Dragon Age

Share
















[Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 3:54 pm

Nawet miąższ spływał majestatycznie po jego brodzie, niby to chcąc sięgnąć dalej - na jego tunikę - lecz w ostatniej chwili przytomniejąc i zatrzymując się na samym krańcu podbródka. A tam już nie było litości; bawełniana chusteczka mieniąca się purpurą w kaskadach promieni słońca, skutecznie rozbijała jakikolwiek opór, na powrót przywracając nieskazitelną czystość na bladym licu.
Pogoda była niemym błogosławieństwem skierowanym wprost od Stwórcy - tak przynajmniej sądził Bastien, kiedy z samego rana został przebudzony nie przez sługę, a właśnie nieśmiały dotyk jaśniejącego giganta. Już wtedy wiedział, co będzie robić, wdziewając szybko ubiór. Lecz nie salonowy, gdzie wyglądałby w nim niczym rajski ptak. Przywdział spodnie z ciemniejszego materiału, buty z wysoką cholewą oraz wspomnianą już tunikę - granatową, z wyhaftowanym złotym lwem na piersi. Pochowa z mieczem była przytroczona do pasa, wraz ze swoim mniejszym bratem - sztyletem znajdującym się po drugiej stronie. Nieraz pełniącym służbę tylko w wyglądzie, teraz mającym za zadanie pomoc. Jeśli takowa byłaby potrzebna.
- Księżniczka Natharia jest w komnacie? - padło pytanie, kiedy Valmont dostrzegł pierwszą lepszą służkę. Wiedział, że jest lepiej poinformowana od niego, nawet, jeśli nie służyła księżniczce. Nie zastanawiał się nad tym. Przepływ informacji w zamku był niebywale sprawny i konsekwentnie dążący do tego, by przegonić w wieściach najsławetniejszych szpiegów. Co było najlepsze; nieraz już się to udawało.
- Panienka właśnie wstała - odparła, posłusznie chyląc czoło, czekając na dalszy bieg wydarzeń. Bastien już się do tego przyzwyczaił. Czekali. Nie wiadomo na co, ale czekali. Miast zająć się swoimi sprawunkami, dalej ślęczeli przy nim, nierzadko tracąc całe sekundy na pustym wpatrywaniu się w coś-na-dole.
Nie odpowiedział już, tylko ruszył dalej, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że nogi - zupełnie wbrew jego woli - poruszały się szybciej. Zupełnie jakby podświadomie dążyły do spotkania się z Natharią.
- Nat… Księżniczko Nathario? - zaczął, potrząsając głową i pukając dwukrotnie w drzwi z ciężkiego drewna. Cała ta sytuacja, podekscytowanie i chęć zrobienia czegoś “więcej”, napawała go niezdrowym optymizmem, który - znowuż nieświadomie - przekazywał dalej. Nawet nie przejął się tym, że służka mogła zacząć znowu szeptać. Już widział jej uśmiech, jak opowiada reszcie służby o księciu biegnącym wprost do swojej ukochanej. Mogli mówić. Dopóki mieli o czym.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 3:55 pm

Obudziła się na długo przed tym, nim słońce wstało ponad miastem. Była to jak zwykle wina myśl – setek tysięcy pytań i rozważań, które mogła odpychać od siebie na jawie, ale atakowały ją ze zdwojoną siłą we śnie. Nie potrzebowała radzić się żadnych wróżek, by wiedzieć, iż obrazy ,męczące ją nocami, były wynikiem niepokoju dręczącego ją na co dzień. Czasem widywała śmierć osób ze swego otoczenia, przebijanych sztyletami skrytobójców lub osuwających się na podłogę po spożyciu trucizny. Tej nocy jednak męczyło ją co innego – znalazła się sama na korytarzu pustego zamku, który choć różnił się drastycznie od pałaców w Orlais, to zdawał jej się znajomy. Sama nie wiedziała czy było to prawdziwe wspomnienie, czy tylko wyobraźnia płatała jej figle, posługując się opisami zamku w Denerim. I choć sam sen przebiegał spokojnie – bez przelewu krwi czy szepczących za jej plecami cieni, to cisza wystarczyła by wywołać u niej niepokój. Nie obudziła się z krzykiem, jej serce było normalnym tempem, ale towarzyszyło jej przejmujące uczucie samotności i pustki. Jeszcze przez chwilę nie podnosiła się z łóżka, pozwalając oczom przyzwyczaić się do ciemności. Nie było sensu zrywać się wcześniej, niż było to konieczne. Jej wcześniejsza pobudka mogłaby wywołać niepotrzebne zainteresowanie. Dlatego czekała, aż w końcu pierwsze promienie słońca przebiły się między ciężkimi kotarami powieszonymi w oknach.
Reszta poranka miała minąć bez niespodzianek i niedogodności. Księżniczce jak zwykle podano śniadanie, które też spożyła w całości. Następnie przy pomocy służek dokonała porannej toalety i ubrała odpowiednie odzienie. Na jej szczęście najbliższe spotkanie towarzyskie czekało ją dopiero po południu, nie musiała więc przywdziewać wyjściowego ubrania. Nie oznaczało to oczywiście, iż jej strój nie prezentował się okazale. Jej suknia miała kolor liliowy, zamiast ciężkiego materiału wykonana była z wielu warstw lekkiej tkaniny. W talli Nathairę ciasno opinał gorset pokryty delikatnymi roślinnymi wzorami, przy czym środek każdego kwiatka zdobił niewielki klejnot. Suknia sięgała jej pod samą szyję, pozostawiając więcej wyobraźni, niż wzrokowi. Jako iż jej rękawy nie sięgały nawet do łokci oczywistym było założenie rękawiczek.
Służki uwijały się pracowicie i już miały zacząć upinanie włosów księżniczki, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Oczywiście dziewczyna rozpoznała głos gościa. Wystarczyło jej jedno skinienie, by cała służba odstąpiła od niej i była gotowa pospiesznie ewakuować się z pomieszczenia. Nie przejmowała się brakiem odpowiedniego upięcia włosów – równie dobrze mogły pozostać rozpuszczone.
- Zapraszam do środka książę Bastienie.
Nie miała pojęcia czy była to wizyta czysto towarzyska, czy też miał on jakiś konkretny cel. Niezależnie od tego na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech, który był zupełnie szczery. Ceniła sobie czas spędzany z następcą tronu i był to zdecydowanie bardzo dobry sposób na rozpoczęcie dnia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 3:58 pm

