Dragon Age

Share















[Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 1:00 am

Las zawsze przemawia, ale nie każdy potrafi zrozumieć co takiego chce przekazać. Tysiące słów, które wypowiada niosą się po jego terytorium. Wystarczy, że zacznie się go słuchać, a wtedy przeprawa będzie o wiele łatwiejsza.
Ithren przechadzając się po Dziczy Arbor starał się wypływać każdą informację, którą natura poddaje mu wręcz na tacy. Szelest liści czy odgłosy łamanych gałęzi dawały znać o tym, że coś się zbliża, a niespokojny śpiew ptaków komunikował, że jest to na pewno coś niebezpiecznego, ale tym razem Pierwszy Elgarfen niczego takiego nie usłyszał.
Czuł, że Duch Lasu jest spokojny, a on może czerpać z tej sytuacji korzyści. Niektórzy uważali, że takie spacery to strata czasu, ale dla niego były czymś ważnym. Ta chwila spokoju sprawiała, że stawał się bardziej wrażliwy i mógł spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy.
Delikatnie stąpał po ziemi jakby bał się, że zrobi jej krzywdę, ale on po prostu uważał, że tylko istoty, które urodziły się w zamurowanych z każdej strony miastach chodzą zbyt głośno i ostentacyjnie. Wydawało mu się, że chcą oni po prostu pokazać siłę, która w nich drzemie, ale czym jest ta sztuczna moc? Ci, którzy nie potrafią poruszać się w dziczy, nigdy nie powinni do niej się zapuszczać, gdyż ta dla intruzów potrafi być naprawdę niebezpieczna.
Trzymając dłoń zaciśniętą na swoim kosturze spojrzał wysoko, by dostrzec korony drzew. Ithrien rozumiał, że jest we właściwym miejscu i elfom nie jest pisane by kroczyły po tych kamiennych i martwych miastach. Ich miejsce było obok natury, ale nie oznaczało to, że muszą koniecznie w przyszłości prowadzić koczowniczy tryb życia. Marzył o powrocie dawnych czasów, gdy elfy posiadały swoje miejsca na ziemi, o które dbały. Miał nadzieje, że te czasy jeszcze powrócą, ale wiedział, że aby to nastąpiło musi pracować nad sobą.
Wolność była im pisana i zgodziła się z tym nawet czczona przez inne rasy Andrasta, której słowa z tego co wiedział były przeinaczane i interpretowane dla własnej korzyści. Tacy są niestety ludzie, gdyż w głowie im tylko jedno - ekspansja, która niszczy wszystko wokół i chęć bogacenia się sprawiająca, że inni cierpią.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 1:57 am

