nie było co ryzykować. O dziwo, Alchemik pierwszy ruszył do ataku, tkając coś emanującego magią duchową, acz nie było czasu analizować co konkretnie robił, trzeba było samemu zadbać o to, by przechylić szalę na ich stronę.
Duchowy atak Potrimpusa nie mógł z samej natury tej magii być zbyt efektywnym przeciw samym agresorom, zamiast tego biorąc na cel cokolwiek, co ich kontrolowało, bądź w jakiś sposób wzmacniało. W sumie, w tym samym celu mogliby po prostu zwabić bezmózgie zwłoki do antymagicznego pola Templariuszy, ale już było za późno by próbować wymusić zmianę taktyki. Można za to było się zainspirować tym pomysłem i po opuszczeniu antymagicznego pola rycerzy zakonnych, utworzyć własną barierę.
Sam proces tkania bariery był prosty i wydajny, magia duchowa nie wymagała przekształcania zapasów magicznych na skomplikowane rodzaje energii jak przy magii entropii, zamiast tego wykonując projekcję tejże przed siebie i formując ją w pożądany kształt.  Proces formowania bariery też nie był zbyt skomplikowany, wystarczyło za pomocą magicznie nakierowanej siły woli skupić energię w dany kształt, w tym przypadku chciał osłonić towarzyszy od strony płonącego tartaku, nie rozciągając jej jednak za daleko w stronę Alchemika, by nie wejść w drogę jego zaklęciu. Bariera była prosta, ale w tej sytuacji spełniała trzy różne zadania na raz. Pierwszym była oczywista ochrona przed kolejnymi atakami demona, ale pozostałe były ciekawsze. Bariera blokowała też jedną ze stron ataku opętańcom, gdyż jej struktura nie powinna się zgadzać z zaklęciami trzymającymi zwłoki w całości. Najciekawszy był jednak fakt, że bariera była też pułapką. Kiedy demon się pokaże i nie będzie miał gotowego zaklęcia od razu, co jest całkiem możliwe, jako, że wydawał się lubować w niepotrzebnie dużych kulach ognia, Viktor jednym ruchem, omijając początkowe fazy tkania zaklęć, jako, że posiadał już wyzwoloną i opanowaną energię w postaci bariery, przekieruje ją w postaci sporego duchowego pocisku w demona, który na pewno bardziej odczuje tego typu atak niż zwykły śmiertelnik.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Pią Maj 06, 2016 10:42 am

MISTRZ GRY


Test Alchemika nie powiódł się, a raczej nie przyniósł żadnych skutków. Będąc w obrębie pola wyciszającego magię, nie był w stanie zrobić niczego, co byłoby z nią związane.

Templariusze przygotowali się do pierwszej fali agresorów, akurat w czasie, gdy Alchemik oraz Viktor opuścili bezpieczną sferę, a kapral Doran ruszył za nimi, co było dość trudne, gdyż magowie ruszyli w zgoła odmiennych kierunkach.
- Co ty robisz mi tutaj teraz? - Rzucił kapral, gdy oglądał turlanie się Alchemika po ziemi.
Nie miał jednak czasu na to, by się dłużej nad tym zastanawiać, tylko ruszył w jego kierunku, upewniwszy się, że Viktor jest względnie bezpieczny.

W tym samym czasie porucznik oraz templariusz odpierali atak. Wieśniacy, a raczej to co z nich zostało, atakowali wyjątkowo zajadle i - co istotniejsze - nie były to chaotyczne ataki bez większego ładu ani składu, jak to zwykle bywa w przypadku rozjuszonego chłopstwa. Co prawda dalej nie stanowili zbyt wielkiego problemu dla wyszkolonych rycerzy, ale sam ten fakt nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że byli przez kogoś lub coś kontrolowani.
Kilkoma szybkimi pchnięciami i cięciami, templariusze zredukowali ilość atakujących do siedmiu, kiedy to Potrimpus zakończył tkać swoje zaklęcie. Wtedy też stało się coś dziwnego.
Siódemka byłych wieśniaków, która biegła w ich stronę, gotowi by rozerwać ich na kawałki, nagle zupełnie się pogubiła. Zaczęli potykać się o własne nogi, część z nich nawet się przewróciła. Zupełnie tak, jakby uwolnili się od kontroli. I faktycznie chwilę później można było usłyszeć nieco stłumiony ryk, gdzieś w oddali, po drugiej stronie płonących zgliszcz, które jeszcze chwilę temu były tartakiem.
Agresorzy spoglądali na siebie, potem zaś spostrzegli templariuszy oraz magów, zawyli i ruszyli ponownie w ich kierunku. Tym razem nie było w ich ataku krzty kontroli. Ogólnie pojęty chaos, zarówno w ich ruchach jak i walce.
Alchemik zdecydował się przeturlać ponownie, tym razem w kierunku templariuszy, na co sir Daron machnął ręką uznając, że nie będzie biegał jak idiota za turlającym się magiem i wrócił do Viktora, dotrzymując mu towarzystwo, gdy ten formował swoje zaklęcie bariery.
- Co tu robisz, Potrimpus? - wyraźnie zdzwił się porucznik Rhode. - Miałeś trzymać się Darona. Cholera!
Od tarczy porucznika odbił się jeden z wieśniaków, który następnie otrzymał solidne cięcie w okolicy obojczyka.
Wtedy też nastąpił wybuch.
Nagły. Całkowicie nieoczekiwany. Ogień rozlał się po terenie parę metrów od Alchemika i dwójki templariuszy.
- Uwaga! - Krzyknął templariusz Falathnir, pokazując na niebo, skąd spadały kolejne ogniste kule, które to wybuchały i rozbryzgiwały rozgrzaną magmą, gdy tylko uderzyły o ziemię.
- Wycofujemy się! Żwawo! Potrimpus, z powrotem, szybko… co? Uważaj!
Jedyne co porucznik Rhode zdołał zrobić, to zasłonić twarz i plecy maga, gdy tuż za nim spadła kolejna kula, wybuchając w kontakcie z ziemią i wylewając swój żar na wszystko, co znajdowało się w pobliżu. Większość faktycznie zatrzymała tarcza, ale niestety nie wszystko. Część płynnego ognia uderzyła w odsłonięte ramię porucznika, bez litości topiąc metalową płytę jego pancerza. Część dotarła także na nogi i biodro Alchemika, podpalając jego szaty. W przeciwieństwie jednak do templariusza, mag nie miał na sobie zbroi, która by dała mu kilka cennych sekund, zanim magma dotrze do ciała.
Porucznik templariuszy szybkim ruchem odrzucił tarczę, która zaczęła już się topić i ignorując ogień na swoim ramieniu, chwycił wraz z sir Falathnirem maga i szybko wrócili do bezpiecznej strefy. Bluźnił z bólu i dopiero, gdy Alchemik był z powrotem w polu antymagicznym, zabrał się za swoje ramie, które powoli było trawione przez ogień.
Na ich szczęście gdy tylko znaleźli się wewnątrz bezpiecznego okręgu, ogień zaczął znikać, gdyż był wytworem magicznym. Nie oznaczało to jednak, że ich rany nie były prawdziwe. Alchemik oberwał najgorzej, jako, że nic nie chroniło jego ciała w takim stopniu, jak zbroja templariusza. Lewe biodro oberwało najmocniej. Płynny ogień bez problemu stopił ubranie oraz ciało i tkanki mężczyzny do kości. Nogi były poparzone zdecydowanie mniej, jednakże nadal były to poważne obrażenia.
Porucznik Rhode cierpiał podobnie, oglądając swoje poparzone ramię.
Ogniste kule spadały z nieba jeszcze przez jakiś czas. Niektóre uderzały w barierę stworzoną przez Viktora, która wydawała się zdawać egzamin, przynajmniej na razie. To, co nie udało się jej zatrzymać, znikało na zawsze, gdy tylko dosięgało pola oczyszczającego magię. Wszyscy z nich mogli zauważyć, jak kule dosięgają także wieśniaków, którzy zaczęli się zwyczajnie palić i ginąć. Zostało ich niewielu, raptem trójka, gdy jak jeden mąż przestali biegać wokół i stanęli wyprostowani, a potem zniknęli wszystkim z oczu. Widać było, że znowu znaleźli się pod kontrolą umysłu.