Czekając przed drzwiami, Bastien nie zastanawiał się, co ma powiedzieć. Wiedział, po co tu przyszedł. Miał konkretny cel, chcąc doprowadzić go do skutku. Krok po kroczku, stopa po stopie. Pewnie spędziłby i cały dzień na rzeczach maluczkich, gdyby nie to, że jednak księżniczka pozwoliła mu wejść do środka.
Grymas mogący wyrażać uśmiech, nie zniknął mu z twarzy nawet wtedy, kiedy dostrzegł niemal olśniewającą księżniczkę. Nie mógł nawet mrugnąć oczami, bojąc się, że jest tylko ułudą, a każde, choć najmniejsze odwrócenie uwagi, mogło ją porwać. Więc wciąż na nią patrząc, uprzejmie skierował wzrok nieco poniżej, tak aby dobrze przyjrzeć się jej całej, mając pod pretekstem dobre zachowanie i etykę, której wszak uczył się całe życie. Dopiero kiedy udało mu się oderwać wzrok od niej, spojrzał na resztę pomieszczenia. A raczej coś, co je wypełniało. I w takich sytuacjach nie były potrzebne słowa; służba widząc Bastiena od razu wiedziała, że powinna szybko zniknąć za drzwiami, zamykając je szczelnie i pozostawiając młodzików samych sobie.
Dopiero kiedy zamek cicho kliknął, wszem i wobec oznajmiając, że ta dwójka jest skazana na siebie, ośmielił się podejść bliżej księżniczki, już nawet nie starając się powstrzymać nieśmiałego uśmiechu, który niemal boskimi wysiłkami, wdrapał się na jego twarz.
- Wybacz, że niepokoję o tak wczesnej porze, jednakże widząc promienie słońca otulające każdą część zamku, nie mogłem wyzbyć się chęci spotkania z tobą, pani - zaczął nieco filozoficznie, na próżno siląc się o choćby odrobinę poezji. Ciężko mu to szło, więc mimo wszystko dalej postanowił kontynuować normalnie, po książęcemu: - Jeśli księżniczka pozwoli, chciałby dzisiaj porwać ją przejażdżkę po okolicznych lasach.
Uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy, a oczy nie miały zamiaru zerwać kontaktu ze ślepiami Natharii, niby to rozsiadając się w nich wygonie i nie mając zamiaru ich opuścić.
Kark lekko mu się zaczerwienił, choć nie poczuł tego od razu. Zawsze będąc w pobliżu księżniczki, czuł się swobodnie. Nie musiał martwić się o etykę, trzymanie głowy wyżej niż sięgały wieże w Val Royeaux oraz zważanie na każde wypowiedziane słowo. Przy niej protokoły go nie sięgały, a on mógł zrzucić swoją skorupę, okazując środek. Do czasu. Od niedawana, nie wiedząc kompletnie czemu, podświadomie wracał myślami do blondynki o niewinnym spojrzeniu, czasami w chwilach najmniej odpowiednich. Może to brak czasu sprawiał, że spotkanie z niebieskooką wprawiało go w burzę pozytywnych emocji, tak zawsze skrzętnie ukrytych pod powierzchnią uprzejmego zainteresowania i młodzieńczej obojętności.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 3:59 pm

Zanim drzwi się otworzyły nie mogła powstrzymać się przed myślą, cóż książę zrobiłby, gdyby nie otrzymał jej pozwolenia. Czy gdyby zwlekała zacząłby się niecierpliwić, czy puściłby jej płazem takie igranie z jego osobą? Zapewne gdyby miała do czynienia z inną osobą właśnie w ten sposób umiliłaby sobie poranek – pozostawiając swojego gościa za progiem, czekającego aż służki niespiesznie zakończą przygotowywanie księżniczki. Możliwe nawet, iż nie zaprosiłaby takiej osoby do pokoju, w końcu była to jej przestrzeń prywatna. Choć na pierwszy rzut oka pomieszczenie nie wyglądało na zmienione przez właścicielkę, to spostrzegawcze oko mogło dostrzec co najmniej kilka rzeczy bez wątpienia należących do księżniczki. Kilka ksiąg położonych w losowych miejscach pokoju, buteleczki z wonnymi olejkami rozstawione na komodzie. Przy samym łóżku zaś, na niewielkim stoliku, znajdowała się onyksowa figurka węża. Był to prezent, który choć nie posiadał większej wartości emocjonalnej, to wyjątkowo przypadł księżniczce do gustu. Niezliczoną ilość razy zdarzyło jej się obudzić w środku nocy i przez godziny obserwować światło księżyca tańczące po czarnym ciele gada.
Oczywiście zwróciła uwagę na jego ubiór, tak różny od tego noszonego w czasie bankietów. Najwyraźniej, podobnie jak ona, nie planował w najbliższej przyszłości żadnych oficjalnych spotkań towarzyskich.
- Byłabym szczęśliwa, gdyby była to jedyna forma niepokojenia, której doświadczam. – westchnęła, urywając myśl, której raczej nie miała zamiaru kontynuować.
Wszyscy wiedzieli, że Nathaira obok kłamania lubuje się w niedopowiedzeniach. Często rozpoczynała jakiś temat tylko po to, by jej rozmówca zmuszony był do analizy jej wypowiedzi i domyślania się, cóż też księżniczce chodzi po głowy. Czasem była to zaplanowana gra z jej strony, tym razem jednak było inaczej. Pozwoliła by zmęczenie częściowo nieprzespaną nocą dało o sobie znać, takie rozluźnienie byłoby niedopuszczalne w innym towarzystwie, ale nie przy Bastienie. Jeśli był ktoś w Orlais, komu gotowa była zaoferować szczerą odpowiedź, to ta osoba stała przed nią.
- Jakże mogłabym odmówić? – odpowiedziała pytaniem, uśmiechając się szerzej.
Ani na chwilę nie odwróciła spojrzenia. Jeszcze parę lat temu zbyt długi kontakt wzrokowy powodował u niej wystąpienie rumieńców i wyraźne zdecydowanie. Teraz jednak czuła się z tym komfortowo, zwłaszcza w obecności osoby tak dobrze znanej. Ach, gdyby ktokolwiek z Fereldeńczyków zdawał sobie sprawę jaką sympatią darzyła Nathaira następcę tronu Orlais. Zapewne samo to wystarczyłoby by oskarżyć ją o zdradę. Możliwe również, że zostałaby okrzyknięta głupią dziewczyną, która została omamiona i nie dostrzega swego oczywistego błędu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 4:09 pm