Cedric często zastanawiał się, co tak ciągnęło ludy do odosobnienia, do życia w swoich kręgach. Do własnych miast, do niechęci ku obcemu i innemu. Jeśli mag na czymś się znał (prócz magii, naturalnie), to były to historyczne dzieje Thedas. Kojarzył niuanse związane z polityką poszczególnych nacji i wciąż nie potrafił zrozumieć tej niechęci. Odnosił wrażenie, że świat ogólnie mógłby być lepszym miejscem, gdyby wszystkie strony naraz się postarały; było to jednak jedynie pobożne życzenie. Nawet wiara w kogoś takiego jak Andrasta potrafiła tak znacznie podzielić ludy Thedas - nastawić ludzi przeciwko elfom, skłócić żyjące w podziemiach krasnoludy, aż wreszcie doprowadzić do rozłamu Zakonu na dwie frakcje. Znajomość tych wydarzeń nie naprowadzała go na konkretną odpowiedź. Czy wszystko rozbijało się o chciwość? Byłby skłonny tak powiedzieć.
Czasem jego nogi kierowały się z Fereldenu ku nie tak znowu odległemu Orlais. Jego wrona dostarczała informacje z dalekiego Tevinteru, a on musiał wypełniać każdą wolę Magistrów. Wychowali go, dali mu szansę rozwoju, więc tak się im odpłacał. Gdyby tylko rozumiał ich motywy... Chcieli zebrać armię magów? Co właściwie im przyświecało? Kolejna szansa na dominację? Imperium było ledwie cieniem dawnego molocha, przed którym uginali kolana wszyscy władcy. Za pomocą niepokojów wewnętrznych i kiepskiej sytuacji sąsiadów pragnęli się więc wzbogacić o... kto wie, może nowe ziemie. Cedric obserwował te działania z niesłabnącym niepokojem.
Podróż do Orlais zajęła mu stosunkowo dużo czasu, ale to właśnie w okolicach Dziczy Arbor miał odnaleźć kilku apostatów i być może kontakt z tutejszym kolektywem magów. Początkowa wizyta w Fereldenie już chyba nie wystarczyła jego przełożonym. Szedł spokojnie przez dzikie ostępy, starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, co mogło okazać się dość trudne. W tej okolicy rezydowały głównie zwierzęta i elfy, trudno było pozostać więc niezauważonym. Nawet jeśli, gdzieś w okolicy z pewnością czaiły się wiedźmy, które już wiedziały o przybyciu intruza. Tym bardziej mag odczuwał pewien niepokój związany z przebywaniem na tym terenie. W ramach dziwnych zdarzeń, nie zdziwiłby się, gdyby nagle, ni stąd, ni zowąd, nie wyskoczył mu zza drzewa jakiś templariusz, bo właśnie miał ochotę wybrać się do lasu i sprawdzić, jak miewają się tutejsze elfie klany. To już przestawało być zabawne.
Idąc tak, brunet nie zauważył nawet, jak w polu jego widzenia pojawia się jakaś postać. Był chyba zresztą zbyt zmęczony, by w ogóle zwrócić na to uwagę. Jego błąd. To zawsze mógł być cholerny templariusz.
Albo gorzej.
To mógł być nienawidzący ludzi elf.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 1:41 pm

Każdy dźwięk, który niósł się po lesie miał swojego właściciela, a Ithrien jako, że poniekąd wychował się w zgodzie z naturą potrafił poznać do kogo od należy.
Poczuł, że ktoś coraz bardziej się zbliża, a odkrycie swojej pozycji od razu mogło sprawić elfowi problemy. Kiedy zauważył na horyzoncie, że jest to najprawdopodobniej jakiś mężczyzna i zakładając, że większość długouchych potrafi poruszać się po lesie to, ów jegomość mógł być człowiekiem zważywszy na jego wzrost.
Oczywiście nie był pewien, ale dedukcja pozwalała mu na przygotowanie się na wszelkie ewentualności. Rozpłynął się między drzewami jak na elfa przystało, a zza nich postanowił przyjrzeć się delikwentowi.
Jak się okazało był to zwykły podróżnik, a na dodatek taki, który nie wydawał się zbyt groźny. No chyba, że ukrywał za tymi niezbyt wyszukanymi szatami miecz i tarczę.
Podejrzewał też, że może być to swego rodzaju pułapka, a sam zagubiony w lesie człowiek to po prostu przynęta Zakonu, ale nie spodziewał się żeby wpadli na tego rodzaju pomysł.
Tak czy siak musiał działać, a pojedynczy cel zawsze był łatwiejszą zdobyczą niż cała karawany. Jego klan potrzebował wszelkiej maści przedmiotów od tkanin, które można zdobyć z jego ubrania po pieniądze, które mógł posiadać. Nie wiedział jaka to kwota, ale zakładał, że coś tam przy sobie ma skoro udał się w podróż. Nie wyglądał zresztą na żebraka, a zwyczajnego chłopa, chociaż jego twarz i włosy odrobinę gryzły się z całym wizerunkiem.
Tak czy siak Pierwszy klanu Elgarfen nie zamierzał zwlekać i postanowił natychmiast przejść do działania, a dokładniej mówiąc rabunku.
Trzy iskry zaczęły tańczyć na dłoni Ithriena, aby po chwili wystrzelić z zawrotną prędkością w stronę już za chwile pozbawionego majątku podróżnika. Wraz z przebywaną przez nie odległością błyskawice nabierały kształtu i robiły się coraz większy, aby nabrać ostatecznej formy.
Wokół czarnowłosego mężczyzny pojawiły się trzy wilki, które w całości były stworzone z błyskawic. Magia aż od nich emanowała, a ich warczenie nie przypominało tego prawdziwego. Dźwięk jaki wydawały przywodził na myśl odgłos uderzającego pioruna, ale o wiele bardziej stonowane, w końcu nie mogły być zbyt głośno.
- Radzę Ci się nie ruszać. - zza drzew wyłoniła się postać. Postawny i odziany w elficką zbroję przedstawiciel dalijskiego klanu, który najwidoczniej miał zamiar całkowicie sterroryzować swój cel. Wiedział, że odpowiednie argumenty mogą sprawić, iż cała ta sytuacja obejdzie się bez niepotrzebnych komplikacji. Nie miał zamiaru nikogo zabijać, a chciał jedynie zostawić go tutaj bez jakichkolwiek rzeczy, co zresztą może być pierwszy krokiem do jego śmierci.
Zaciskając dłoń na swoim kosturze przyglądał się człowiekowi, w końcu nie zamierzał dać się zaskoczyć, a każdy niepotrzebny ruch z jego strony mógł uznać za zagrożenie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 1:59 pm

