Dragon Age

Share
















[Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Wto Kwi 26, 2016 10:17 am

Słońce leniwie zaglądało przez okiennice mieszkańców stolicy. Na niebie nie widać było żadnej chmury, która mogłaby zakłócić jego wędrówkę po nieboskłonie. Lekka bryza dawała obietnicę na chwilowe wytchnienia nawet jeśli zrobi się zbyt gorąco. Wraz ze słońcem do życia budziło się miasto. Otwierały się pierwsze zakłady, ludzie ruszali do pracy, Letni Bazar coraz bardziej zapełniał się mieszczanami, zaś żebracy chowali się w ciemnych alejkach by zejść innym z drogi. Dzień jak co dzień w Val Royeaux.

Sir Prosper du Chevin, świeżo zaprzysiężony rycerz, stał wyprostowany z hełmem pod pachą i ze spokojem spoglądał na plecy marszałka Eduarda Volle. Zaraz po przebudzeniu dostał rozkaz zjawienia się u dowódcy. Natychmiast zaczął przywdziewać rynsztunek co jakiś czas krzycząc, gdy sługa, który mu w tym pomagał robił coś zbyt wolno. Tym razem nie posunął się do rękoczynów uznając, że nie warto tracić czasu na to bezwartościowe ścierwo. Gdy został wpuszczony do sali, w której przebywał marszałek, ten przeglądał właśnie jakieś papierzyska. Prosper wciąż pamiętając gniewne oblicze dowódcy nie chciał mu przerywać. Stał i czekał.
Marszałek w końcu podniósł oczy znad czytanego tekstu i obrócił się w stronę przybyłego. Prosper natychmiast spiął całe swe ciało.
- Wzywałeś, sir – powiedział, zaciskając jedną dłoń na rękojeści miecza, zaś drugą przyciągnął bliżej hełm do swego ciała.
- Ach, tak. Sir Prosper. - Ton głosu marszałka wydawał się dziwnie łagodny, nie przypominał w niczym sposobu w jaki zwracał się do swych rekrutów. Choć zmiana ta powinna być oczywista skoro teraz obaj należeli do kawalerów, Prosperowi wydała się dziwna i nienaturalna. - Wezwałem Was – kontynuował – ponieważ mam dla Was ważne zadanie delikatnej natury. Otóż księżniczka Daelyria ma ochotę wybrać się na poranny spacer ulicami miasta. O ile ufam iż strażnicy świetnie wykonują swe powinności to chciałbym by tym razem towarzyszył im kawaler. - Marszałek spojrzał prosto oczy Prospera dając mu do zrozumienia, że to jego ma na myśli. - Spotkasz się ze strażnikami przed komnatami księżniczki i dopilnujesz by jej spacer obył się bez jakichkolwiek ekscesów. Nie zapominaj, że reprezentujesz rycerstwo Orlais. A teraz ruszaj – zakończył i ruchem ręki dał znać, że to koniec rozmowy.
Prosper nawet gdyby chciał nie mógłby zaprotestować. Nauczono go, że rozkazy wykonuje się bez mrugnięcia okiem, a skoro marszałek nie oczekiwał żadnych pytań to ten nie miał zamiaru żadnych
zadawać.
- Tak jest! - odpowiedział i skłonił się lekko.
Odwrócił się na pięcie, przywdział hełm i ruszył w stronę pałacu. Żył by służyć swej ojczyźnie i rodzinie cesarskiej. W końcu pragnął oddać życie za swego cesarza jako jego czempion, więc ochrona jego córki była zaszczytem. Jedynie co mu się nie podobało to błahość tego zadania. Nikt o zdrowych myślach nie zaatakowałby członka rodziny cesarskiej w biały dzień. Prosper podejrzewał, że to jakaś zagrywka polityczna, a jego rola była jedynie reprezentatywna i z tego powodu nie był pewien czemu to jego do niej wyznaczono. Tak czy inaczej, miał zamiar wypełnić swą powinność najlepiej jak umiał.
Wychodząc z akademii przywdział maskę, która przynajmniej trochę ochraniała jego oczy przed bielą bijącą od strony oświetlonych jasnymi promieniami słońca murów pałacu. Tam gdzie Prosper szedł ludzie schodzili z drogi. Określenie, że szacunek, którym jest darzony mu się podoba byłoby niedopowiedzeniem. On czerpał z tego niezdrową satysfakcję.
Doszedłszy – po uprzednim spacerze korytarzami fortecy i minięciu strażników, którzy mieli mu dzisiaj pomagać – do komnat księżniczki, Prosper stanął przed drzwiami. Pozwolił sobie ściągnąć hełm wraz z maską i zapukał do drzwi.
- Księżniczko Daelyrio, przybyłem by towarzyszyć Ci w dzisiejszym spacerze – powiedział najdostojniej jak potrafi.
Cierpliwie czekał aż księżniczka opuści swe komnaty. Nie spieszyło mu się, zresztą nie chciał jej pospieszać, by przypadkiem nie narazić się na jej gniew.
- Sir Prosper du Chevin, chevalier, do usług Waszej Wysokości – przedstawił się, gdy tylko Daelyria wyjrzała zza drzwi i skłonił się w wyrazie szacunku.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Wto Kwi 26, 2016 6:49 pm

