Dragon Age

Share


Altaris Howe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Altaris Howe Nie Kwi 17, 2016 6:30 pm



Altaris Howe

Wiek: 27 | Płeć: Mężczyzna


Rasa: Człowiek | Frakcja: Ród Howe - Królestwo Fereldenu | Rodzinne strony: Amarant


PREDYSPOZYCJE

CIAŁO: 61
• Walka lekką bronią (Ekspert)
• Jazda wierzchem (Nowicjusz)
• Krycie się (Standardowy)

UMYSŁ:
• Historia i język (Standardowy)
• Dedukcja (Standardowy)
• Poszanowanie (Standardowy)
• Odczytywanie emocji (Standardowy)

• Łganie (Ekspert)
• Perswazja (Mistrz)
• Finanse i rachunkowość (Nowicjusz)
• Znajomość polityki (Standardowy)
• Elokwencja (Nowicjusz)


EKWIPUNEK
Niedźwiedzia należność - jednoręczny w swej długości i w klindze obusieczny, zębami na ostrzu grożący. O zdobionej, złoconej rękojeści blaskiem niemalże słońce przypominając, przy korzystnym świetle, naturalnie. Jest to miecz który od niedawna pojawił się w rodzinie, mając zostać uznany za jej prawdopodobny przyszły symbol podobny do tego, jakim jest miecz Skała. Przekazywany z rąk do rąk następnym w kolejce po przejęciu przez noszącego ów miecz tytułu arla, by zdobywając tytuł, ów miecza się pozbyć. Jak wspominano, jędnoręczny, o klindze szerokiej i wymieszanej z dziwnego stopu, a rękojeści pozłacanej, gdzie w głowni tkwi duży, czerwony rubin. Symbol dziedzica rodu, gdzie jego nazwa wzięła się z nieoficjalnej dewizy rodu Howe - Płacimy dwojako, gdzie niedźwiedź zapłaci swoją należność albo w złocie, albo w żelazie. Miecz wykonany został na zlecenie samego Namiestnika Fereldenu, a kuzyna samego cesarza, jako prezent dla arla rodu. Jednakże, to Skała pozostała starym, Fereldeńskim orężem symbolicznym. Co do klingi Niedźwiedziej należności, Altaris nie wie, z czego została wykonana, gdyż po prostu nie zna się na kowalstwie i metalurgii.
Szata wyjściowa - długa, czarna do kolan szata skrojona na modę Orlais, zdobiona skomplikowanymi, małymi motywami kwiatowymi jedynie o białej barwie. Wysoki kołnierz, zakończony obszyciem ze srebrnych nici, zakrywa szyję i gardło, gdzie między nim a owym kołnierzem wbudowana jest zbrojona łata skórzana, rozpinana za pomocą guzika od wewnętrznej strony. Długie rękawy, dobrze przylegające do ciała, spotykają się ze srebrnymi opaskami ozdobnymi na nadgarstkach, na których wyryto pojedyncze obrazy niedźwiedzi z profilu. Idąc w dół szata spięta jest pozłacanym, solidnym pasem przypominającym spięte ze sobą łańcuchem talerze, z kilkoma skórzanymi, małymi torbami przypiętymi tu i tam. Po prawicy uwieszone są dwie sakwy - jedna mniejsza, druga nieznacznie większa, wypełnione monetami. Po lewej zaś stronie w pochwie groźnie spogląda rubinowe oko Niedźwiedziej należności. Pod szatą wyjściową nosi długie, czarne spodnie, białą, luźną koszulę i okazjonalnie dodatkowy ubiór. Szatę tą podarowano mu w Val Chevin, na znak gościnności przedstawicieli Orlais i znaku pojednania między dwoma krajami.
Dwa mabari - Arad i Garon - wyszkolone przez psiarczyka z Amarantu, dwie bestie koloru czystej czerni, wybrane przez to, że były najbardziej posłuszne. Zazwyczaj poruszają się cały czas z Altarisem - zarówno w pomieszczeniach, jak i na trakcie. Chyba, że nakaże im zostać tam, gdzie są. Sypiają zaś w jego komnacie.
Pierścienie i sygnety - na lewej dłoni zimne, stalowe pierścienie, które wysadzają kolejno od kciuka mali przedstawiciele swoich kruszców, oprawieni w srebrną oprawę - rubin, szafir i bursztyn. Czwarty palec zaopatrzony w srebrny pierścień wyrzeźbiony w okrągłą wieżę, wydrążony w środku, otwierany na mało widoczny zaczep wśród zdobień. Na prawej dłoni jest tylko jeden sygnet - rodowy, srebrny, o wizerunku głowy niedźwiedziej, który jest również rodowym herbem i nieoficjalnym hasłem wygrawerowanym po zewnętrznej stronie (naturalnie, Płacimy dwojako).
Wysokie, wygodne buty, gdzie w obu przyczepione specjalnymi paskami ukryte są pojedyncze, małe noże. Buty te są koloru, jak większość ubioru, czarnego, na samej górze przewiązane białym paskiem drogiego materiału, z jakiego w Orlais szyje się zwiewne koszule. Podeszwa jest ciężka, ale nie niewygodna, gdy stopa staje na twardym podłożu - jest to po prostu ulepszona i droższa wersja typowych butów używanych przez wyższe hierarchią wojsko.