Ptaszek zaćwierkał na zachętę, a Bastien słuchał. Patrzył i widział coraz więcej szczegółów. Niby miał przed sobą człowieka, księżniczkę, a jednak obserwował otwierający się kwiat. Coraz więcej szczegółów i detali ciągnęło do niego, a on je kolekcjonował, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Jakaś część jego jaźni chciała go ciągle. Pożądała, nie chcąc wypuścić go ze swoich najbliższych planów. Jednak on nie mógł na takie coś sobie pozwolić. Na szeroki uśmiech dziewczyny odpowiedział niepewnym grymasem, niby to nie bardzo wiedzącym, jak się teraz pokazać.
Spoglądając z troską na Natharię, powoli podszedł do krzesła stojącego zaraz obok niej i usiadł na nim, nawet nie pytając się o zgodę. Jako książę musiał odróżniać rzeczy ważne i ważniejsze.
- Pani? Czy coś cię trapi? - zadał pytanie, będąc pewny trafności swych słów. On po prostu czuł, że coś było nie tak. Że jakiś cierń wbił się w serce jego przyjaciółki, powoli sącząc weń jad, zatruwając coraz bardziej jej ciało. A to nie był dobry zwiastun. - Czy to wspomnienia? - dodał, czując, że może to być związane z przeszłością księżniczki. Bo co mogło być innego? Natharia nie była lękliwa, nikt też nie mógł jej grozić. W świecie realnym. Bo ten drugi świat, rządził się swoimi prawami. A tam nikt nie mógł wygrać, uprzednio ich nie poznając.
Lustro było zwierciadłem naszej duszy. Może i to było prawdą, może tylko zdaniem rzuconym na wiat. Jednak jedno było pewne; para młodzieńców patrząca wciąż na świecie, powinna wręcz poznać się w każdym calu. Wiedzieć o sobie wszystko, nie mając żadnych tajemnic. A raczej mając je, ale wspólne. Schowane głęboko w komnatach ich własnych, niewymuszonych niczym relacji.
- A więc wyruszymy kiedy będziesz gotowa, pani. - Odwrócił na moment wzrok, jakby dla pewności kierując go w stronę okna. Gigant wciąż tam był, wciąż patrzył i wciąż roztaczał swe macki we wszystkie możliwe części tego świata. Tak przynajmniej to teraz wyglądało. Był nieustępliwy, niczym Zakon, chorobliwie chcąc zawładnąć wszystkim. Albo to były tylko pozory, tak jak wszystko w Orlais. - Pa… Nathario? - Pytanie zawisło w powietrzu, niby to dla pewności Bastiena. Musiał choć częściowo wiedzieć czy była z nim, czy odpłynęła zaraz przy początku rozmowy. Może taki miała plan? Opuszczała gardę tylko wtedy, kiedy wypływała na pełne morze, zostawiając wszystkich na lądzie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 4:11 pm

Czy coś ją trapiło? Ach, gdyby miała wymienić wszystkie swe zmartwienia musieliby tutaj zapewne siedzieć przez resztę tegoż stulecia. Przecież właśnie rozmyślanie stanowiło jedno z najważniejszych jej zadań – obserwowała, analizowała, planowała. Było tak wiele możliwych scenariuszy, które musiała rozważyć, a do tego nie była nawet w stanie porządnie się wyspać. To ostatnie wynikało wyłącznie z jej winy i nie była w stanie tego zmienić, ta bezsilność dodatkowo ją irytowała. Utrata kontroli nad sytuacją zawsze wyjątkowo skutecznie psuła jej nastrój.
Oczywiście jej uwadze nie umknął nietypowy wyraz twarzy Bastiena. Czyżby zrobiła coś, co mu się nie spodobało? Szybko przeanalizowała sytuację, doszukując się w swoim zachowaniu jakichkolwiek uchybień. Może powinna była wstać na przywitanie albo jednak spróbować pospiesznie upiąć włosy... Jej wewnętrzne zmieszanie pozostało jednak dobrze zamaskowane, nie dała po sobie poznać jak zaniepokoiło ją jego zachowanie. W końcu mogła być zwyczajnie przewrażliwiona, obracając się wśród kłamców i spiskowców musiała zwracać uwagę na najdrobniejsze sygnały.
Niemal odruchowo chciała odpowiedzieć wymijająco, zmienić temat i sprawić, by zapomniał o jej słabości. Oto jednak obok niej siedziała jedyna osoba, której była gotowa się zwierzyć i która nie miała zamiaru wykorzystać uzyskanych informacji na własny użytek. W chwili gdy zaczęła mówić jej wzrok uciekł gdzieś na bok. Kiedy szczere wyznania stały się takie trudne?
- Być może faktycznie lepiej będzie podzielić się mym zmartwieniem. Od jakiegoś czasu nawiedzają mnie niezwykle realistyczne sny, często wymieszane z obrazami z przeszłości. Zwykle nie są straszne, a jedynie niepokojące.
To, co najbardziej ją przerażało w tych zwidach, to podejrzenie powodu ich pojawiania się. A co jeśli były objawem uczucia, którego nawet nie miała prawa posmakować i którym pogardzała – tęsknoty za ojczyzną, miłości do niej. Gdyby wypowiedziała swe obawy na głos mogłoby się to skończyć tragicznie, Armand z pewnością byłby bardzo rozczarowany. W ciągu ostatnich paru lat mogła przyglądać się jego osobie z bliska i wiedziała, że nie jest osobą, która łatwo coś takiego znosi. Choć zwykle kontrolowała swoje ciało nie pozwalając mu zdradzić niepotrzebnych emocji, to teraz pozwoliła by jej palce zacisnęły się na materiale spódnicy. Nie minęło jednak wiele czasu nim dłonie rozluźniły się, sama możliwość zrzucenia z barków tej tajemnicy poprawiła znacząco jej humor. Kiedy więc wróciła wzrokiem do swego rozmówcy na jej ustach zagościł lekko zawadiacki uśmiech.
- Bastienie. – zaczęła, korzystając z faktu, że sam zwrócił się do niej po imieniu. - Jeśli już jesteśmy ze sobą szczerzy, to odpowiedz mi proszę na pytanie – czy to egoistyczne z mojej strony, że wolałabym przez chwilę mieć księcia Orlais tylko dla siebie? Bez żadnych ciekawskich spojrzeń i szeptów za naszymi plecami?
Tutaj byli choć częściowo bezpieczni, Armand dbał o to, by jego szpiedzy w znaczący sposób zdominowali otoczenie najbardziej znaczących osób w kraju. Ale na poza ścianami pokoju mogli trafić na niemal każdego. Jakby tego było mało pozostawała jeszcze jedna kwestia – choć Nathaira zgodziła się na przejażdżkę, to jej umiejętności jeździeckie pozostawiały wiele do życzenia. Brakowało tylko by skręciła sobie kark z końskiego grzbietu, z pewnością doprowadziłoby to do zwiększenia napięć między Orlais i Fereldenem.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 4:16 pm