Dziś Daelyria wstała wyjątkowo wcześniej nad ranem.
Ostatnio zdarza się jej to coraz częściej ze względu na to, że nękają ją nieprzyjemne sny. Trudno powiedzieć, co jest tego powodem - w końcu księżniczka nie ma zbyt wielu zmartwień; właściwie jedynym obowiązkiem Valmontównej jest póki co znajomość etykiety i utrzymywanie swojego wyglądu w idealnym stanie, aby podkreślić pozycję domu, z którego pochodzi. Spośród całej rodziny wydawało się, że piętnastoletnia dziewczyna była jedną z normalniejszych jego przedstawicielek. Nie gotowała się w niej chęć do przejęcia tronu, nie chowała fiolek z truciznami pod łóżkiem i nie czyhała na najmniejsze potknięcie służącego.
Codziennie z rana, po wzięciu kąpieli siadała przy okiennicy wraz z szczotką, czesząc swoje długie włosy. Poniekąd ją to uspokajało, sprawiało przyjemność. Rzadko kiedy wychodziła na dwór - wiedziała bowiem, że każdy na nią spogląda. Każdy ocenia. Dlatego wolała posiedzieć sobie sama, podczas gdy wiatr miło uderzał w jej twarz i powiewał we włosach. Obserwowała słońce, zerkała na miasto, które malowało się nieco dalej niż dziedziniec zamku... i zaczęła się zastanawiać. Dlaczego nadal są tam żebracy, biedacy? Dlaczego nie mają czym nakarmić swoich dzieci?
Przez te rozmyślania do jej głowy wpłynął pomysł, który był stosunkowo błahy - spacer po ulicach miasta. Co prawda mogło to być niebezpieczne, ale przy towarzystwie strażnika czy też kawalera, zagrożenie spadało do minimalnego stopnia. Znała zawiść ludzi, choć nie miała okazji się o niej przekonać na własnej skórze.
Daelyria nie czekała długo, zaraz posyłając służkę po strażników i przy okazji sakwę monet; później do jej komnaty przybyły trzy służące, które pomogły jej się odziać w szykowną suknię. Z czasem zaczęła się przyzwyczajać do ciężkości, jak i niewygody ubioru. Niedługo potem kobiety opuściły komnatę, a piętnastoletnia szlachcianka stanęła przy okiennicy, kładąc na niej dłoń i obserwując maskę, która na niej leżała.
Ukrywanie swojego prawdziwego oblicza za maską. Nieukazywanie swych prawdziwych, niekoniecznie dobrych intencji. Ta maska, choć mała, była odzwierciedleniem całego Val Royeaux, jeśli nie Orlais. Takie były realia, które dziewczyna - choć z trudem - musiała do siebie przyjąć. W końcu do jej uszu rozbiegło się pukanie do drzwi, a księżniczka Daelyria w jednej chwili sięgnęła po maskę, umieszczając ją na swojej twarzy i cicho wzdychając. W niewielkich dłoniach trzymała sakwę, a podchodząc do drzwi i otwierając je, zaniemówiła.
Jej oczom ukazał się mężczyzna, który był niemal dwa razy większy od niej - młoda kobieta musiała unieść głowę do góry, by móc spojrzeć na twarz, która skalana była blizną. Może i wiedziała, że chevalier służy rodzinie cesarskiej, co i tak nie powstrzymywało jej strachu przed dłuższą chwilę.
- Sir - skłoniła delikatnie głowę w jego kierunku, wystawiając do niego sakwę z monetami i kontynuując - Udamy się do najbiedniejszej dzielnicy w mieście.
Oczywiście, mogło to zabrzmieć dziwnie. Po co dziewczyna z rodziny cesarskiej pragnęłaby się tam udać? Odpowiedź była dosyć prosta - chciała zobaczyć, jak żyją ludzie o przeciętnym majątku, aż po najbiedniejszych. Nie miała o tym świadomości, jako, że rzadko opuszczała teren pałacu.
Chciała nieco popuścić etykietę, jako że to nie było poważniejsze spotkanie - nie chciała, by mężczyzna czuł w jej obecności presję. Co prawda oczywistym było, że musiał zaprezentować rycerstwo Orlais jak najlepiej potrafił, co nie znaczy jednakże, że musiał przy tym stać sztywno jak słup i odpowiadać słowami "tak", bądź "nie". Księżniczka nie miała wielu kompanów do najzwyklejszej, nieprzepełnionej wyniosłością w słowach. Na dworze trudno było kogoś takiego znaleźć, zwłaszcza, że każdy walczył o uznanie. Miała nadzieję nawiązać jakiś kontakt z rycerzem.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Wto Kwi 26, 2016 10:31 pm

Daelyria otworzyła drzwi. Prosper miał pierwszy raz okazję zobaczyć ją z tak bliska. Wydawała się... delikatna. To pierwsze co przyszło mu na myśl. Każdy aspekt jej niezaprzeczalnej urody zdawał się być cenny niczym święte relikwie Zakonu. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że powinien się z nią obchodzić niczym z porcelanową lalką. Z jednej strony ta myśl go przeraziła, gdyż wiedział, że nie należy do osób ostrożnych, z drugiej jednak, sprawiła, że tym bardziej miał zamiar zrobić wszystko co w jego mocy, by księżniczce nic się nie stało.
Mowa jej ciała wskazywała, że zaskoczyła ją postać Prospera. Choć być może to nie był szok, a strach. Rycerz sam zląkł się na tę myśl. Z pewnością nie chciał wystraszyć księżniczki, jeśli już, to chciał sprawić by czuła się w jego obecności bezpiecznie. Nie był dużo wyższy od niej, zresztą jego wzrost nigdy nie był przeważającym czynnikiem aparycji, jednak prawdą było, że wielkością swej postury mógł przerazić, szczególnie tak niewielkie dziewczę.
Księżniczka przez chwilę lustrowała go wzrokiem, a gdy poczuł jej wzrok na swej bliźnie natychmiast sięgnął po hełm i nasadził go sobie na głowę. Spojrzał na trzymaną przez księżniczkę w wyciągniętej dłoni sakwę.
- Oczywiście. Czego tylko sobie życzysz, księżniczko.
Osunął się na bok i ręką oznajmił, że mogą ruszać i by to ona ruszyła pierwsza. Nim poszedł za nią spojrzał na dwóch strażników, którym kazał czekać i wskazał na nich.
- Wy dwaj, trzymacie się kilka kroków za nami.
Gdy upewnił się, że zrozumieli przyspieszył kroku by zrównać się z księżniczką. Uznał, że to najlepsza pozycja dla niego. Pozwala mu najszybciej zareagować na ewentualne niebezpieczeństwo, jak również, mając wciąż na uwadze słowa marszałka, sprawiała, że mógł godnie reprezentować kawalerów.
Nie wiedział dlaczego córka cesarza miała ochotę odwiedzić dzielnicę nędzy. O ile mu było wiadomo, było to miejsce brudne i cuchnące. Z pewnością nie godne księżniczki. Ludzie również nie należeli tam do najprzyjemniejszych. Biedacy, pijacy i złodzieje, każdy z nich próbujący w inny sposób uciec przed swymi słabościami. Jednak nie mogli, było za późno, mieli spędzić resztę swego życia wśród podobnych sobie. Prosperowi nie było ich żal, jeśli o niego chodziło to mogli ginąć w męczarniach.
Wyszli na zewnątrz, na powoli rozgrzewany promieniami słonecznymi bruk. Prosper miał zamiar jak najdłużej trzymać się arterii i skręcić w ciemne alejki jak najpóźniej. Wciąż jednak nie uznawał wycieczki do te rejony miasta za coś przyjemnego.
- Księżniczko. - zaczął wreszcie zbierając w sobie dość śmiałości. - Czy jesteś pewna, że chcesz się udać do dzielnicy nędzy? Nie jest to raczej miejsce godne córki cesarza. – Spojrzał wyczekująco na dziewczynę. - Oczywiście, przysięgam na Stwórcę, że zapewnię księżniczce bezpieczeństwo – dopowiedział szybko, gdy zdał sobie sprawę, że jego poprzednie słowa mogły zostać źle odebrane.
Nie chciał by odniesiono wrażenie, że próbuje uchylić się od eskortowania księżniczki. Prawdą było, że wziął swe rozkazy na poważnie i był gotowy pójść gdzie tylko księżniczka sobie zażyczy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Wto Kwi 26, 2016 11:35 pm

