Dragon Age

Share


Rewarnir Guerrin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Rewarnir Guerrin Pią Kwi 15, 2016 3:00 pm



Rewarnir z rodu Guerrina

Wiek: 33 | Płeć: Mężczyzna


Rasa: Człowiek | Frakcja: Królestwo Fereldenu | Rodzinne strony: Redcliffe


PREDYSPOZYCJE

OPISUJĄCE CIAŁO:
• Krzepa (mistrz 15)
• Walka z tarczą (ekspert 8)
• Walka ciężką bronią(ekspert 8)
• Walka bronią miotaną (standard 4)
• Jazda wierzchem (nowicjusz 2)
OPISUJĄCE UMYSŁ:
• Polityka (ekspert 8)
"Logistyka" (ekspert 8)
• Historia i język (standard 4)
• Finanse i rachunkowość (standard 4 )
• Poszanowanie (standard 4)

EKWIPUNEK
- Jopula - ubranie zabarwione na krwistą czerwień było zacnie dopasowane do potężnej postury szlachcica. Ta zapinana na metalowe guziki szata - a na każdym z nich wygrawerowano symbol herbowy Guerrimów - sięgała do bioder mężczyzny. Jej rękawy celowo skrócono do łokci, a każdy z nich ozdobiono wyhaftowanymi pasami w szarym kolorze, które poprowadzono do pleców, aby utworzyć na nich skomplikowany wzór przedstawiający wieżę.
- Spodnie - dolna część stroju, w tym samym kolorze, co jopula, elegancko komponowała się z częścią górną.
- Pas rycerski - opierścieniający podbrzusze, ze stalową klamrą, szeroki pas wykonano z grubej skóry bydlęcej.
- Pochwa na miecz - wykorzystano egzotyczne i drogie barwniki, aby uzyskać intensywną, wręcz mlecznobiałą barwę materiału, który okalał drewnianą podstawę pochwy. Jej wnętrze oszlifowano oraz wygładzono kąty, aby oręż był szybciej z niej wydobywany. Pochwa aktualnie była zaczepiona o pas rycerski.
- Byczy róg, miecz długi - ten ostry jak brzytwa, z głownią mierzącą sto piętnaście centymetrów, o prostym jelcu oraz kulistej głowicy, ciężki miecz nosił ślady po stoczonych walkach. Został wykuty z czerwonej stali. Broń, o całkowitej długości stu trzydziestu centymetrów, spoczywała w pochwie.
- Mieszek - skórzana sakiewka, w której brzdąkało kilka srebrnych monet. Woreczek przywiązano do pasa.
- Zamszone buty o długiej cholewie - brązowe obuwie osłaniające stopy mężczyzny.


CHARAKTERYSTYKA
Surowe rysy twarzy mężczyzny postarzały go. Przeżył trzydzieści dwie wiosny. Tęczówki o niebieskiej barwie podkreślały lodowate spojrzenie, które rycerz zwykł skupiać na ludziach. Jego sucha cera była nieprzyjemna w dotyku, gdzieniegdzie zaczerwieniona. Syn Raynolda był krótko ścięty, a jego brązowe włosy szpecił ślad siwizny. Tygodniowy zarost ścielił bokobrody oraz podbródek, owłosienie to było ostre dla delikatnej dłoni, jakby ujmowała ona fragment odłupanej skały górskiej. Nos pulchny, nieco wykrzywiony w prawą stronę - świadectwo źle zagojonego złamania. Zdawało się, iże na facjacie wysoko urodzonego zastygła mimika dobitnego niezadowolenia. Widać było w aparycji rycerza skrywane napięcie.
Potężnie umięśniony mężczyzna wzrostem przypominał dąb, niżeli człowieka. Mierzył sześć i ćwierć stopy wzrostu, zdecydowanie przewyższał niejednego człeka. Muskularne ciało zdolne było podnieść znaczne ciężary, przyjąć srogie ciosy czy je wymierzyć w kierunku wrogów. Spracowane, grube ręce wielkością dorównywały garnkom. Wyprostowana postawa sprawiała, że wydawał się on przemieszczającą się powoli więżą oblężniczą - chód miał Revarnir ciężki, mozolny, zupełnie niefinezyjny. Jedno było pewne: rycerz z całą pewnością był w stanie długo wytrać w gorejącej bitwie.



