Dragon Age

Share






[Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Pią Kwi 22, 2016 1:48 am

Już od kiedy Marcus wygrzebał się z ciepłej pryczy, by powitać chłodne promienie poranka wiedział, że to piękny dzień. Przydział racji żywieniowych był wyjątkowo obfity i smaczny, Komtur zdawał się nie dostrzegać zaspanych oczu i nie przeszkadzało mu, że Guerrin odrobinę spóźnił się na wczesny trening. Wszystko było idealnie. Około południa zwolniono go, żeby przygotował się do wyjazdu.  
Był szczęśliwy, że w końcu ma sposobność, by odwiedzić swoją rodzinę, która zajmowała w jego życiu bardzo ważne miejsce.
Odziany w swoją zbroję templariusza udał się na umówione miejsce, w którym to miał czekać na niego powóz.
Marcus nie czuł się zbyt bezpiecznie na koniu i właśnie dlatego, podróżował w ten czy inny sposób, a kwestia przyzwyczajenia sprawiła, że mu to nie wadziło.
Gdy tylko dotarł na umówione miejsce, przeniósł swoje rzeczy osobiste, które tak naprawdę były tylko ubraniami na zmianę. W końcu nie zamierzał paradować po włościach swojej rodziny jako templariusz, a jako syn i brat.
Oczywiście odmówił pomocy, którą zaproponował mu woźniczy. Marcus uważał, że nawet najdrobniejszy wysiłek leży na barkach mężczyzny i nie powinien on, wysługiwać się innymi.
Każda czynność fizyczna hartuje ciało, które jest narzędziem do głoszenia Pieśni Stwórcy, a przede wszystkim obrony Thedas.
Kiedy tylko udało mu się wszystko załadować na wóz, podziękował mężczyźnie za cierpliwość, gdyż ten nawet nie mruknął, iż może mu się po prostu spieszyć.
Podróż jakoś specjalnie nie doskwierała Marcusowi, gdyż był do takowych przyzwyczajony. Guerrin często podróżował po Fereldenie, a nawet i dalej. Oczywiście zawdzięczał to swojemu pochodzeniu, ale wszelkie miłe i przyjemne wyprawy, które kończyły się zabawami były już przeszłością, gdyż obecnie wysyłano go w pościg za apostatą. Jego obowiązki zmieniły się diametralnie, a stało się to kiedy przestał być tak naprawdę młodym szlachcicem, a jedynie templariuszem, który tylko pochodził z bogatego i dobrze postawionego rodu Guerrinów.
Oczywiście Marcus, chociaż oficjalnie nie miał żadnego wpływu na swój ród i ziemie, z których pochodził to dalej pamiętał o więzach i miłości, którą darzył swoją rodzinę.
Bywa, że i sadysta, którego niektórzy nawet zwą demonem ma swoją lepszą stronę. Nigdy nie wyobrażał sobie, że miałby stanąć przeciwko swoim bliskim, ale wiedział, że gdyby któreś z jego rodzeństwa urodziło się z darem magii, to zaopiekowałby się nim.
Podróż zleciała mu naprawdę szybko, w końcu przez cały ten czas, jego myśli krążyły wokół jego rodziny. Gdy tylko dotarł na miejsce, a wóz wjechał na dziedziniec zamku Marcus wyszedł z niego nad wyraz szybko. Tęsknił za domem. Dwór oczywiście natychmiast zauważył pojawienie się powozu, w końcu jego wizyta była już wcześniej zapowiedziana.
- Tęskniłem. - wyszeptał cicho, jak gdyby bał się, że jakiś apostata pozna jego słabości.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Pią Kwi 22, 2016 2:01 pm