- Nosz kurwa jego mać - skwitował całą sytuację kapral Daron. - Nie poszło nam najlepiej.
- Nie gadaj… - Sir Falathnir prychnął ze złością. - Wiecie gdzie są wszystkie nasze rzeczy? W jukach przy koniach. A raczej były.
Fakt, w całej tej sytuacji zapomnieli o swoich koniach, które teraz mogły być równie dobrze martwe. W końcu nie zostawili ich dalej, niż parę metrów od tartaku. Wątpię, aby przeżyły spotkanie z demonem.
- Co teraz… Musimy zawrócić, porucznik jest ranny, mag tak samo. Nie mamy nawet jak opatrzyć tych ran. Kurwa mać, cała ta misja od samego początku to jedna wielka katastrofa.
- Co z Mefistosem?
- Uciekł, to z nim. Wykorzystał okazję i zwiał jak tylko odwróciliśmy wzrok.
- Nie możemy tu zostać - stwierdził porucznik Rhode sycząc z bólu. - Nie jest bezpiecznie, mogą zaraz wrócić.  
- Gdzie mamy iść ,sir?
- Naprzód. - oznajmił porucznik.
- Naprzód? Sir, z całym szacunkiem, ale to samobójstwo.
- Nie możemy pozwolić, aby demon bezkarnie przemierzał Redcliffe.
- Sir, nie możecie walczyć, a mag jest w ciężkim stanie. Nie mamy szans.
- Mag zostaje tutaj, reszta rusza dalej. - Porucznik Rhode wydawał się być całkowicie zdecydowany w swoich słowach.
- Ale sir...
- Jeżeli ktoś ma lepszy pomysł, słucham.


Konsekwencje akcji
Sytuacja się na chwile uspokoiła, chociaż jest to najpewniej cisza przed burzą. Alchemik został poważnie ranny. To samo porucznik templariuszy, sir Rhode. Mefistos przepadł bez śladu korzystając z okazji.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Pią Maj 06, 2016 7:29 pm

Demon ujawniał kolejne skrawki informacji o sobie. Nagła zmiana zachowania opętańców świadczyła o dwóch rzeczach - raz, że demon był ekspertem w kontrolowaniu miej lub bardziej żywych istot a dwa, że potrafił wyczuwać co robili. Tak dokładna kontrola, żeby bez niej truposze kompletnie się pogubiły zapewne uderzyłaby w demona pewnego rodzaju sprzężeniem zwrotnym gdyby zaklęcie Alchemika uderzyło w nich przy aktywnym połączeniu. Gdyby, bo .. specyficzny sposób tkania zaklęć przez drugiego z obecnych magów może i dałby widoczny efekt, ale nie był za szybki, co pozwoliło demonowi się wycofać.
Ich ognisty oponent nie miał jednak zamiaru się wycofać bez kolejnej próby pozbycia się świadków, mimo, że miał do tego doskonałą okazję, kiedy oni musieliby się zmagać z tym co zostało z jego sługusów. Skurwysyn był mądry, nie pokazywał się osobiście, ale nadal lubował się w nadmiernie efekciarskich i przesadnie wyolbrzymionych zaklęciach, zamiast użyć czegoś szybkiego i precyzyjnego. Upodobania demona były jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, gdyż nawet przed ognistym deszczem dało się bronić, co pomiędzy jego barierą a polem Templariuszy działałoby całkiem sprawnie gdyby nie fakt, że Viktor nie rozciągał bariery za daleko na Alchemika, by nie wchodzić w drogę jego zaklęciom, co dwie osoby przypłaciły dość nieprzyjemnymi oparzeniami.
Niestety, ognisty deszcz nie wyeliminował wszystkich opętańców, z których kilku udało się demonowi nawet ponownie opanować i wycofać, jeśli można było taki wniosek wyciągać z ich ruchów. Przynajmniej na chwilę ataki ustały i był czas na to, by rycerzyki zaczęły się kłócić i wymieniać pesymistyczne spostrzeżenia, póki ich dowódca nie doprowadził ich do porządku decyzją by iść dalej.
- Nie tylko my ponieśliśmy straty. - Pozwolił sobie zauważyć Viktor, by nieco podbudować morale Templariuszy. Nie miał zamiaru się kłócić z decyzją porucznika, w końcu się z nią zgadzał. Bez koni nie mieli jak transportować rannego nie spowalniając się znacząco a zostawić Alchemika na pastwę demona nie wypadało nawet jeśli z czystego pragmatyzmu nie chciało się po powrocie w tą okolicę spotkać do kompletu drugiego plugawca. - Prócz trupów, stracił też element zaskoczenia a jeśli uda się nam doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji powinienem być w stanie zamknąć go w swoistym siłowaniu się na magię, żebyście mieli czas zrobić.. cokolwiek robicie z takimi. - Zaproponował, nawiązując do pewnego swojego pomysłu. Pomiędzy ekspercką znajomością magii duchowej, pewnych zdolnościach magii ognia i ogromnej ogólnej wiedzy o magii, powinien być w stanie użyć magii ducha do ataku na energię opuszczającą formę demona, z której tkał zaklęcia. Nie oczekiwał, że uda mu się to na dłuższy czas, ani, że uda mu się wygrać taki pojedynek z tego typu istotą, ale na pewno mógł jakiś czas go w ten sposób zająć, zwłaszcza, że płomyczek lubił długie i przesadnie wyolbrzymione zaklęcia.
Po przedstawieniu swojego pomysłu na przydanie się, postanowił na ten moment opuścić obszarową barierę którą wcześniej stworzył, ale zamiast ją rozpraszać, w ramach wydajności w spędzanej energii częścią z niej się otoczył, tworząc osobistą antymagiczną kulkę, póki nie zabronili mu znowu czarować a w której czuł się pewniej niż pod wpływającą na jego zdolności bańką Templariuszy. Oczywiście, jego kulka była mniejsza objętością, przez co mogła tym samym kosztem być silniejsza a dwa skrawki pozostałej energii miał zamiar uformować w cienkie pociski, gotowe do natychmiastowego wystrzału w demona, gdyby ten choć na chwilę pojawił się w ich polu widzenia. Jego pokryta płomieniami postać wskazywała, że utrzymywał ją magicznie, co taki atak powinien nieco zdestabilizować, wymagając od płomyczka poświęcenia koncentracji na utrzymanie się w kupie zamiast na rzucanie kul ognia. Po tych przygotowaniach, bez większych ceregieli mógł ruszać.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Nie Maj 08, 2016 11:44 am

