Dragon Age

Share

[Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Maj 31, 2016 6:12 pm

First topic message reminder :

Życie składa się z elementów zarówno dobrych, jak i złych. Na swojej drodze spotykamy ludzi wartościowych, parszywych czy też takich, co służą jedynie za tło. Ważne jest, aby umieć ocenić, co się tak naprawdę liczy, omijać szerokim łukiem tych, których obecność nie przysparza niczego dobrego, nie tracić energii kogoś, kto tego nie zasługuje.
Ale tym właściwym, ważnym osobom winno się poświęcać czas. Wręcz go z nimi trwonić.
W swoim trzydziestoletnim żywocie, Vance znalazła kilka takich osób, dla których warto było zboczyć z głównego traktu i stracić jeden czy dwa dni jazdy.
Jedną z takich osób był kowal i płatnerz w jednej osobie.
Nie byle jaki kowal.
Swoją kuźnię miał o rzut beretem od Twierdzy Kinloch, w małej i zapomnianej przez świat mieścinie. Żył spokojnie i całe swoje serce wkładał w pracę.
Vance uwielbiała go odwiedzać i nie potrzebowała do tego żadnego pretekstu. Kowal był człowiekiem otwartym, szczerym i z natury wesołym. W dodatku musiał urodzić się z bujanym fotelu i fajką w ustach, bo gawędziarzem był pierwszorzędnym.
Mężczyzna dobijał do pięćdziesiątki, lecz nie wyglądał na swój wiek. Na jasnych włosach nie było widać siwizny, opalona w słońcu i ogniu z miechów skóra, roześmiane i niezmiennie bystre orzechowe oczy. Chłop na schwał i do tego świetny w swoim fachu.
Już samo to, że zaopatrywali się u niego templariusze, mówił o jego umiejętnościach.
A skąd Vance o tym wiedziała? Ano będąc u niego w warsztacie zawsze dowiadywała się czegoś ciekawego i przydatnego.

Jako, że Vance przyjeżdżała do kowala regularnie, rzadko kiedy miała faktyczny powód do wizyty. Tak też było tym razem. Po prostu przyjechała, aby z kowalem porozmawiać, przyjrzeć się jego pracy, wysłuchać najświeższych plotek, które serwowali mu inni klienci.
Na miejscu jednak czekała na nią niespodzianka. Tom, bo tak nazywał się kowal, miał dla niej niespodziankę. A raczej prośbę.
Od dłuższego czasu eksperymentował z nowymi rozwiązaniami, próbował stworzyć zbroję idealną. W kilku słowach wyjaśnił jej, co jest mu potrzebne i chwilę później stała na środku warsztatu i użyczała mu swego ciała. A on mocował różne elementy pancerza, marudził pod nosem, zmieniał to, dodawał tamto. Jednym słowem - kombinował.
Czy dla Vance było to męczące? Oczywiście, że nie. Bawiła się świetnie.
Powrót do góry Go down








AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Pon Cze 13, 2016 3:07 pm

Gotfritz Vance - rycerz wypalił w swej pamięci to imię. W przyszłości zbada jego spuściznę, jaką pozostawił po sobie na tej ziemi. Rewarnir wierzył, że w chwili śmierci dusza opuszcza ten świat pod postacią wiatru. Tchnienie to wędruje w nieznane, zostawiając wszystko to, co było doczesne. Mina mężczyzny nieco spoważniała. W zadumie oddał hołd ojcu Sharian, pieczętując ten gest wypiciem trzeciej kolejki. Kolejny raz napełnił swój kufel.
Guerrin z uwagą wsłuchiwał się w kobiece słowa tkające fantazje o dzieciństwie. To wyobrażenie było piękne niczym motyl, lecz ulotne jak jego krótkie życie. Słuchacz z aprobatą kiwał głową po każdym wypowiedzianym zdaniu, ponieważ warto czasem wydobyć z siebie pokrzepiające serce wizje - nawet jeżeli należą one do przeszłości, która nigdy nie wydała na świat lekkiej niczym szczęśliwe dziecko teraźniejszości. Niebieskooki, z uśmiechem na ustach, spojrzał przez okno. Deszcz ustawał, jakoby oczyścił teren na przybycie nocy. Lecz po niej musiał nadejść dzień szczęśliwy dla wszystkich. Pewnego dnia...
- Przyjemnie się tego słucha, sir - stwierdził bez ogródek. - Musimy zapewnić następnym pokoleniom takie dzieciństwo. Warto żyć dla tego celu oraz za niego umrzeć. Moim zdaniem najważniejszym zadaniem każdego człowieka jest pozostawienie po sobie lepszego od siebie dziecka, bo tylko one, młode i silne, zapewni nieśmiertelność naszej ojczyźnie. Nam wszystkim - ujawnił swoją ideologię miękkim, niskim głosem. Szczypta filozofii wzbogacała wzruszający bukiet smakowy tejże gawędy. Rewarnir stwierdził sobie w duchu, że niezwykle miło spędza czas z Vance, bowiem rozmowa się kleiła tak dobrze, jak z nikim wcześniej.
- Chociaż takie dzieciństwo zapewniłoby wam suknie i wychowanie w duchu damskiej etykiety, sir - zażartował, chociaż nieumyślnie przemówił bardzo poważnie. Taki był właśnie Rew - nawet w żartach brzmiał tak, jakby był moment przed wykonaniem wyroku. - Przyznam, że zobaczenie sir w sukni należałoby do wyjątkowych bodźców pobudzających wzrok, jednakże obawiam się, że chwilę później wydłubalibyście mi oczy, sir. - Rozluźnił atmosferę i finezyjnie zmienił temat.
- Jesteście tym kim jesteście, ponieważ świat potrzebuje takich jak wy, sir. Kto trzyma miecz i tarczę, walczy w imię zasad, strzeże krainy przed niegodziwcami i złem. Na waszych barkach spoczywa bezpieczeństwo takich jak my, zaś my potrzebujemy przewodników. Ktoś nas musi poprowadzić - tłumaczył podniosłym głosem, wyraźnie przemawiała przez niego rycerska natura - Natomiast czas miecza i topora nie przeminie, dopóki człowiek toczyć będzie walkę ze swym rodzajem. Taka jest nasza natura, ale tę naturę można ujarzmić. Kimś takim jest właśnie rycerz w moich oczach.
Ponownie polał Sharian do kufla i sobie, cny alkohol płynnie przelewał się w gardle. Rewarnir poczuł pierwsze oznaki upojenia, czuł się z tym niezwykle dobrze. Spojrzeniem przywołał do siebie służkę karczemną. W zamian za posiłek i kolejny dzbanek zapłacił srebrem.
- Tak - potwierdził, przeciągając samogłoskę. - Zasięgnę opinii u Toma. Z całą pewnością nie będzie mnie stać na pancerz, niemniej warto znać dobrych rzemieślników. - Dopełnił zakończenie zdania zanurzeniem warg w złocistym płynie.
- Po spotkaniu z Tomem, wyruszę do Wysokoża. Mieszka tam mój stary znajomek, zapewne drań się stęsknił - Ujawnił kolejny cel swojej podróży.
- Nie mam ochoty jeszcze się kłaść. Posiedźmy jeszcze, druhu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Cze 14, 2016 12:13 am

Nikt nie znał tak dobrze historii jej ojca jak właśnie Sharian. Będąc więc ciekawym i żądnym odkrycia jego historii, Rew powinien właśnie do niej się zwrócić. Ale to nie dziś, nie jutro. Może kiedyś mu ją opowie.
I może Rew nie uzna chwil poświęconych na wysłuchanie opowieści za czas stracony. Na pewno tak nie uzna, wszak jest człowiekiem ceniącym rozmowę i odkrywanie innych. Ale czy nie zawiedzie się? Czy nie zostaną rozwiane jego wizje, które być może zaczął tkać w swoim umyśle? Kto wie.

