Dragon Age

Share






[Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Nie Maj 08, 2016 11:28 pm

MISTRZ GRY


Strażnicy wspomnień

Uczestnicy: Mirshen Oatuns Czas na odpis: 24-48h


- Dzicz Arbor -
Mirshen Oatuns miała swój cel. Jako tevinterska magini nie miała lekko w państwach środka. Orlais czy Ferelden nie są miejscami, gdzie istota jej pokroju może czuć się pewnie, o bezpieczeństwie nie wspominając. Wystarczyłoby, żeby ktokolwiek zgłosił templariuszom o tym, że używa ona zabronionej magii. I cały jej domniemany immunitet nie miałby żadnego znaczenia. Zostałaby potraktowana jak każdy inny apostata, a może nawet gorzej. W końcu niewiele jest osób - poza Imperium - które czują do tevinterczyków coś innego niż niechęć i odrazę. Czemu tu się dziwić, w końcu niewolnictwo, magia krwi, wolni magowie, którzy sprawują władze sprawdzą, są tam całkowitą codziennością. Poza tym niewiarygodnie pyszni, żądni władzy. Wszystko co najgorsze jest jednoznacznie kojarzone z Imperium Tevinter.

A jednak ona postanowiła wyjść temu wszystkiemu na przekór i wypełnić misję, która miała być dla niej szalenie istotna. Mirshen bowiem chciała odbudować Tevinter, sprawić, by było tak wspaniałe jak kiedyś, a może jeszcze lepsze. Aby faktycznie słowo "imperium" odzwierciedlało to, czym jest jej ojczyzna. A żeby tego dokonać, potrzebowała wiedzy, potęgi, magicznych artefaktów, które przybliżą ją do jej upragnionego celu.
Dzicz Arbor była istną skarbnicą takich rzeczy. O ile wiedziało się gdzie i jak należy szukać, by znaleźć to, co nas interesuje.
Kobieta już od paru godzin przemierzała to miejsce, jednakże nie udało jej się znaleźć niczego, co warte byłoby jakiejkolwiek większej uwagi z jej strony. Idąc przed siebie i zastanawiając się czy faktycznie to był taki dobry pomysł, jak się początkowo wydawało, dotarła do dziwnego miejsca - niewielkiej polanki, na której stał kamienny pomnik pokryty mchem. Przedstawiał on elfią kobietę trzymającą misę. Pod nią wyryta została inskrypcja, która już dawno temu się wytarła i była praktycznie niemożliwa do odczytania. Jedyne co można było z niej ustalić to, że napisana była w języku elfów.

Wartym uwagi było to, że od pomnika rozchodziły dwie, niezbyt wyraźnie ścieżki. Jedna prowadziła na zachód i wyglądała na taką, którą wybierało się częściej. Biegła wzdłuż niewielkiego, niemalże w całości obrośniętego trawą strumyka.
Druga z kolei wydawała się zdecydowanie bardziej zarośnięta i wiodła ku północy prosto w niezbadaną dzicz, która w tamtym kierunku wydawała się być jeszcze bardziej mroczniejsza niż wcześniej.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Pon Maj 09, 2016 12:54 am

Niezależnie od tego jaka była opinia o Tevinterczykach, to im ludy Thedas powinny zawdzięczać wolność. Imperium, chociaż nie tak potężne jak niegdyś dalej posiadało pewną siłę, która powstrzymywała falę Qunari. Gdyby nie oni już dawno wszyscy byliby pod jarzmem wyznawców Qun.
Oczywiście każdy kij ma dwa końce, gdyż tylko i wyłącznie fakt, że wojna o wpływy z rogatą rasą skupiała uwagę narodu magów i pozwalał reszcie spać.
Nie zaprzątając sobie głowy kwestiami politycznymi Mirshen postanowiła, że doskonałym miejscem na rozpoczęcie swych poszukiwań będzie Dzicz Arbor. Wiedziała, że w niej kryje się wiele niebezpieczeństw, ale strach nie był w stanie przejąć inicjatywy. Była maginką, która doskonale kontrolowała swoje emocje. Rozumiała, że to one są kluczem do władania mocą, a fakt, że jej domeną była zakazana przez głupców magia krwi, utwierdzał ją w tym przekonaniu.
Zagrożenie płynące z niestabilności emocjonalnej w przypadku maga było ogromne, gdyż to ono pozwalało demonom na opętanie głupca. Oatuns na szczęście do głupich nie należała, a to, że znała swoje umiejętności i ograniczenia pozwalało jej na zdrową, ale też i logiczną ocenę sytuacji.