• Zaszyfrowana, o czarnej oprawie, wypełniona w połowie książka z załączonym do niej rysikiem. Tam też zapisuje to, co dla niego ważne, a samą książkę nosi delikatnie w rękach, bądź zawiesza u pasa, gdyż nie jest zbyt ciężka i nie obciąża dodatkową wagą. Wypisuje tam zaś pozornie nieistotne szczegóły - imiona, liczby i daty. Nie brakuje tam i krótkich wierszy, często białych i pozbawionych sensu.
Długi naszyjnik, przypominający łańcuch spleciony ze srebrnych i złotych krążków przypominających monety o nieznanych nominałach. Łańcuch schodzi w dół, by po obu stronach mając wyrzeźbione, onyxowe krążki, następnie kolejno do środka - platynowe, ołowiane, a na samym środku pojedyncze żelazo. Mawia się, że ma to być symbol zaradności rodowej i jej przesłania, gdzie złoto i srebro są ważne tak równie, jak żelazo - płacić bowiem można i złotem i żelazem. Sam łańcuch został ustanowiony w podarku przez znajomego z Orlais, powiązanego z rodem du Chevin, o czym mówić i rozwodzić się za dużo nie trzeba. A i nie wypada.
Czarna skóra Króla Niedźwiedzi Melorna - ostatnio odrestaurowana, ale uznawana za wiekową zbroja, której klasę pancerza można by opisać jako średni pancerz ponieważ bazuje ona głównie na czarnej zbroi łuskowej - utwardzona skóra zaopatrzona jest w stalowe łuski, których końce delikatnie naznaczono białym barwnikiem. W okolicach mostka widoczna jest ciemna, stalowa płytka z wybitym od wewnątrz herbem rodowym, zasłaniająca okolice klatki piersiowej i szyi. Naramienniki, to fizyczne, osadzone jakby na ramionach maski niedźwiedzi, w których oczach tkwią dawno zgaszone, białe kamienie, które podobno kiedyś były równie krwiste, co same rubiny. Długie karwasze połączone są z rękawicami, gdzie czarna skóra zaopatrzona w stal zmienia się w wygodną, skórzaną rękawicę, która od zewnątrz jest pokryta na dłoni szarym, metalicznym kwadratem, z którego w okolicach knykci wyrastają cztery kolce, dokładnie zamontowane w rękawicy, podnoszące znacznie atrybuty obrażeń, jakie cios mógłby zadać, nie tylko oddając siłę ciosu przeciwnikowi, ale i niczym żelazny jeż, nakłuwać go jak prosiaka na ucztę, by woda zeń szybciej wyparowała. Jednym z równie ważnych elementów są nagolenniki, które w tym przypadku są zwyklejsze, stalowe i proste, by nie utrudniać kucania poprzez niepotrzebne zdobienia. Jednakże zjawiskowym elementem jest hełm, który miał pokazać, że Howe utożsamiają się ze swoim herbowym zwierzęciem. Hełm bowiem, to hełm całkowity, zakrywający całą głowę, z przyłbicą podnoszoną w górę. Hełm pozbawiony przyłbicy wygląda trochę jak nastroszona grzywa z postawionymi w górę niedźwiedzimi uszami - przyłbica jednak to maska o zwierzęcym pysku i żelaznych kłach w otworze przepuszczającym dźwięk i powietrze między ustami a tym, co poza maską. Jako pelerynę, bądź płaszcz, na ramionach, pomiędzy hełmem a naramiennikami, przymocowany specjalnymi obręczami, które można w każdej chwili odpiąć, tkwi niedźwiedzie futro. Obecnie futro to jest koloru białego, gdyż czarne futro, domniemanie uważane za futro Króla Niedźwiedzi Melorna spoczywa gdzieś w rodowym zamku. Niedźwiedzia, biała głowa osadzona jest po lewej stronie, a zamiast jej oczu wprawiono małe, czerwone kamienie, które chyba nie są szlachetne. Nie równoważy to oczywiście pychy tego pancerza.
W starych, lokalnych legendach mawia się, że Melorn był jednym z pierwszych z rodu Howe, który opanował magię wiedźm, potrafiąc zamieniać się w niedźwiedzia - czarnego, potężnego zwierza, który był w stanie zawalczyć o to, by zostać królem wszystkich stad na terenie dawnego Fereldenu i ziem obecnie przez Howe trzymanych pod władaniem. Melorn podobno przekazał swój dar magii również swoim synom, wraz ze zbroją jako spadkiem, którą nosił w postaci ludzkiej. Jednakże, legenda ta może być przesadzona, bo trudno uwierzyć, by pancerz zachował się w tak dobrej kondycji przez tak wiele lat. Sam pancerz powinien należeć do arla, lecz ten odciął się od pancerza, sugerując, że jest to stara legenda Fereldenu, a w Orlais mogą spojrzeć na to krzywo, jako niepotrzebny zabobon ludzi ciemnych i uprzedzonych.
Butelka tak można by określić butelkę obtoczoną skórzanymi łatami, w której wyleguje się letnie wino.