Rewarnir Guerrin urodził się 8:22 roku Błogosławionego, dwa lata przed inwazją Cesarstwa Orlais, zatem przyszłość chłopca malowała się w mrocznych barwach. Był pierworodnym arla Raynolda, dumnego mężczyzny, który pokładał wielką nadzieję w swym synu.
Wybuch wojny sprawił, że arl był nieobecny przy wychowywaniu potomka, który zresztą był zbyt młody, aby przyjąć ojcowską opiekę. Pod okiem matki wykwalifikowana służba uczyła dziecko sztuki pisania, czytania oraz liczenia. Za dnia dorastający chłopczyk, skryty za solidnymi murami zamku i nieświadomy krwawego konfliktu trawiącego jego kraj, poświęcał czas nauce, a wieczorami matka opowiadała mu o historii Fereldenu. W słowo utkane podania o bitnych plemionach barbarzyńców, którzy zjednoczyli się - dobrowolnie bądź z przymusu, ale nie bez walki - zasiało w Rewarnirze pasję do stania się godnym spadkobiercą spuścizny praprzodków.
Osiągnąwszy dziesięć lat, Rewarnir stał się gotów na przyjęcie szkolenia bojowego. Pan ojciec wysłał posłańców do siedziby, by zabrali oni małego pretendenta ze sobą. Przybyli wczesnym, chłodnym rankiem. Pierw udali się do komnaty żony arla, żeby klarownie wytłumaczyć jej polecenie protektora Redcliffe. Następnie wraz z panią skierowali się do sypialni dziecka. Mężczyźni szybko weszli do środka, szarpiąc za klamkę. Popchnięte drzwi uderzyły w ścianę, poniósł się huk. Dziedzic, przestraszony hałasem, podniósł się z łoża. Ujrzał przed sobą dwóch ciężkozbrojnych piechurów w barwach swego domu. Wojacy, czując na sobie uwagę panicza, pośpiesznym krokiem podeszli do łóżka.
- Paniczu, służba wzywa! - rzekł hardo jeden z nich.
Panicz drżał, strach wędrował po skórze niczym mrówki, odbierał ciepło, wyciskał łzy. Widmo wojny w końcu dosięgnęło niewinnego chłopczyka. Dziecięce spojrzenie błagało wojów o litość, lecz ci niewzruszenie wpatrywali się w maluczką postać. Po chwili do sali weszła pani Guerrin. Żołnierze natychmiast odstąpili jej miejsca, schylili głowy i oczekiwali na jej rozkazy. Usiadła ona na posłaniu, ujęła dłoń syna.
- Rewarnirze, mój najdroższy, skończyły się dni twego dzieciństwa. Tak jak twoi poprzednicy, wkroczysz na chwalebną ścieżką wojownika.
- Mamo, ale ja nie chcę! Chcę zostać tutaj! - mówił przerażonym, płaczącym głosem.
Kobieta objęła syna. Starłszy łzy z jego policzka, pogłaskała go po włosach.
- W głębi serca pragniesz tego, synu. Widziałam twe oczy, gdy wsłuchiwałeś się w opowiadane przeze mnie historie. Ich blask - po tych słowach ucałowała czoło syna. - Wierzę w ciebie całym swym sercem. Odwagi, Rewarnirze! Wyrusz do ojca i spraw, aby był z ciebie dumny.

* * *

Dotarli dziesiątego dnia o brzasku. Widok setek rozbitych namiotów, krzątających się między nimi opancerzonych bojowników, zerkających groźnie w jego stronę siepaczy, niosącej wiadomości z jednego miejsca do drugiego służby - obóz powitał Rewarnira. Przetłaczał go ten obraz, lecz nie miał szansy się nad tym zastanowić, bowiem nieznajomy człowiek podszedł do niego i złapał za wodze konia.
- Paniczu, jego lordowska mość, Raynold Guerrin oczekuje na panicza!
Sługa pomógł zejść paniczowi z wierzchowca. Zaprowadził go do jednego z największych jurt w obozowisku. W środku znajdowało się kilka osób stojących przy mapie, dumały one nad strategią przyszłej bitwy. Ktoś przesuwał figury kawalerii, inna persona wskazywała palcem na kluczowe punkty, zaś najpoważniejsza z nich wszystkich uniosła głowę. Jej wyniosłe wejrzenie uderzyło w Rewarnira. Nigdy nie spotkał osobiście tej postaci, ale znał ją z namalowanych portretów i słów matki. Wysoki, poważny mężczyzna, wokół którego rozpościerała się aura szacunku. Rewarnir ujrzał rodziciela, a ten nie był zadowolony. Raynold Guerrin gestem zaprosił syna do siebie. Chłopiec podbiegł do niego, ukłonił się, lecz gdy zamierzał się wyprostować, potężna dłoń opadła na jego prawe ramię.
- Komu służysz? - zapytał Raynold tonem nieakceptującym żadnej pomyłki.
- Królestwu! - wykrzyknął chłopiec.
- Zatem sprawię, byś był godny do służby - odrzekł twardo, spoglądając na potomka z góry.