Podróż była niezwykle nużąca i nieciekawa. Drzewa, drzewa, drzewa, może czasem jakaś sarna uskakująca przed nieznanym jej obiektem. Niewielu ludzi pewnie zapuszczało się w te strony. Było to poniekąd jasne - są tereny, na których po prostu nie stawia się niewprawionych stóp. Cedric był tu obcym i zdawał sobie z tego sprawę, jak nikt inny. Nie znał Orlais; kojarzył historie o tutejszych plemionach elfów, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jak w tej chwili długousi rzeczywiście działają. Wkrótce jednak miał się o tym przekonać.
Chwila nieuwagi i już był otoczony przez dość... dziwne wilki. Splecione z błyskawic? Mag. Był tu cholerny mag. Tak daleko od Kręgu? A może...
Apostata. Przecież właśnie po to tu przybył. Gorzej, że nie był w tej chwili w dobrej pozycji do negocjacji. Kostur w ręce mógł okazać się konieczny do użycia, aczkolwiek Cedric miał nadzieję, że zarówno on, jak i stojący nieopodal elf okażą się rozsądni i dadzą sobie spokój z jakąkolwiek walką.
- Mag tak daleko od Kręgu? - zaczął niepewnie Cedric. - Z pewnością nie jestem templariuszem, który was szuka, o cóż może więc chodzić?
Będzie musiał coś prędko wymyślić. Elfy broniły swojego terytorium, a on lepiej by zrobił, gdyby... nie, nie miał innej drogi, która nie naraziłaby go na obserwację ze strony prostego ludu i templariuszy. To było jedyne przejście.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 6:04 pm

Ithrien cały czas uważnie przyglądał się mężczyźnie, który na swoje nieszczęście trafił na szlaku na tego dalijskiego elfa. Jego wzrok był bystry i nie zamierzał niczego przegapić, a tym bardziej dać mu szanse by ten zaatakował.
Nie wiedział tak naprawdę kim jest, a podróżowanie przez Dzicz Arbor samotnie bywa niebezpiecznie. Musiał być albo naprawdę odważny albo nadzwyczajnie głupi, ale nie mu oceniać.
Trzy wilki bezustannie okrążały swojego więźnia i co jakiś czas dawały mu znać warczeniem, aby ten nie zapomniał, że jest jest w dosyć słabej sytuacji.
Kiedy delikwent przemówił, Ithrien starał się wyłapać z jego słów jak najwięcej. Wcale nie chodziło mu tylko o treść, ale też i sposób w jaki ją przedstawia.
Pierwsze co przyszło elfowi na myśl to to, że nie jest stąd. Większość zdawała sobie sprawę, że w Dalijskich klanach również znajdują się osoby z darem magii, chociaż nie każdy miał o tym pojęcie, w końcu na świecie jest sporo ignorantów.
Sposób w jaki mówił też był dosyć dziwny, a jego dobór słownictwa nie przywodził na myśl chłopa. Oczywiście mógł być wyjątkiem od reguły i dajmy na to kształcił się kiedyś, w jakimś klasztorze.
- Nie jestem z Kręgu. - odpowiedział natychmiast, a jego głos wydawał się spokojny i zrelaksowany jak gdyby nic się nie działo. - Rzucić wszystkie swoje rzeczy w lewo, jak najdalej od siebie i lepiej nie rób niczego głupiego, a wtedy one cię nie rozszarpią. - powiedział wskazując palcem na swoje wilcze twory.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Czw Kwi 14, 2016 6:25 pm