Uśmiechnęła się smutno na wzmiankę Rewa o potomstwie. Pomyślała, że miło by było uczyć takiego małego brzdąca, jak trzymać jego pierwszy, zabawkowy miecz. Aż jej się oczy zaszkliły.
Czemu? Bo zakładała, że taki luksus jest czymś, co nigdy jej nie będzie pisane.
- Najpierw trzeba odzyskać wolność. Wtedy można myśleć o czymś innym.
Była już nieco wstawiona, ale nie na tyle, żeby żalić się obcemu bądź co bądź mężczyźnie. Co miała powiedzieć? Że jest już stara i raczej nie ma co czekać na potomstwo? Że w zasadzie liczy się z tym, że każda bitwa może być jej ostatnią? Phew, marudzenie, którego lepiej mu oszczędzić.
- Ja po prostu chcę po sobie pozostawić świat lepszy niż go zastałam. Nie wiem czy to jakaś filozofia, czy nie. Chcę tylko na koniec życia móc sama sobie powiedzieć, że dobrze się spisałam
A teraz to zabrzmiała jak mała dziewczynka, która potrzebuje, żeby ktoś pogłaskał ją po głowie i ją pochwalił. O zgrozo.
Dobrze, że Rew zmienił temat, bo jeszcze by się tu rozkleiła. Zamiast tego zaśmiała się szczerze gdy usłyszała o sukni.
- Myślę, że dla dobra kraju przeżyłabym noszenie sukien i zachowywanie się jak dama. Nie wiem, czy by mi to pasowało, ale nie jest to najważniejsze -wizja siebie w zwiewnych, delikatnych szatach rozbawiła ją do tego stopnia, że nie miała jej za złe Rewowi.- Powiem ci tak, Rew. Jeśli nadejdzie czas... nie, źle powiedziałam. Gdy. Gdy to lepsze słowo. Gdy nadejdzie czas, w którym wolność nie będzie jedynie pustym słowem, odnajdę cię na twoim południu i zaprezentuję się w sukni. A co mi tam!
Możliwe, że przemawiał przez nią alkohol. Z pewnością tak było.
A skoro już o tym mowa, śledziła uważnie to, co czynił Rew. Zarejestrowała więc moment, w którym zapłacił służce. Westchnęła cicho, obserwując odchodzącą od ich stolika dziewkę. Rozsiadła się też wygodniej, oparła łokcie na stole a twarz wsparła na dłoniach. Znacząco ułatwiło jej to tak trudną obecnie czynność jak siedzenie.
- Jesteś tajemniczym człowiekiem, Rew.
Siedząc w takiej pozycji, Rew wydawał się Vance jeszcze większy. Pewnie dlatego, że nie była teraz wyprostowana jak struna.
- Opowiedziałeś mi o sobie dużo, ale i tak niewiele o tobie wiem. Mówisz ze mną swobodnie. Tak samo się zachowujesz. Przychodzi ci to całkiem naturalnie a i ja czuję się całkiem dobrze w tej sytuacji. Nie zmienia to jednak faktu, że cały czas zastanawiam się kim jesteś. Jak na razie jesteś zagadką. - powiedziała mu wszystko zgodnie z prawdą. Nie była przy tym śmiertelnie poważna, czy też zła. Brzmiała jak ktoś, kto zaczynał akceptować taki, a nie inny stan rzeczy.- I co ja mam tu z tobą zrobić? A tak, napijmy się jeszcze.
Gdyby tylko można było trzymać przed sobą kielich i sączyć trunek bez zabierania rąk spod głowy!
Rycerz przez chwilę wahała się, aż w końcu podjęła decyzję. Złapała za kufel. Zmęczenie i wlany w siebie alkohol dały się jej już we znaki, jednak i ona nie chciała jeszcze kończyć tej rozmowy.
- Niesamowity zbieg okoliczności. Wysokoże, powiadasz. I cóż z tym zrobić... może wyruszymy tam razem? Droga jest jedna, a będzie weselej. Masz coś przeciwko?
Nie była pewna, czy wspólna podróż przypadnie do gustu jej nowemu towarzyszowi, ale ona nie pogniewałaby się za kogoś, do kogo można coś powiedzieć i na dodatek uzyskać odpowiedź. Mówić po próżnicy mogła do Adonisa.
- A mogę zapytać do kogo jedziesz? Może jego imię jest mi znane, wszak to moje strony.
Gdy skończyła swoj piwo, odstawiła kufel daleko od siebie. Nie potrzebowała więcej zdradzieckiego napoju, już i tak mówiła dziwne rzeczy, jak z tą suknią.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Cze 14, 2016 1:30 pm