Nie spodziewała się aż takiej posłuszności ze strony du Chevina. Co prawda oczywistym było, że jako kawaler musiał służyć rodzinie cesarskiej. Była przyzwyczajona do tego, że inni wykonują wiele czynności za nią samą... choć szczerze mówiąc, rzadko to wykorzystywała. Nie była tym typem osoby. Z ust stojącego przed nią Prospera nie padło ani jedno pytanie, a jego wzrok wyrażał pewną uległość. Sama księżniczka czuła się w tej sytuacji niezbyt komfortowo. Nie lubiła, gdy ludzie drętwieją na jej widok. Może i była ważną personą, ale wciąż człowiekiem miała szczerą nadzieję, że uda się z mężczyzną porozmawiać na spokojnie. Bez zbędnego napięcia, które tworzyła również kolumna strażników. W ciszy skinęła głową Prosperowi, udając się na początek, tak jak jej wskazał. Wcześniej nigdy nie odbywała żadnych spacerów do miasta, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo Valmontównej.
Nie jest już dłużej sekretem to, że reputacja jej rodu zaczyna wolno podupadać ze względu na niedostojne czyny cesarza, którego bądź co bądź musiano traktować z szacunkiem. Piętnastolatka nie była jedyną osobą niezadowoloną z jego akcji, ale cóż mogła zrobić? Była w końcu tylko dziewczynką.
Założyła swoje dłonie na siebie, zerkając w przód. Nie czekała długo i tuż po ustawieniu się strażników, ruszyła z du Chavinem u swojego boku. Spodziewała się tego, że chevalier w końcu zapyta, po co księżniczka właściwie udaje się do dzielnicy nędzy. Było to bowiem dosyć niecodzienne zjawisko - większość szlachciców nie wynurzało nosa zza pachnącego kwiatami dworu. Od tej reguły postanowiła teraz odejść Daelyria, chcąc dowiedzieć się nieco więcej o życiu w mieście, a szczególnie biedoty. Dlatego też wzięła ze sobą sakwę, którą niósł teraz Prosper. Pragnęła zobaczyć, jak prezentuje się życie przeciętnych osób. Modliła się w myślach o to, by nie zrobić wielkiego zamieszania. W końcu niecodziennie widuje się członka rodziny królewskiej. Większość z obecnych tutaj będzie widziało księżniczkę po raz pierwszy, a więc może to wzbudzić zamieszanie.
Wychodząc na zewnątrz poczuła delikatny, przyjemny wiatr i gorąco słońca, które wisiało już wysoko na niebie. Był piękny dzień, choć gorąc mógł oczywiście przeszkadzać w funkcjonowaniu w sukni. Na szczęście większość budynków rzucała cienie na alejki, więc młoda księżniczka nie musiała długo znosić tych męczarni, w której skład wchodził również stres. Owszem, bała się tego, co tam zobaczy, ale musiała zaspokoić swą ciekawość. Zerknęła nieśmiale na rycerza, gdy ten w końcu zaczął rozmowę.
- Jestem pewna, sir. Nie będziemy tam długo - stwierdziła, przytakując mu, podczas gdy obrazy miasta zaczęły malować się jej przed oczami. Val Royeaux było stolicą całego Orlais, a więc póki co przedstawiało się ono dostojnie - ciekawiło ją jak będzie w biedniejszych dzielnicach. Trudno powiedzieć dlaczego; można to było uznać za zwykłą zachciankę młodej dziewczyny, która chce liznąć choć trochę przygody.
Czy tak było? Nie do końca. Daelyria wzięła monety między innymi po to, by pomóc żebrakom. Nie myślała o tym jako celu podbudowania reputacji rodu, a zwykłej dobroci płynącej z serca. Niespotykane. Zwłaszcza w rodzinie królewskiej, która słynęła ze swej niespotykanej dumy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Sro Kwi 27, 2016 7:26 pm