CHARAKTERYSTYKA
Płacimy dwojako

Ambicja i siła. Honor i wierność.
Powszechna opinia, według Altarisa poniekąd krzywdząca, ale poparta solidnymi argumentami i faktami uznaje, że ród Howe przedstawia się jako zdrajcy Fereldenu i przyjaciele Orlais oraz cesarza. Prawda jest trochę inna - co prawda przyjaźń jest dużym słowem, ale na pewno kontakt pozostaje. Tak samo jak i zdrada może być dyskusyjna. Altaris bowiem kiwa głową, gdy ktoś zarzuci mu zdradę króla. Marszczy jednak brwi, gdy ktoś zarzuci mu zdradę królestwa. My nie służymy nikomu innemu. Tylko królestwu.

Twarz niczym maska, oczy niczym twarz, a dusza niczym lustro. Palce zręcznie tkają kolejne nici. W życiu nie znalazł jeszcze kogoś, kto wypełniłby miejsce obok niego, darząc miłością jedynie siebie, a przyjaźnią niewielu.

Ród Howe a przeszłość pisana głosem, nie piórem
Historia skłania ku lokalnym legendom, o Beornie, Królu Niedźwiedzi, który był domniemanym przodkiem o nazwisku Howe. Skłania też do historii rodu wiernego koronie, chociaż w konflikcie z obecną dynastią poprzez fakt, że przez Denerim zginął jeden z przodków Altarisa - arl Uthar. Rodzina Howe, również w konflikcie z Couslandami, podzieliła poniekąd podobną przeszłość, gdy Ci przyczynili się do buntu przeciwko królowi z obecnej nadal dynastii. Ród Howe zatem z jednej stronie jest wierny tradycjom i Królestwu Fereldenu, ale z drugiej strony nie popiera obecnego króla, a także poparł wpływy cesarza Orlais, posiadając w tym kraju licznych znajomych. Z tej mieszanki bowiem narodził się Altaris, wyrastający w cieniu obu tych kultur, skrajnie od siebie różnych na pierwszy rzut oka. Różnica była taka, że w Orlais wśród rodów walczono słowem, a w Fereldenie mieczem. Na szczęście, nie urodził się jako chłop, syn kowala, bękart czy jakiś podrzędny syn krawcowej i lokalnego pijaka. Nie. Urodził się jako Howe.

Jestem synem mego ojca, a ojciec kocha swoich synów
Wieczorki które urządzał w karczmach lub na zamku swojego ojca stały się wręcz wymogiem dla osób, które chciały być uznawane za ważne - naturalnie, spośród osób młodych i ambitnych, często dobrze urodzonych, a czasami pozornie nieważnych. Bywa, że zaprosi się najemnika, właściciela karczmy - tacy zawsze wzbudzają wielką ciekawość, bo pojawili się wśród towarzystwa z interesujących powodów.