Zmęczony trudami przeszłości wzrok śledził ciągi znaków na delikatnie pogniecionym papierze. Paluchy, wielkie jak ociosane kołki, delikatnie przetrzymywały list, ale każdy ich najmniejszy ruch zgniatał wiadomość.
- Powraca... - rzekł sam do siebie rosły chłop, jego uwaga zabrzmiała niczym pomruk niedźwiedzia.
Po przeczytaniu korespondencji, mocarna dłoń trąciła list w płomienie paleniska. Języki ognia odbijały się w lodowato zimnych oczach szlachcica, roztaczał on wokół siebie aurę zimy, którą mozolnie przekształcało nowe uczucie. Zdawało się, że jestestwo mężczyzny nie zaznało pokrzepiających doznań, jednakże w głębinach jego duszy rozpaliło się ognisko w moczarach zapomnienia. Nawet największa krzywda nie ugasiłaby tychże ogni dokonujących niemożliwego - palących się na wilgotnych opale.
Zewu braterstwa nie dało się tak łatwo zgasić!
Marcus* wysiadł na zamkowych dziedzińcu. Nie pomylił się, rodzinna twierdza, niby zaklęty w kamieniach organizm, natychmiast zareagowała na pojawienie się krewniaka. Dwuskrzydłowe wrota, zamykające wnętrze zamku, otworzyły się z głośnym wyciem. Ogromny cień, jakby potwora, wyłaniał się ze środka. Mozolnie schodził po surowych, kamiennych stopniach schodów. Słoneczne promienie ujawniały oblicze bestii: pierw nogi ręce; później tors, a na samym końcu człowieczą twarz. Odziany w czerwone szaty Rewarnir Guerrin dumnie zszedł, postawiwszy ostatni krok na podłożu wyścielonym kamiennymi łbami.
Hardym spojrzeniem badał przybysza, jakoby ten w sekrecie trzymał nieznaną światu tajemnicę. Pierworodny Raynolda wejrzenie miał szczere, które od razu ujawniało jakim był człowiekiem: szczerym do bólu, nie znoszącym kłamstwa, a przede wszystkim srogim jak Góry Mroźnego Grzbietu.
Na Stwórce, jeżeli Marcus był jego bratem, godnie powrócił on do swego domu. Facjata uświęconego przez Zakon wojownika oszpeciło doświadczenie. Na pierwszy rzut oka było widać, że w imię swych zasad, rycerza niosącego na ustach Pieśń Światła, nie zatrzyma ani lawina niewiernych i heretyków, ani pajęcze sieci plugawych istot praktykujących magię, ani grzech własny, albowiem w oczach Rewarnira Marcus grzech poznał i go zwyciężył!
- Bracie - zaczął niskim jak czeluście Głębokich Ścieżek głosem.
Przytulił bratersko mężczyznę na znak powitania.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Pią Kwi 22, 2016 5:28 pm

Marcus nabrał powietrza do płuc i zrozumiał, że chociaż Wieża Kręgu nie znajdowała się jakoś specjalnie daleko od Zamku Redcliffe, to jednak zapach i smak, którego tutaj doświadczył był zupełnie inny.
Przebywanie na jeziorze Kalenhad bywało męczące, a fakt, że przez większość czasu był sam więźniem wieży odrobinę mu doskwierał.
Tutaj czuł się wolny, a krew Guerrinów zawsze pragnęła tego uczucia i zakładał, że jego rodzina dręczyła się w podobny sposób. Wiedział, że nie może mieć poglądów politycznych, ale przypuszczał, że jego rodacy pragną się oswobodzić z jarzma uzurpatora.
Nie mógł stanąć w walce po ich stronie, chociaż w pewnym stopniu tego pragnął, ale mógł ich wspierać jedynie duchowo, modląc się do Stwórcy.
Tak czy siak marzył, by jego rodzina była szczęśliwa. Miał nadzieje, że usłyszy chociaż kilka dobrych wieści, kiedy się z nimi wreszcie spotka.
Napawając się widokami dostrzegł na horyzoncie postać, która po dokładniejszych oględzinach okazała się jego bratem. Tak naprawdę zdradziła go potężna postura i w sposób, w jaki się poruszał. Ponoć każdy Guerrin stąpa twardo po ziemi, a umiejętność tą zdobywają już podczas narodzin. Ich krew sprawia, że odczuwają potrzebę hartowania swojego ciała, a nawet i ducha.
Marcus był pewien, że Rewarnir niezależnie od swojego wieku nigdy się nie zapuści. Rozumiał go w pełni, ale obawiał się, że los nie będzie tak łaskawy dla młodszego z braci. Wiedział, że im częściej będzie zażywał lyrium, tym potężniejsze będą skutki uboczne.
Gdy tylko bracia znaleźli się w odpowiedni odległości, by dostrzec swoje wyrazy twarzy, Marcus uśmiechnął się. Wyglądało to naprawdę szczerze, a on sam nawet nie zwrócił na to uwagi, a odruch ten wydał mu się taki naturalny.
Na pewno tym widokiem byliby zadziwieni magowie w Kręgu, a nawet i Templariusze, gdyż ich Porucznik nie wykazywał specjalnych emocji. Określano go raczej mianem cienia, który krąży po korytarzach i wisi nad wszystkim, czekając, aż ktoś popełni błąd.
Uśmiech na jego twarzy był czymś niezwykłym i miał wrażenie, że gdyby nie Redcliffe i jego rodzina, już dawno by zapomniał jak to jest.
Oczywiście nie zamierzał czekać i wietrzyć zębów, aż jego brat do niego podejdzie. Natychmiast ruszył w jego stronę.
Godna każdego męża Fereldenu postawa Rewarnira napełniła Marcusa optymizmem, gdyż widok ten sprawiał, że martwił się odrobinę mniej.
Złączeni w braterskim uścisku, niczym dwa potężne niedźwiedzie witali się po długiej rozłące. Nikt nie powinien oddzielać brata od brata, ale służba nie drużba.
- Drogi Rewarnirze - zaczął - bracie mam nadzieje, że Stwórca nie wystawił cię przez ten czas na zbyt wiele prób. - dodał po chwili, a w jego głoście można było usłyszeć troskę. Gdyby tylko wiedział, że Marcus niczym gorliwa Kapłanka składał modlitwy co noc, by jego bliscy byli bezpieczni i mieli się dobrze.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Sob Kwi 23, 2016 8:48 pm