MISTRZ GRY


Templariusze popatrzyli po sobie ze zmieszaniem wymalowanym na ich twarzach. Widać było, że chcieli coś powiedzieć, z drugiej jednak strony nie mieli ochoty sprzeciwiać się swojemu dowódcy. Miał zresztą rację, nie można było pozwolić, aby demon wałęsał się po okolicy, całkowicie bezkarnie. Z drugiej jednak strony...
- Sir, jeżeli mogę - odezwał się w końcu kapral Daron.
- Mówcie.
- Nie możemy tak po prostu zostawić tutaj Potrimpusa. To nie byłoby w porządku.
- Nie mamy jak się nim zająć, a widzisz w jakim jest stanie - porucznik Rhode zmarszczył nos w bólu, gdy dotknął swojego oparzonego ramienia. - A skoro nie możemy mu pomóc, musimy go albo zostawić, albo... Demon nie może pozostać na wolności.
- Ale maga też nie możemy tak sobie zostawić, sir. - Wtrącił się trzeci z templariuszy.
- Pozbawimy go magii. - Zaproponował Daron.
- Zawsze to jakieś wyjście, ale przecież może uciec się do magii krwi - Falathnir nie dawał za wygraną. - A co jeżeli zmieni się w plugawca? Nie mamy dość kłopotów?
- Nie możemy go też ze sobą zabrać. Ani odesłać z powrotem do Kręgu. - Daron zaklął pod nosem, zrezygnowany.
- Viktorze - odezwał się po chwili porucznik Rhode. - Pozostajesz milczący w tej dyskusji. Co twoim zdaniem powinniśmy zrobić z Potrimpusem?

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Nie Maj 08, 2016 2:17 pm

Viktor miał szczerą nadzieję, że do dokładnie tej sytuacji nie dojdzie, dlatego się wcześniej nie wypowiadał, oczekując, że Templariusze sami zdecydują co zrobić z Alchemikiem, który chyba doznał jakiegoś szoku, bo nie szczególnie reagował. Szlag by trafił tą współpracę na jednakowych warunkach, w tej chwili Zaklinacz by się nie obraził, jakby rycerzyki wzięły wszystko w swoje ręce.
Nie było wątpliwości, że w kwestii inteligencji i wykształcenia w realiach Thedas, Viktor miał wielu pod sobą, ale w takiej sytuacji, pierwszy raz poza wieżą kręgu, w dodatku kilka chwil po osłanianiu się przed deszczem kul ognia, był po prostu poza swoim elementem. Tkanie zaklęć oraz skupienie na utrzymywaniu przy sobie bariery i pocisków pozwalało mu odwlekać niepewność i okazywać tylko chłodne skupienie na sprawie, ale kiedy kładziono na jego rękach los ciężko rannego jakby nie patrzeć podwładnego, przez chwilę miał problem ze sformułowaniem odpowiedzi i bez wątpienia dało się to zauważyć na jego twarzy, zwłaszcza kiedy wszyscy zwrócili na niego uwagę, czekając na odpowiedź.
Nie było wątpliwości, że nie mogli zabrać ze sobą rannego maga, ale zostawienie go również było problematyczne. Z jednej strony była groźba jego śmierci, z drugiej drugiego plugawca do zabicia. Na szczęście, po kilku chwilach zagubienia, Nevarryjczyk w końcu się otrząsnął i był w stanie zaoferować pewien pomysł.
- Pozbawcie go magii. Pozbawię go przytomności nie wprowadzając go w stan snu. Być może trzeba będzie uzdrowiciela by go ponownie wybudzić, biorąc pod uwagę jego stan, ale powinien przeżyć jakiś czas bez nadzoru.- Zaoferował, szybko zbierając się ponownie do przedstawiania sobą chłodnego skupienia, acz na pewno nie prezentował się tak samo wysoko jak wcześniej w oczach Templariuszy. Alchemikowi nie wydawała grozić śmierć przez wykrwawienie się z racji natury ran, a nawet jeśli dojdzie do jakiejś infekcji, mieli stado uzdrowicieli w kręgu do ratowania go w późniejszym terminie.
Jakby nie było, jeśli przystaną na jego plan, jego rolą będzie zebranie pewnej ilości energii entropii i wpłynięcie nią na dopływ krwi do głowy Alchemika, nie odcinając go całkowicie, ale znacznie redukując jej ciśnienie, by nie doprowadzić do zgonu, ale by wyłączyć jego wyższe funkcje na jakiś okres czasu. Zaklęcie było na tyle słabe, by poddać się naturalnym procesom ciała Alchemika, gdyby jego organizm zaczął walczyć, czar nie miał się za długo opierać, nie ryzykując jego życia. Mimo to, pomiędzy ranami a zaklęciem Viktora, nawet gdyby odzyskał przytomność, nie byłby raczej w stanie za dużo zrobić po prostu z wyczerpania.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Pią Maj 13, 2016 10:27 am

MISTRZ GRY


Porucznik Rhode skinął głową, spoglądając na swoich podopiecznych. Ci z kolei westchnęli ciężko, gdyż decyzja wydawała się być podjęta.
- Sprawdzę okolicę - stwierdził kapral Daron i dźwignął się z miejsca, by ruszyć w stronę tartaku, bacznie rozglądając się wokół. Zdecydowanie nie chciał aby cokolwiek ich teraz zaskoczyło. Wydawało się, że demon póki co się wycofał, ale mogły to być tylko pozory, aby oni tak pomyśleli i stracili czujność. Templariusz wolał się upewnić, że nic teraz na nich nie czyha.