Po co trzymać się utartych ścieżek i bezpiecznych traktów, kiedy można wędrować na poziomie mistrzowskim? Odpowiedź na to pytanie, a i samo pytanie nie pojawiło się do tej pory w głowie Vashty, choć prawdopodobnie niebawem się to zmieni. Dziewczyna była w drodze do Ferelden i jakoś dziwnym trafem zboczyła ze ścieżki. Żeby było szybciej? Zabawniej? Śmiertelniej? No cholera wie.
No nic, las był całkiem piękny, więc i miło się jej szło, a póki nic jej nie groziło, to nawet o niebezpieczeństwie nie myślała...za dużo.
Aż do momentu, w którym usłyszała coś. Gdyby była elfem, mogłaby zastrzyc uszami i lepiej wyłapać dźwięki, ale cóż, musiała radzić sobie radzić z tym co miała. Wytężyła więc słuch rozróżniając jeden, dwa głosy? Tak, dwa głosy. I jeszcze dziwne ni to skwierczenie, ni to szelest.
Niewiele myśląc, ruszyła w stronę dźwięków.
Nie skradała się, bo i trudno jej było z tobołkami. A i nie chciała od razu wyjść na taką co się czai. Sama by takiej osobie nie zaufała. No dobrze, miała też drogę usłaną mnóstwem suchych gałązek, po prostu by jej to nie wyszło.
Koniec końców wyłoniła się zza drzew i stanęła twarzą w twarz z... no nie całkiem twarzą w twarz. Natknęła się na elfa terroryzującego człowieka za pomocą... czy to wilki? No chyba tak. Za pomocą stworzonych z pioruna wilków.
Aż jej ręce opadły.
A w zasadzie nie same z siebie, tylko pozwoliła im opaść po to, aby tobołki się jej zsunęły na ziemię. Dobyła sztyletów, ot na wszelki wypadek. Stanęła na lekko ugiętych nogach.
- Łoł łoł... -zaczęła bo w zasadzie nie wiedziała co ma powiedzieć.- Widzę, że trafiłam na niezręczną sytuację...
Ha, niezręcznie to się zrobi, jak zaraz jej pęcherz da o sobie znać!
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Sob Kwi 16, 2016 9:09 pm

Zaczynało się robić ciekawie.
Chyba chodziło tu o jakiś napad, niekoniecznie o zatrzymanie rzekomego intruza. Cóż... To się już Cedricowi bardzo nie podobało. W pewnym momencie, człowiek nawet nie wie, kiedy, zaczyna się przywiązanie do noszonych ze sobą przedmiotów. Takie przywiązanie okazywało się w chęci bronienia swojego dobytku, często zdobytego w pocie czoła.
Nim jednak mag, w chęci obrony swojej własności, zareagował, z lasu wyłoniła się inna postać. Ludzka. Kobieca. W dodatku kompletnie niezamieszana w to całe przedstawienie.
- Sądzę, że nie najlepszym pomysłem będzie odbieranie mi dobytku. Chyba że mam osmalić ten las, który jest twoim domem - powiedział, starając się zachować spokój. - I jest nas chyba dwoje, sądzę więc, że sytuacja ogólnie może stać się dość nieprzyjemna. Stąd proponuję układ - dam ci sporą część moich pieniędzy i odejdziemy wszyscy wolno, nie narażając ani siebie, ani okolicy na szwank.
Teraz mógł tylko czekać, na wszelki wypadek zbierając energię (lub jej brak, w ramach używania entropicznych zdolności) w swoich dłoniach.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Nie Kwi 17, 2016 3:32 pm