Nie spodziewał się innej odpowiedzi ze strony księżniczki. Jak dziwna by nie było to prośba, to już wcześniej zdawało mu się, że Daelyria jest pewna swego. Z tego powodu poczuł się zmieszany, że pozwolił sobie na to pytanie. Wciąż nie wiedział dlaczegóż to chciała odwiedzić biedną część stolicy, ale nie miało to obecnie znaczenia. Jego zadaniem było upewnić się, że ten spacer przebiegnie bezproblemowo.
Skłonił lekko głowę i ruszył w stronę jednej z wielu ulic wychodzących z centrum. Jego prawa dłoń swobodnie spoczęła na rękojeści miecza. Właściwie to teraz się uśmiechnął na myśl o odwiedzeniu ciemnych zakamarków miasta. Jeszcze nie tak dawno, bo podczas treningów akademii, bywał tam wraz z dowódcami. Po pierwsze, by poznać całe Val Royeaux, a po drugie by „oczyścić” miasto. Można było śmiało powiedzieć, że znał stolicę na wskroś, a fakt, że w pewnych miejscach zwyczajnie nie spotykało się tam członków rodziny cesarskiej wskazywał, że być można znał ją lepiej od nich.
- Wasza Wysokość, jeśli mogę – zaczął mówić nieustannie patrząc przed siebie. - Zdawało mi się, że Wasza Wysokość nie często opuszcza pałac. Skąd więc pomysł by odwiedzić tę zapomnianą przez Stwórcę część miasta? Znam te miejsca całkiem dobrze i trudno tam znaleźć zajęcie dla księżniczki. - Jego skryty za maską wzrok wciąż był utkwiony w przestrzeń przed nim.
Być może księżniczka pragnęła zobaczyć coś konkretnego. Krążyły różne plotki, a w slumsach działo się wiele rzeczy, które bardzo łatwo mogły rozgniewać cesarza. Prosper zazwyczaj nie zwracał na to uwagi Nauczył się, że jest to pewnego rodzaju drugi świat, rządzący się własnymi zasadami i niektóre sprawy nie powinny opuszczać tego miejsca.
Nie zważając na odpowiedź Daelyrii skręcił w jedną z bocznych alejek odchodzących od głównej ulicy. Była zdecydowanie węższa i - według Prospera - ciemniejsza. Nie chodziło tylko o promienie słoneczne blokowane przez okoliczne budynki, ale również o atmosferę. To nie były jeszcze najbiedniejsza część miasta, jednak o wiele łatwiej było spotkać tu osoby, które twarze skrywały pod obszernymi kapturami.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Sro Kwi 27, 2016 10:37 pm

Daelyria czuła się nieco... zagubiona. Było to dosyć dziwne, ale prawdą jest, że rodzina cesarska nie wie wiele, ba, nie interesuje jej w większości życie w mieście, póki nie zagraża one interesom czy też reputacji Orlais. Niemniej jednak stojący obok mężczyzna dawał jej jakieś poczucie bezpieczeństwa. Nie był to też do końca zwykły spacer - w końcu księżniczka chciała okazać swoją dobrość mieszczaństwu i biedocie, ratując je kilkoma monetami, które były w oczach dziewczyny niczym; trudno, by było inaczej, zwłaszcza, że pochodzi ona z najbogatszego rodu w Orlais. Miała nadzieję, że odbędzie się to bez zbędnych ekscesów - co prawda spodziewała się, że te okolice są zamieszkiwane w większości przez rozbójników i złodziejaszków. Sądziła jednakże, że nie są na tyle głupi, by ryzykować swe życie po kilka monet. Nie była tego do końca pewna - w końcu jedna sakwa monet to dla przeciętnego człowieka wręcz majątek.
Jej intencje były dobre, choć podłość ludzi jest wielka - nie była przygotowana na atak, z każdym krokiem jej strach zaczął wzrastać. Starała się tego nie pokazywać, mimo, że było to dosyć trudne. Ułożyła swoje dłonie na sukni, obserwując mijane przez grupkę osoby. Spojrzenia większości z nich spadały na księżniczkę, która bądź co bądź starała się je ignorować. To oczywiste, że będą się gapić. Musiała się do tego powoli przyzwyczajać.
- Nie chcę zrobić niczego złego, sir - powiedziała, kontynuując - A nawet wręcz przeciwnie - stwierdziła, skinając delikatnie głową na sakwę w jego dłoniach. To powinno dać mu wyraźny znak, co właściwie piętnastolatka ma zamiar zrobić. W końcu nadszedł czas na skręcenie w jedną z ciemnych alejek.
- Skoro znasz dobrze Val Royeaux, zaprowadź mnie do dzielnicy z żebrakami - powiedziała. Udawanie władczego tonu trochę jej nie wychodziło, ze względu na to, że rzadko wydaje rozkazy. Nawet do służek zwraca się z dobrocią w głosie, więc mogło to brzmieć trochę dziwnie.
Boczne alejki wyglądały znacznie mniej ciekawie. Czuła na sobie wzrok osób spod kaptura. Zdawało się, że słyszała również pomruki i szepty. Rozmowę z mężczyzną obok prowadziło jej się nawet dobrze, pomimo, że przepełniona ona była póki co etykietą. Niestety na więcej nie można było sobie pozwolić, zwłaszcza przy strażnikach. Być może kiedyś jeszcze będą mieli okazję się spotkać; pałac jest wielki, ogrody piękne, spotkanie zawsze może być interesującą odskocznią od codziennej rutyny.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Czw Kwi 28, 2016 11:10 am