- Ja to zrobię - powiedział sir Falathnir podchodząc do Alchemika i kładąc dłoń na jego ciele.
Przez chwilę wpatrywał się w leżącego maga, a potem sapnął lekko i w kilka chwil pozbawił go całej magii. Następnie skinął do Viktora, by ten zrobił swoje. Gdy było po wszystkim, templariusz - wahając się przy tym przez chwilę - zabrał wszystkie talizmany oraz nóż, który znajdowały się przy pasie jego spalonej szaty.
- Może by go gdzieś przenieść?
- Nie mamy czasu aby się nim teraz zajmować.
- Ale sir...
Porucznik Rhode chciał jeszcze coś dodać, ale w tym samym momencie kapral Daron dał im znać, że jest bezpiecznie i ma coś do zakomunikowania.
- Znalazłem nasze konie - oznajmił.
Nie były one daleko od tartaku. Widać, zostały całkowicie zaskoczone i nie miały żadnych szans by uciec. Rozszarpane ciała, wylewające się wnętrzności, oderwane głowy. A wszystko to skąpane w popiele. Odór był straszny, i gdyby nie było takiej potrzeby, to sir Daron w ogóle by ich tam nie zaprowadzał, aczkolwiek los się do nich uśmiechnął. Przynajmniej część ich ekwipunku zachowała się w stanie zdatnym do użytku.
- Teren jest bezpieczny - rzekł kapral po dłuższej chwili. - Mamy chwilę wytchnienia.
- Dobrze. Zbierzcie co się da i ruszamy.
- Sir, zalecam spokój. Jeżeli uda nam się znaleźć jakieś bandaże i maści, powinniśmy zająć się tą raną. Nie wygląda ona dobrze, sir.
- Zgoda. - Porucznik westchnął zrezygnowany.
- Co z Portimpusem? - Sir Falathnir zapytał raz jeszcze, wracając do tematu maga.
- Jeżeli chcecie, możecie się nim zająć. Wyruszamy za dwadzieścia minut - rzekł porucznik i spojrzał na kaprala, a ten skinął mu głową.

Chwila wytchnienia przed ostateczną - jak się zdawało - konfrontacją z demonem.

Konsekwencje akcji:
Alchemik został pozbawiony magii i wprowadzony w stan magicznej śpiączki. Być może uda się go uratować, ale im dłużej przebywa w takim stanie, tym mniejsze są jego szanse.
Udało się znaleźć resztki ekwipunku. Viktor może wybrać cztery rzeczy spośród wszystkich, które zabrali ze sobą magowie (polecam przejrzeć posty dotyczące opisów fantów, które zabrał Alchemik oraz Mefistos), zanim wraz z templariuszami ruszą dalej śladem demona.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Sob Maj 14, 2016 11:22 am

Sytuacja nie wyglądała zbyt różowo. Utrata koni, co prawda przewidywalna, nie pomagała ich perspektywom na resztę wyprawy. Jeśli ktoś jeszcze zostanie poważniej ranny, nie będzie jak go przetransportować. Droga powrotna raczej zaprowadzi ich do pobliskiego Redcliffe, skąd będą musieli załatwić transport do Wieży, co raczej będzie szybsze niż marsz nad jezioro Kalenhad.
Mając z głowy kwestię Alchemika, Viktor pozbierał talizmany, które miał przy sobie uśpiony mag. Większość z nich miała użyteczność czysto akademicką, ale jeden wydawał się mieć jakieś antymagiczne właściwości, nad którymi nie było co się dłużej mimo wszystko zastanawiać. Te prostsze posłużą Nevarryjczykowi jako paliwo do utrzymania cienkiej bariery dookoła siebie na czas ich dwudziestominutowego postoju, podczas którego korzystając ze spirytusu z pakunków Alchemika postara się oczyścić otoczenie jego oparzeń oraz porucznika jeśli się zgodzi. Samo miejsce gdzie płynny ogień zetknął się z ciałem powinno być wysterylizowane przez samą naturę czynnika urazowego, ale ich otoczenie mogło być tylko lekko przypalone, co groziło infekcją.
Jakby nie było z czasem który spędzą na postoju, przed wyruszeniem Zaklinacz wzmocni swoja cienką barierę do poziomu podobnego temu sprzed ustalenia postoju i ponownie przywoła dwa małe duchowe pociski, gotowe do natychmiastowego wystrzelenia, obierając na cel najpierw wszelką koncentrowaną przed demona energię magiczną, celem destabilizacji jego zaklęcia, przynajmniej na chwilę. Poza tym, skupiając się poprzez swoje zdolności w magii duchowej na otoczeniu poza swoją barierą, będzie poszukiwał jakichś śladów magii w otoczeniu, które mogłyby dać im jakieś ostrzeżenie co do tego skąd nadejdzie atak. Jakaś część Viktora aż miała nadzieję, że uda im się przynajmniej na chwilę utrzymać demona przy "życiu" bez konieczności obaw o własne bezpieczeństwo, w końcu nie codzień miało się okazję na studiowanie tak.. egzotycznego okazu magicznego. Nie było to oczywiście jednak warte narażania życia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Pon Maj 16, 2016 6:33 pm

MISTRZ GRY


Falathnir podążył wzrokiem za Viktorem, który postanowił zabrać pakunki obfite w spirytus i ruszyć w kierunku unieruchomionego maga, by oczyścić i nieco wysterylizować rany. Ruszył zanim i nim ten zaczął wykonywać odpowiednie czynności, chwycił Viktora za ramie.
- Nie marnuj tego na niego - rzucił obojętnym tonem. - Nie warto i tak pewnie zginie. Jest w śpiączce, to przynajmniej nie czuje bólu. Tyle mu musi wystarczyć.
Templariusz popatrzył na maga poważnym wzrokiem, dając do zrozumienia, że nie powinien mu się przeciwstawiać i zwyczajnie nie marnować spirytusu na kogoś niewartego uwagi i czasu. Wtedy też można było zorientować się, że wcześniejsze próby nakłonienia porucznika do tego, aby nie zostawiać Alchemika samemu sobie nie były spowodowane sympatią. Najwyraźniej obawiali się, że może stać się plugawcem. A pozbawiając go magii i wprawiając w stan śpiączki, strach nieco zmalał i chociaż dalej dało sie odczuć od nich niepewność co do tego rozwiązania, to jednak byli gotowi przystanąć na ten rozwój wydarzeń już bez większych przeciwwskazań.

Wokół nich panowała cisza. Może nie tyle przerażająca, co z pewnością zastanawiająca. Templariusze zbierali swoje rzeczy, patrzyli co mogli uratować z juków i gdy wszyscy byli gotowi, porucznik Rhode zarządził wymarsz. Udali się w stronę lasu, z którego wypełzło to wszystko, z czym mieli do czynienia jeszcze parę chwil temu.
O dziwo nic im nie przeszkadzało, nie próbowało zabić, nie czuli też aby byli obserwowani. Zupełnie jakby wcześniejsze wydarzenia w ogóle nie miały miejsca.
Minęło dobre pół godziny, nim czwórka mężczyzn dotarła do miejsca, które było ich celem podróży. Chwilę wcześniej mogli poczuć się nieswojo, przez co porucznik rozkazał im zachować ciszę i przyjąć postawę bardziej przypominającą skradanie się, niż dziarski marsz. Teraz jednak mogli dostrzec w oddali prowizoryczny ołtarz, na którym leżała kobieta. Nad nią z kolei stała czwórka zakapturzonych mężczyzn. Wokół szwendało się kilku wieśniaków, którzy to zaatakowali ich ostatnio. Włóczyli nierówno nogami i rozglądali się nerwowo.