Wiecznie zamyślony wyraz twarzy towarzyszy mu niemalże cały czas.
Szczególnie, gdy przysłuchuje się innym. Wielu mówi, że jest idealnym połączeniem Orlais i Fereldenu. On sam twierdzi, że jest po prostu wychowany w dwóch kulturach, scalając je ze sobą. Z jego dłoni utkane długimi nićmi tańczą pajęczyny, na których obracają się uśmiechnięte lalki. Księgi, które czyta bądź zapisuje, stanowią jego nieodłączny niemalże symbol. Val Chevin jest jego domem tak samo jak Amarant - ma przyjaciół w obu miejscach. W obu miejscach ma swoje interesy oraz swoje układy - nie zawsze dla niego korzystne. Jest pionkiem w grze, lecz pionkiem świadomym. Jeśliby jednak rozłożyć szachownicę, nazwałby się hetmanem bądź gońcem - na pewno nie opisałby się jako wieża, bądź zwykły pionek, którego pcha się do przodu, jak ślepe narzędzie na rzeź.

Ferelden a Orlais. Wierność królestwu jako cecha honoru
Według jego przekonań, Ferelden powinno być autonomią, ale nie pod tyranią obecnej dynastii królewskiej. Niejeden podziela jego przekonania co do tego, co można łatwo zrozumieć w rozmowach z innymi możnymi. Król nie był na dobrym dla siebie miejscu. Altaris zaś był na prawdę wielkim patriotą - z tą różnicą, że Altaris jest także niezwykle ambitny. Ambicja często prowadzi do zguby, ale jak łatwo odgadnąć, on jest tego kompletnie świadom i gotów do poniesienia wszelkich konsekwencji. Jego przeznaczeniem było zostać arlem Aramantu - handlowego miasta. Przygotowywał się do tego od chwili wyjechania do Orlais, a także wielu tam powrotów. Przygotowywał się do tego pijąc i rozmawiając ze swoimi rówieśnikami w Aramancie. Niemalże wszystko, co robił, było częścią konkretnego planu.

Miecz a pióra - nieodłączna broń dobrego władcy
Od najwcześniejszych lat, w duchu patriotyzmu lokalnego, jako drugi syn arla, wychowywany był na rycerza, ale równocześnie i polityka, co było raczej niecodziennością. Skoro bowiem nie miał zostać następnym władcą Amarantu, jak na początku zakładano, równie dobrze mógł dbać o interesy rodziny poza jej siedzibą, bowiem rodzina była zawsze na pierwszym miejscu, co zupełnie przeczyło jego prywatnym przekonaniom. Gdy miał kilka lat, nie rozumiał okoliczności, w jakich powstała decyzja o wysłaniu go do Val Chevin, gdzie miał pobierać nauki dworskiego życia i zdobyć wykształcenie, które w Fereldenie było trudniejsze do uzyskania. Chłopak, wtedy jeszcze chłopiec, ubrany w skóry i z niedźwiedzim futrem na plecach miał założyć długie, lekkie szaty. Zwiewne, jak letni wiatr i równocześnie drogie, jak przystało na członka dworu Orlais.

Jeśli jesteś w czymś dobry, uczyń z tego sztukę
Sztuka jest dyskusyjna. Nazwać nią można wszystko. Od obrazów, po dzieła rzemieślnicze - wszystko jest sztuką. Wszystko, co ma jakikolwiek kształt, można sprzedać. Wszystko, co można było nazwać lub określić, można też było wycenić. Z początku nie rozumiał, jak zwykłe obrazy mogą się tak różnić cenowo, gdy uznano je za cenne dzieło sztuki albo tani kleks. Nie rozumiał, czemu ludzie robili ze wszystkiego sztukę i zachwycali się pięknem czegoś, co dostrzec trzeba było poprzez "drugie dno". Z nie znanych mu powodów został wysłany ze swojego rodzinnego domu do Orlais, czego do końca nie rozumiał. W przeciągu późniejszych lat nie znalazł odpowiedzi - może mieć domysły, że mógł być wysłany w geście poddaństwa, bądź do tego zmuszony. Przygarnięty pod opiekę rodziny du Chevin nauczył się tego, co Ci umieli najlepiej - być jak skała wśród gwałtownego strumienia, która trwa i jest niezwyciężona, gdy biją o nie fale. Cokolwiek bowiem się nie działo, oni trwali. Cicho i skutecznie gromadząc bogactwo, co było dla Altarisa cenną nauką na przyszłość. Nie krzyk, a szept. Zaczynał rozumieć, że wszystko ma swoją cenę - za informacje płacono czasem więcej, niż za zwykłe przedmioty. On postanowił zrobić z tego sztukę. Razem ze swoimi przyjaciółmi i protektorami poddawał się naukom - o tym, jak działała polityka i jak można nią było manipulować. Jak trzeba było liczyć, by znajdować dochód. Jak pisać, by ukazać prawdę, lub ją zataić. Miał niewątpliwie jedno z najlepszych wykształceń wśród młodych możnych Fereldenu.