Prosper spojrzał na sakwę wypełnioną z pieniędzmi, którą teraz zacisnął w pięści. Wiedział, że jej zawartość nie zmieni niczyjego życia na lepsze. Naiwnością było wierzyć, że stanie się inaczej. Zresztą ludzie żyjący w nędzy i ubóstwie nie znaleźli się tam przypadkiem. Byli zbyt słabi by osiągnąć coś w życiu, nie potrafiąc wyrwać się z objęć biedy udowodnili jedynie, że nie zasługują na nic więcej niż teraz posiadają. Tego stanu rzeczy nie można było zmienić nawet najlepszymi chęciami.
Rozluźnił palce dłoni i przywiązał sakwę do pasa. Uznał, że Daelyria jest młoda i niedoświadczona przez życie. W końcu większość czasu spędza w pałacu odizolowana od miasta i jego problemów. Jasnym było, że pewnych spraw nie pojmuje, na niektóre rzeczy patrzy w inny sposób. Nie można było jej za to winić, przecież robiła jedynie to co zostało jej przeznaczone. Pochodzenie i rodzina decydowała o jej przyszłości, każdy jej krok był w jakiś sposób kontrolowany.
Jej słowa jedynie upewniły Prospera w jego przemyśleniach. Daelyria nie wiele wiedziała o prawdziwym życiu.
- Żebracy są wszędzie, Wasza Wysokość – powiedział z nutką smutku. - Nie trzeba schodzić do slumsów by napotkać kogoś proszącego o pomoc. Jednak to co ze sobą wzięłaś – Prosper stuknął palcem w sakwę – nie wystarczy by poprawić ich stan. Zresztą, skąd będziesz wiedziała, że twój dar nie zostanie wydany w najbliższej karczmie? Jak rozróżnisz kogoś kto naprawdę potrzebuje tych pieniędzy od kogoś kto jedynie wykorzystuje dobroć innych? - Z każdym zdaniem mówił coraz głośniej i z większym wigorem.
Zbliżali się do najbiedniejszych dzielnic miasta, ale to nie zmieniało faktów. Ludzi wyciągających brudne dłonie z nadzieją, że wylądują na nich monety było wielu i nie kryli się jedynie w slumsach.


Ostatnio zmieniony przez Prosper du Chevin dnia Sro Maj 04, 2016 7:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Czw Kwi 28, 2016 9:45 pm

Zerknęła na Prospera. Rzeczywiście, Daelyria rzadko wynurzała nos zza pałacu - ba, rzadko kiedy ktokolwiek o pochodzeniu szlacheckim ruszał się ze swojego dworu. Cóż, księżniczka była niedoświadczona w kontaktach z innymi ludźmi, zwłaszcza z mieszczaństwem. Miała dobre intencje, choć to najwidoczniej nie wystarczyło. Nie wiedziała praktycznie nic o ludziach, którzy znajdowali się w najbiedniejszych dzielnicach miejsca, a nie były to na pewno bezpieczne miejsca. Du Chevin miał rację, musiała to przyznać. Żebracy byli wszędzie. I nie dało się nic z tym zrobić; takie były realia.
- Przebywasz w mieście codziennie, sir.  Znasz je lepiej, niż ja - powiedziała, kontynuując i nie spuszczając z niego wzroku - Wbrew pozorom trudno rozróżnić rozpustnika od prawdziwego biedaka. Nie znasz nikogo, kto prawdziwie potrzebuje pomocy? - zapytała, zaciskając swoje dłonie i przełykając ślinę. Z każdym krokiem denerwowała się coraz bardziej, mimo to nadal starała się to tuszować. Bo... nie wypadało, po prostu.
Valmontówna chciała jedynie pokazać dobroć swoją, a przez to całego rodu. Wiedziała, że Prosper zna miasto wręcz idealnie. To dlatego niechętnie prowadził ją do slumsów, a i ona nie do końca chętnie do nich szła.
Uważała jednak, że każdy zasługuje na kolejną szansę. Nie wypadało zawracać, zwłaszcza, że przeszli już dość długą drogę, a monety brzęczały w sakwie. Miała zamiar jednak dostosować się do rad chevaliera; nie chciała narażać swojego życia na niebezpieczeństwo.
- Co więc radzisz, sir? - zapytała, spoglądając na niego ukradkiem.  
Pomimo zagrożeń spływających z przechadzki po mieście, była dosyć zadowolona. Jej stosunki z większością rodziny były nijakie, jeśli by nie powiedzieć złe.
Nie było tajemnicą, że ciotka Valérie za nią nie przepada, lecz cóż Daelyria mogła uczynić, jak tego nie przemilczeć? Plotek na dworze było dużo, a co poniektórzy tylko czyhali na najmniejsze potknięcia rodziny królewskiej. Tak już niestety było.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Sro Maj 04, 2016 8:30 pm

Coraz silniej uderzające w nozdrza nieprzyjemne zapachy oznaczały tylko jedno: zbliżali się biedniejszej części miasta. Twarz Prospera wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia, gdy jego nos również był przez chwilę atakowany. Końcówka jego płaszcza już od dawna ciągnąca się po ziemi i błocie zdążyła już zmienić barwę. Prychnął i pociągnął pelerynę ku górze jakby chciał odgonić od siebie cały otaczający go brud. Nie pomogło.
Spojrzał na księżniczkę. Czasami ciężko było rozmawiać gdy nosiło się te maski. Nie pozwalały wyczytać emocji, które kreowały się na twarzy rozmówcy. Pozostawały jedynie ton głosu i mowa ciała. Prosper nigdy za dobrego słuchacza się nie uważał, a na dziewczynę nie chciał gapić się zbyt długo. Z tego powodu nie był pewien jej zamiarów. Czy rzeczywiście robiła to z najprostszej dobroci serca? Czy może była to jakaś dziwna zagrywka polityczna, mająca pokazać ludowi jak wspaniały jest cesarz? Nie wydawało się jednak by komukolwiek trzeba było przypominać o wielkości Promienistości.
- Być może nie będziesz w stanie pomóc wszystkim swym obywatelom, Pani – tutaj zatrzymał się, jakby bijąc z własnymi myślami – lecz możesz pomóc jednostce. Znajdź kogoś inteligentnego i młodego. Przygarnij go pod swoje skrzydło, daj mu edukację i miejsce w uniwersytecie. To jedyny sposób by ktoś mógł się wyrwać z tego dołka.
To co mówił było prawdą, jednak nie zmieniało to faktu, że nie wierzył by ktokolwiek zasługiwał na wsparcie rodziny cesarskiej. Było to niezwykłe wyróżnienie, a okazanie swej przychylności biedakowi ze slumsów mogło spotkać się z głosami protestu. Nie wierzył również by Daelyria miała taką władzę w swych rękach. Potrzebowałaby zapewne zgody cesarza i cesarzowej, o ile słyszał pogłoski to ta druga, nie będzie zadowolona z takiego pomysłu. Cóż jak bardzo by się nie zgadzał ze swymi słowami to księżniczka poprosiła radę, zaś Prosper tej rady udzielił.
- Skoro już tu jesteśmy powinniśmy zajrzeć do pobliskiego zakonu. Pieniądze możesz przekazać jako jałmużnę, z pewnością zostaną wykorzystane zgodnie z wolą Andrasty. Twa obecność z pewnością również pokrzepi serca znajdujących się tam chorych – powiedział już spokojniej i zwolnił nieco kroku oczekując odpowiedzi księżniczki.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Czw Maj 05, 2016 3:42 pm