- Co robimy? - zapytał szeptem sir Falathnir.
- Zbliżymy się po cichu jak najbliżej się da. Kapral Duran i ja wyjdziemy w bezpośrednią konfrontacje, wyciszając dany obszar na działania magiczne. Viktorze, ty z kolei trzymaj bezpieczną odległość, atakując z dystansu. Sir Falathnir zostanie przy tobie, aby osłaniać przy ewentualnej walce w zwarciu. Zaatakujemy szybko i skutecznie, aby wykończyć ich zanim wyjdą poza obszar wyciszenia.
Pozostali templariusze skinęli głowami.
- Pamiętajcie, przynajmniej jeden z nich jest plugawcem. Bardzo możliwe, że reszta także.

Po tych słowach, porucznik Rhode poczekał, aż wszyscy zajmą swoje pozycje i wraz z kapralem ruszyli do przodu, by przy okazji po cichu zlikwidować paru wieśniaków. Tym razem się nie patyczkowali i od razu przebili im czaszki oraz serca. Swoim czynem jednak zwrócili uwagę, przez co musieli skończyć z podchodami.
Kapral Daron wyskoczył tuż przed zakapturzone postaci i szybko oczyścił teren z magii. Akurat w momencie, w którym dwójka z magów przechodziła do rzucania zaklęć. Porucznik sapiąc lekko i co jakiś czas spoglądając na swoje ramie, rozprawił się z kolejnymi wieśniakami, redukując ich liczbę do trzech. Następnie zagrodził drogę ucieczki magom.
Jeden z nich zaczął płonąć i przemieniać się w swoją demoniczną manifestację.
- Szybko, musimy jakoś unieszkodliwić tego demona! - Krzyknął sir Falathnir do Viktora.
Widać było, że rwał się do walki. I po chwili miał co robić, bo pozostała trójka wieśniaków ruszyła z impetem w ich kierunku.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Wto Maj 17, 2016 4:05 pm

Między magiem a templariuszami była bardzo interesująca dynamika, którą ktoś zajmujący się naukami społecznymi pewnie chętnie by opisał. On nie chciał proponować zbyt radykalnych rozwiązań by nie wyjść na ekstremistę a oni też nie chcieli oficjalnie wychodzić na bezdusznych, tylko cichcem z boku mówiąc o pozostawieniu Alchemika na prawie pewną śmierć.  Najśmieszniejsze w tej całej sytuacji było to, że mimo tańczenia dookoła problemu, zgadzali się co do tego, jakie rozwiązanie było najbardziej optymalne, nawet, jeśli nie pozostawi przyjemnego posmaku w niczyich ustach. Może, gdyby ktoś oficjalnie wyznaczył za lidera magów, zamiast wciśnięcia się przez niego nieoficjalnie w tą rolę z racji Mefistosa, bardziej by protestował, ale w tej sytuacji, mógł jedynie pokręcić głową z niesmakiem i poddać się zimnej logice, zgadzającej się z zostawieniem rannego maga bez pomocy.

Kiedy ruszyli, stwierdzenie cisza przed burzą było na tyle namacalne, że aż chciało się je jakoś uwiecznić. Kto wie, może, jeśli przeżyje, napisze kiedyś o swoich przygodach, jeśli takich wypraw będzie więcej, bo na tą chwilę, dla jego niedoświadczonej w takiej sytuacjach głowy, ekscytacja, przerażenie i skupienie na barierze zmagały się ze sobą w istnej zawierusze myśli. Było to nowe uczucie i musiał przyznać, że było ono na swój dziwny sposób przyjemne. Po raz pierwszy odkąd stracił Mihni, czuł że żyje. Stan rozwoju cywilizacji Thedas nie pozwalał mu nazwać tego co krążyło mu w żyłach dając to uczucie, ale adrenalina na kogoś kto spędził całe życie w wieży kręgu działała bardzo mocno.
Nawet nie zauważył kiedy zleciał cały czas, który zajęło im dotarcie do ołtarza, ale nie był na tyle głupi by dać się ponieść i zrobić coś impulsywnego.. acz ledwie. Czwórka mężczyzn i kilku truposzy. Niewątpliwie od zakapturzonej czwórki należało się spodziewać magii, acz to był paradoksalnie najmniejszy problem. Pomiędzy trójką Templariuszy a dość kompetentnym w dziedzinie magii ducha zaklinaczem, kule ognia nie wydawały się tak straszne.

Nie kwestionując sensownego planu rycerzyków, Viktor wyłącznie skinął głową spoglądając na porucznika, na znak, że zrozumiał i pozwolił im robić swoje. Nie miał jednak zamiaru być biernym w tym czasie, kiedy tylko było jasne co robią, zaczął zbierać energię duchową z zamiarem zaatakowania demona, kiedy tylko się pojawi. Apostaci jakotacy byli istotni, ale od tego miał Templariuszy.

Podchody poszły na tyle dobrze na ile mogły, w końcu kontrolujący wieśniaków na pewno poczuli jak coś nagle zrywa połączenie z ich marionetkami, ale rycerzykom udało się zablokować magię dookoła ołtarza, dając im przewagę, przynajmniej na ten moment. Teraz element zaskoczenia był po ich stronie, przynajmniej dopóki demon nie zaczął "wychodzić" z jednego z apostatów, a cholera wie, czy pozostali nie chowali podobnej niespodzianki. Osobiście, entropista spodziewał się, że demon był po prostu przywołańcem, kiedy zobaczył ludzkie sylwetki apostatów, acz widocznie nie miał racji. Nie było to jednak nieprzyjemne zaskoczenie a wręcz przeciwnie.

Proces przemiany z ludzkiej formy na płonącego plugawca był niewątpliwie magiczny i póki nie był ukończony, musiało się dać go zakłócić, jak każde inne zaklęcie. Wcześniej przygotowaną energię duchową wystarczyło po prostu jak najszybciej wyzwolić w chaotycznej acz nakierowanej na cel formie, by weszła ona w drogę przemianie, zanim ta będzie ukończona. Viktor nie był oczywiście na tyle niepoprawnym optymistą by zakładać, że to wystarczy i nie miał wątpliwości, że istota tak bliska magii jak demon prędzej czy później pokona tą interferencję i wróci do kontynuacji przemiany. (acz nie obraziłby się, gdyby się mylił i demon spektakularnie wybuchnął, zabijając pozostałych apostatów) Kolejną fazą ataku na demona było zaatakowanie energii którą wyzwalał z siebie do napędzania swojej transformacji, co z pewnością wzmocni z racji konieczności przezwyciężania interferencji, co powinno sprawić, że łatwiej będzie ją wyczuć na odległość. Głównym planem było zatrzymanie transformacji w niekompletnym stanie i sprawienie, by demon musiał używać całej koncentracji na nim. Może i taka istota miała lepiej wyostrzone naturalne magiczne zmysły, ale ekspercka wiedza o magii duchowej i potężne zaplecze wiedzy o ogólnej magii powinny pozwolić Zaklinaczowi nadążyć za różnymi sztuczkami których jego cel może próbować. Ważne było utrzymać się planu, nie popychać za mocno, by się za szybko nie wyczerpać, ale też nie osłabiać ataku, jeśli poczuje mniejszy opór, który mógł być pułapką. Miał nadzieję, że chaotyczna i oparta na emocjach natura demona zacznie po jakimś czasie wychodzić na światło dzienne, kiedy frustracja bycia powstrzymywanym przez śmiertelnika zacznie mu doskwierać i co za tym idzie, zacznie popełniać błędy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Sob Maj 21, 2016 10:04 pm

