Dragon Age

Share





[Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy Wto Kwi 12, 2016 8:58 pm

MISTRZ GRY


Hej, w tym domu straszy

Uczestnicy: Farima an Ihrled Czas na odpis: 24h


- Montsimmard, Twierdza Gryfie Gniazdo -

- I wtedy ja go sru w ten łeb! - Czarnobrody zamaszystym ruchem ręki zaprezentował zgromadzonym w jaki sposób uderzał.
- Oj coś ściemniasz - westchnęła Venis, przeciągając się lekko. - Nie dałbyś rady uderzyć go w ten sposób.
- No jak moją starą kocham!
- Przecież ty nie masz żony - zauważyła.
- Aj, przestań się czepiać szczegółów, Venis.
- To przestań opowiadać im głupoty - kobieta po raz drugi westchnęła głośno i podniosła się z miejsca. - Widziałeś gdzieś Farimę? Na Andrastę, jej nigdy nie ma, gdy jest potrzebna.
- Farima? Ta Awarka? - Zapytał jeden z bardziej ogarniętych rekrutów Szarej Straży.
- Ta sama.
- Widziałem ją jak szła w stronę ogrodów - odpowiedział, pocierając dłonią brodę.
Venis skinęła głową i ruszyła we wskazanym przez chłopaka kierunku.
Nie lubiła robić za posłańca, zdecydowanie nie. Od tego są kruki albo rekruci, a nie ona. Niemniej jednak polecenie padło z samej góry i nie pozostało jej nic innego jak ugiąć kark i zrobić to co do niej należy. Poza tym nie powinna aż tak narzekać, przecież będzie miała możliwość rozprostowania kości poza murami twierdzy. To dobrze, bo już zaczynała zapominać jak się strzela z łuku. Bycie Szarym Strażnikiem to super sprawa. Problem w tym, że gdy nie ma Plagi, z którą można byłoby toczyć heroiczne batalię o losy ludzkości, nie mają zbyt wiele do roboty. A podpadanie w stagnację było ostatnią rzeczą, którą to chciała robić.
W ogrodach twierdzy znalazła się stosunkowo szybko, więc od razu zabrała się za lokalizowanie swojego celu. Awarka była kobietą konkretnej postury, znacznie masywniejsza od Venis, dlatego też nie miała ona zbytniej trudności z wypatrzeniem Farimy. Całą sprawę ułatwiał fakt, że poza nimi nikogo innego w ogrodach obecnie nie było.
- Tu jesteś - rzuciła w stronę awarki, machając jej przy tym ręką. - No naprawdę, taki kawał baby, a znaleźć cię trudniej niż igłę w sianie.
Podeszła nieco bliżej, by nie musiała do niej krzyczeć i uśmiechnęła się odrobinę zadziornie.
- Komendantka chce nas widzieć - powiedziała po chwili. - Mamy farta, wychodzimy się nieco przewietrzyć. Ponoć sprawa jest dosyć istotna, więc nie traćmy czasu.
O samej istocie zadania, jakiego miały się podjąć, Venis wiedziała stosunkowo niewiele. Dzień drogi od Montsimmard znajdowała się niewielka wioska, która to potrzebowała pomocy Szarej Straży. Więcej na ten temat miały dowiedzieć się już po zameldowaniu u Olivii Arenai.
Kobieta wątpiła, że chodziło o Pomioty. Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę. Gdyby tak było w istocie, to Komendantka już dawno ruszyłaby na czele całej kompanii Strażników, byleby tylko móc się wykazać i oswobodzić uciśnionych spod jarzma Plagi. Niemniej jednak o pomoc poproszono właśnie ich, toteż sprawa musiała być na tyle poważna, że wymagała ich umiejętności. Albo też nikt inny nie zawracał sobie głowy losem paru wieśniaków i zwyczajnie nie mieli już do kogo się zwrócić. A Szara Straż przecież nie może odwrócić się od potrzebujących. Prawda?
- No idziesz, czy nie idziesz - kobieta pomachała przed oczami Farimy i zaczęła kierować się w stronę wnętrza twierdzy. - Dalej, dalej. Zanim sprzątną nam tę okazję sprzed nosa!
O nie! Na to Venis zdecydowanie nie miała zamiaru pozwalać. Była gotowa ruszyć chociażby sama, gdyby została do tego zmuszona, ale na pewno nie zostanie w tym miejscu ani chwili dłużej.
Westchnęła przeciągle, gdy druga Strażniczka ją dogoniła i razem szły już korytarzami do komnaty pani Komendant.
- Fajnie jakby to były pomioty - rzuciła rozmarzonym głosem. - Dawno z nimi nie walczyłam, to byłoby takie... orzeźwiające. Tak, tak. Wiem, że to nie zabawa i są niebezpieczne, ale i tak byłoby fajnie. Przecież po to dołączyłyśmy do Straży prawda? Co myślisz Farima, to będą Pomioty?