Dziewczyna nadal nie była pewna całej tej przechadzki. Zapach stawał się być naprawdę nieprzyjemny, a sama księżniczka czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia wielu osób. Wiele podejrzanych typów się tutaj kręciło, a szlachcianka dziwnym trafem czuła, jak pożerają wzrokiem sakwę, która wisiała u boku Prospera. Napięcie wzrastało, jednak szli dalej. Daelyria co jakiś czas zerkała na Prospera, jednak na tyle potajemnie, by nie zwrócić jego uwagi. Już po niedługiej rozmowie z nim mogła stwierdzić, że ma do czynienia z mądrym mężczyzną. Cóż, wydaje się, że w Orlais powoli zaczęło takich brakować... niestety.
Skierowała swoje oczęta na Prospera po raz kolejny, gdy ten zaczął mówić. Owszem, potrzebowała teraz rady kogoś bardziej doświadczonego. Nie chciała w końcu wyjść na głupią, choć zdaje się, że już to zrobiła. W końcu co za członkini rodziny królewskiej udałaby się na - pozornie bezcelowy - spacer po najbiedniejszych dzielnicach miasta. Zastanowiła się. Propozycja Du Chevina była interesująca, lecz pewnie by jej na to nie pozwolono; w końcu tak naprawdę nie była nikim ważnym. Można rzec, że bardzo drogim towarem przetargowym. Taka była pozycja większości kobiet w społeczeństwie.
- Mądrze - odpowiedziała - Wątpię jednak, by zezwolono mi na taki uczynek... mam nadzieję, że rozumiesz, sir - rzeknęła, skinając delikatnie głową.
I mówiła w sumie prawdę. Taka pomoc z jej strony jest niemalże niemożliwa, ze względu na charakter jej wrednej matki. Ojciec może i mógłby się zgodzić, ale to i tak nie jest pewne. Póki co postanowiła to przemyśleć, aby nie zajmować czasu cesarzowi - który tak czy siak miała wiele do roboty.
Na kolejne słowa Kawalera uśmiechnęła się. To był naprawdę dobry pomysł, szczególnie, że ostatnio ludzie zaczynają zapominać o wierze, która jest przecież ważna w  Orlais. Wypadałoby czasem odwiedzić Świątynię i pomodlić się, chociażby o spokojne czasy.
- A więc prowadź.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Czw Maj 05, 2016 7:17 pm

Było tak jak Prosper sądził. Nie dość, że odmienić życie prostych ludzi było niezwykle ciężko to na dodatek osoby, które były na to gotowe miały związane ręce. Nie był zaskoczony takim stanem rzeczy, nie był również zanadto zawiedziony. Podejrzewał, że nawet w najbiedniejszych dzielnicach może kryć się potencjał. Z tym, że młody Chevin wierzył, że jeśli jednostka rzeczywiście jest wyjątkowa i zasługuje na wyróżnienie to jednocześnie ma w sobie wystarczająco dużo siły by zawalczyć o własną przyszłość. Słabi są uciskani, bo na to pozwalają.
- Oczywiście, że rozumiem, Pani. – Uśmiechnął się gorzko – Chciałem tylko zaznaczyć,   że nie możesz pomóc wszystkim
Czuł się coraz swobodniej w obecności księżniczki. Do tej pory jego styczność z rodziną cesarską była ograniczona do oficjalnych uroczystości. Plotki, których nie dało się powstrzymać, dawały jakieś pojęcie jak wygląda ich życie prywatne, jednak Prosper nie zwykł ufać pogłoskom. Teraz dowiadywał się, że księżniczka jest dobrą osobą, ale zbyt naiwną, być może zbyt naiwną by poradzić sobie w obecnym świecie. A jednak zaczął się rozluźniać, nie myślał już tylko o tym by przypadkiem nie urazić tak wysoko postawionej osoby. W końcu musiał się przyzwyczaić jeśli chciał zostać czempionem.
Zmienił kierunek by jak najszybciej dotrzeć do zakonu. Świątynia wciąż znajdowała się w slumsach. Całkiem dobre miejsce na taki przybytek. Człowiek, któremu doskwierał głód był gotowy zrobić wszystko za miskę ciepłej zupy, nawet wyznać wiarę w Andrastę. Zarówno Zakon jak i biedacy byli zadowoleni.
Znajdowali się już niedaleko murów, pod którymi znajdowała się najgorsza wylęgarnia brudu i nędzy. Wybudowany w tym miejscu zakon stanowił swego rodzaju ostatni przystanek przed doświadczeniem prawdziwej biedy. Nie był to okazały budynek, zbudowany z drewna, które zdążyło już pociemnieć, z wieloma widocznymi śladami od zacieków. Stanowił schronienie dla chorych, było to jedno z niewielu miejsc, w którym mogli otrzymać pomoc medyczną.
Gdy podeszli pod drzwi wejściowe Prosper otworzył dwa skrzydła jednocześnie zamaszystym ruchem. Ludzie w środku zamarli ze zdziwieniem na ustach. Siostry przerwały to co właśnie robiły, a chorzy z trudem podnieśli się ze swych łóżek by przekonać się na własne oczy co się dzieje. Jedynie niewielka kobieta o szerokich biodrach i pokaźnym biustem zaczęła z pośpiechem dreptać w ich stronę. Przypominała poczciwą babcię, która zawsze pilnuje byś skończył swój posiłek, po czym proponują dokładkę. Gdy biegła niesfornie przebierała krótkimi nóżkami skrytymi pod szatą. Ręce miała wyciągnięte na boki, jakby chciała się zaraz wznieść.
Zatrzymała się przed gośćmi i dygając przed księżniczką powiedziała:
- Wasza Cesarska Wysokość, witamy w Zakonie Najświętszego Imienia. – Wyprostowała się i złożyła dłonie na brzuchu. - Czemu zawdzięczamy sobie Waszą wizytę?
Prosper na te słowa spokojnie odwiązał mieszek od pasa i podał go Dealyrii.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Czw Maj 05, 2016 7:57 pm