MISTRZ GRY


Falathnir machnął mieczem na odlew i rozpłatał gardło jednemu z wieśniaków, którzy zaatakowali jego i Viktora. Zaraz też zadał kolejne pchnięcie, upewniając się, że delikwent nie będzie już mu się naprzykrzał. Momentalnie doskoczył do drugiego, który to pędził w kierunku Viktora i wparował na niego z impetem, wystawiając przed siebie tarczę. Wieśniak odleciał i upadł na ziemię, a templariusz nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń, tylko zanurzył ostrze w jego trzewiach. Niestety, mag zbytnio skoncentrował się na unieszkodliwianiu demona, by zorientować się, że ostatni z trójki agresorów, wyraźnie zmniejszył między nimi dystans, przygotowując już widły do rzutu.
W ostatniej chwili jednak zareagował sir Falathnir, który wystawił przed siebie dłoń i oślepił napastnika, tuż przed rzutem, więc ten sapnął z niezadowolenia i cisnął widłami nie do końca tam, gdzie chciał.
Zamiast w piersi, widły utkwiły w barku maga, przebijając się na wylot. Viktor zakręcił się nieco wokół własnej osi i padł na ziemię krwawiąc.
- Kurwa mać! - Krzyknął templariusz i szybko rozprawił się z pozbawionym broni wieśniakiem.
Rzucił jeszcze parę wiązanek, zanim dobiegł do maga i kucnął przy nim, oglądając jak bardzo oberwał.
- Dobra, nie jest źle - rzucił po krótkiej chwili. - Wytrzymasz? Musimy zająć się tym demonem i magami. Nie wyciągaj wideł, bo się wykrwawisz.
Falathnir czekał na jakąś reakcję od strony maga. Był bardzo zdeterminowany by ruszyć, wspomóc swoich towarzyszy, ale jednocześnie nie chciał pozostawiać Viktora, za którego był odpowiedzialny, jakby nie patrzeć.

W tym samym czasie, kapral Daron oraz porucznik Rhode rozprawiali się z magami. Viktor zdołał wykonać chociaż pierwszą część swojego planu, skutecznie spowalniając przemianę demona, co wykorzystał kapral i skorzystał z Blasku Stwórcy, by zadać mu poważne obrażenia. Plugawiec ryknął z bólu i ze złości, odwracając się w stronę templariusza. Jego oczy płonęły.
Reszta magów próbowała czarować, jednakże na nic się to zdało. Magia krwi, czy nie - w polu negacji templariuszy, ich starania spełzły na niczym.
- Głupcy... cóż żeście uczynili... - rzucił jeden z magów i zaczął być odciągany od templariuszy przez swoich towarzyszy, by opuścić w końcu pole, na którym magia została wyciszona.
- Poruczniku! - Krzyknął Daron, wskazując na uciekających magów.
Porucznik Rhode rozpłatał ostrzem ostatniego z atakujących go agresorów i ruszył w stronę magów. Ci jednak szybko znaleźli się poza działaniem pola negacji i nim templariusz zdołał ich dopaść, odgrodzili się od niego potężnym murem ognia.
- Głupcy - powtórzył mag. - Niczego nie osiągnęliście. Mamy wszystko czego potrzebowaliśmy! Wasz czas dobiega koń.. Aaargh!
Mag ryknął z bólu, gdyż porucznik Rhode cisnął w niego mieczem, którzy przeleciał przez zaporę z ognia i wbił się w pierś maga. Reszta popatrzyła na niego, po czym zdecydowała się uciec. Przez chwilę jeszcze patrzył na uciekinierów oraz na martwego maga, leżącego po drugiej stronie płomieni. Zaraz też usłyszał krzyk kaprala, który dalej walczył z demonem.

Sir Falathnir także zdecydował się dołączyć do walki, polecając Viktorowi, by ten nie ruszał się i czekał na pomoc z ich strony, jak tylko uporają się z zagrożeniem.
Jednakże, gdy Templariusz tylko się oddalił, koło Viktora pojawiła się pewna postać. Mężczyzna w ciemnym ubraniu, z kapturem zasłaniającym niemalże całą twarz, z wyjątkiem części ust oraz kruczoczarnej, długiej brody.
- Argasha arr arnt gue ktiqu arshanaa - wyszeptał bardzo gardłowo, sprawiając, że ciało Viktora niemalże całkowicie zesztywniało. - Usłysz mnie teraz. Czas nadszedł, przepowiednia się dopełnia. Naczynie przyjdzie do pana i przyczyni się do jego odrodzenia. Araghaa urra vesta. Noś znamię pana.
Viktor mógł poczuć niewymowny ból w okolicy klatki piersiowej. Zupełnie tak, jakby ktoś wypalał mu znamię. Nie mógł jednak zareagował na to w żaden sposób.
Po chwili, która dłużyła się magowi niemiłosiernie, ból zniknął, a wraz z nim zniknął zakapturzony mężczyzna. Pojawili się za to templariusze, a mag znów mógł się ruszać. Gdyby tylko spojrzał lub dotknął swojej piersi, mógłby się zorientować, że nic tam nie ma.
- Dobra Viktor, nie ruszaj się - polecił kapral Daron. - Już się tobą zajmujemy.
- Pokonaliśmy go. - Rzucił sir Falathnir.
- Tak. Chociaż nie złapaliśmy wszystkich apostatów, to jednak możemy mówić, że odnieśliśmy sukces - porucznik Rhode nie wydawał się jednak usatysfakcjonowany tym rezultatem. - No i mamy to. Chociaż nie mam pojęcia co tu jest napisane.
Pokazał Viktorowi oprawioną w skórę książkę, która to nie nosiła na okładce żadnego tytułu. Pierwsze strony jednak dobrze opisywały jej zawartość. I chociaż było to kilka pozornie chaotycznych znaków, Viktor potrafił odczytać ten napis.
"Verbis Maleficari".