Rewarnir nie należał do czułych ludzi, dlatego nie zamierzał trwać w braterskim objęciu przez wieki. Uwolnił się od ramion templariusza, silnie poklepawszy jego barki na zakończenie wylewnego czynu. Twarz pierworodnego powróciła do normalnego wyrazu, który w oczach Marcusa mógłby wydawać się bez emocji, jakby wyrażanie ich, kosztowało rycerza wiele energii.
- Żyję po to, aby wystawiać się na owe próby, bracie - wyraził się twardym tonem, w głosie pobrzmiewało pragnienie doświadczania trudów - Niechaj Stwórca mi w tym dopomoże! - niemal ryknął.
Szlachcic sugestywnie rozejrzał się po placu, dając znać bratu o obecności wojska okupantów. Obsadzili mury, baszty, krążyli po dziedzińcu - oblegali to, co nie należało do nich. Przemocą wzięli w posiadanie dom Guerrinów, a ten widok rozpalał w sercu rosłego męża gniew, błyskał w niebieskich tęczówkach.
- Długo cię nie było. Czas zmienił nasz dom, tym samym zmuszając nas do poznania go na nowo - przemówił, zamykając dłonie w pięści. Przez moment krótszy, niż trzy powolne wdechy powietrza, facjata Rewarnira przybrała złowieszcze oblicze. - Nie będę teraz mówił o aktualnym stanie naszych włości. Jesteś zapewne głodny po podróży, przygotowaliśmy ucztę na twój powrót - kontynuował lżejszych dla ucha głosem. - Sądziłem, że zastanę krewniaka większego i szerszego. Czyżby nie karmili cię zbyt dobrze, Marcusie? - świadomie ukuł dumę brata. - W rzeczy samej, koniecznie musisz coś zjeść. Za mną!
Rodzeństwo udało się do wnętrza. Tam templariusz miał sposobność do przypomnienia sobie korytarzy, rozmieszczenia drzwi do prywatnych komnat, ujrzenia po długiej przerwie wystroju izby, w której przygotowano posiłek na cześć powrotu syna do ojcowizny. Na długim stole wyłożono lokalne potrawy kuszące swym zapachem. Na miejscu honorowym zasiadał sam arl Raynold Guerrin, który bacznym spojrzeniem badał drugiego syna. Po wymienieniu przywitań, bracia zasiedli przy rodzinie, aby ta mogła rozpocząć ucztowanie. Wymienianie przy stole opowieści skracały długie godziny do ulotnych chwil. Marcus dowiedział się od Rewarnira o jego poczynaniach za czasów pełnienia posługi rycerzowi. Wojna hartowała go od najmłodszych lat, pomogła mu zrozumieć istotę życia, obudziła w nim instynkty przetrwania. Starszy brat prawił wyjątkowo powoli i uważnie, jakby nie chciał zdradzić wszystkich szczegółów ze swego żywota. Jeśli Marcus zaczął mówić o sobie, rycerz natychmiast milkł, żeby wsłuchać się w historię.
Następnego dnia templariusza obudziły głośne kroki. O brzasku odwiedził go Rewarnir, bez zapowiedzi wszedłszy do komnaty. Rycerz ubrany był w luźny strój lniany.
- Wstawaj! - agresywnie krzyknął. - Chcę zobaczyć, jak Zakon przygotował ciebie do służby. Będziemy walczyć na miecze i tarcze. Czekam na placu. - Zakomunikował i wyszedł, udając na plac.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Sro Maj 04, 2016 3:31 pm



SESJA ZAMROŻONA

Sesja zostaje zamrożona na życzenie gracza.

Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi Today at 1:12 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Zamek Redcliffe] Więzy krwi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Redcliffe-