Naprawdę chciała komuś pomóc, zwłaszcza, że znajdowali się już w jednej z biedniejszych dzielnic. Z żalem spoglądała na żebrących, choć tak naprawdę słowa Prospera były prawdziwe. Jak odróżnić żebraka od oszusta, jak odróżnić pijaka od prawdziwie potrzebującego? Te pytania nurtowały, jednak świat był zbyt podstępny, natomiast Daelyria zbyt naiwna. Niemniej jednak była księżniczką i nawet jeśli nie prezentowała kompletniej wiedzy co do życia wiedzionego w mieście, chciała okazać swą dobroć.
Wielu widząc Valmontównę stąpającą beztrosko po ulicach wśród ludzi o przeciętnym majątku, uznałoby to za zagrywkę polityczną, ba, to było niemal oczywiste. W przypadku młodej dziewczyny tak nie było; jej dusza nie była po prostu jeszcze w objęciach nienawiści, jaką zaczynają pałać szlachcice, tylko muskając prawdziwej władzy. Takie były realia.
- Niestety - odpowiedziała Prosperowi na jego stwierdzenie. Owszem, skoro Daelyria nie da rady pomóc wszystkim... to chociaż jedna osoba mogła być tego namiastką.
Musiała nad tym poważnie pomyśleć, jak i przede wszystkim przygotować się do rozmowy z cesarzem, która może nie być łatwa ze względu na ostatnie wydarzenia, które oburzyły rodzinę - i co gorsza - cały dwór.
Piętnastolatka wciąż starała się, by atmosfera pomiędzy dwojgiem się rozluźniła. Póki co chyba się udawało - trudno było powiedzieć, rozmowa raczej była nieobowiązująca etykiety. W końcu do uszu Daelyrii nie dobiegały co chwila słowa "księżniczko", czy też "Wasza Wysokość". Konwersacja ją zadowalała.
Czas było udać się do Świątyni, w której bądź co bądź jeszcze nie była. Szlachcice raczej odchodzili od wiary; na dworze chodziło głównie o władzę i złoto, więc myśli o jakichkolwiek bogach odchodziły na boczny plan. Położenie samej ostoi Zakonu było... cóż, niegodne, jeśli tak to można nazwać.
Jedyne korzyści płynące z takiego położenia to tylko miejsce pracy dla chorych, jak i biedaków. Zerknęła na Prospera, który mówiąc lekko nie patyczkował się i jednym ruchem otworzył drzwi do Świątyni. Wzrok każdego obecnego skierował się na grupę, a piętnastolatka obserwowała jak starsza kobieta biegnie w jej stronę z rozwartymi rękami, niczym do bogów. Skinęła głową, gdy już się zbliżyła.
- Dziękuję za powitanie - powiedziała, kontynuując - Składam wizytę, by wspomóc Zakon, a w szczególności chorych i biednych, którzy tutaj przebywają - mówiła, spoglądając na schorowanych w okół - Ponadto... nawet księżniczka musi czasem złożyć dłonie do modlitwy.
Sięgnęła po sakwę z wieloma monetami i wysunęła ją w kierunku rąk starszej kobiety, oczekując na reakcję. Chciała pokazać, że sama nie czuje się w jakimkolwiek stopniu od niej lepsza - że też jest człowiekiem, jak wszyscy tutaj zebrani. Dobroć jest cechą ludzką, niestety, w dzisiejszych czasach rzadko spotykaną.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Pią Maj 06, 2016 6:11 pm

- Cóż za hojność ze strony Waszej Wysokości. – Powiedziała matka odbierając sakwę. Na jej twarzy gościło zdziwienie, przycisnęła pieniądze do siebie jakby bała się, że zostaną jej odebrane. - To wspaniała wiadomość, że Jego Promienistość, Wasz ojciec zechciał wspomóc nasz skromny przybytek. Rodzina cesarska zawsze jest mile widziany w domu Stwórcy. Jestem matką wielebną tego zakon, na imię mi Margot. – Przedstawiła się kobieta. - Jak widzisz Pani nie ma nas tu zbyt wiele, ale robimy co możemy by głosić Pieśń Światła i pomagać chorym.
W dużej sali rzeczywiście nie było wiele sióstr, a przynajmniej za mało by zająć się wszystkimi pacjentami. Niektórzy musieli dzielić łoże z kimś innym by można było wszystkich pomieścić. Wiele osób przyszło również by otrzymać darmowe jedzenie, które pozwoli im przetrwać kolejny dzień. Jeszcze inni przybyli, by osoba świecka napisała za niego list, gdyż sami byli niepiśmienni.
Matka wielebna poprowadziła ich dalej w głąb zakonu. Dwaj strażnicy, o których Prosper dopiero teraz sobie przypomniał pod naciskiem jego wzroku posłusznie zamknęli wrota. Teraz, bez dopływu świeżego powietrza dało się wyczuć zapach stęchlizny jedynie w pewnym stopniu tępiony przez wiele rozpalonych kadzideł. Chorzy wciąż spoglądali na księżniczkę z mieszanką niedowierzania i podziwu wypisanych na twarzach.
Młody Chevin nie zwracał na nich uwagi. Z powagą widoczną w każdym jego kroku podszedł do ołtarza i klęknął na jedno kolano. Zbroja zgrzytnęła w głosie sprzeciwu, jednak nie zablokowała jego ruchów. Zmówił krótką modlitwę bezgłośnie poruszając ustami. Powstał i usiadł na ławce. Upał na zewnątrz nie ułatwiał poruszania się w zbroi. Czuł, że na jego czole pojawiły się kropelki potu.
Odprowadził wzrokiem Margot, która czmychnęła do swej komnaty by zabezpieczyć jałmużnę. Gdy zniknęła za drzwiami przeniósł wzrok na Daelyrię.
- Wygląda na dobrą i cierpliwą kobietę. Zapewne jest jedną z niewielu osób, która odnosi się do tych osób życzliwie. – Ruchem ręki wskazał na leżących w łóżkach. - Takie miejsca są potrzebne by nawracać ludzi, jednak nawet tutaj nie wiadomo, czy każdy zasługuje na dobro tych kobiet. Co o tym sądzisz, księżniczko?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Sob Maj 07, 2016 5:24 pm