Ten gęsty las serwował jej doświadczenia, których nigdy nie była w stanie doświadczyć. Odwaga, która nią kierowała i ogromna motywacja, zmuszała ją do walki z wszelkimi przeciwnościami losu.
Towarzyszący jej niewolnik przedzierał się przez gąszcz, a jego ciało służyło jej za tarczę. Rozglądała się uważnie po okolicy, gdyż słyszała, że naruszanie terenów świętych dla Dalijczyków mogło stać się gwoździem do jej trumny, a w tym przypadku strzałą.
Unikała wszelkich gałęzi, których jej sługa nie był w stanie poskromić z nieopisaną gracją. Brała przykład ze swojego ojca, potężnego magistra. Mówił jej, że magia potrzebuje czasami wsparcia, a odpowiednio wygimnastykowane ciało jej w stanie takowym być.

Nie traciła zapału, gdyż wiedziała, że wyprawa ta może być ciężka, a poszukiwania żmudne. Wiedza o starożytnych elfach prawie całkowicie przepadła, a próby jej odzyskania często nie przynosiły efektów.
W posiadaniu Kręgu Minratus było niewiele dokumentów, które cokolwiek zdradzały. Ilość istniejących szkiców, które przedstawiały zewnętrzne ruiny była znikoma. Mirshen jednak podjęła się swojej misji, a fakt, że nie chciała zawieść swojego ojca, ale przede wszystkim samej siebie, kazał iść jej na przód.
Dobrze też zrobiła, gdyż po chwili ujrzała pomnik, a przy nim dwie ścieżki, które prowadziły w nieznane.
- Rozglądaj się. - rzuciła do swojego przyjaciela, który podjął się ruszenia w głąb obcego lądu z nią. Nie chciałaby jakieś prymitywne elfy, które były tylko i wyłącznie cieniem dawnej cywilizacji ją zaskoczyły.
Podeszła do budowli i rozpoczęła oględziny, a po pewnej chwili obserwacji ustaliła, że może ona przedstawiać elficką boginie Mythal. Był to dobry znak, który mógł okazać się kierunkowskazem.
Słyszała, że nawet elfy nie zapuszczają się w głąb dziczy, ale ona nie była elfem, a magiem z Tevinteru. Musiała podjąć ryzyko, ale wiedziała, że coś może być w ścieżce na północ nie tak. Możliwe, że była to droga wybierana przez tych, którzy nie mieli pojęcia o kulturze elfów, a jeżeli już to znikome. Droga na skróty wydawała się dobrą opcją, ale nie dla Mirshen, która nie tylko fascynowała się kulturą starożytnych, ale także ich szanowała.
Uznała, że musi wybrać trakt, który był uczęszczany, gdyż zazwyczaj ruiny były tak ukryte, by nikt nie mógł do nich dotrzeć, ale w tym przypadku mogła to być droga wybierana przez klany, by oddać cześć swym przodkom.
Mirshen ruszyła przodem, gdyż wiedziała, że ochroną tyłów lepiej zajmie się jej niewolnik. Jego gabaryty pozwalały na zatrzymanie strzał wymierzonych w jej plecy, a ona sama była w stanie oprzeć się przed atakami frontalnymi.
Widać było, że jest swego rodzaju esencją swych przodków, gdyż dla niej cel uświęcał środki. Uważnie obserwowała otoczenie, a za pomocą dłoni i swego kostura przedzierała się naprzód. Ostrym końcem starała się przecinać tę gałęzie, których nie była w stanie pokonać omijając ich, a dłonią amortyzowała uderzenia, w końcu nie chciała skończyć poraniona.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Pon Maj 09, 2016 2:09 pm

MISTRZ GRY


Wybierając z wyglądu bardziej uczęszczaną drogę, magini wraz ze swoim sługą ruszyli wzdłuż strumyka, który po pewnym czasie zaczął robić się coraz szerszy, aż w końcu rozwidlił się na dwie odnogi i zniknął pod głazem i obalonymi konarami drzew, które porosły już mchy.
Kobieta znajdowała się w miejscu, który niczym nie wyróżniał się od innych części dziczy. Żadnych znaków, żadnych innych posągów czy chociażby śladu ruin. Nic co wskazywałoby na to, że podążała właściwym torem. A jednak ścieżka dalej był wydeptana dosyć wyraźnie.
Ktoś tędy przechodził, często. Elfy? Kłusownicy? A może to miejsce, gdzie jakieś zbłąkane plemię ma swoją osadę? W końcu Dzicz Arbor to miejsce niezbadane, trzeba byłoby dziesiątek lat, aby odkryć wszystkie sekrety tego miejsca i nawet wtedy nie miałoby się pewności, czy to już koniec, czy może dopiero początek.