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy Wto Kwi 12, 2016 9:25 pm

Ogrody były namiastką tego, co zostawiła w domu. Oczywiście, określanie rozległych, pielęgnowanych, soczyście zielonych przestrzeni czymś przypominającym surowe ścieżki Mroźnego Grzbietu było dużą, naprawdę dużą przesadą, tym niemniej wciąż to właśnie im najbliżej było to warunków, w jakich przyszło się Farimie wychować. Ani masywne, kamienne ściany twierdzy, ani przygnębiający mrok jej lochów, ani biblioteka, ani też wreszcie sam ruch panujący na terenie Gniazda nijak się miały do dzikości Yrkazaanu. Głosy szarych rekrutów w żaden sposób nie przypominały intonacji awarskich wojów, narzucony grafik dnia (brak Pomiotów skłaniał do rozprężenia, a na to przecież Strażnicy nie powinni sobie pozwalać) nawet nie upodabniać się do szeroko pojętej wolności, do jakiej an Ihrled była przyzwyczajona, a... Na serce Agnari, mogłaby tak wyliczać bez końca, a i tak wniosek był jeden: nie czuła się w twierdzy najlepiej. Jasne, mogła trafić znacznie gorzej, tym niemniej jeśli ktoś nie był stworzony do życia w mieście, to była to właśnie Farima.
Stąd właśnie ogrody. Skoro o opuszczeniu Montsimmard nie było mowy, a wizja powrotu w rodzinne strony pozostać miała w sferze tęsknot i pragnień, Awarka musiała sobie radzić najlepiej, jak mogła, co w jej rozumowaniu oznaczało po prostu szukanie miejsc najmniej w tej wszechobecnej cywilizacji ucywilizowanych. I jakkolwiek otaczający Gryfie Gniazdo park raczej jej zachwytu nie budził, to nie miała szczególnego wyjścia. Jeśli nie chciała tkwić w przytłaczających czterech kątach twierdzy, musiała włóczyć się po ogrodowych alejkach, dokładnie tak jak teraz.
Aktualnie jej plany obejmowały jeszcze szybki kurs w okolicy najbliższej z fontann, by ostatecznie przebieżkę zakończyć w okolicach stajni. Nie, nie zamierzała nigdzie jechać. Nie, nie zamierzała Imaarka nawet siodłać. Po prostu chciała go odwiedzić, wyczyścić - chłopcy stajenni nigdy nie robili tego dobrze - i może posiedzieć w kącie boksu, drugim miejscu, w którym czuła się względnie dobrze. Ale nie. Nieee, droga panno, za wiele sobie życzysz. Wśród kolejnych dni znudzenia trafił się wreszcie ten inny, odchodzący od rutyny i, tak jest, wypadał on właśnie dzisiaj.
Słysząc znajomy głos i dostrzegając równie znajomą sylwetkę Farima odruchowo przyspieszyła kroku, by wspólnie z Venis zmniejszyć dzielący je dystans.
- Może dlatego, że poszukiwacz jest raczej marny - rzuciła zaczepnie i parsknęła cicho. Nie miała zupełnie nic do towarzyszącej jej aktualnie Strażniczki ani do niemal nikogo innego, kogo zdążyła już poznać. Nie brało się to jednak z ogromnych pokładów sympatii, jakie Farima trzymała w zapasie dla nowo poznanych, nie. Awarka po prostu dość obojętnie podchodziła do innych. Dopóki ktoś nie nadepnął jej na odcisk, dopóty mogła się w jego towarzystwie świetnie bawić, ot, cała filozofia.
- Komendantka i istotna sprawa... - mruknęła cicho i potrząsnęła lekko głową. Pierwszy wniosek nasuwał się sam: Pomioty. Domysły te szybko jednak ulegały weryfikacji - gdyby rzeczywiście chodziło o Plagę, zaangażowano by wszystkie siły, by do konfrontacji podejść z przytupem i donośnymi fanfarami. Wiecie, takie udowadnianie, że jest się przydatnym. Z tego, co mówiła Venis, chodziło jednak tylko o nie, dwie Strażniczki, nie było więc mowy o heroicznej batalii.
Heroicznej batalii, której, swoją drogą, Farima wcale nie wypatrywała z utęsknieniem. Pomioty były dla niej zupełnie obce - pojedyncze potyczki nie mogły równać się faktycznemu poznaniu przeciwnika - i choć gdzieś w duchu drzemała tęsknota za nowym, wymagającym wrogiem, to dziewczyna miała dość rozsądku, by cieszyć się ze względnego spokoju. Brak Plagi to szansa na dłuższe życie. Tylko dureń by tego nie doceniał.
Tak czy inaczej, wyrwała się z zamyślenia akurat w chwili, w której Venis zaczęła ją popędzać. Wzdychając cicho w kilku długich krokach dogoniła koleżankę i zrównała z nią krok.
- Nie, żebym miała coś przeciwko twojemu entuzjazmowi, ale szczerze wątpię. - Uśmiechnęła się pod nosem i zerknęła na delikatniejszą - przynajmniej jeśli chodzi o posturę - towarzyszkę. - Dobrze wiesz, że gdyby to były Pomioty, cała twierdza stałaby już na nogach, a kolejni ochotnicy biliby się o możliwość osobistej interwencji. Nie, teraz... - Wzruszyła lekko ramionami. - Teraz pewnie ktoś woła o pomoc i tylko my jesteśmy tak mało asertywni, żeby odmówić. Albo po prostu tak znudzeni.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy Sro Kwi 13, 2016 11:11 am