* * *

Przez następne tygodnie Rewarnir odbywał posługę rycerzowi, będąc jego giermkiem. Wykonywał jego wszelkie polecenia, w zamian otrzymywał niezbędną wiedzę i trening. Nie był on jeszcze gotów na uczestniczenie w bitwach, przyglądał się nim z daleka, wyciągając wnioski z obserwacji. Wpatrywał się w każdy ruch swego mentora - wchłaniał jego sposób wymowy do poddanych, technikę dzierżenia oręża, naśladował kroki, przyjmował identyczną postawę jeździecką. Rewarnir stawał się lustrzanym odbiciem mistrza.
Mijały lata. Wzrastały umiejętności Rewarnira. Młodzian aktywnie uczestniczył w konfliktach. Nabyte nawyki nie raz uratowały jego życie, w połączeniu z nadzwyczajną tężyzną fizyczną, zdolny był wytrwać w zawierusze mieczy. Towarzysz rycerza nie należał do najszybszych, jego ciosy nierzadko chybiały, jednakże trafione zadawały srogie obrażenia. Tarcza była najwierniejszą kompanką, wytrwale przyjmowała na siebie uderzenia. Wraz z nią wkraczał w burzę ostrzy i zawsze powracał żywy wraz z łupami.
Fala napaści adwersarzy nieustannie spychały obrońców królestwa na wschód. Raynold Guerrin wycofał większość swych sił do twierdzy Redcliffe, wzmocnionymi posiłkami króla, albowiem starożytna fortyfikacja stanowiła krytyczny punkt obrony. Król Vanedrin Theirin, przeczuwając najgorsze, oddzielił część armii i rozkazał jej udać się do Lothering, coby przygotowała się ona na wypadek utracenia zamczyska. Giermek wespół z mentorem dołączył do tych wybrańców.
Najgorsze nastąpiło. Cesarstwu powiodło się oblężenie. Król z trudem uszedł z życiem ze znacznie przerzedzoną armią. W tej chwili był on całkowicie pewien tego, iże skurwysyński pomiot spędzi kilka dni na zabezpieczenie twierdzy, a potem pomaszeruje ku stolicy. Lothering było po drodze...
Rojowisko cesarskiej szarańczy okrążyło wioskę, paskudne robactwo szykowało się do pożarcia kolejnego kawałku królestwa. Garstka śmiałych mężów i żon rzuciła wyzwanie chmarze. Wspaniały dzierżyciel Nemetosa stał na czele formacji bojowej rodaków, coby wspólnie z nimi odeprzeć falę zamaskowanego ścierwa. Tego dnia niebo zapłakało.
Mrowie runęło na Fereldeńczyków, a ci jak ich barbarzyńscy protoplaści, z furią opierali się falom czerwi. Rozpętała się rzeź. Rewarnir ramię w ramię z krajanami zgniatał pluskwiaki, niemniej jednak nie nadążał - antagonistów było zbyt wielu. Wkrótce szyki korony rozbito, a w efekcie jej jednostki prędko umierały.
Obecność Arla Tarletona Howe'a wśród nieprzyjaciół wzmogła poczucie beznadziei, bowiem zdradził on swych rodaków. Znalazł się on w gorejącym kotle krwawej zagłady. Władając Skałą, rodowym mieczem, pozbawiał żywota każdego, kto odważył się skrzyżować z nim ostrza. Jednym z nich był mistrz Rewarnira, który brawurowo pojedynkował się przeciwko arlowi. Ich bój zakończył się tragiczną śmiercią rycerza. Giermek, widząc przed oczami opadające truchło przyjaciela, rzucił się na oprawcę. Waleczny Guerrin miał nikłe szanse, mimo tego próbował walczyć. Jego oponent posiadał wyposażenie wysokiej jakości, lata doświadczeń i niewątpliwą pewność wygranej. Bili się przez dłuższy czas, stal ich broni dźwięcznie śpiewała w chwili zetknięcia. Tarleton z początku zupełnie nie potrafił złamać obrony przeciwnika, prawie perfekcyjna, odzwierciedlała naturę dziedzica Redcliffe - nie do zdobycia. Zbyt defensywną postawę wykorzystał Howe - po prostu zmęczył młodzika. Ten po chwili zmagań, odsłonił się. Cięcie oponenta wdrążyło metal klingi między żebra, przebijając się przez pancerz.