Wszystko się odrobinę skomplikowało. Napad na tego człowieka wydający się prostym stał się wyzwaniem, ale na szczęście Ithrien lubił ponad wszystko sytuacje, w których musiał się w jakiś sposób wykazać.
Właśnie ta wymagała pomyślunku i dobrej taktyki, którą zresztą miał już opracowaną.
Kobieta, która wtrąciła im się do rozmowy mogła być przeszkodą, ale miał nadzieje, że zdrowy rozsądek przejmie nad nią kontrolę i w żaden sposób nie zareaguje. Najlepszy rozwiązaniem z jej strony, byłoby po prostu poczekać, aż sytuacja się rozwinie i dopiero potem opowiedzieć się po któreś ze stron, bądź też dalej być neutralnym.
- Dosyć niezręczną - zaczął - ale nie widzę sensu żebyś się w nią bardziej pakowała. - dodał po chwili, a jego utkane z błyskawic wilki zawarczały groźnie oczywiście w kierunku Cedrica, gdyż nie zamierzały go spuścić ze wzroku.
Oby to co miał zamiar zrobić Ithrien da do myślenia tej podróżniczce, a na pewno sprowokuje ją do podjęcia jakieś decyzji.
Wszystko z sekundy na sekundę stawało się coraz bardziej groteskowe, gdyż w pewnym momencie, otoczony przez jego zaklęcie i wręcz spacyfikowany mężczyzna zaczął mu grozić.
Pewność siebie i sposób w jaki wypowiadał słowa uświadczył go w przekonaniu, że nie jest on żadnym chłopem. Powinien popracować na przykrywką i trochę ubrudzić sobie fryzurę, ale raczej już nie będzie mu to dane.
Powoli wszystko zaczynało się wyjaśniać, a kamieniem milowym był moment, w którym napadnięty przez elfa delikwent zaczął gromadzić w dłoniach energię magiczną. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że inny mag jest w stanie wyczuć kogoś kto korzysta z magii, w danym momencie lub też przygotowuje się do rzucenia zaklęcia?
Pierwszy klanu od razu zareagował, a wszystko po to żeby zabrać mu jak najwięcej czasu co sprawi, że jego reakcja będzie znikoma lub też słabsza.
Zaraz po tym jak czarnowłosy zaczął gromadzić moc, Ithrien od razu zaatakował i odpuścił sobie zbędną gadkę, która miała po prostu dać wrogiemu magowi czas na stworzenie planu.
Trzy wilki uderzyły w tym samym czasie z zupełnie innych stron, a ich prężny skok był szybki i niespodziewany. W końcu stworzenia te były dziełem błyskawic, których zabójczość była zaskakująca. Miały one za zadanie rozerwać go, a przy okazji porazić swoim ciałem.
Oczywiście to nie wszystko, gdyż w tym samym momencie z ziemi wystrzeliły korzenie pobliskich drzew, które manipulowane za pomocą magii kreacji miały unieruchomić delikwenta, a następnie ścisnąć go, a przy tym łamiąc jego kości, a nawet zgniatając wnętrzności. Nie miał żadnej zbroi, która pozwoliłaby mu na zmniejszenie obrażeń, a co za tym idzie był w naprawdę słabej pozycji. Oczywiście elf wiedział, że wszystko się może za chwile zmienić, w końcu miał do czynienia z magiem.
Zaciskając swój kostur manipulował swoimi wilczymi tworami, ale też i korzeniami, które poddały się jego woli. Był w pełni skupiony na swoim celu, ale nie zapominał o Vashat, która tak czy siak była w jego polu widzenia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Wto Kwi 19, 2016 6:51 pm