Czekał. To potrafił właśnie robić, kiedy znalazł się blisko niej. Po prostu spoglądał na nią, niedługo później otwierając nie tylko wzrok, ale i słuch. Zaczęła mówić. A on słuchał.
Wyobrażał sobie swoje mary. Senne koszmary, które nie zawsze odchodziły w niepamięć o poranku. Niekiedy zostawały z nim przez cały dzień, niczym cień, podążając za nim aż do nocy. A wtedy wartę obejmował ktoś inny. To było ciężkie. Walczyć ze starym, jednocześnie będąc świadomym przyjścia kolejnych. Bo tak zawsze było; oni przychodzili.
- Musisz zobaczyć to miejsce - odrzekł, nieco zagubiony w tym wszystkim. Nigdy nie zdarzyło mu się śnić o miejscach, które w jakiś sposób pamiętał, a jednak kiedy miał już je złapać na ostatnim zakręcie, te umykały mu w ciemności. Nie. On je zawsze łapał. - Wiesz gdzie to może być? - dodał, choć i tak wiedział. Nie było innego miejsca, gdzie księżniczka była dawno temu. O przeszłości dało się zapomnieć, ale ona i tak powracała.
Nie szukał kontaktu wzrokowego. Skoro sama go przerwała, to musiała mieć wyraźny powód. Był zbyt śmiały? Może poczynił jakiś nietakt? Wszystko było możliwe, a szczególnie dzisiaj. A pogoda była taka ładna…
- Ależ księżniczko - zaczął strasznie poważnym tonem, w oczach za to mając chochliki. - Nie mam pojęcia, czy mógłbym sobie pozwolić na takie coś… - zawahał się - z inną osobą. - Uśmiechnął się od ucha do ucha, nie musząc wcale dokończyć. Doskonale wiedział, że Natharia wywnioskuje resztę. Jednak coś popchało go do działania, do dopowiedzenia reszty: - Sądzę, że cesarstwo przetrwa kilka dłuższych chwil beze mnie.
Rozbawiła go, przekonała i nawet pogoda nie mogła go zmusić do tego, by zaprzeczył. Wcześniej nawet o tym nie myślał. Szpiedzy? Obecni byli przy nim, przez całe życie. Od kołyski, stając się jego drugim cieniem. Dlatego się do nich przyzwyczaił, a nawet w jakiś sposób tolerował. Wiedział, że poza nimi wszystkimi odgrywała się inna, ukryta wojna. I czasem szala przechylała się na jedną, to na drugą stronę. Wtedy dochodziło do przecięcia nitki, zatamowania dopływu. Dochodziło do morderstwa.
- Masz plan? - zapytał, zupełnie jakby to ona była dzisiejszym przewodnikiem jego życia. I mogła go oprowadzić wszędzie. A taka okazja nie zdążyła się często, on to wiedział i czuł. - Możemy się tutaj uczyć fechtunku, jeśli nie masz pomysłu… - dodał niby to od niechcenia, jednak ostatkiem sił próbując nie wybuchnąć śmiechem. Wszak tak nie wypadało. Jeszcze. Przecież dzisiaj był dzień inny od reszty. Magiczny.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Pią Kwi 29, 2016 4:17 pm

