Dragon Age

Share






[Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Nie Maj 29, 2016 11:23 pm

Nigdy nie sądziła, że tutaj wróci. W pamięci zatarły się wszystkie wspomnienia dotyczące chłodnych murów fortecy. Nawet nie trafiłaby tu, gdyby nie drogowskazy i okoliczni farmerzy, którzy służyli jej informacją. Zachodnie Wzgórze, miejsce, w którym przyszła na świat nie było jej domem i zastanawiała się czy kiedykolwiek nim będzie. Obcy kamień, obce szczyty, obcy horyzont, obcy ludzie i nawet niebo tutaj wydawało się inne. Powietrze przesycone zapachem wilgoci, szum rozbijających się o klify fal... niby znajome, a jednak tak odległe. Ale czy naprawdę miała jakiekolwiek własne miejsce na ziemi? Czy mogła tak nazwać Denerim, w którym przeżyła ostatnie dziesięć lat? Nie próbowała się nad tym zastanawiać, bowiem ta myśl napawała ją niechcianym smutkiem. Niestety obecnie nawet pomimo niechęci musiała się z tymże smutkiem skonfrontować.
Gdy dotarła do Zachodniego Wzgórza powitała ją aura żalu i zrezygnowania, wiedziała więc, że przybyła zbyt późno. Razem z tą świadomością przyszła obawa przed nadchodzącymi dniami. Nie tego się spodziewała. Miała nadzieję na pojednanie z ojcem, może nawet wybaczenie i rozpoczęcie nowego rozdziału z nim jako podporą. Mógł nią zostać, przecież już dawno wybaczyła mu, że ją porzucił.
Po przybyciu spotkała się też z różnymi spojrzeniami, ale z tylko jedną opinią. "Dobrze, że wróciłaś". Nie wierzyła w to. Ludzkie oczy tego nie wyrażały. Ludzie jej nie ufali, ale rozumiała ich. Była obca, tak jak oni byli obcy dla niej.

Patrząc na zwłoki swego ojca nie czuła smutku, choć wokół roniono łzy i mówiono wzniosłe przemowy. Ona była jedynie zażenowana mnogością obcych spojrzeń i gestów, słów, które nic dla niej nie znaczyły. To tak jakby nagle wrzucono ją między trybiki prężnie działającej maszyny, a ona nijak nie mogła dopasować się do żadnego z nich, nawet jeśli starała się ponieść brzemię jakie sama na siebie nałożyła - obowiązek uczestniczenia w pogrzebie, powiedzenia kilku suchych, nieprawdziwych słów, choć język plątał się jej niemiłosiernie. Znosiła też litościwe i pogardliwe spojrzenia. Starała się, ale miała wrażenie, że nijak nie pasuje do tego świata. To było jak wyjątkowo paskudny sen - niby była tam, ale wciąż nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
Pod wyrazami współczucia i troski ukrywała się obłuda, czuła to spoglądając w każdą kolejną obca twarz. Mogła nawet zrozumieć niechęć jaka przepełniała serca ludzi bliskich Tyberiusowi. Była przecież niechcianą dziedziczką, kimś, kto ostatni powinien dostać możliwość położenia łap na wspaniałym Zachodnim Wzgórzu. Myśleli pewnie, że skorzystała na śmierci ojca, ale to nie była żadna korzyć, a przynajmniej nie w jej mniemaniu.
Odpowiedzialność przygniatała ją z taką mocą, że jedyne czego pragnęła, to wsiąść na koński grzbiet i choćby teraz, zaraz, rzucić się w drogę powrotną do Denerim. Byle dalej od niechcianej powinności, byle dalej od trudu rozmów i ustaleń.
Po raz setny wypominała sobie naiwność. Jak mogła być tak głupia i uwierzyć, że wszystko samo się ułoży? Teraz bardziej niż dotychczas odczuła ciężar samotności. Nawet przybycie na pogrzeb ludzi, których teoretycznie powinna znać, nie pomogło odegnać paskudnego uczucia, że została z tym wszystkim sama. Marisa, którą pamiętała jako małą dziewczynkę, teraz była już kobietą, a Biafra w niczym nie przypominał przystojnego młodzieńca z czasów jej dzieciństwa. Byli sobie obcy. Wszystko się zmieniło i patrząc na uwijających się przy świeżym grobie grabarzy czuła się jakby deptała zgliszcza. Jak mogła tu cokolwiek zbudować? Brak wiary we własne siły był w niej aż nadto widoczny, a to na pewno jedynie bardziej potęgowało wrażenie zagubienia jakie sobą reprezentowała. Ale nic dziwnego, była przerażona. To śmieszne, nie bała się chłodu stali przecinającej ciało, a obawiała się nienawiści ludzi, którzy powinni jej ufać.