Rew kończył kolejny już z rzędu kufelek, gdy Vance uznała go za zagadkowego człowieka. Tajemniczy mężczyzna, niby zadowolony z opinii kobiety, westchnął. Alkohol podpowiadał mu, że nie powinien dłużej ukrywać tożsamości. Budowanie w ten sposób relacji w dłuższym okresie mogłoby doprowadzić do straszliwych nieporozumień, a Guerrin przeczuwał, że w niedalekiej przyszłości napotka na swej drodze panią rycerz. W końcu zamierzał odwiedzić starego znajomego...
- Nazywa się Biafra Cousland - palnął niespodziewanie, kończąc tę szopkę. - Jest synem potężnego możnowładcy. - Napełnił kufel.
- Zaś ja nie nazywam się Rew. Jestem Rewarnir Guerrin, obecnie trwam w prywatnej podróży. - Napełnił kufel Vance, nie pytając ją o zdanie.
- Dłuższe ukrywanie mojej tożsamości nie ma sensu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Cze 14, 2016 4:25 pm

Ostatnie krople deszczy spadły na dach gospody. Pogoda uspokoiła się i złagodniała. Ulewa, która towarzyszyła im podczas pierwszych chwil znajomości, ustała.
Zrobiło się cicho. Bardzo cicho. Zbyt cicho.
Nagle niebo rozjarzyło się demonicznym blaskiem, który wdarł się też do wnętrza karczmy przez szczeliny w okiennicy. Wewnątrz było jasno jako że ogień w kominku buzował z równą mocą, ale ów błysk był niemal oślepiający.
Zanim jeszcze zniknął, z nieba rozległ się głośny pomruk. Zupełnie jak gardłowy warkot mabari szykującego się do ataku.
Zaraz potem przez niebo przeszedł grzmot tak głośny i potężny, że wszyscy wewnątrz zamilkli. Czy niebo miało zamiar spaść im na głowy?
A więc burza miała dopiero nadejść.