MISTRZ GRY


- No wieeem, wiem - westchnęła przeciągle z niewyraźną miną. - Po prostu chcę trochę akcji.
Twierdza wewnątrz nie należała do nazbyt skomplikowanych. Prosty schemat korytarzy i ulokowanie komnat i sal sprawiał, że trzeba było wykazać się ponad przeciętnym talentem, aby się zgubić w tym miejscu. Kobiety wyszły najpierw na hol główny, z którego następnie skierowały się schodami na drugie piętro, gdzie znajdował się cel ich podróży.
Komnata, która robiła za swoisty gabinet Komendantki Arenai, była zdecydowanie bardziej przestronna, niż się początkowo wydawała. Poniekąd za sprawą dużych okien, które rozświetlały wnętrze, oraz niewielkiej ilości mebli, ograniczającej się do sporego, obitego skórą fotela, masywnego biurka, wypchanego po brzegi regału na książki oraz dwóch niewielkich taboretów, dla ewentualnych gości. Na ścianie wisiało kilka portretów oraz sporej wielkości mapa Thedas. Warto też było pamiętać o kominku, w którym to niemalże zawsze trzaskał ogień.
Prócz Komendantki, w gabinecie znajdował się jeszcze pewien mężczyzna, który siedział nieco skulony na jednym z taboretów. Po jego ubiorze kobiety szybko mogły dojść do wniosku, że to musi być jeden z mieszkańców wioski, do której miały się udać.
- Jesteście wreszcie - rzuciła Olivia Arenai i podniosła się leniwie ze swojego fotela. - Bardzo dobrze.
- Komendantko. - Venis skłoniła się lekko i wzrok swój przeniosła na mężczyznę.
- Nie przedłużając, to jest jeden z mieszkańców wioski... - pani Komendant zawahała się przez moment.
- Zajce.
- Wioski Zajce. Myślę, że on najlepiej wprowadzi was w wasze zadanie - kobieta skinęła na niego ręką, a mężczyzna siedział kołysząc się lekko na boki.
- A, co... że jo jusz? Aha, no to tak. No to ten... Bo momy se prosze jo wos wioske nie? Aj jaaako pinkna ta nosza wioseczka! A nad strumyczkiem, i pola zaraz łobok. I do lasu niedaleko. No pinkna rzecz prosze jo wos, pinkna rzecz.
Venis popatrzyła najpierw na Komendantkę, potem na Farimę, potem znów na panią Komendant.
- Em.. przepraszam?
- Jo?
- Jak Ci na imię? - Zapytała grzecznie Strażniczka.
- Ryshart - odparł mężczyzna.
- Ryshart, możesz się skupić na tym co trapi waszą wioskę?
- No przeco mówie - żachnął się wieśniak. - To co mie przerywo.
Mężczyzna wstał z taboretu i zrobił kilka kroków w tę i z powrotem, jakby chciał rozprostować kości, zamyślając się przy tym nad następnymi słowami, które powinny opuścić jego usta.