Rola pieniądza
Mając lat naście wrócił w swoje rodzinne strony, gdzie przekazał swojemu rodzeństwu to, czego się nauczył. To, jak pieniądz i słowa mogą podeprzeć polityczne roszczenia bardziej, niż władza i miecz, jak ogromne filary je podtrzymując. Nie zgadzał się jednak z tym najstarszy z jego rodzeństwa, dziedzic rodowego majątku. Cóż. W czasie, w którym Altaris przebywał w rodowej siedzibie, uczył się tego, jak ciąć mieczem, by ten zabijał niosąc pieśń śmierci. Uczył się tego, co tym razem przedstawiało Ferelden - siłę żelaza. Skutecznie przekonał się o tym, gdy zdarzył się incydent z buntownikami, w żołnierskich mundurach pozbawionych tabardów. Cały konwój, którym podróżował poza ziemiami Amarantu, a na ziemiach Fereldenu wraz ze swoim starszym bratem, został wybity. Zasadzka, w jaką wpadli spowodowała znaczne uszczuplenie ich ochrony, a następna, krótka i niezwykle krwawa walka wśród błota i martwych ciał na trakcie zmniejszyła liczebność walczących jeszcze bardziej. Poza nim, ranny, ale żywy, przetrwał jego starszy brat - obrońca, wzajemnie, pomagając sobie, wspierali się, by przeżyć. Niestety, gdy dotarła do nich pomoc z Amarantu, brat zginął z powodu odniesionych ran.

Miecz zaśpiewał w powietrzu, wbijając się w odwróconymi plecami żołdaka. Klinga ugrzęzła solidnie w ramieniu, które bezwładnie zwisało wzdłuż boku. Uśmiechnął się, gdy ciepła krew trysnęła z rany, lecz potem posmutniał widząc, ile herbów rodu Howe pokrytych było ciemną posoką na tarczach i tabardach, barwiąc aramant na purpurę - królewski kolor. Jego brat mocno broczył z kilku ran, ale dzielnie mordował ostatnich z tych, którzy mieli czelność ich atakować. Jego brat był silny. Byłby silnym arlem Aramantu. Lecz nie tego potrzebowała rodzina.

Szaty dla polityka
Kilka podróży do Val Chevin, a także Val Royeaux zaostrzyło jego polityczny apetyt, gdzie bywał kilkakrotnie na różnych balach, przyjęciach i teoretycznie nic nie znaczących spotkaniach. To była jednak gra. Dla niego była wielką, lecz oficjalnie można ją było nazwać Małą Grą. Grą, której wygranie zaprzątało jego umysł. Odkąd skończył dwadzieścia lat, zmiennie przebywał w Orlais i Fereldenie, kursując głównie między Val Chevin i Amarantem, wykazując się w Fereldenie gracją możnego o światłym umyśle, a w Orlais siłą i pewnością człowieka fizycznie wytrwałego. Zdobywał przyjaciół i ich tracił. Grał w niebezpieczna i ryzykowną rozgrywkę, lecz był gotów ponieść jej konsekwencje.