* * *

Obudziło go nierytmiczne potrząsanie i dudnienie końskich kopyt. Spoczywał na powożonym wozie razem z gromadką ciał. Niektóre pojękiwały żałośnie, większość zamilkła na zawsze. Rewarnira dręczyła gorączka, jego rozpalone ciało domagało się wody. Chmura much oblatywała leżących, bzycząc niemiłosiernie dla ucha. Prowizoryczne opatrunki giermka przesiąkły juchą. Śmierdział on fekaliami.
Wzięto go do niewoli. Zapewne Tarleton rozpoznał pochodzenie pokonanego, dlatego darował mu życie. Spodziewał się wysokiego okupu w zamian za wolność syna Raynolda. Smak złota działał pobudzająco, szczególnie na zdrajców.
Orlazjański pochód wojsk maszerował do Denerim. Ferelden przegrał pod Lothering, skutkiem tego zdziesiątkowane, pozbawione monarchy siły wycofały się do ostatniego bastionu, stolicy. W orszakach cesarskich panowała radość, bowiem żołdacy zdawali sobie sprawę o swym zwycięstwie. Królestwo upadło przed nimi, przedarli się w głąb państwa, podporządkowując jego tereny cesarskiej mocy. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że nic nie było w stanie przełamać ich ofensywy. W krótkich chwilach przytomności, Rewarnir wyłapywał ze zgiełku okrzyki triumfu mieszającym się z wulgarnymi opiniami na temat zwyciężonych. Giermek nie zdołał tego słuchać, wewnątrz siebie wrzał, gniew rozdzierał go od środka. Poważne rany odebrały mu wigoru, nie był zdolny do podniesienia nawet ręki.
Wehikuł przewożący rannych zatrzymał się. Ludzie rozpoczęli rozstawiać namioty, światło księżyca oświetlało maski na ich tarczach. Dwóch dryblasów weszło na wóz, zaczęli przeglądać zwłoki. Martwych natychmiast, bez krzty szacunku przerzucali na ziemię. Osiłki, zauważywszy sapiącego Rewarnira, wzięli go za ramiona. Podnieśli chorego jak worek ziemniaków, a następnie zanieśli go do na prędko rozbitego lazaretu. Stacjonujący tam medycy beznamiętnie zaopiekowali się nowym pacjentem, a kiedy poświęcili mu uwagę, leniwie i nieprecyzyjnie rozpoczęli oględziny. Ich oczy zarejestrowały ogniska zgnilizny we wnętrzu rany, ciągnącej się od lewych żeber do mostka. Przystąpili do operacji wycinania zgniłej tkanki.
Konsyliarze skończyli zabieg późną nocą. Czystymi bandażami owinęli tors giermka. Odetchnęli z ulgą, bowiem w przypadku nieudolnego leczenia, wielmożny pan Tarleton byłby wielce zdegustowany takim obrotem rzeczy. Zmęczeni lekarze, rozproszeni cichą rozmową, dreptali do wyjścia z namiotu. Zapowiadała się spokojna noc, nikt nie spodziewał się żadnych niedogodności. W oddali jeden z wojowników szarpał za struny mandoliny, jakiś piechur spijał cną gorzałkę z bukłaka. Sprośne piosenki wędrowały z ust do ust,  ktoś zamierzał skorzystać z faktu przetrzymywania pojmanych kobiet. Atmosfera udzielała się każdemu.
Poza małą grupką uderzeniową, która bacznym wzrokiem badała poczynania obozu.
Wyruszyli trzy godziny przed brzaskiem. Kilkuosobowa grupa zakradła się do skupiska nieprzyjaciół. Lodowatymi sztyletami podrzynali gardła śpiących, skrupulatnie dokonując mordu w kolejnych jurtach. Dwóch zabójców wśliznęło się do lazaretu. Bez cienia wątpliwości dobijali opatrzonych. Nadeszła kolej Rewanira, łotr przybliżał nóż do jego tchawicy. Niespodziewanie Guerrin zamknął w żelaznym uścisku dłoń zbója. Szlachetnie urodzony piorunująco spojrzał w oczy niedoszłego mordercy. Ten, wielce zdziwiony i zdezorientowany, rozpoznał człeka przed sobą. Przywołał gestem towarzysza. Razem dźwignęli go, w pośpiechu opuszczali obóz. Rychło wybuchła panika. Orlazjanie przebudziwszy się, złapali za miecze. Partyzanci czmychnęli w mrok chaszczy.