- No i w tej noszej wsi jest se tako o chałupa. I takie rzeczy sie w niej dziejo! Taakie dziwy, że jeno sie za serce łopać. No.. no byli sobie te no... te ptoki! Szaare, jak popioł. I tyle, żech nowet liczyć nie zaczoł, bo do tyla nie umie. I latajo w koło i latajo. A jak nie latajo to siedzo. Siedzo i nawet nie srajo. O i ten! Był roz Witek syn piekarza - wieśniak zatrzymał się na chwilę i prychnął. - O właśnie piekarz! Ten to je dopiero. Chlyb to on może i dobry robi, ale jak ślipiami łypnie to łuch! Jok nic jaki szarlatan czy ki czort! Albo... albo ten.. no..
- Do brzegu. - Ucięła ostro Komendantka.
Mężczyzna zapowietrzył się i spojrzał ze zdziwieniem na kobietę. Z jego otwartych ust niemalże wydobywało się nieme "Coo?"
- Do rzeczy, Ryshart. Mów do rzeczy - pomogła Venis, bo widać było, że mężczyzna jest lekko zdezorientowany.
- Aaa, no.. to Witek wzioł roz i je widłami! Wicie co łone? - Zapytał i spoglądał wyczekująco na trójkę kobiet. Znów z ratunkiem pospieszyła Strażniczka z Rivain, która wykonała gest mówiący mężczyźnie, że nie wiedzą "co łone". - Nic!
Mężczyzna skończył swoją wypowiedź potężnym skinięciem głowy, jakby to miało świadczyć o rzetelności jego słów.
Ciemnoskóra Strażniczka patrzyła jeszcze chwilę w jego kierunku, do końca licząc na to, że jednak w tej opowieści jest coś jeszcze. Nie doczekawszy się jednak ciągu dalszego, wzrok swój skierowała w stronę pani Komendant.
- Mamy iść przeganiać ptaki?
- Toć ptoki to nie syćko! Nie słuchała? - Ryshart wyraźnie się zadziwił. Przecież tyle naopowiadał a teraz co. Baby to jednak baby.
- No, to co jeszcze?
- Nooo albo, albo... po ptokach to ten.. Jak raz Myćko poszed...Albo ni, bo to szyszka było. Ale jak podeszli my do tego domu tom, to jak nie łupneło, jak nie dupneło! Albo..
- Wystarczy. - Olivia podniosła rękę do góry i wieśniak momentalnie umilknął. - Pojedziecie to sprawdzić. Jeżeli nie ma więcej pytań, szykujcie się do drogi. Ryshart będzie wam robił za przewodnika.
Venis wywróciła lekko oczami. Nie miała już żadnych pytań, ale spojrzała jeszcze na Awarkę, bo być może ona wyłowiła z tego wszystkiego coś więcej. W końcu też pochodziła z jakiejś wioski prawda? To może lepiej rozumie ten wioskowy bełkot.
Poczekała jeszcze chwilę, a potem dała znać, że idzie się szykować i będzie czekać na nich za godzinę na dziedzińcu.  