Sytuacja była dla niej o tyle komfortowa, że nie stała się automatycznie celem żadnego ataku. Człowiek myślał, że stanie po jego stronie, elf nie miał zamiaru jej atakować, dopóki nie dołączy do walki.
A ona? Cóż, z pewnością nie uśmiechało się jej rzucanie się na którąkolwiek ze stron. Elf władał magią, człowiek mówił coś o osmaleniu lasu. Wynikało z tego, że też był czarujący. Co ona biedna mogła począć ze swoimi sztyletami? No właśnie.
W sumie nawet nie miała czasu na reakcję. Gdyby zdążyła, pewnie rzuciłaby coś w stylu "jeśli chcecie się pozabijać, to ja wam nie bronię, ale poczekajcie aż usiądę wygodnie". Nie zdążyła.
Wtedy zaczęli się naparzać. A raczej elf zaczął, bo człowiek zdążył jedynie zaproponować układ.
- Ech. Mogę być później potrzebna... -uznała, że jako loża szyderców poczeka do końca walki, a potem zajmie się ocalałym, ocalałymi, albo rzeczami ciepłych jeszcze trupów. Albo pomoże leczyć rany, albo zaopiekuje się dobytkiem - taki miała plan.
Usiadła więc wygodnie, ale i miała na podorędziu broń, co by w razie nieoczekiwanego zwrotu akcji nie zostać z przysłowiową ręką w nocniku.
Swoją drogą musiało to komicznie wyglądać. Dwóch się bije, a ona sobie spokojnie ogląda.

Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby wzięła rzeczy i się ulotniła, ale załóżmy, że po walce żadne z nich nie będzie chciało z nią zadzierać. Powinni być zbyt zmęczeni i poturbowani, żeby mieć takie pomysły.
A więc popatrzmy!
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Sro Kwi 20, 2016 3:54 am

MISTRZ GRY


Zwykle tam gdzie był jeden elf, w rzeczywistości było ich więcej. Szybko okazało się, że ten przypadek nie odbiegał od normy. Gdy tylko Ithrien zaczął zbierać moc na nowe zaklęcie nagle znikąd pojawiła się przed nim zakapturzona postać, która uderzyła kosturem w ziemię, a Vashta, Ithrien i Cedric upadli na miękki mech. Jednocześnie zza drzew wyłoniło się kilka odzianych w zielone, maskujące, lekkie zbroje elfich łowców z napiętymi łukami i grotami strzał wycelowanymi w shemlenów, gotowi w każdej chwili spuścić cięciwy. Przeszywali ich czujnym, nieufnym wzrokiem.
Postać, która udaremniła Pierwszemu wykonanie zaklęcia zakręciła w powietrzu swoim przypominającym potężną gałąź kosturem, a z ziemi wystrzeliły cienkie pnącza, które natychmiast oplotły nadgarstki Cedrica i Vashty. Odwróciła się do elfa, ściągając kaptur z głowy, a ten mógł rozpoznać w niej Opiekunkę, która zmierzyła go nieprzeniknionym wzrokiem. Na znak jej dłoni część przyprowadzonych przez nią łowców ujęła każdego z nowych jeńców pod ramiona i przytrzymała, uniósłszy ich w górę. Pilnowali, aby się im nie wyrwali. A gdyby próbowali - w pierś każdego przynajmniej dwóch długouchych miało wymierzone swoje strzały.
- Ithrien. Nie powinieneś samemu plątać się po lesie - rzekła tylko łagodnie do ucznia i poczekała, aż ten wstanie. Natychmiast wyczuła, że ciemnowłosy był magiem, a zatem Pierwszy mógłby mieć niemałe trudności, by wyjść z tego konfliktu bez szwanku. Wolała interweniować, na wszelki wypadek. Wiek nauczył ją dmuchania na zimne. Dopóki zaś shemleni nie byli wrogo nastawieni, nie było powodów, by ich zabijać. Mavellari wolała nie ściągać sobie na kark hordy templariuszy.
Machnąwszy ręką nakazała wszystkim udać się do obozowiska. Pochwyceni wraz z Ithrienem trafili do jej aravelu. Vashta i Cedric posadzeni zostali na podłodze, a Opiekunka wraz ze swoim uczniem stanęli naprzeciw nim. Zaraz miało rozpocząć się przesłuchanie i tylko od jego wyniku zależało życie dwójki płaskouchych. Kiwnęła głową do elfa dając znak, żeby rozpoczął. Najwyraźniej potraktowała to jako okazję do tego, aby się czegoś nauczył.
Gdy po ich wypowiedzi zadecyduje, że są nieszkodliwi i nie stanowią zagrożenia, wypuści ich. Mavellari nie chciała przelewać zbędnej krwi. Jednak jeżeli wywęszyłaby kłamstwo, nie zawahałaby się ich zlikwidować.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Sro Kwi 20, 2016 6:11 pm