Teraz stała przy jednym z licznych wysokich okien wychodzących na wzburzone Morze Przebudzonych. Krwawe słońce powoli topiło się w jego wodach malując niebo pomarańczem i fioletem. Ostatnie, jaskrawe promienie obrysowywały kontur twarzy Rhan i rozpalały złotem jasne kosmyki jej włosów. Brzydka blizna szpecąca oblicze, przez smutny grymas jaki na nim gościł, stała się jeszcze wyraźniejsza.
Melancholijne spojrzenie błękitnych oczu utkwione było w odległym niebie do chwili, kiedy wnętrze sali rozbrzmiało dźwiękiem kroków. Kobieta odwróciła się wtedy i choć wcale nie miała ochoty ani na to spotkanie ani na uśmiech, to teraz uśmiechem właśnie powitała swojego gościa, drobną Marisę, która przechodziła przez drzwi jednej z licznych surowych komnat fortecy.
Rhan zakołysała trzymanym w dłoni kielichem, a potem odłożyła naczynie na parapet nie upiwszy nawet jednego łyka szkarłatnego trunku.
- Lady Marisa. - Skłoniła się, choć brak było naturalności w tym ruchu, zresztą strój też nijak nie pasował do dworskich dygnięć. Luźna, lniana koszula wciśnięta za pasek skórzanych spodni nie była odzieniem godnym szlachcica. - W końcu mogę na spokojnie podziękować za przybycie tobie i twemu bratu. - Kiwnęła głową. Wskazała dłonią długi, toporny stół na którym jeszcze kilka chwil temu służba ustawiła półmiski z zimną kolacją. - Zechcesz zjeść razem ze mną?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Wto Maj 31, 2016 9:58 pm

Wielu gości uważało ceremonię za bardzo wzruszającą. Jednak do tej grupy nie należała Marisa, bana Zachodniego Wzgórza nigdy nie poznała bliżej. Widziała go tylko kilka razy podczas jego wizyt w Wysokożu. Oczywiście była to wielka strata dla Fereldenu, Tyberius był zdolnym zarządcą. Tak przynajmniej wyrażał się o nim ojciec Marisy.
Teraz przemierzała kamienne korytarze twierdzy, żeby spotkać się z Rhan, która została nową bannorą Zachodniego Wzgórza. Była to wizyta po części grzecznościowa i po części osobista ze względu, że kobieta wychowywała się swojego czasu w Wysokożu. Na uczestnictwo Marisy w spotkaniu nalegał Biafra, ona sama nie za bardzo pamiętała Rhan. Nic dziwnego, bo jest od niej sporo młodsza.
Pchnęła drzwi do pokoju z widokiem na Morze Przebudzonych. Zastała tam już Rhan z kielichem wina w dłoni, który odłożyła w momencie wejścia Marisy. Ona sama z ciekawością przyjrzała się gospodarzowi twierdzy i uśmiechnęła się.
- Po prostu Marisa. - po co te konwenanse? Poza tym nie pasowało do niej określenie lady. O ile w chwili pogrzebu miała elegancko zapięty czarny dublet z srebrnymi przeszywaniami to teraz był on niedbale rozpięty, ukazując jedwabną koszulę, która również znajdowała się w nieładzie. Ogólnie ubranie było niewygodne, więc po prostu zrobiła wszystko by stało się inaczej. Dlatego w tym momencie nie wyglądała jak córka teyrna z jakąś tam wizytą.
- Nie musisz się kłaniać w mojej obecności. - znowu się uśmiechnęła. Zależało jej na innej atmosferze, poza tym dworskie maniery były męczące.
- Ależ nie ma za co dziękować. Zawsze miło odwiedza się starych przyjaciół. - dyskretnie rozejrzała się po prosto urządzonej komnacie. Pasowało to do twierdzy i w jakiś sposób do Rhan.
- Jeśli to nie problem, chętnie. - Marisa spojrzała Rhan w oczy, czekając na reakcję. Nie była w tym najlepsza, ale chciała wiedzieć jeśli nie była miło widziana.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Sro Cze 01, 2016 1:15 pm