Obdarcie z godności
Podczas jednej z podróży morskich zdarzyło się, że statek z Val Chevin, którym płynął, został zaatakowany przez piratów. Po krótkiej i nierównej walce większość z tych, którzy stawiali opór, została zamordowana, a Ci, którzy przeżyli, zostali pojmani. Co zwróciło jego uwagę, byli bardzo dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani, a ich akcent był typowo Fereldeński. Gdy okazało się, kim jest, kapitan domniemanych piratów stwierdził, że nigdy nie przeleciał szlachcianki, nawiązując do jego delikatnej urody. To samo tyczyło się nisko położonej możnej z Orlais, która podróżowała z nim do Aramantu. Ci, którzy przeżyli, zostali albo zamknięci w klatkach, bądź po przepytaniu wyprowadzeni na plac na jednej z dzikich plaż na terenie ziem Wysokoża. Ci, którzy opowiedzieli się jako ludzie z Aramantu, zostali w brutalny sposób zabici - większość z nich została nabita na pal, by umierali długo, bądź żywcem spalona. Ich głowy i czaszki zakopano oddzielnie od reszty ciał, by nikt nie znalazł pochowanych trupów. Pluto na nich, znieważano ich i bito, nie oszczędzając samego dziedzica. Jego palce wyłamywano, próbując dowiedzieć się, gdzie znajdują się sekretne garnizony Orlais w Aramancie. On nawet nie wiedział, czy takie istnieją. Wraz z Altarisem pojmano do "specjalnego miejsca dla ważnych osób z kijami w dupie" jednego z marynarzy - Gorina, który był przez kilka lat w wojskach Aramantu. To Gorin, podczas ich wspólnego pobytu w klatce, nastawił jego palce. Wraz z nimi porwano ową szlachciankę, którą na ich oczach brutalnie zgwałcono, zanim została zabita. Gniew Altarisa nie miał końca - gniótł go i palił od środka, nie mogąc znaleźć ujścia. Uczucie bezsilności i strachu przepełniało go, powodując, że z oczu płynęły mu łzy, a on nie mógł nic na to poradzić. Gdy łkał, bito go batem - zaczynał płakać. Gdy płakał, bito go mocniej, a on i mocniej płakał. Następnie na tortury wybrano jego, a ów kapitan postanowił, że zabawi się również z nim. Nikt inny nie chciał tego oglądać, więc gdy w oświeconym pochodniami baraku na wybrzeżu podwieszono go pod sufitem, udało mu się skierować swoją nogę nad płomień. Gdy kapitan próbował mu ściągnąć spodnie, ogień strawił trzymającą go linę wraz ze skórą na nodze, pozwalając mu się uwolnić - chwytając za kawałek ściany pociągnął za wystającą drzazgę, obracając się jak najszybciej, zanim ostrze dosięgłoby jego skóry. Chwytając drewna, jego palce zostały poranione przez ostre krawędzie. Obróciwszy się wbił drzazgę w podbrzusze udającego pirata mężczyznę, który z bólu upuścił swój nóż. Ten zaś po chwili znalazł się w jego dłoni, przybijając go do ściany. Chwytając za długi tasak, którym tego samego dnia ucinano więźniom palce, odciął drugą dłoń. Pochodnię zaś, która go uwolniła, przystawił do wyciągniętego w jękach i krzykach bólu kapitana, wbijając ją finalnie w oko rozpaloną stroną. Po uwolnieniu Borda udało mu się zbiec, zostawiając pożar w baraku. Tych, których zdołał uwolnić, uwolnił, otwierając klatki i przemieszczając się na statek, gdy oprawcy zajęci byli gaszeniem ognia i próbą odszukania swojego kapitana. Fragment ten w życiu sprawił, że Altaris nigdy nie czuł się już tak bezpieczny, jak dawniej, a w jego krwi zapłonęła żądza zemsty i zabijania. Dowiem się, kto to zrobił i kto to zlecił. Zabiję ich. Zabiję ich wszystkich. Nie przetrwa nikt. Obiecywał sobie oraz Bordowi, pamiętając wstyd i cierpienie.

Księgi, układy i nowe sytuacje
Gdy udało mu się dotrzeć do Aramantu, odetchnął z ulgą, ale nie mógł wyzbyć się z siebie strachu, że na widnokręgu pojawi się wrogi statek, albo gdzieś w uliczce zapragną go okraść. Bord nie odstępował go na krok, najęty jako przyboczny ochroniarz. W dniu, w którym wrócił do domu, a jego ranami zajęli się uzdrowiciele, napisał kilka listów do Val Chevin, a także zebrał swoje rodzeństwo na rozmowy, opowiadając im o zajściu, pomijając szczegóły z próbą gwałtu. To było dla niego zbyt dramatyczne - zbyt straszliwe i wstydliwe. Zapisywał w swoich książkach wszystko, co go opisywało. Zapisywał samego siebie, a także kroki postawione w Grze. Polował na zwierzęta w lasach, nie spuszczając gardy ani na chwilę. Pisał poezję, która nie dorastała do pięt innym poetom, ale była nadal poezją chwaloną na wieczorowych kolacjach.