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy Pią Kwi 15, 2016 4:27 pm

Chcę trochę akcji. Mimo szczerych chęci, Farima nie powstrzymała cichego parsknięcia. Gdy Awarowie potrzebowali trochę akcji, po prostu brali się za fraki i szarpali aż do pierwszej krwi. Albo drugiej. Albo w ogóle do chwili, w której nie byli w stanie podnieść się o własnych siłach ze zmarzniętej ziemi. To nie tylko rozładowywało frustrację, nie tylko dostarczało rozrywki - samym walczącym, ale też zebranym dokoła gapiom - ale też pozwalało zachować formę na odpowiednim poziomie. Podobne sparingi były okazją do ćwiczeń, bo choć nikt nie traktował ich za oficjalne treningi, to każdy taki wysiłek siłą rzeczy pociągał przecież za sobą namacalne konsekwencje - nie tylko w postaci sińców czy krwi cieknącej ze złamanego nosa, ale także fizycznego rozwoju walczących. Chcę trochę akcji. An Ihrled pokręciła lekko głową. W domu było łatwiej i... weselej.
Teraz jednak w domu nie była i przypomniała sobie o tym akurat na czas, tuż przed gabinetem Komendantki, która... Cóż, jeszcze nią była, Farima nie mogła jednak opędzić się od myśli, że taki stan rzeczy może nie utrzymać się zbyt długo. Sama Awarka nie sprecyzowała jeszcze swego zdania w kwestii wyczuwalnego napięcia związanego z osobą liderki, tym niemniej sprawa była przecież prosta - jak ktoś przestaje się sprawdzać to się go wymienia, tyle. To naprawdę żadna filozofia. Choć więc Arenai piastowała jeszcze swe stanowiska, to chyba nie powinno się traktować tego jako czegoś niezmiennego, zdolnego oprzeć się wszelkim zawirowaniom. No, chyba, że Olivia ich zaskoczy. To też było możliwe, prawda?
Tym razem nie przyszły tu jednak debatować nad polityką wewnętrzną. Nie, teraz sprawa była względnie prosta. Ktoś potrzebował pomocy więc trzeba było pomóc. Jasne, proste, logiczne... A przynajmniej było takim do chwili, gdy po zdawkowym powitaniu przyszło do wyjaśnień. Wyjaśnień udzielanych przez delegata wsi w potrzebie. Wyjaśnień, które tak naprawdę nic nie wyjaśniły.
Hakkon jeden wiedział, ile siły woli kosztowało Farimę powstrzymanie się od parskania śmiechem co chwila. A kosztowało naprawdę wiele i to cud, naprawdę cud, że Awarka zdołała ograniczyć się tylko do nieznacznego uśmiechu. Bo siła woli an Ihrled bynajmniej nie była ze stali. Nie, jeśli już chciano by określić położenie Fari na osi między nadpobudliwością a opanowaniem, zdecydowanie byłoby jej bliżej do tego pierwszego. Na wszystkich bogów, była wojowniczką, nie dyplomatą. Ostrzem Agnari, jeśli już sięgać po wzniosłe tytuły. Jak ją coś bawiło to się śmiała, jak coś było żałosne, to przyjmowała to z soczystą porcją widocznego politowania. Żeby to zmienić, musiała się naprawdę starać, jak mantrę powtarzając sobie, że jest z Szarej Straży, a to podobno do czegoś zobowiązuje. Do czegoś więcej niż tylko wyżynanie Pomiotów.