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Nie Maj 22, 2016 2:15 pm

Przewidywalnie, niedoświadczony Vikor popełnił książkowy błąd zapatrzenia się w jeden cel. Czy było to z wiary w to, że Templariusze go ochronią, czy ze strachu przed demonem, czy po prostu brak doświadczenia w walce, nie miało większego znaczenia. Znaczenie miał fakt, że pomimo wideł w ramieniu, osiągnął główną część swojego planu, zatrzymał transformację demona na jakiś czas, co widocznie wystarczyło Templariuszom, bo żadne inne ataki go nie dosięgały. Jak przystało na kogoś kto pierwszy raz w życiu był poważnie ranny, w pierwszej chwili kompletnie stracił rozeznanie w sytuacji, osuwając się na ziemię, ale ocuciły go słowa Templariusza. Pierwszym i w sumie jedynym co zdążył sprawdzić to kolor krwi, która z niego uciekała, by upewnić się, że nie dostał w jakieś ważniejsze naczynia krwionośne, ale rana nie wydawała się śmiertelna, a przynajmniej nie przez najbliższe kilkanaście minut. Falathnir mógł dołączyć do reszty, jeśli chciał.

Zaklinacz mógł teraz jedynie podziwiać spektakl walki, i starał się przynajmniej zapamiętać jakieś szczegóły, by nie być absolutnie bezużytecznym. Przez chwilę zastanawiał się też nad sparaliżowaniem swojego barku, by uciszyć ból, ale rozsądek i wiedza medyczna krzyczały, że lepiej było wiedzieć gdzie boli zanim rana zostanie opatrzona, więc musiał wytrzymać. Ciekawe były krzyki apostatów, które nie wydawały się mieć większego sensu. Jeden przeklinał ich za przerwanie czegokolwiek co robili a drugi się chwalił tym, że przybyli za późno. Prawdopodobnie demony namieszały im w głowach, stąd problemy z percepcją sytuacji.

We własną percepcję wątpił też przez chwilę sam Viktor, kiedy zobaczył kogoś kto nagle się obok niego pojawił. Już sięgał po kostur, kiedy istota zaczęła coś mówić, wybijając go z rytmu na chwilę a potem obezwładniając paraliżem. Istota w kiczowatej niemal scenie wymamrotała tajemniczo brzmiącą krzyżówkę groźby i przepowiedni, w której niewątpliwie chodziło o znalezienie nosiciela dla jakiegoś potężniejszego demona. Entropista nie przypisywałby wielkiej wagi do tej sytuacji, opisując ją jako demoniczną wizję, których należało się w takiej sytuacji spodziewać, gdyby nie ta część ze "Znamieniem" i jego fizycznie odczuwalną częścią. Pomijając ból, przynajmniej paraliż był teraz dość przydatny, gdyż wątpił, aby udało mu się zostać nieruchomo, gdyby ten ból miałby się powtórzyć bez czegoś powstrzymującego go od szarpania się. Ciekawe było, że demon go po prostu nie zabił za popsucie ich planów, nawet, jeśli było nikłe jak krzyczał jeden z apostatów. Mimo bólu, jednak nadal wszystko skłaniało sie w stronę tej sytuacji będącej wyłącznie wizją.

Istota znikła tak szybko jak się pojawiła a wraz z nią ból i nie wydawało mu się, by został jakiś widoczny ślad. Nawet jeśli demon nałożył na niego jakąś klątwę, nie było lepiej wykwalifikowanej osoby niż on sam do znalezienia jej, w końcu magia entropii była jego dziedziną. Kiedy będą mogli odpocząć, dokładnie się zbada pod kątem wszelkich klątw, ale na ten moment trzeba było się zająć widłami, bo Templariusze wydawali się kończyć swoją część walki. Samą wizję, bądź wizytę postanowił przemilczeć, w czym pomógł fakt, że ból "magicznie" zniknął.

W zajmowaniu się widłami i swoim barkiem nie miał zamiaru przeszkadzać Templariuszom, chyba, że zauważyłby, że robią coś szczególnie głupiego. Ponadto, zarówno w przemilczeniu wizyty jak i skupieniu się na czymś prócz wideł miała mu pomóc księga, którą znaleźli rycerze a którą na ten moment był w stanie wyłącznie trzymać jedną ręką i odczytać pierwszą stronę, która już sama w sobie mówiła sporo. "Verbis Maleficari", Viktor może nie był lingwistą, ale drugie słowo na pewno znał.

- Najpierw widły, potem książka. - Wymamrotał przez zaciśnięte zęby, nadal zmagając się z bólem związanym z widłami, który niestety nie zniknął wraz z tym związanym z wizją. Poza tym, czytanie księgi o magii krwi kiedy miał jej tyle pod ręką mogłoby mu dawać jakieś pomysły albo nawet skłonić demona który go odwiedził od jakichś podszeptów.

Kiedy będzie mógł przestać martwić się wykrwawieniem, weźmie księgę do rąk, bądź ręki, zależenie od tego czy ta ranna będzie wymagać unieruchomienia i zwróci się do Templariuszy.

- Są spore szanse, że w tej księdze są opisy rytuałów magii krwi. Może mi się udać znaleźć co tu robili, ale tylko jeśli wszyscy się zgodzicie nie wspomnieć o tym w raporcie. Niektórzy mogą uznać to za konieczne, ale wątpię by komendant Tolh domagał się czegoś innego niż wyciszenie, jeśli to przeczytam. - Miał zamiar oznajmić, na tyle równym i opanowanym głosem na ile się mógł zdobyć ktoś kto do niedawna miał widły w ramieniu, jednocześnie wyciągając książkę w stronę Rycerzy w na pół zgiętej ręce, nie całkiem ją oddając, ale pozostawiając w ich gestii decyzję czy ją zabiorą czy pozwolą mu ją przeczytać. Nie było mowy, by udało mu się księgę przemycić albo jakoś sprawić by jego towarzysze o niej zapomnieli a wtedy nikt by się go o nic nawet nie zapytał zanim by go zaprowadzili przed kata. - Jeśli nie, po prostu przeszukajmy trupy i okolice tego ołtarzyka. Upewniłbym się też, że ta kobieta jest martwa, może być niewinna, ale Stwórca wie co w niej mogli zamknąć. - Dodał alternatywną propozycję, kiedy Templariusze niewątpliwie się zastanawiali, jeśli nie wręcz dyskutowali. Były małe szanse, aby pozwolili mu przeczytać księgę, ale zawsze trzeba było spróbować. Jakby nie było, których jego plan raczej zaakceptują i trzeba będzie przystąpić do jego wykonywania, dziękując tak czy inaczej Stwórcy za kostur, mogący służyć za podporę osłabionemu ciału Zaklinacza.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Pon Maj 23, 2016 10:57 am

MISTRZ GRY


Templariusze spojrzeli najpierw na siebie, potem raz jeszcze wzrok przenieśli na Vikotra. Zupełnie jakby nie do końca mogli uwierzyć w to, co on właśnie powiedział. Trzeba było przyznać, że mag miał śmiałość, tak po prostu zapytać o zgodę na przeczytanie księgi, która to należała do magów krwi. Gdyby to byli inni templariusze, to mogłoby się to skończyć zdecydowanie gorzej. Teraz jednak porucznik Rhode spokojnym ruchem ręki zabrał księgę od Viktora i przekazał kapralowi, który ją schował.
- My się tym zajmiemy, Viktorze - jego głos także był wyjątkowo spokojny. Zupełnie jakby się nic nie stało. - Dla ciebie zadanie to dobiegło końca. Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Wierz mi.