W gruncie rzeczy obie miały podobne zdanie, co do ceremonii pogrzebowej. Marisa znała Tyberiusa równie pobieżnie, co sama Rhan. Smutne, tym bardziej, że był to jej jedyny żyjący krewny.
Ubranie Lady Cousland choć widocznie lepszej jakości niż odzienie Rhan, sprawiło, że kobieta poczuła się swobodniej. Czyli przynajmniej w tej kwestii nic się nie zmieniło i mała Marisa nadal nie chciała nosić sukienek, podobnie jak ona butnie sprzeciwiając się konwenansom. Uśmiechnęła się do tego wspomnienia.
- Minęło dużo czasu. Teraz sama nie jestem pewna, co powinnam, a czego nie. W otoczeniu szlachty ostatnim razem byłam jakieś... - Wzniosła oczy do sufitu jakby szukała na nim podpowiedzi. - Dziesięć... trzynaście lat temu? - Podrapała się po karku chcąc zatuszować zażenowanie. Wprawdzie nadal pamiętała część nauk, ale wprowadzenie ich w życie okazywało się trudniejsze niż sądziła. Życie w koszarach zmieniło sposób postrzegania świata, a nawet wpływało na odruchy. Nic więc dziwnego, że Rhan czuła się niezręcznie w towarzystwie wysoko urodzonych. Zdawała się zapominać, że przecież również należała do tego świata, szczególnie teraz.  
Chwytając uprzednio pozostawiony kielich podeszła do stołu, ale umyślnie nie wybrała miejsca na jego szczycie. Odsunęła ciężkie krzesło lecz jeszcze na nim nie usiadła.
Przyjaciół. Choć wiedziała, że Marisa użyła tego określenia w sposób grzecznościowy, to i tak dziwnie było usłyszeć je z jej ust. Nawet będąc dzieckiem Rhan nie miała na dworze przyjaciół i do tej pory nic się nie zmieniło, a że ostatnio była strasznym pesymistą, to sądziła, że jeszcze przez długi czas jedyną osobą jaką mogłaby tak nazwać w promieniu kilku mil będzie jej leciwa klacz. Mimo to kiwnęła głową uprzejmie. Przez myśl jej nie przyszło, że Marisa mogłaby po prostu chcieć, by poczuła się w jej towarzystwie swobodnie.
- Żaden problem, przecież sama zaproponowałam. - Odparła, śmiało odwzajemniając spojrzenie i jeśli młoda lady pragnęła dostrzec w nim niechęć, to się zawiodła. W błękitnych oczach kobiety było wszystko, zmęczenie, smutek, obawa i cień rezygnacji, ale nic, co mogłoby podpowiedzieć dziewczynie, że nie życzy sobie towarzystwa.
Poczekała aż Marisa zajmie miejsce przy stole i podniosła dzban z winem. Odprawiła całą służbę tuż po tym jak przyniosła jedzenie, wiedząc, że będzie czuła się jeszcze bardziej niezręcznie widząc czekających na każde skinienie obcych ludzi.
Nalała wino swojemu gościowi i usiadła. Nie od razu zabrała się do jedzenia. Właściwie nie była głodna. Żołądek ścisnął się przez ostatnie pełne nerwowego oczekiwania dni.
- Jak się miewa twój ojciec? Jest w dobrym zdrowiu? - Splotła dłonie tuż przed pustym talerzem. Siedziała na krześle prosta niczym struna, choć nie wyglądała jakby się do tego zmuszała. Ściągnięta zmęczeniem twarz wyrażała uprzejmie zainteresowanie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Pon Cze 06, 2016 1:04 am