Zanim to wszystko się wydarzyło, dosłownie ułamki sekund wcześniej, Rew odkrył przed nią swoją prawdziwą tożsamość.
Vance pobladła niczym świeżo bielona ściana. Ukryła twarz w dłoniach i przez chwilę siedziała tak w bezruchu. Może chciała zniknąć, w myśl zasady, że skoro ona nic nie widzi, to znaczy że jej nie widać?
Trudno także określić, przed czym próbowała się ukryć. Czy przed Guerrinem, czy przed burzą?
W końcu podniosła wzrok na swego towarzysza. A gdy już podniosła wzrok, wstała ze swego miejsca.
- Wybacz mi, lordzie Guerrin, moje zachowanie. Nie powinnam była zachowywać się tak swobodnie. Nie powściągałam mego języka. Powinnam cię była rozpoznać i zachowywać odpowiednio, lordzie -opuściła wzrok i wbiła do w drewniany stół.- Nie byłam świadoma tego kim jesteś, dlatego proszę, nie chowaj za to urazy.
Tak, on z niej zażartował, ale to ona zaczęła przepraszać. Ukorzyła się przed Guerrinem.
Nie usiadła, czekała aż on jej powie, że może usiąść. Rozkład sił się zmienił.
Niebo nie przestawało wydawać z siebie mrożących krew w żyłach pomruków. Błyskawice rozświetlały świat raz za razem. Wiatr, jednym ze swych ostrych podmuchów, otworzył okieniecę, z którą teraz mocował się karczmarz. Płomień w kominku chwiał się niespokojnie.
Jedną z dłoni, miała Vance zaciśniętą w pięść. Drżała lekko.
Nie była osobą bojaźliwą, ale tak dzika manifestacja sił natury wstrząsnęła nią. A dodatkowo okraszona była takimi rewelacjami od Guerrina.
Oczywiście, że się zdenerwowała. Oczywiście, że nawet się wściekła na Rewarnira. Nie mogła jednak dać tego po sobie poznać. Była tylko rycerzem, który znalazł się przed obliczem jednego z najświetniejszych mężów Fereldenu.  Wściekłość nie była więc luksusem, na który mogła sobie pozwolić.
- Jeśli cię czymś uraziłam, lordzie, wybacz mi.
Do grzmotów i przerażającego wycia wiatru dołączyła ulewa. Nawet gdyby Vance chciała jak najszybciej opuścić gospodę, teraz nie miała jak.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sob Cze 18, 2016 1:53 pm

Nagła iluminacja wypełniła pomieszczenie niczym ciecz naczynie. Po chwili wrzask ziemi rozgrzmiał, jakby sam Stwórca pogniewał się maluczkich ludzi. Niebo pokarało błyskawicą wiecznie bierne lądy, które w nieskończonej cierpliwości znosiły wszelkie upokorzenia. To one nosiły na swych szerokich jak sam świat barkach wszystkie stworzenia, istoty widzialne i niewidzialne. Pilnowały tego, aby woda nie przelała się w nicość, strzegły góry przed upadkiem, wydawały na świat życiodajne zboża, owoce i warzywa; pochłaniały umarłych.
Lecz jednego znieść nie mogły. Ludzi. Za ich grzechy niebo bezlitośnie karało.
Światło opuściło izbę. Po nim przybył mrok okrywający każdego bywalca. Facjata ujawnionego rycerza w całości skryłby się w cieniu, gdyby nie podpalone łuczywa, rzucające mdłe światło. Lewa połowa twarzy szlachcica zasłoniła czerń, natomiast prawą cześć zaznaczał słaby blask pochodni.
Barczysta postać przyjęła godną postawę. Siedziała ona wyprostowana, dumna. Jej oczy bacznie przyglądały się niższemu szlachcicowi, który dobrowolnie poddał własną wolę Rewarnirowi. Być może Vance sprytnie udawała, może głęboko w sobie pogardzała niebieskookim, ponieważ urządził on szopkę nie godną jego pozycji? Być może zakryła kurtuazją i wymuszoną etykietą własny gniew? Pewne było to, że Rewarnir był potężniejszy, znamienitszy, a przede wszystkim bogatszy. Za nim rozpościerała się historia wspaniałego rodu, zaś on wzrósł dzięki niemu. Na wiele sposobów dziedzic arlatu potrafił wymazać Vance, zgasić jej sens istnienia, doprowadzić do jej upadku społecznego. Teraz podejmował krytyczną decyzję, Sharian widziała wypisany na twarzy Guerrina wyrok. Jego usta się otworzyły.
- Proszę, usiądźcie, sir - wydał polecenie niskim, spokojnym głosem. Przychylnie patrzył na czarnowłosą. - Napijcie się ze mną - znów rozkazał, lecz tym razem nie ukrywał tego za lekkim tonem. Twardo i stanowczo. - Wybaczcie za tę niewinną grę, lecz chciałem was poznać z innej strony. Zobaczyłem zadowalającą mnie część osobowości rycerskiej, której trudno poszukiwać wśród oficjalności. Natomiast teraz ujawniłem się, by nie podtrzymywać tej farsy, zważywszy na fakt, że razem będziemy podróżować. - Napił się.
- Nie jestem waszym lordem, dlatego nie macie obowiązku wykonywać mej woli - rozluźniał atmosferę w szorstkim tonie. - Zaś gdybyście mnie urazili - gdy mówił, wskazał ręką na wyjście - miałbym prawo żądać satysfakcji. Reprezentujecie rycerstwo, jak ja, dlatego nie puściłbym płazem żadnej zniewagi. Jeśli czujecie się urażeni moim kłamstwem, z ochotą podejmę się pojedynku! - dokończył twardo, dając znać, że nie miałby żadnych skrupułów, coby walczyć przeciw kobiecie rycerz. Takowa była niemalże mężczyzną, brakowało jej jedynie kuśki między nóżkami.
- Zrobiliście na mnie wrażenie swobodą języka, gościnnością oraz wyrozumiałością, bowiem przez długi czas obcowaliście z fałszem, nie prawdą. Mam większą w tej chwili pewność, iże mniejszych od siebie traktujecie podobnie. Cóż, nie ma powodu do nerwów.
- Jednakże zdaję sobie sprawę z waszego wzruszenia. Zostawię was samych. Liczę na wspólną podróż, więc żywię nadzieję, że rano się spotkamy, sir. - Rzekłszy, powstał z miejsca. Ciężkim krokiem udał się do gospodarza. Dźwięk utwardzanej podeszwy uderzał rytmicznie w podłogę. Rycerz, dotarłszy do lady, oparł się na nią. Chwilę pogadał z właścicielem, dał mu pieniądze. Pulchny opiekun przybytku zaprowadził wielkoluda do pokoju z łóżkiem.
Sharian pozostała sama wraz ze swoimi myślami...