Lek na koszmary nocy
Handlował dziełami sztuki oraz żelazem - sprzedawał broń, kupował ją i "wynajmował", zarówno najmując ją dla siebie, jak i wynajmując dla innych. Pływał po morzach i jeździł po traktach w otoczeniu swojej nielicznej świty - Chorągwi Przebudzonych, którą przewodził ten sam Bord, nazwę biorąc od morza, nad którym stał Aramant. Dużo rozmawiał z różnymi ludźmi, wyświadczał przysługi i przysług wymagał. Wieczory spędzał w doborowym towarzystwie, z liczną ochroną, sącząc kolejne kielichy wina. Od porwania jednak nie dzielił już z nikim łoża - wspomnienia bowiem sprowadzały go na plażę, na której zabili Altarisa, młodego wielmożnego, a na której narodził się Altaris, dziedzic rodu Howe, który nie mógł być już taki, jak wcześniej. Cierpienie i krew to jedna z wielu rzeczy, jakie zapragnął. Za pieniądze swojego ojca bawił się, chociaż większość pieniędzy lokował w bardziej oryginalne kwestie, zabawy biorąc jako usprawiedliwienie dla ciągłej chciwości pieniądza. Kupił sobie własny statek, podpisując umowę w Val Chevin, by przewozić towary pomiędzy nim a Aramantem. Kupił sobie nawet młyn z piekarnią i cukiernią w Aramancie. Bo, czemu nie? W końcu był synem arla. A rodzina była najważniejsza.

To o rodzinie myśli, gdy samotnie wpatruje się w horyzont morza, sącząc czerwone wino z Orlais. Nie ważne, ile by się w ów horyzont nie wpatrywał, cały czas obawia się, że gdy tylko odwróci wzrok, pojawi się na nim kolejny złowróżbny statek. Musi zabić ich wszystkich. Zabić wszystkich, by w końcu móc spać spokojnie. By czuć się bezpiecznie.



Uwagi dla Mistrza Gry:
Chorągiew Przebudzonych - czteroosobowa, przyboczna, dobrze opłacana grupa która została mu przypisana przez ojca. Altaris lubi udawać, że jest to jego Gwardia, chociaż ma to wiele wspólnego z prawdą. Początkowo nazywano tak grupę kilku drogich najemników, ale potem doszło się do wniosku, że jedynie wierni Aramantowi żołnierze, którzy się tam urodzili, mogą być godni zaufania. Starannie dobrani, głównie z dobrym urodzeniem ale słabym majątkiem, zostali wcieleni do przybocznej grupy, podległej Altarisowi pod pretekstem ochrony dziedzica rodu Howe. Podstawowym uzbrojeniem grupy są czarne, skórzane pancerze lamelkowe, zaopatrzone w żelazne hełmy z przyłbicami, które wyglądem przypominają proste, pozbawione jakichkolwiek detali twarze - otwory na nos, oczy i usta, nic poza tym. Przy bokach noszą jednoręczne miecze, a za ochronę służą im także pozbawione herbów i oznaczeń tarcze. Podczas różnych przyjęć, balów czy innych prezentacyjnych wydarzeń, wyposażeni są w tabardy z herbem rodu Howe. Sama chorągiew jest Altarisowi dobrze znana - każdego zna z imienia i pochodzenia, a o każdym także wie dużo, opłacając ich i traktując nawet lepiej, niż by od niego oczekiwano. Wie, że to oni mogą mu ratować życie w przypadku walki bądź prób zaszkodzenia mu. Nie odstępują go na krok i są prawie cały czas przy nim obecni. Ich dokładny skład można nawet nazwać - dowódca, jako Bord. Do tego byli trochę młodsi Egon i Gorin, ambitni młodzieńcy znający się dobrze z Altarisem, oraz wierny i nieco starszy, z delikatnymi pasmami siwizny Maegor, który woli towarzystwo Borda, niż Egona i Gorina.