Zobaczyć to miejsce... Znów przejść korytarzami, które pogrzebała głęboko w pamięci. Ciekawe jak wiele się zmieniło od czasu jej wyjazdu, przecież nawet miejsca nie pozostawały wiecznie takie same. Bardzo prawdopodobne, że większości zmian i tak by nie poznała. Nie powinna być jednak smutna z tego powodu, Denerim było dla niej jedynie początkiem drogi. Nie miała wpływu na urodzenie się w tym mieście, tak samo jak nie mogła zmienić rodu w którym się urodziła. W jej dłoniach za to znajdowała się przyszłość. Wystarczyło tylko sięgnąć i wziąć ster w swoje ręce. Tradycja, dziedzictwo, wierność - to wszystko i wiele innych jedynie krępowało jej i tak nikłą wolność. Oczywiście byli i tacy, których los był cięższy. Jej śmierć zostałaby zauważona, czego nie mogli o sobie powiedzieć służący w tym pałacu. Miała również wpływ, mniejszy lub większy, na los innych.
- Oboje wiemy, prawda? - westchnęła. - Denerim.
Uśmiech nie znikał z jej twarzy, a gdy przerwał na chwilę, pokiwała z niedowierzaniem głową. Żeby też trzymać damę w takim napięciu. Oczywiście i bez ostatniego zdania, ale było ono dla nie ważne. W jej umyśle nacisk został położony na słowo „dłuższych”. Nigdy nie wiedziała ile właściwie mają czasu, zresztą w odpowiednim towarzystwie nawet godziny zamieniały się w sekundy. Raczej nie wyglądało na to, by któreś z nich miało plany na to przedpołudnie. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że Stwórca okaże się łaskawy i żaden niespodziewany gość nie przerwie ich spotkania.
Oczywiście, podobnie jak on zwróciła uwagę na piękną pogodę. Zapewne jeśli była prowadzona odpowiednia statystyka, to Val Royeaux było najbardziej słonecznym miastem w całym Thedas. Z pewnością miało to swoje plusy – nie było tu tej wilgoci, która powoli nadgryzała i pokrywała mchem mury zamków w Fereldenie. Problemem pozostawał jednak konflikt między promieniami słońca, a skórą księżniczki. Ta druga, przy choćby najkrótszym odsłonięciu, niemal natychmiast pokrywała się piegami. I choć odpowiednie ubrania i makijaż pozwalały jej uniknąć tej przypadłości, to niechęć do ognistej kuli pozostawała.
- Nie, raczej nie.
Rzadko działała spontanicznie. Wolała mieć wszystko ładnie zorganizowane i zaplanowane. Dziś jednak niestety zmuszeni byli do improwizacji. Teatralnie przewróciła oczami słysząc jego propozycję.
- Nie wiem czy fechtunek to najlepszy pomysł. Gdybyśmy urządzili sparing, oboje wiemy, kto by zwyciężył. Mogłoby to wywołać skandal międzynarodowy oraz urazić ego przegranego.
Przez cały czas patrzyła na niego z taką troską, iż od razu wiadomo było kogo miała na myśli przez „przegranego”. Oczywiście nie godziło jej się nazwać rzeczy po imieniu, była przecież dobrze wychowaną damą, która kulturalnie odrzuca propozycje. Niedorzeczną, oczywiście, ale wciąć grzecznie sformułowaną i wymagającą odpowiedniej odpowiedzi. Powszechnie znanym był fakt, iż księżniczka nigdy nie trzymała w rękach broni, gdyż nigdy nie istniała taka konieczność. Do obrony miała strażników i służbę, większość była gotowa zasłonić ją własnym ciałem. Ona musiała tylko minimalizować zagrożenie przez własną ostrożność.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Nie Maj 01, 2016 3:39 pm

Książki, olejki - wszystko było takie, jak zapamiętał. Będąc tutaj wcześniej, nie myślał o tym, jednak teraz zaprzątał sobie tym głowę. A co jeśli by to wspomnienie odeszło, a Nathaira zostałaby wyrwana z Orlais, na wieczne czekanie go skazując? Co, jeśli następnego dnia już by nie było tych wszystkich opasłych tomiszczów, wonnych buteleczek i po prostu zapachu księżniczki? Nie wyobrażał sobie, by po kilkunastu latach miał pamiętać tylko urywki z tego życia. On by pamiętał całość, każdy detal księżniczki i jej komnaty. Tak już był. Patrzył i później nie chciał nikomu tego oddać.
- Oboje wiemy - odrzekł cicho, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że powtórzył za dziewczyną słowo w słowo. Przez chwilę był w innym świecie, myśląc, jak to wszystko mogłoby by wyglądać. Bez niej. Oczywiście, często nie widywali się całe dnie, mijając się o ułamki sekundy, wstając o różnych porach i kładąc się jeden przed drugim. Jednak zawsze była świadomość, że ta druga osoba gdzieś była. Nawet jako duch, ale jednak krążyła, dając o sobie znać. Kiedy by wyjechała, tego by nie było. Już nigdy.
Nie wiedząc nawet kiedy, dłoń powędrowała mu nieco dalej, niż sam by się tego spodziewał. Najpierw niepewnie, następnie ze zdwojoną siłą, atakując drobną dłoń ukrytą pod rękawiczką i delikatnie ją ściskając. Bez konkretnego celu, po prostu. Dając jasny znak, że był przy niej i nie zamierzył dopuścić do tego, by ciągle się męczyła. Nawet kosztem czegoś ważnego.
- Pojedziesz tam, słyszysz? Pojedziesz - przemówił, nawet nie starając się pożałować swoich słów. Był dziedzicem tronu, przyszłym cesarzem, jednym z najpotężniejszych ludzi na kontynencie. Mógł pozwolić sobie na przysięgę, a na pewno na przysięgę w stosunku do księżniczki. - Ale najpierw będziesz tutaj - dokończył. Zapewne jego słowa mogły wydać się niezrozumiałe, a gest zupełnie niepotrzebny, jednak on wierzył, że Nathaira go zrozumie. Zrozumie i zaufa.
Determinacja, mimo tego, że przed chwilę będąc głównym gościem w modrych ślepiach, odeszła na drugim plan, dając szansę wykazać się rozbawieniu. Słuchając jej nie mógł wyzbyć się przekonania, że lubił to robić. Wpuszczać do siebie ten dźwięczny, pozbawiony - jeszcze - skazy głos. I mógł to robić codziennie. - Pani... - zaczął, a na jego twarzy zakwitł uśmiech. - Proponuję kulturalną herbatkę. - Nie wiedzieć czemu, jednak ta myśl najbardziej go rozbawiła. Nieraz widział jak córki możnych panów zabawiały się tak, śmiejąc i chichrając się przy tym. Więc dlaczego on i Nathaira nie mieli dobrze się bawić? Przecież też byli dziećmi.
- Och, jak moje serce się raduje kiedy słyszę, że tak się o mnie martwisz... - Reakcja na jej słowa była niezwykła, bowiem począł być jeszcze bardziej rozbawiony, o włos mijając się od histerycznego i niekontrolowanego śmiechu. A to był dopiero początek dnia.
Księżniczka pewnie miała w rękawie kilka niespodzianek.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Nie Maj 01, 2016 5:04 pm