Trudno było Cedricowi zareagować na to, co działo się wokół niego, a z pewnością działo się co nie miara. Mag ruszył do ataku, ale nim w ogóle cokolwiek się zdarzyło z jego strony, Cedric poczuł, że coś pod jego nogami się trzęsie, a on nie ma wyboru, jak tylko stracić równowagę i paść ze wszystkimi widzialnymi na razie osobami na ziemię.
Elfowie. Dużo elfów. Opiekunka. Jakieś strzelce. Czy to jest ten moment, gdy błagasz o litość i prosisz o szybką śmierć? Z drugiej strony to zawsze mogła być ta chwila, w której zostajesz zmuszony do przeanalizowania swojego zachowania i sprawdzenia, jak wiele błędów popełniłeś w konwersacji "na szybko i w stresie". Te chyba były dość zabawne, nawet jak na Cedrica. Ale żeby pieniądze w głuszy proponować? Nawet dla niego brzmiało to chwilowo nieco absurdalnie. Tutejszy elf twierdził, że jest wolny, a skoro tak twierdził, to gardził pieniędzmi i innymi środkami płatniczymi. Wolałby pewnie pajdę chleba z plecaka albo suszone mięso z wiewiórki... Pożywny obiad, nie ma co. Więcej w tym sierści niż mięsa.
Opiekunka, bo nią chyba była elfka, z tego, co wywnioskował mag, postanowiła zaprowadzić ich do obozu. W tym czasie Cedric mógł analizować różne wersje przedstawianych wydarzeń i powoli rozeznać się w swojej pamięci, kto jest kim w dalijskim klanie. Kiedy posadzili zarówno jego, jak i rude dziewczę przed obliczem swoistego "sądu". Opiekunka i uczeń.
Cedric, trudząc się nad układaniem wersji wydarzeń, stwierdził, że nie ma co. Akurat z elfami powinien żyć w przynajmniej częściowej zgodzie. Musiał się tylko przyzwyczaić do myśli, że nie patrzą na niego niewolnicy, co z pewnością utrudniały lata życia w Tevinter.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Pią Kwi 22, 2016 11:16 am

Wszystko się pokomplikowało. O bogowie, już nawet na spokojnie nie dadzą obejrzeć pojedynku. Nie żeby Vashta była gatunkistą czy coś z tych rzeczy, ale... te przeklęte elfy!
Wszystko zdarzyło się szybko. Nalot elfów, przetransportowanie do ich obozowiska. Dziewczynie trudno było ocenić sytuację. Elfy mogły zrobić z nimi co tylko chciały i tak naprawdę nikt by się o tym nie dowiedział.
Jeśli coś mogło ją uratować, to tylko spokój. Siedziała więc na podłodze, tam gdzie jej kazali i nie robiła nic podejrzanego. Żadnych gwałtownych ruchów, żadnych krzyków. Bo i po co?
Jedynie nuciła sobie pod nosem jakąś tylko jej znaną melodię.
Jeśli będą o coś chcieli spytać, to spytają.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Wto Kwi 26, 2016 4:49 pm