Słuchała kobiety z uśmiechem do czasu, gdy usłyszała jej ostatnie słowa. Cóż... nie mogła ją winić za myślenie, że to cesarz był taki dobry i zechciał wspomóc Świątynię. Prawda jednak była inna - władca nie mógł nawet znaleźć czasu dla własnej córki, a co dopiero posyłać ją z sakwą pełną monet. Nie chciała jednak zapeszać całej sytuacji i wysłuchała jej do końca w całkowitej ciszy. Księżniczkę zaniepokoiły również ruchy matki wielebnej; przyciskała do siebie pieniądze zadziwiająco mocno. Czyżby ludzie byli zdolni nawet do obrabiania takiego przybytku? Doprawdy straszne.
Tak czy inaczej, Margot wydawała się być dobrym człowiekiem. Można to było wyczytać chociażby z jej twarzy. Valmontówna co prawda nie zwykła oceniać po wyglądzie, ale najzwyczajniej w świecie jej przeczucie tak podpowiadało. Warunki panujące w środku nie były najlepsze, tak jak powiedziała kobieta. Piętnastolatce było żal chorych, ale cóż mogła zrobić? Nie miała siły, by wyleczyć wszystkich pogrążonych w chorobie. I nie miała pieniędzy, by nakarmić każdego głodnego w mieście. Dopiero teraz zaczęła zdawać sobie z tego sprawę...
Daelyria Valmont szła u boku Prospera, zerkając na niemal każdego obecnego. Tak samo było w drugą stronę - wiele osób wpatrywało się w dziewczynę, jak w obrazek. Czuła się z tym... dosyć normalnie. Mogło to być nieco niekomfortowe, jednakże starała się to ignorować. W końcu rozumiała swą pozycję i to chyba oczywiste, że nie na codzień widzi się osobę, którą znać można jedynie z plotek czy opowiastek o tym, co naprawdę dzieje się w wysokim pałacu.
Zbliżając się do ołtarza, nie klęknęła. Było to spowodowane między innymi ubiorem; nie chciała się skompromitować, a moda panująca w Orlais była... cóż, niedostosowana do życia, tak naprawdę. Niemniej jednak skłoniła się przed ołtarzem i odmówiła cichą modlitwę, a tuż po niej spojrzała na chevaliera, ktory się odezwał.
- Każdy zasługuje na to, by przeżyć swoje życie, sir - powiedziała, wolnym ruchem dłoni wskazując na grupę chorych - Są tutaj dzieci, osoby w mym wieku... czy oni wszyscy zasługują na odejście przedwcześnie? - spytała.
Daelyria uważała, że de Chevin był zbyt podejrzliwy. Tylko co było tego powodem? Co prawda nie chciała być wścibska i się dopytywać, choć musiała powiedzieć, że zainteresowała ją ta nieufność mężczyzny.
- W pewnym stopniu przyznaję ci rację... nie każdy przychodzi tutaj pomóc. Niektórzy przychodzą również wykorzystać dobroć tych kobiet. A ich dobroć jest wielka, to widać - stwierdziła, teraz przerzucając wzrok na grupkę zakonnic biegających wte i we wte po przybytku, pomagając chorym.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Nie Maj 08, 2016 8:41 pm

Na słowa księżniczki Prosper rozejrzał się jeszcze raz po sali. Do tej nie zwracał uwagi kim są ludzie leżący w łóżkach, byli kolejnymi ofiarami, nie miał ochoty poznawać ich tożsamości, czy przeszłości. Nie byli tego warci. Rzeczywiście wśród chorych znajdowały się dzieci, nie wywarło to jednak na rycerzu dużego wrażenia.
Respektował zdanie dziewczyny, mimo tego, że znacznie różniło się od jego. Dawno miał okazję do takiej rozmowy i z początku nie czuł się komfortowo z faktem, że on i Daelyria w tak różny sposób patrzą na świat. Nie był przykładem kogoś wrażliwego i cierpliwego, jednak dobrze było powiedzieć na głos to co się myśli i usłyszeć inny punkt widzenia.
Właściwie to zaskoczyło go jego własne zachowanie. Zdaje się zapomniał jak to jest obracać się wśród szlachty. To prawda, że większość kawalerów posiadała szlacheckie korzenie, jednak wśród nich atmosfera wyglądała zgoła inaczej. Od czasu opuszczenia Val Chevin musiał, a nawet chciał zapomnieć jak się żyje na dworze wśród wygód. Teraz to wszystko do niego wróciło.
- Czy pozbawioną celu i wartości egzystencję można nazwać życiem? Czy tyle starań tylko po to by przeżyć kolejny dzień wśród błota i brudu jest warte świeczki? – spytał Prosper. - Wybacz jeśli me słowa są zbyt drastyczne, księżniczko, jednak sądzę, że trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Większość z tych ludzi nic już w życiu nie osiągnie. Jeśli nawet podniosą się z łóżek i o własnych siłach opuszczą zakon to spotka ich inne nieszczęście. Brak im wiary i ducha. Mawia się, że nadzieja umiera ostatnia, jednak dzielnice takie jak ta są jej pozbawione.
Być może mówił za głośno, na co wskazywały ukradkowe spojrzenia ze strony sióstr, lecz Prosper był zbyt pochłonięty rozmową i wyrażeniem swego zdania by się tym przejmować.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza Today at 9:23 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Ulice miasta] Każda księżniczka ma swego rycerza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Księga Zaklęć
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Val Royeaux-