Nathaira była być może jedyną Fereldenką, która jako miejsce odpowiednie do pobytu swej osoby wskazałaby Orlais. Spędziwszy tu tyle czasu, nie wyobrażała sobie po prostu powrotu na stałe do Denerim. Oczywiście jakaś cząstka jej duszy tęskniła, czego objawem były sny zainspirowane nielicznymi wspomnieniami, ale dziewczyna wypierała się jakiegokolwiek przywiązania do ojczyzny. To ten pokój stanowił jej schronienie w ciągu ostatnich lat, to tutejsza służba poznała każde jej przyzwyczajenie i nauczyła się jak ją zadowolić. W końcu to właśnie tutaj miała okazję poznać osobę, którą demonizowali jej rodacy, a która okazała się jej podporą i powiernikiem wszystkich sekretów. Przyjaciela, który w tej chwili słabości gotów był jej wysłuchać i wesprzeć uściskiem dłoni. Nagły dotyk zaskoczył ją, dawno już przyzwyczaiła się do prezentowanej przez szlachtę powściągliwości. Gdyby gest ten został wykonany publicznie przez długi czas znajdowaliby się na ustach całej stolicy.
Złożona obietnica sprawiła, że Nathaira poczuła się jeszcze bardziej rozdarta. Jakiś niewielki fragment jej osoby cieszył się, przywołując zatarte w pamięci obrazy miejsc i twarzy. Osoba jej ojca o której otrzymywała odpowiednio okrojone informacje, a także sylwetki innych krewnych... Tylko dzięki silnej woli udało jej się odrzucić te, naiwne jej zdaniem, myśli. Przecież całkiem możliwe, że pojedzie do Fereldenu niezależnie od woli Bastiena – wystarczy tylko, że zostanie uznana za wystarczająco przeszkoloną w zakresie szpiegowania oraz na tyle godną zaufania, by wysłać ją na teren potencjalnego wroga.
- Tak, herbata to wspaniały pomysł!
Nathaira wyraźnie się ożywiła. Choć on może nie zwykł do spędzania godzin popijając ciepły napar i „chichrając się” w towarzystwie dobrze ułożonych panien, dla niej była to niemal codzienność. Wielu arystokratów przyzwalało na takie spotkania z najróżniejszych względów. Część była zwyczajnie zaciekawiona jej osobą – urodzoną wśród tych barbarzyńskich Fereldeńczyków dziewczyną, która odnalazła się doskonale na cesarskim dworze. Inni widzieli w jej osobie szansę na zwiększenie własnych wpływów, wykorzystanie jej jako pionka do własnych celów. To właśnie takie spotkania były dla niej najbardziej pouczające, często wynosiła z nich więcej niż z wielogodzinnych lekcji. Mogła w naturalny sposób poznawać techniki manipulacji i obserwować ludzkie reakcje.
- Mihriel! – drzwi do pokoju niemal natychmiast otworzyły się i stanęła w nich skromnie ubrana elfka. - Podaj proszę herbatę i przekąski.
Niewielu siliło się na uprzejmość względem służby, którą było słychać w głosie Naithry. Jej słowa brzmiały bardziej jak kulturalna prośba, niż bezwzględny rozkaz. Dziewczyna od dawna już wiedziała, że pozytywne relacje mogą bardzo pomóc. Oczywiście, można było korzystać również ze strachu lub pieniędzy. Te drugie stawały się jednak nieskuteczne, gdy ktoś zaoferował większą sumę, a strach był w Orlais zwyczajnie zbyt powszechny.
- Oczywiście, że się martwię. – powiedziała, gdy tylko drzwi do pokoju zamknęły się za służącą. - Stan książęcego ego to przecież sprawa wagi państwowej.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Wto Maj 03, 2016 6:07 pm

Pomysł z herbatą wystrzelił niespodziewanie i był równie niezwykły co; słońce w dzień spodziewany tylko z deszczem, dziewica w kurwidołku czy łagodny mabari. Jednak przystał na - wszak swoją własną - propozycję, będąc ciekaw, jak to będzie wyglądać. On się w takie rzeczy nie bawił, oczywiście, nieraz widział jak to się robi, ale nigdy nie próbował. Bo po co? Jego wzywali by ładnie wyglądał, prezentował się okazale i oślepiał wszystkich swym blaskiem. Mało osób próbowało z nim rozmawiać, a jeszcze mniej starało się wydukać tę prośbę do osób właściwych. Sprawa miała inaczej się z kontrolą i chęcią pomocy, o dziwno - wtedy wszyscy się zgłaszali, nie oczekując niczego w zamian. Jednak on widział i czuł, co mogłoby się wydarzyć, gdyby naprawdę musiał być komuś wdzięczny. Cokolwiek.
- I ciasteczka! - dodał, zarażając się entuzjazmem Nathairy. Doprawdy, co one mogły widzieć w piciu czegoś, co nawet nie wprawiało w stan inny niż zwykle. Chyba, że jednak coś się do niej dodawało, a skutki były odbierane jako młode charaktery i niepowściągliwe języki. Chichranie, plotkowanie... tak, to by się wtedy zgadzało. I nawet mu podobało, jeśli miał to robić tylko z księżniczką. Przecież przy niej mógł pójść w nieco innym kierunku, niż wszystkie protokoły wskazywały. Inną ścieżką, niż jego straż pojechała. Inną drogą życia, niż jego matka wybrała...
Nie zdążył (a może nie chciał zdążyć?) zachować stosowny dystans do pierworodnej króla Fereldenu, kiedy ta zawołała służkę. Przeczuwał, że nie ma takiej potrzeby. Co taka mogła powiedzieć? Czy ktokolwiek uwierzyłby elfowi, że widział coś, czego zobaczyć nie powinien? Czy jakikolwiek szlachcic by się tym zainteresował? Odpowiedź była jasna, a on nawet nie musiał się nią przejmować.
Kiedy zamówienie zostało dostarczone, popatrzył się z lekką uniesioną brwią na Nathairę. Prosiła swoją służkę? Czy tak się godziło? On, nawet nie będąc w części swoim ojcem czy matką, nigdy nie starał się o nic prosić. Dla niego było oczywiste, że wszyscy mają zrobić wszystko dla niego. Nie było innej opcji i nawet tak chłonny umysł potrafić nie mógł tego przyswoić. Jedyną alternatywą była niewola; jednak wtedy prośbami mógłby co najwyżej się nasycić.
- Skoro mamy zamiar ukrywać się w gąszczu kamiennych murów, zróbmy to chociaż w asyście pląsających promieni - powiedział, ni to prosząc, ni to proponując. Dając możliwość odmowy, choć - prawdę mówiąc - nie spodziewając się niej. Przecież stół był na balkonie, krzesła również, a murek okalający wszystko i tak winien być wystarczająco wysoki, by i tam nikt nie mógł dostrzec, co też księżniczka z księciem wyczyniali.
Pili herbatę, nieźle.
- Och, jak to dobrze, że mam takiego kogoś, kto się martwi nie tylko o moje maniery i każde słowo wypływające z moich ust, pani mamo - dopowiedział, znowuż nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, choć teraz nieco cichszego. Wszak nie chciał pobudzić starych demonów, a nowym dać powód do przemyśleń.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Wto Maj 03, 2016 7:59 pm