Za dnia Rewarnir Guerrin pogadał z Tomem. Dowiedział się od rzemieślnika ceny wykucia pancerza z czerwonej stali. Mężczyzna wyszedł z zakładu blady, jakby nagle zachorował na śmiertelną chorobę. Bez słowa zbliżył się do konia Vance. W milczeniu pomagał jej się przygotować do drogi. Tom zgasił w szlachcicu ambicję posiadania jednej z najlepszych zbroi na świecie - na koszt jej stworzenia mogli sobie pozwolić wyłącznie możni z Orlais.
Niebieskooki był gotów do drogi. Cóż, pieszej, bo na konia liczyć nie mógł, ale przynajmniej miał z kim porozmawiać.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Cze 21, 2016 2:52 am

Paradoksalnie, im twardszym i bardziej szorstkim głosem przemawiał Rewarnir, tym milsze słowa padały z jego ust. Jeśli nawet Vance była wściekła za zakpienie z niej w taki sposób, przestało mieć to znaczenie. Czas w tym wypadku miał znaczenie i leczył rany. Chwila po chwili, Vance opuszczały emocje.
- Jeśli przyświecały ci takie cele, lordzie, nie mam powodu, aby być urażoną -nie mogła winić Guerrina za to, że jego działaniami powodowała zwykła ludzka ciekawość.
Usiadła, skoro tak jej polecił. Przyjęła podany jej kufelek.
- Jednakże zaskoczenie, które mi zgotowałeś, nadal nie chce mnie opuścić. Proszę o zrozumienie, nie spodziewałam się tu spotkać... jak by nie patrzeć, jednego dnia spotkałam i poznałam tutaj dwóch członków rodu Guerrin. Wcześniej, u kowala Toma, pojawił się Marcus Guerrin. -przypomniała sobie i wizytę u Toma, i Pięści Stwórcy, które złożyły wizytę u kowala w tym samym, co Sharian czasie.- Myślę, że to pomoże usprawiedliwić moją nagłą i zbyt emocjonalną reakcję, na twoje słowa, lordzie. To faktyczny powód mojego wzruszenia. Satysfakcji domagać się nie będę, nie zamierzam zmieniać charakteru twej podróży, lordzie.
Ogarnęło ją dziwne poczucie. Z jednej strony miała duże opory, aby mówić z Guerrinem swobodnie, a z drugiej ich wcześniejsza rozmowa toczyła się całkiem naturalnie i chyba żadne z nich nie czuło się podczas niej źle. Ale czy była w stanie wrócić do takiego poziomu zażyłości rozmowy?
Prawdopodobnie byłaby spięta przez resztę wieczoru,  Rewarnir jakby przewidując to, zostawił ją samą i udał się na spoczynek. Ona została jeszcze jakiś czas plując sobie w brodę.
- ...odnajdę cię na południu i zaprezentuję w sukni... -nie dowierzając własnym słowom oparła się czołem o blat stołu.- oby puścił to w niepamięć, bo będziesz miała kłopoty...
W końcu i ona opuściła główną salę karczmy, odebrała od karczmarza swoje rzeczy i poszła się przespać.