Szli dalej, coraz głębiej, ku nieznanemu, ścieżką wydeptaną przez wiele stóp. Gdzie ona prowadzi, kto ją wydeptał, jakie sekrety przyjdzie im poznać? Te i inne podobne pytania właśnie natknęły się na odpowiedź.
Nic.
Ścieżka prowadziła donikąd. Nagle, pomiędzy drzewem a niewielkim głazem zniknęła, skończyła się. Dalej ziemia była nietknięta, porośnięta roślinnością, jakby nikt nigdy jej nie dotknął. Żadnych odpowiedzi, żadnej innej drogi. Tylko dzicz.
Gdzieś w oddali coś zawyło. Wilk? One tu raczej nie występują. A jednak to mogło być pierwsze skojarzenie, po usłyszeniu podobnego dźwięku.
Sługa nie czekał na kolejne polecenie, tylko samemu zaczął rozglądać się za czymś, co mogło być pomocne. Za czymkolwiek, co wyłamywało się ze standardowego obrazu jakim była Dzicz Arbor.
I znalazł.
Kwiat wydawał się nie wyrastać z ziemi, a jednak nie dało się go podnieść. Zielona, idealnie prosta łodyga, cztery symetryczne liście po obu jej stronach. Najbardziej uwagę przykuwały jednak płatki. Karmazynowe, delikatnie wibrujące. Stworzone z bordowej substancji, która jakby zaklęta i odpowiednio uformowana, cały czas pozostawała w ruchu.
W kwiecie tym było coś hipnotyzującego. Coś, co kazało wręcz go dotknąć. Nie za łodygę, jak próbował to wcześniej zrobić niewolnik Mirshen. Dotknąć płatków, tych niesamowicie pięknych płatków, idealnego kwiatu. Delikatnie wibrujących, kuszących swoim pięknem.
Niewolnik wyciągnął ku nim swoją dłoń.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Pią Maj 13, 2016 12:49 am

Przeprawa nie była męcząca lecz nużąca, a Mirshen nie była pewna, która opcja jest bardziej beznadziejna. Nienawidziła robić rzeczy, które nie przynosiły efektów, chociaż miała nadzieje, że niebawem ujrzy konsekwencje swych decyzji.
Wolała konfrontować się z przeciwnościami losu, niż być świadoma, że każdy jej czyn był nic nie wart.
Szli i tylko ścierali swoje obuwie, a wędrówka ta nie miała końca. Ścieżka rozpłynęła się w odmętach Dziczy Arbor, a maginka znalazła się w kropce.
Co się stało z tymi, którzy ją wydeptali? Rozpadli się na mikroskopijne części, a Tevinterka teraz nie mogła ich ujrzeć? Czy może wszyscy po prostu zginęli w tym miejscu, a trakt przez ich śmierć się urwał.

Dziwny dźwięk, który przywodził na myśl jakieś zwierzę z rodziny psowatych, rozbrzmiał w jej uszach ja dzwon.
Skupiła się na nim przez moment, ale nie ze względu na strach, który mógł z niej wydobyć, a fascynacje. Chciała poznawać nie tylko ruiny, ale też i ciekawe zwierzęta, które pod wpływem cienkich zasłon zmieniły swą naturę.
Pustka wpływała nawet na świat żywych, a w przypadku, gdy w pewnym miejscu zginęło wiele istnień to jej ingerencja była większa.
Możliwe, że Mirshen właśnie się w takim znajdowała. Ekscytacja sprawiła, że przeszedł ją dreszcz, który spowodowany był podnieceniem. Jej motywacja po raz kolejny urosła do niewyobrażalnych rozmiarów, a ona sama pragnęła tylko i wyłącznie poznać prawdę. Oczywiście nie zapomniała o drugiej ścieżce, której nie wybrała. Jeżeli okażę się, że prowadzi ona do zupełnie innego miejsca, to pierwiastek odkrywczy najpewniej nakaże jej, również ją zbadać.