* * *

W zachodniej części lasu Brecilianskiego, partyzanci utworzyli tymczasową siedzibę. Sformowali grupę dywersantów z ocalałych przegranych bitew, wściekłych chłopów i garstce możnych, którzy dowodzili całą tą zgrają. Okazało się, że ich wysiłki ostatniej nocy polegały na desperackiej próbie osłabienia adwersarzy, aby zwiększyć szansę stolicy w czasie oblężenia.
Stan zdrowia Rewarnira pogorszył się. Rany otworzyły się, ucieczka na złamanie karku pozbawiła ostatków witalności szlachcica. Utracił wiele krwi, był blady jak trup, ludzie spodziewali się jego śmierci na dniach. Jednakże istniał cień szansy. Jeden z przywódców znał pewnego apostatę, który jako jedyny zdołałby uratować woja.
Mężczyzna odziany na modłę plemienną przekroczył próg szałasu. Ujrzał umierającego chłopaka, ułożonego na dużych liściach. Przykryty kocem, ciężko oddychał. Jego skóra nabrała bieli, każdy dech zdawał się niewyobrażalnie ciężką pracą.
- Gukarsie, dasz radę? - zapytał wysoko urodzony.
Uzdrowiciel nie odezwał się ani słowem, w skupieniu spoglądał na umęczoną twarz Rewarnira. Pozbawiony sił giermek otworzył jedną powiekę. Doznawał majaków, wizje zniekształconej rzeczywistości pozbawiały go zmysłu równowagi. Świat kręcił się w szalonym tańcu, wirował, popchnięty niewidzialną ręką Stwórcy. Pośrodku chaosu stał tajemniczy człowiek ubrany w futra. Osoba, jakby żywcem wyjęta z opowieści matki. Czyżby Rewarnir ujrzał praprzodka, czyżby wybiła jego godzina? Tytanicznym wysiłkiem uniósł dłoń ku Gukarsowi. Dygoczącym ruchem ścisnął palce w pięść, dając do zrozumienia, że jeszcze nie zamierza umierać; iże postanowił walczyć o życie. Po chwili stracił przytomność.

* * *

Gukarsowi powiodło się doprowadzenie zdrowia Rewarnira do porządku. Przez następny tydzień doglądał go, upewniając się, że włożona praca nie poszła na marne. Giermek, gdy zdołał już formułować poprawne zdania, spróbował nawiązać głębszą więź z apostatą. Nie natarczywie wypytywał go o pochodzenie i kulturę jego ludu. W zamian dzielił się własną historią. Twarz młodego wojownika wyrażała szacunek oraz wdzięczność wobec Gukarsa. Był on pierwszą od wielu miesięcy osobą, z którą mógł szczerze porozmawiać.
Natura obdarzyła Rewarnira hardym ciałem. Każdego dnia drugiego tygodnia szybko odzyskiwał siły. Być może działo się to za sprawą sztuk uzdrowicielskich plemieńca, niemniej proces regeneracji przebiegał w wyjątkowym tempie. Żelazna wola dziedzica Redcliffe nie pozwalała mu poddać się niemocy.
Pierworodny Raynolda dołączył do partyzantów. Na wieść upadku stolicy, zebrały się w nim mroczne myśli. Pochłonęły go płomienie nienawiści, nie zdołał się pogodzić z faktem utracenia niepodległości. Ferelden istniał, dopóki żył chociaż jeden mąż, zdolny do poświęcenia się ojczyźnie!
Przez następne lata wędrował z Gukarsem od przyczółku do przyczółku powstańców. Jak jeden mąż walczyli, wspierali się w chwilach słabości, cieszyli się z małych wygranych. Szaman zastąpił dawnego mistrza Rewarnira. Traktował on przyjaciela jak mentora, przyjmując jego naukę.
Dwudziesta piąta wiosna Rewarnira Guerrina sprowadziła na niego tęsknotę. Korzenie dawały o sobie znać, rozmyślania o ojcu zabierało mu sen z powiek. Giermek z mniejszą ochotą wdawał się w bój, opuściła go porywczość charakteru, często spoglądał w kierunku swojego oddalonego domu.
Głęboka pustka gnębiła go. Jesienią postanowił pożegnać się z Gukarsem. Podziękował mu za lata pięknej przyjaźni, wyjawił potrzebę odwiedzenia rodzinnych stron. Gukars jedynie podkreślił, iże czas sprawdzi trwałość ich przyjaźni. Rozstali się w pokoju, każdy z nich wyruszył w swoim kierunku.