O tak, ciasteczka były koniecznie potrzebne. Nathaira nie znała osoby, która nie uwielbiałaby słodyczy i sama słynęła z niezwykłej miłości do nich. W jej przypadku doskonale sprawdzało się powiedzenie „przez żołądek do serca”. Niektóre smaki kojarzyły jej się nieodmiennie z konkretnymi sytuacjami, bądź osobami. Już jakiś czas temu usłyszała wiadomość, która wywołała u niej niemałe poruszenie – dowiedziała się bowiem, iż Qunari nie mają własnego odpowiednika ciastek. Kolejny powód, by traktować tę rasę oraz filozofię Qun z odpowiednią dozą ostrożności.
Na szczęście Nathairy do herbaty raczej nic nie dodawano, a przynajmniej ona nie stosowała takiej praktyki. Dla dziewczyny bardzo ważne było pozostawanie w możliwie największej gotowości niemal przez cały czas, a wszelkiego rodzaju używki zakłócały proces myślowy i przytępiały umysł. Do tego, choć wstyd jej się było na głos przyznać, miała dość niską tolerancję alkoholi. Wystarczyła jej szczypta wina aby zaszumiało jej w głowie. O ile w odpowiednim towarzystwie nie byłby to duży problem, to przy oficjalnych okazjach mogło być niepożądane. Gdyby jednak zdecydowali się na coś innego, niż zwykła herbata, nie czułaby się źle. Przecież i tak już była z nim szczera, nie musiałaby się też obawiać, że go urazi. Lepiej było jednak zachować nieco pozorów, już i tak zapewne dali pole do popisu każdemu plotkarzowi w pałacu. Jego dotyk, choć początkowo zaskakujący, szybko stał się zupełnie naturalny. Tak jak on nie cofnęła dłoni. Jakaś cząstka jej żałowała, że księżniczka zdecydowała się założyć tego dnia rękawiczki.
Oczywiście zauważyła kątem oka jego reakcję, jednak nie skomentowała jej. Mógł to uznać za jedno z licznych jej dziwactw, zachowanie niekoniecznie pasujące osobie z królewskiego rodu. Do tej pory jej sposób sprawdzał się, a ponadto nie szkodził nikomu.
- Wyjdźmy zatem na balkon. – skinęła.
Podniosła się z gracją, kierując swe kroki ku drzwiom prowadzącym na zewnątrz. Po drodze rozważała jeszcze zgarnięcie parasolki, odrzuciła jednak ten pomysł. W najgorszym wypadku na jej twarzy zagości rumieniec i kilkanaście piegów. Taka błahostka nie mogła popsuć tego dnia.
Musiała zagryźć dolną wargę, aby nie parsknąć, co byłoby zarówno nieestetyczne, jak i nie kulturalne. Gdyby cesarzowa usłyszała teraz swego syna zapewne nie byłaby zachwycona.
- Nareszcie dostrzegłeś jak wielkim jestem błogosławieństwem, mój drogi. A skoro już rozmawiamy na temat mojej troskliwości, to muszę wiedzieć, czy książę zjadł dzisiaj odpowiednie śniadanie.
Z pewnością, choć ciastka i herbata stanowiły wspaniałe połączenie na podwieczorek, to nie były dostatecznie syte jak na śniadanie. Pora była dość wczesna, możliwe więc, że jej rozmówca zaniedbał w jakiś sposób najważniejszy posiłek dnia. Zarówno jako "pani mama", jak i przyjaciółka, musiała zadbać o odpowiednie wyżywienie następcy tronu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Nie Maj 08, 2016 11:37 am

Alkohol? Pił, często, nawet aż zanadto. Musiał w towarzystwie innych prosić o znakomite roczniki wina, gdyż nie godziło się częstować zwykłą wodą tak ważne persony. Jednak on nie widział różnicy; czy trunek miał lat pięćdziesiąt, czy pięć, on dalej czuł to samo. Lekko cierpki, przywodzący na myśl coś zarazem niedobrego, a jednak ciągnącego do siebie smak. Rozluźniający myśli, dający się ponieść emocją. Tak. Dlatego zrobił coś, czego zrobić nie powinien. Wiedział o tym, a jednak postąpił źle. Zachował się niczym niesforny dzieciak robiący na złość rodzicom, a nie następca najpotężniejszego państwa na kontynencie.
- Balkon, tak - powiedział, jakoby na potwierdzenie słów księżniczki i puścił jej dłoń, podnosząc się ze stołka. Nie musiał jej trzymać ciągle; wystarczy, że ona wiedziała. Więcej nie śmiał zrobić, nawet jakby miało to być po tym. - Nathairo, doprawdy nie wiem jak możesz wytrzymywać w tych wszystkich sukniach i rękawiczkach. - Uśmiechnął się, wchodząc na balkon. Ta myśl nurtowała go od dłuższego czasu; elegancja elegancją, jednak wygodna była ważna. Nawet bardzo. On nie musiał ubierać się w grube płótna, mimo tego, że musiał wyglądać godnie. A przewiewne i lekkie materiały były w jego ubraniach stałym gościem. Choć teraz... mogli się postarać by spodnie nie były aż tak grube. Nie było przecież zimy...
- Śniadanie... taak - odparł nieco wymijająco, czując się niczym chłopak stajennego po nieudanej kradzieży szynki ze spichlerza. Jakim prawem ktokolwiek go miał rozliczać! A tym bardziej Nath... właśnie. Ona. - Zjadłem! - Sok z brzoskwini spływający po jego brodzie, rozcieńczone wino z samego rana... tak. Zdecydowanie miał świetne i pożywne śniadanie. - Nierzadko gości u nas słońce, jednak dzisiaj wyjątkowo mocno się uwzięło, nie sądzisz?
Podszedł do barierki patrząc na  ludzi uwijający się pod nim. Nie byli niczym mrówki, po prostu wyglądali na maluczkich. Nawet wtedy, kiedy stali z nim na równi. Sami się pomniejszali, myśląc, że to pomoże im w starciu z gigantami. Gigantami opartymi na bardzo wątłej konstrukcji. Konstrukcji stworzonej wyłącznie z podziwu i lęku. Na niczym innym nie funkcjonowało państwo.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Nie Maj 08, 2016 4:03 pm