Był tak blisko, naprawdę blisko. Czuł, że jeszcze chwila, a rozgromi swoją ofiarę i weźmie się za kolejną. Oczywiście, że nie zamierzał odpuścić kobiecie, która się tutaj przypałętała. Była po prostu jego kolejnym celem, który mógł zrealizować dopiero, w momencie gdy pokona ten pierwszy.
Niestety wszystko poszło nie po jego myśli, a to dlatego, że walka została przerwana przez Opiekunkę i oddział elfów. Tak jak się spodziewał, jego mistrzyni nawet nie chwilę nie spuszcza go z oczu. Myślał, że z kilku powodów cały czas go obserwuje.
Był Pierwszym, ale co najważniejsze był też magiem, który jest podatny na podszepty demonów. Gdyby tylko znalazł elficki artefakt, który jest spaczony przez demoniczne siły cały ich klan mógłby być narażony.
Na szczęście takiego nie znalazł, a dwójkę ludzi, którzy mogą im zaszkodzić bądź też pomóc. Wszystko zależało od tego, jak przeprowadzone zostanie przesłuchanie i czy będą mówić prawdę.
- Wybacz Opiekunko Mavellari - odpowiedział z pokorą w głosie i natychmiast zaprzestał jakichkolwiek czarów. Wiedział, że rozmową z nią to nie przelewki, ale oczywiście czasami się jej buntował i z nią nie zgadzał, w końcu nie był miękką kluchą.
W obozie rozpoczęło się przesłuchanie, a role się odwróciły. To elfy teraz miały przewagę nad ludźmi, a nie na odwrót. Dalijczycy od zawsze obawiają się płaskouchych, a to dlatego, że ci próbują odebrać im wszystko. Godność, wiarę i tradycje. Teraz Ithrien mógł odebrać im coś równie drogocennego, a dokładniej mówiąc życie.
- Jeden to mag, który najprawdopodobniej jest apostatą. Pytał mnie co robię tak daleko od Kręgu, a zresztą jego ubranie wskazuje na to, że się ukrywa bądź szpieguje - szybki zarys, który miał przybliżyć Mavellari sytuacje.
- O kobiecie wiem niewiele. Pojawiła się gdy już miałem przystąpić do ataku, ale wydaje się, że ze sobą nie współpracują. - dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Sob Kwi 30, 2016 2:03 pm

MISTRZ GRY


Opiekunka zmierzyła spokojnym, pełnym mądrości spojrzeniem swoich jeńców, a po chwili przeniosła wzrok na swojego ucznia. Pokiwała powoli głową. Dedukcja dobra. Z powrotem zwróciła się ku płaskouchym i patrzyła ostro to na jedno, to na drugie. Nagle machnęła kosturem, który zatrzymała gwałtownie centymetr od brody Cedrica.
- Ty pierwszy. Kim jesteś? - zapytała spokojnie, ale jej głos był mocny i wyraźnie wskazywał, że elfka nie zniesie sprzeciwu, a także, że przejrzy każde kłamstwo. Skoro był apostatą, to prawdopodobnie im nie zagrażał, wręcz przeciwnie, ale nigdy nie ufała shemlenom. Na razie ignorowała rudą. Rzuciła jej tylko ostrzegawcze spojrzenie, gdy usłyszała, że nuci coś pod nosem. Powinna milczeć. Jednak Mavellari nie zamierzała zwracać jej uwagi. Wolała ograniczać swoje interakcje z płaskouchymi do minimum.
Dłonią musnęła również ramię Ithriena na znak, że powinien zadawać pytania i kontrolować, czy pojmani na pewno mówią prawdę. Chciała go sprawdzić, toteż on powinien tu wykonać większą część pracy, nie ona.

Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka. Today at 1:10 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna - retrospekcja|Dzicz Arbor] Kiedy drzewa szepczą miłe słówka.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Pozostałe tereny-