* * *

Rewarnir Guerrin powrócił do domu ojca. Ten, zobaczywszy dorosłego mężczyznę, z początku nie rozpoznał w przybyszu potomka. Raynold uznał swe dziecko za martwe, ponieważ nie dostał żadnych wieści o losie pierworodnego, który walczył pod Lothering. Pierwszy raz w życiu Rewarnir ujrzał łzy wzruszenia ojca, gdy ten upewnił się, że oto powrócił dziedzic jego tytułu.
Mimo okupacji Orlazjan, mężczyźni radowali się sposobnością nadrobienia straconego czasu. Poznawali się na nowo, przekazywali swe opowieści, przyzwyczajali się do siebie.
Niedługo później o czynach Rewarnira dowiedział sam król Brandel Theirin. Przeprowadził on oficjalną ceremonię pasowania Rewarninra. Giermek w końcu stał się rycerzem, w wieku dwudziestu sześciu lat otrzymał pas rycerski oraz ostrogi. Otrzymał także pobłogosławiony przez monarchę oręż z czerwonej stali. Pomimo małej wagi wydarzenia, Brandel pozyskał wiernego, zaprawionego w bojach sojusznika. Po pasowaniu Rewarnir powrócił do zamku Redcliffe i spędził tam kolejne lata, aby wspomóc ojca.

Uwagi dla Mistrza Gry:
• Postać Gukarsa należy do gracza, który stworzy kartę postaci w swoim czasie. Nasze historie będą powiązane;
• Fizyczną słabością Rewarninra jest mierna zwinność i szybkość, niemniej nadrabia to ogromną wytrzymałością i siłą;
• Rewarnir, przez wcześniej prowadzony tryb życia, nie ożenił się. Obecnie poszukuje on dobrej partii;
• Całym sercem wierzy w wyzwolenie Fereldenu. Udowodnił swą wartość, przelewając krew nieprzyjaciół i ofiarowując królestwu własne zdrowie;
• Rewarnir nie nienawidzi Tarletona, ani nie chce się na nim zemścić. Niemniej, gdyby obaj panowie spotkaliby się, z całą pewnością doszłoby do rękoczynów;
• Ekwipunek rycerza znajduje się w jego prywatnych komnatach, jest to: przyłbica, pełna zbroja płytowa oraz stalowa pawęż. Posiada on również rumaka odpoczywającego w zamkowych stajniach.


Ostatnio zmieniony przez Rewarnir Guerrin dnia Pią Kwi 15, 2016 9:42 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: Rewarnir Guerrin Sob Kwi 16, 2016 12:36 am



KARTA ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA

Rewarnir to Fereldeńczyk, co się zowie. Wychowany na szlacheckim dworze, od młodego hartowany, niczym stal. Twardy, rzeczowy i honorowy jest dumą swego ojca, o czym ten ostatni z pewnością nie daje mu zbytnio odczuć. Może odegrać niebagatelną rolę podczas okupacji, ale będzie musiał zadać sobie pytanie, czy jego macierz jest w stanie sprzeciwić się zbrojnie okupantowi. No i czy wojsko na pewno zda egzamin przy takiej przewadze liczebnej wroga? Może warto będzie pomyśleć o sprawnych zagrywkach politycznych?

Biorąc pod uwagę Twoją nieznajomość uniwersum, jestem jeszcze bardziej pod wrażeniem kreacji postaci. Mam nadzieję, że w trakcie rozgrywki jeszcze się rozwinie, a MG postara Ci się w tym pomóc. Twoją postacią zajmować się będzie Urthemiel i do niego zwracaj się z pytaniami, prośbami czy pomysłami.

Ilość punktów w rezerwie: 0

Udanych knowań.

Powrót do góry Go down

Rewarnir Guerrin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » Strefa gracza » Kartoteka postaci » Zaakceptowane » Urthemiel-