Poskładanie go do kupy zabrało im jedynie kilka chwil. Głównie dlatego, że mieli czym zrobić magowi opatrunek, a i okazało się, że kapral Daron jest kimś w rodzaju medyka polowego.
Następnym ich krokiem było sprawdzenie co z dziewczyną, która dalej leżała na ołtarzu, jak w transie.
- Jest w czymś w rodzaju magicznej śpiączki - oznajmił kapral.
- Coś jak w przypadku Portimpusa?
- Tak, tylko tutaj jest to znacznie bardziej zaawansowane.
Porucznik podszedł do kobiety i delikatnie dotknął jej ręki. W tym momencie poderwała się ona z miejsca i spojrzała na Viktora, otwierając przy tym usta.
- Spójrzcie na jej oczy - wskazał sir Falathnir. - I zęby.
Faktycznie jej oczy przybrały kolor jarzącej się pomarańczy, a białka były całkowicie przekrwione. Zęby z kolei były zdecydowanie dłuższe i ostre, jak u drapieżnika.
- Stwórco...
Kobieta kołysała się jeszcze przez chwilę, po czym ułożyła się z powrotem w taką samą pozycję, jak przedtem.
- Co oni jej zrobili?
- Wiedziałem, że magia krwi jest plugawa, ale żeby tak wpływać na ludzki organizm?
- Cokolwiek tutaj tworzyli, nie udało im się dokończyć.
- I chwała Stwórcy. Ale co z nią zrobimy? Nie możemy jej zabrać ze sobą, ani tutaj zostawić...
Porucznik Rhode nie zamierzał wchodzić już w dyskusje. Najzwyczajniej w świecie dobył ostrza i przebił pierś kobiety. Templariusze wstrzymali oddech, nie będąc pewnymi co się właściwie wydarzy. Kobieta natomiast zaczęła miotać się wściekle, by po chwili opaść na ołtarz bez siły. Jedyne co wydobyło się z jej ust to ciche westchnięcie ulgi.

Przez następne godziny, templariusze gromadzili wszystkie zwłoki, by je spalić. Nie można było pozwolić, aby jakikolwiek byt opętał którekolwiek z ciał. A, że było to miejsce plugawych rytuałów, można było z całą stanowczością stwierdzić, że zasłona jest tutaj naruszona.

Mefistos zniknął, co nie było dobrym znakiem. Jednakże o wiele bardziej frapujące było zniknięcie Alchemika. Po wyjściu z lasu i powrocie do zgliszcz, które były tartakiem, nie było śladu po magu, którego zostawili.
To bardzo źle wróżyło.
- Co robimy? - zapytał sir Falathnir z irytacją w głosie. - Chyba tak tego nie zostawimy?
- Wrócimy do Kinloch, zdamy raport, odpoczniemy i ruszymy w pościg. Mamy ich filakteria, nie ukryją się.
- Dokładnie tak - kapral Daron potwierdził słowa porucznika. - Hej, spójrzcie! Ktoś się zbliża. Nie widzę dobrze...
- Chorągwie Redcliffe - rzucił porucznik Rhode.
- Aha! jesteśmy uratowani.

Faktycznie parę chwil później skromny oddział z Redcliffe zatrzymał się tuż przed nimi.
- Spostrzegliśmy dym i przybyliśmy to sprawdzić - rzucił mężczyzna, który niewątpliwie był dowódcą oddziału. - Możecie to wyjaśnić?
- Jestem porucznik Nethan Rhode. To jest Kapral Sir Daron, Templariusz Sir Falathnir oraz Zaklinacz Viktor Vantu. Przybyliśmy tu z misją...

Przez następne minuty, porucznik templariuszy opowiadał skróconą wersję raportu, który pewnie zda komendantowi, pomijając kilka kwestii, które nie leżą w kompetencjach wojskowych. Niedługo potem cała czwórka dostała podwózkę do wioski Redcliffe, gdzie najedli się i odpoczęli (pod uważnym i zaciekawionym okiem mieszkańców), a następnego dnia ruszyli konno prosto do Kinloch.

- Spisałeś się dobrze, Viktorze - porucznik Rhode skinął z uznaniem w stronę maga. - Chociaż twoja pomoc była nieoceniona, to jednak nie mogę tego samego powiedzieć o reszcie towarzyszących nam magów. Oczywiście w raporcie napiszę o twoich zasługach, aczkolwiek nie sądzę, aby były one wystarczające, by obyło się bez konsekwencji dla Kręgu. Z mojej strony masz jednak zapewnienie o tym, że nic złego ci się nie przydarzy.

Raport, który zdał porucznik Rhode sprawił, że komendant Tolh wpadł w szał. I szał ten odbił się na Pierwszym Zaklinaczu, który to przecież sam polecił mu tę trójkę magów. Mieli oni nie sprawiać problemów, spisać się dobrze i wspomóc templariuszy. Mieli przetrzeć szlak i być symbolem tego, że magom można zaufać, można z nimi współpracować i nie stanowią zagrożenia.

Jednego można było być pewnym. Sytuacja magów w Kręgu na pewno ulegnie zmianie. Pytaniem pozostaje jednak jak bardzo drastyczna ona będzie.

SESJA ZAKOŃCZONA!

Viktor Vantu otrzymuje +2 punkty predyspozycji.
- Viktor odbył swój chrzest bojowy i powrócił z misji zwycięsko. Zaskarbiając tym samym szacunek porucznika Rhode, kaprala Darona oraz templariusza Falathnira. Reszta templariuszy może (aczkolwiek nie musi) patrzeć na niego przychylniejszym wzrokiem.
- Viktor jest ranny. Obojczyk może się goić przez następne dwie sesje lub mag może udać się do uzdrowicieli, którzy to zasklepią rany (musi to jednak zostać opisane w następnej sesji, którą będzie rozgrywał).

Mefistos zostaje uznany za zbiega. Jego wątpliwa reputacja oraz fakt, że był już raz oskarżany o praktykowanie magii krwi sprawia, że został on przypisany do kategorii "maleficari" i tym samym skazany na śmierć. Wyrok ma obowiązek wykonać każdy templariusz (lub mag, jeżeli są ku temu sposobności), który wejdzie z nim w bezpośredni kontakt.

Alchemik zostaje uznany za zaginionego. Był ciężko ranny i pozbawiony energii magicznej, co może sugerować, że został opętany, lub został zabrany przez innych magów (być może wbrew swojej woli). Poszukiwania zostają otwarte, jednakże templariusze mają rozkaz schwytania Portimpusa i odstawienie go żywego do Tweirdzy Kinloch, gdzie zostanie poddany przesłuchaniu.  


Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku Today at 9:21 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Redcliffe] Kiedy gwiazdy będą w porządku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Redcliffe-