Rozważania na temat wspaniałości tego odległego świata zostały przerwane, a Mirshen musiała natychmiast skupić się na swym niewolniku.
Jego bezgraniczna lojalność była najważniejszą cechą, a Oatuns nie zamierzała jej utracić. Ujrzała, że ten sięga niczym zahipnotyzowany po niezwykły kwiat. Wydawał się on niczym zaklęty, a jego wpływ czuła nawet sama maginka. Siła jej woli była jednak większa niż mężczyzny, który jej towarzyszył.
Gdyby opierała się jakimkolwiek pokusą, już dawno skończyłaby jako plugawiec, a fakt, że używała magii krwi sprawiał, że musiała swoją wolę i charakter szlifować przez cały ten czas.
Nie zwlekała, gdyż nie chciała utracić swego w pewnym stopniu przyjaciela. Więź, która między nimi powstała już dawno wykraczała poza ramy pana i niewolnika.
Zraniła delikatnie swą dłoń wykorzystując jeden z pierścieni, który posiadał ostre zakończenie. Miało ono właśnie do takich rzeczy służyć, gdyż nie przepadała za ranieniem siebie zbyt poważnie. Krew, która wydobyła się z jej ciała zaczęła wirować jak szalona, a strumień ruszył w stronę mężczyzny. Rozdzielił się na kilka mniejszych, a Mirshen sterowała nim za pomocą dłoni, których ułożenie wydawało się sztywne i pewne.
Ta sama pewność siebie tkała jej zaklęcia, a wola, która nią sterowała dodawała jej siły.
Dumna z bycia magiem, którego nie ograniczają żadne dogmaty czy prawa. Czarowała wykorzystując swą własną posokę, a znajomość mocy, którą dysponowała umożliwiała jej na łamanie barier. Magia krwi nie znała ograniczeń, gdyż była tym rodzajem potęgi, która wszelkie tabu zgniatała.
- Stój. - jej głos wydawał się być o wiele bardziej stanowczy niż zwykle, a jego spokojna i miła natura gdzieś znikła. Szkarłatna ciecz, która wirowała wokół delikwenta miała na celu, wprowadzenie go w stan zaklęcia.
Przez ułożenie dłoni przypominała marionetkarza, który właśnie chce swą marionetkę przejąć za pomocą nici.
Wszystko to po to, by przejąć nad nim kontrolę. Miał stać się jej całkowicie uległy, gdyż wiedziała, że jakakolwiek inna próba mogłaby zawieźć. Nie pragnęła go również ranić, a tym bardziej zabijać, a więc ta opcja także odpadała.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Sob Maj 28, 2016 8:43 am

MISTRZ GRY


Pierwszym wyborem kobiety było użycie magii krwi i zawładnięcie umysłem swojego niewolnika, by uzyskać nad nim kontrolę. Proste i skuteczne, gdyż mężczyzna zatrzymał się tuż przed dotknięciem, po czym odsunął się i wyprostował, jakby czekając na kolejne polecenie.
Magia krwi mogła jednak okazać się nie do końca trafnym wyborem. Jest ona pomocna i przede wszystkim potężna, pozwalając pokonywać przeciwności, jednakże nierozważnym jest używanie jej przy każdej sposobności, jaka się tylko nadarzy.
Kwiat jakby poczuł, że przy nim używa się magii krwi, gdyż zaczął przybierać coraz to ciemniejszą barwę, liście opadły, a sam kwiat w końcu zaczął wyglądać na zwiędłego. Gdy tylko pochylił się ku dołowi, gdyż łodyga nie była w stanie utrzymać go dłużej w pionie, na trawę zaczęła skapywać karmazynowa ciecz.

Pluuugaaaaweeee... Nieeegooodneeee...

Kobieta mogła usłyszeć szepty dookoła siebie. Sprawiały one wrażenie wyjątkowo cichych, aczkolwiek zostając przy tym nadzwyczaj zrozumiałymi.

- Din'anshiral - ktoś niemal wyszeptał kobiecie do ucha. - Fen'Harel ma halam.

Obok niej nikogo nie było, dało się za to usłyszeć ponowne wycie. Jednakże to było zdecydowanie bliższe, bardziej wyraźne. Po chwili zawtórowało mu kolejne z innej strony, i jeszcze jedno. Co rusz kobieta mogła zorientować się, że liczba stworzeń wydających z siebie owe wycie, wzrasta. Nie minęło parę chwil a oczom jej i niewolnika ukazały się wilki. Duże, o różnym umarszczeniu, ukazujące rzędy kłów gotowych, by zatopić je w szyjach obcych, którzy wtargnęli na te ziemie i bezczeszczą je plugawą magią.
Mirshen była niemalże całkowicie otoczona przez watahę wilków. Jedyną drogą ucieczki było skierowanie się na wschód od zwiędłego już kwiatu, kierując się w stronę niewielkiej półki skalnej, pokrytej mchem i roślinnością, skrytej sprytnie wśród drzew. Co bardziej zastanawiające, magini mogłaby przysiąc, że chwilę temu, gdy rozglądała się po okolicy, tej półki tam nie było.
Mogła też walczyć, chociaż to mógłby okazać się niezbyt dobrym posunięciem. Nawet, gdy miała przy sobie pomoc w postaci niewolnika.



Din'anshiral - Podróż śmierci.
Fen'Harel ma halam - Straszliwy Wilk zakończy twój żywot.


Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień Today at 1:13 am

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Dzicz Arbor] Strażnicy wspomnień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Pozostałe tereny-