Była przyzwyczajona do swych ubrań, tak jak każda dobrze urodzona panna w tym kraju. Jeśli kiedyś narzekała to te czasy dawno minęły. Sztywne gorsety i spódnice, przypominające nieraz bardziej namioty, niż fragmenty ubioru, były dla niej czymś normalnym. A rękawiczki? Ceniła sobie tą niewielką ilość przestrzeni, którą tworzyły przy powitaniach. Dzięki nim nie musiała bezpośrednio dotykać spoconych rąk dygnitarzy i była za to bardzo wdzięczna. Kolejny plus – w połach sukni mogła schować naprawdę wszystko, każda potrzebna rzecz mieściła się w nich bez problemu. Nie bez powodu na dworze krążyły setki zabawnych anegdotek o tym, cóż takiego niektóre arystokratki potrafiły nosić przy sobie bez zwracania niepotrzebnej uwagi.
Choć już wcześniej przyglądała się mu uważnie, to tym razem lustrując go wzrokiem skupiła się na ubraniach. Z pewnością z ich dwójki to on miał większą swobodę poruszania się. Gdyby jednak ubrała się w podobny sposób, z pewnością wywołałaby skandal, na który nie mogła sobie pozwolić. A gdyby ubrała się dokładnie w to samo - tunikę, która choć idealnie leżała na nim, to dla niej stanowiła by karykaturę sukienki... Myśl ta była jednocześnie zabawna i w jakiś sposób niepokojąca. Nigdy nie wyobrażała sobie siebie w ubraniach innych osób, a teraz wizja ta powodowała u niej dodatkowe poruszenie.
- Kwestia przyzwyczajenia. – odpowiedziała krótko, próbując usilnie połapać się we własnych myślach.
Chełpiła się tym, że potrafiła doskonale kłamać, a jednocześnie rozszyfrowywać innych. Teraz jednak napotkała problem – nie potrafiła odpowiednio zinterpretować własnych myśli. To spotkanie było coraz bardziej nietypowe. Najpierw nie mogła zrozumieć co znaczył jego wyraz twarzy, a teraz to. Czyżby opuściła się, jeśli chodzi o umiejętność odczytywania ludzkich sygnałów?
- To dobrze.
Wbrew swym słowom, pokiwała z niedowierzaniem głową, ale nie drążyła bardziej tego tematu. Miała przeczucie, iż jego poranny posiłek pozostawiał sporo do życzenia. I choć mogło ją to martwić, to nie powinna przesadzać – w końcu oboje byli już dorośli i potrafili o siebie zadbać. Z pewnością nie miał ochoty wysłuchiwać jej wykładu na temat właściwego odżywiania jako podstawy zdrowego trybu życia. Podobnie jak on zbliżyła się do barierki, zachowując między nimi odpowiedni odstęp.
- To prawda, pogoda wyjątkowo nam dzisiaj dopisała.
Choć również jej wzrok skierowany był w kierunku ludzkich sylwetek krążących poniżej, to nie skupiała na nich swej uwagi. Równie dobrze reszta świata mogłaby teraz nie istnieć, tylko ten balkon, ich dwójka pogrążona w rozmowie i myśli kotłujące się w głowie blondynki.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Czw Maj 12, 2016 12:48 pm

- Może i masz rację - potwierdził wyraźnie zamyślony, niby to spoglądając na jej suknię, a jednak ześlizgując się wzrokiem na inne, nieprzeznaczone dla niego widoki. Zaraz jednak wracał na właściwy, zapisany w protokołach ruch, wcale nie próbując ukryć swojego zakłopotania, które po prostu wyparowało. Czego miał się wstydzić? Dlaczego jakiś grubas miał zapisywać właściwe zachowania, a później powielać je przez setki lat? To on miał w przyszłości zarządzaj cesarstwem i nikt nie powinien mu mówić, co miało być właściwe, a czego raczej trzeba było się wyzbyć.
Służka przyszła szybciej niż można było się tego spodziewać. Ledwo co zdążył otworzyć usta, a ta już rozstawiała na stoliku skąpanym w promieniach światła ciastka i filiżanki z dzbankiem. I kiedy chciała stanąć w kącie balkonu, niechybnie czekając na rozkaz do obsłużenia właścicieli, Bastien skinął dłonią, chcąc zachęcić ją do podejścia.
- Pójdziesz do mojej komnaty. Po prawej stronie zobaczysz drzwi. Otwórz je, a następnie poszukaj na półkach opasłego tomiszcza Znamienici Valmontowie, czyli od ziarna do drzewa. Wyciągnij je, za nim będzie stała butelka z niebieskiego szkła. Przynieś ją.
Nie miał nic więcej do powiedzenia, nie dodał proszę, nie podał konkretnego powodu. Po prostu czekał aż drzwi na powrót się zamkną, a on będzie mógł obrzucić swoim normalnym spojrzeniem Nathairę. Pokręcił głową, opierając się łokciami o balustradę.
- Zrobiłaś kiedyś coś, czego nie powinnaś była zrobić? - zadał pytanie, mrużąc ślepia przed promieniami słońca, które w swoje dobrotliwości skąpało go w swoim blasku. - Bo okazuje się, że nie każdy jest tutaj czysta jak łza - dodał, a uśmiech samoistnie zakwitnął na jego młodocianym licu, mimowolnie ukazując, że jednak był jeszcze w głębi duszy dzieckiem. I na pewno nie zapomniał o tym.
Kilka dłuższych chwil później usłyszał pukanie, a kiedy elfka znowu pojawiła się w komnacie, szybko wyciągnął rękę, oszczędnym ruchem głowy dziękując jej za pośpiech. Płyn wesoło tańczył w szkle, zapewne chcąc jak najszybciej się z niego wydostać.
- To napijemy się herbatki? - Poczekał aż księżniczka usiądzie, dopiero wtedy zasiadając na swoimi siedzisku. Postawił butelkę na stół, spoglądając z niechęcią na ciasteczka. - To się je?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna Today at 9:23 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna - retrospekcja|Tereny pałacu cesarskiego] Samolubna kuna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Val Royeaux-