Dla bezpieczeństwa nie odzywała się jednak, mając uzasadnione obawy, że gdy zdecyduje się na jakąś wypowiedź, ta może nie być odpowiednio grzeczną czy stonowaną. Nie, lepiej było pozostawić doprowadzanie wieśniaka do porządku Komendantce i Venis, samej natomiast starając się wyłuskać z monologu Rysharta cokolwiek przydatnego. I choć rzeczywiście również pochodziła z terenów zdominowanych przez nieszczególnie rozwinięte osady, to najwyraźniej wsie mówią różnymi językami.
W efekcie dotrwała do końca w zaskakująco stoickiej pozie, by z maską posągu zerwać dopiero przed samym wyjściem. Pytania. Tak, miała pytania. Dokładnie dwa.
- Ten... Witek - zaczęła, siląc się na kulturę i dobre wychowanie, które zupełnie obce może jej nie było, ale doskonale znajome również nie. Awarowie byli jednak inną kulturą, tam sprawy załatwiało się... No, inaczej. - Co on zrobił tym ptakom? Dźgnął je tymi widłami? Postraszył tylko? - To miało kluczowe znaczenie, bo pozwalałoby zinterpretować jakoś te nic. Nic, że się nie przestraszyły czy nic, że można je było przeszyć na wylot, a one dychały dalej? Nic, że siedziały niewzruszone, gdy wieśniak wymachiwał widłami, czy nic, że niewzruszenie to prezentowały także wtedy, gdy zdechł jeden z ich pobratymców? A może nic - że widły nie napotkały oporu, wycelowane w ptaka przeszły przez powietrze? To było wiele różnych aspektów i nie, nie było wszystko jedno, który z nich był prawidłowy.
Ale, pytanie numer dwa. Też ważne - przynajmniej dla Farimy, która nie zwykła bagatelizować podobnych spraw. Była w końcu Awarką, jej dzikie serce pełne było równie dzikich wierzeń. W duchy zwierząt. W totemy ochronne. W zachłannych, rządzących twardą ręką bogów. W klątwy. W ingerencje złych sił. Choć więc opowieść Rysharta brzmiała jak jedna z tych szczególnie kiepskich, o których wstyd wspominać przy ognisku, to an Ihrled mimo wszystko nie machnęła na to ręką. Nie mogła.
- Łupnięcie - zaczęła więc hasłem, by sprowadzić mężczyznę na odpowiednie tory. - Jakie było? Jak... - Zawahała się. Tu konieczne były proste porównania, które jednak będą w stanie coś jej powiedzieć. - ...spadająca szafa czy bardziej jak waląca się ściana? Jaki to miało charakter?
Dwa pytania. Na ten moment tylko tyle. Ale żadna strata, nie? Skoro uroczy delegat miał robić im za przewodnika, będą miały dość czasu, by jeszcze się nagadać. Śmiało można by rzec, że czasu tego będzie aż za dużo.
Tak czy inaczej, po uzyskaniu odpowiedzi - satysfakcjonujących bądź nie, to nie miało w tej chwili większego znaczenia - podążyła w ślady Venis. Wyprawa nijak się miała do tego, do czego Straż była stworzona, ale opuszczanie twierdzy gołym i wesołym mimo wszystko nie byłoby mądre. Zbroja - ta plemienna, do przywdziewania służbowej Farimę należało dosłownie zmuszać - dwa zawieszone u pasa toporki, długi nóż, bukłak z wodą. Ostatecznie nie ruszały na koniec świata, nie?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy Today at 9:23 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Montsimmard] Hej, w tym domu straszy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Montsimmard-