Marisa potrafiła postawić siebie na miejscu Rhan. Sama, mimo że etykietę teoretycznie miała w małym palcu to często miała problem zachować się tak, jak należy. Po prostu kolidowało to z jej naturą, którą dodatkowo wzmocniły spotkania ze zwykłymi ludźmi Wysokoża.
- Na pewno się przyzwyczaisz. Życie na dworze nie jest, aż tak trudne. - takie przynajmniej jej się wydawało. Co prawda obcowanie z Orlezjanami nie należało do najprzyjemniejszych, ale dało się przeżyć. Niemniej brakowało jej swobody we własnym państwie.
- Jeśli mogę spytać... Co robiłaś przez tyle lat? - dziesięć lat to naprawdę było dużo. Sama nie wyobrażała sobie, co innego przez ten cały czas mogła robić, choć czasem się zastanawiała jak wyglądałoby jej życie, gdyby nie była córką teyrna Wysokoża. Czy miałaby męża, dzieci? Uprawiałaby rolę, czy była najemniczką, a może maginią? Na to pytanie nigdy nie pozna odpowiedzi, co nie oznacza, że nie może marzyć.
- W takim razie chętnie dotrzymam ci towarzystwa. - Marisa usiadła przy stole, pozostawiając wolne miejsca u szczytów. Tam siadali gospodarze, w tym przypadku Rhan. Współczuła jej straty, sama raczej nie zniosłaby tak dobrze śmierci swojego ojca. Dla gospodyni musiało to być tym trudniejsze, że nie zdołała pogodzić się nim przed jego śmiercią. Przez tyle lat nie rozmawiali ze sobą, a teraz umarł. Nawet nie wyobrażała sobie tego, jak bardzo musiało być teraz ciężko kobiecie siedzącej naprzeciwko. Marisie zawsze pozostałby jej brat, a Rhan nie miała nikogo bliskiego.
- Tak, aczkolwiek nadal przeżywa żałobę po moich braciach oraz kuzynie. Źle zniósł stratę bliskich.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Pon Cze 20, 2016 1:25 pm

- Dziękuję. - Odparła na marisową chęć spędzenia razem trochę czasu, nawet jeśli wolała samotnie to wszystko przetrawić. Nie przywykła do kontaktu z kobietami, w wojsku było ich niewiele, a jeśli znalazły się takie rodzynki, zachowywały się jak mężczyźni. To przydarzyło się również Rhan. Nie pełne piersi i delikatniejsze rysy twarzy definiowały jej zachowanie.
Nie zgadzała się ze stwierdzeniem, że życie na dworze nie je jest trudne. Było trudne, było wystarczająco okropne, by kiedyś od niego uciekła. Jednak żadne słowo sprzeciwu nie uciekło z jej ust. Niezmiennie uprzejmy uśmiech wciąż zdobił jej wargi, ukrywając wszelkie prawdziwe uczucia.
Ledwie zauważalnie wzruszyła ramionami.
- Zaciągnęłam się do armii. Przez większość czasu mieszkałam w Denerim. To skrócona wersja. - Uśmiechnęła się kwaśno do swoich wspomnień. - Na tę dłuższą nie starczy mi wieczora. - Tak naprawdę wcale nie chciała rozmawiać o przeszłości. Wystarczająco mocno doświadczała ją teraźniejszość, a myśl o tym jak spokojnie żyło się w Denerim, kusiła do powrotu.
Podniosła kielich i zamoczyła wargi w winie, nawet nie wzięła porządnego łyka. Odruch, by zająć czymś niespokojne dłonie.
Pokiwała głową, bez trudu sprawiając wrażenie zatroskania wobec zdrowia teyryna. Niektórzy ludzie nigdy nie otrząsną się po stracie. W tamtej chwili Rhan nawet mu zazdrościła. Nagle zapragnęła poczuć coś więcej prócz strachu przed odpowiedzialnością. Poczuć, że straciła kogoś ważnego, jakby to miało definiować jej przynależność do świata, w którym żył jej ojciec.
- Rozumiem. Dobrze, że mimo tego jest zdrowy i wciąż może panować na Wysokożu. - Pusta formułka, ale tak należało powiedzieć przez wzgląd na dobre wychowanie. To, co Rhan zapamiętała z bycia dwórką, to to, że szczerość nie była w cenie. Ale czy tak naprawdę źle życzyła ojcu Marisy? Nie, raczej był jej obojętny.
Znów podniosła kielich do ust. Wino miało cierpki smak. Czy takie właśnie lubił ojciec?
- Cóż... - Westchnęła, wpatrując się w pusty talerz. - A co z tobą? - Podniosła spojrzenie. Kąciki ust wygięły się w leciutkim uśmiechu. - Wiele zmieniło się w Wysokożu przez ostatnią dekadę?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek. Today at 1:11 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Forteca Zachodniego Wzgórza] Życia koniec i początek.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Wysokoże-