Sieć znajomości i wieczorki bankietowe - posiadanie znajomych zarówno w Orlais, z naciskiem na Val Chevin, ale także w innych krajach, głównie w Aramancie (nie chodzi tutaj o to, że zna samych możnych, znajomości odnoszą się też do drobnych kupców i przedsiębiorców, a nawet przede wszystkim do przedstawicieli takich kast), bazując na osobach młodych i obiecujących. Altaris odnosi się do nich z lekką wyższością, ale i szacunkiem, budując wokół siebie jak największą ilość znajomych, wybierając spośród nich najbardziej zaufanych przyjaciół, chociaż jako jedynego przyjaciela uznaje Borda. Jako, że przebywał na dworze du Chevinów, pośrednio zna większość członków tamtejszej rodziny i możnych. W różnych karczmach bądź nawet na zamku urządza sobie wieczorki, na które sprasza większość swoich znajomych - zarówno nowych, jak i starych, przede wszystkim okoliczną młodzież z wyższych sfer, a także swoje rodzeństwo.

Statek handlowy którego nazwa brzmiała kiedyś Jagna, ale zmieniona została na Wschodni Wicher. Sam statek nie jest imponujących rozmiarów, można go uznać za przeciętny, ale Altaris lubi wzniosłe nazwy. Żagiel jest w kolorze aramantu, a jego głównym zastosowaniem jest przewożenie towarów między właśnie Aramantem, a Val Chevin. Towary są różne, zależnie od zapotrzebowań i zleceń. Mało kto powinien odważyć się zatrzymać statek handlowy z przyzwoleniem ważnych osobistości z Val Chevin i należący do jednego z rodów Ferelden. Dlatego też bywa, że nie wszystko, co płynie, płynąć powinno, ale ryzyko często się opłaca.

Lokalny handlarz - Altaris posiada usytuowany w mieście młyn, który połączony jest z piekarnią oraz cukiernią, czerpiąc z niej zyski jako właściciel, nie jako pracownik, naturalnie. Jako syn arla chyba może sobie pozwolić na takie zachcianki, prawda? A on lubi słodkości, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Słodka bułka czasami wystarczy, by podarować mu uśmiech.

Intryga - postać stworzona do prowadzenia politycznej intrygi i ambitnej próby zdobycia, ile się da w fabule, by zmienić porządek rzeczy.

Rany i blizny - po incydencie z piratami jego lewa ręka jest osłabiona, a plecy mają lekko ciemniejszy kolor w miejscach, gdzie zabliźnił się bat. Jego palce po wyłamaniu mają dawną zręczność, a prawa noga już nie boli - jedynie swędzi w miejscu, gdzie dotknął ją płomień.

Sprzedajne żelazo - jest współwłaścicielem magazynu, który wykupił jego znajomy z Aramantu, a który potem przeszedł w anonimowe posiadanie Altarisa za skromną zapłatą. Wśród towarów, które z potwierdzeniem kursują jego statkiem i na tych statkach, których właściciele wykupili w magazynie miejsce, wędruje także żelazo. Miecze, topory, włócznie i strzały, wędrujące między nim a Val Chevin. Sprzedajne żelazo można także tłumaczyć jako Smutnego Roberta, najemnego zbira, który opiekuje się ochroną magazynu i był na wypłacie Altarisa, wypełniając dla niego różne zadania i przysługi. Smutny Robert jest także wypożyczany, jak wypożycza się elegancki ubiór na jeden wieczór, czy jak wypożycza się kurtyzanę. Smutnemu Robertowi obiecano pnięcie się w górę tak, jak piąć się będzie w górę sam Altaris. Sam Robert jest zawsze smutny, ale, co ciekawe, jest piśmienny i wcześniej dużo podróżował jako marynarz i ma za sobą kilka historii, którymi podzielił się z Altarisem. Również o tym, jak zabito mu całą załogę, bo nie stać go było na opłacanie piratów z Antivy.


Ostatnio zmieniony przez Altaris dnia Wto Kwi 19, 2016 12:14 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: Altaris Howe Wto Kwi 19, 2016 10:48 am



KARTA ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA

Wielu możnym Fereldenu wydaje się, że Howe'owie w ogóle nie odczuli okupacji, że żyją tak, jak dawniej, albo i lepiej. Altaris jest doskonałym przykładem na to, że nawet jeśli twojego domu strzeże oddział orlezjańskiej gwardii, to i tak nie możesz czuć się bezpiecznie. Zwłaszcza, jeśli jesteś pariasem wśród swych rodaków.

Jest jeszcze kilka spornych kwestii, ale Urthemiel osobiście rozwieje je podczas rozgrywki fabularnej.

Ilość punktów w rezerwie: 0

Powodzenia!

Powrót do góry Go down

Altaris Howe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » Strefa gracza » Kartoteka postaci » Zaakceptowane » Urthemiel-