Następnego ranka, kiedy emocje zupełnie jej opadły, miała nastąpić kolejna część jej podróży. Powrót do domu w towarzystwie dziedzica Redcliffe. Zanim nie wrócił on od Toma, długo zastanawiała się, czy powinna coś powiedzieć. Gdy pomagał jej przygotować Adonisa do drogi, w końcu zebrała się na odwagę.
- Przed nami długa droga do Wysokoża. Jestem świadoma miażdżącej przepaści, jaka znajduje się między nami, lordzie. Ale... -zawahała się. Nadal mogła urwać pytanie, zamienić je na inne i wycofać się z pomysłu, który wyklarował się jej rankiem.- ...czy jest możliwość, abyśmy podczas drogi byli po prostu kompanami w podróży?
Słowo się rzekło. Mogła mieć tylko nadzieję, że Rewarnir nie uzna tego za zniewagę, bo nie taki miała w tym cel.
Niebezpieczeństwo takiej propozycji polegało na tym, że wysunęła ją strona słabsza i nie mająca zbyt wiele do gadania.
- Nie jest to próba znieważenia ciebie, lordzie. Lubię jasne sytuacje, dlatego chciałabym wiedzieć, czy możemy rozmawiać swobodnie i przeżyć podróż w miłej atmosferze. Oczywiście chodzi jedynie o czas spędzony w drodze.
Sama była zaskoczona propozycją, którą mu przedstawiła, ale była świadoma swoich zachowań i ograniczeń. Mówiąc do lorda nie mogłaby wykazać się pełnią swobody w wyrażaniu swoich myśli. A z prostym podróżnikiem Rewem bardzo dobrze się jej rozmawiało. Czy nie można by przedłużyć tego stanu na drogę?
Czekając na odpowiedź i zadzierając głowę do góry, co by spojrzeć lordowi prosto w twarz, uznała, że przebrnięcie przez to zapytanie, było trudniejsze niż większość jej ostatnich potyczek.

Niezależnie od odpowiedzi Guerrina, Vance ruszyła w drogę razem z nim. Nie jechała konno, tylko prowadziła Adonisa obok siebie. Guerrin był na piechotę, dlatego i ona zrezygnowała z jazdy.
Jeśli Rewarnir poczuł się urażony propozycją... pozostaje tylko wyobrażać sobie jak mogła wyglądać podróż. Jeden oburzony lord, jeden zestresowany i blady jak ściana rycerz, jeden koń, który ma wszystko w zadzie. Dramat.
Zgoda Rewarnira zaowocowałaby czasem wypełnionym rozmową. Sharian z pewnością nie od razu poczułaby się swobodnie, jednak w miarę upływu czasu rozmowa stałaby się coraz bardziej płynna i naturalna. Wysokoże namalowałoby się na horyzoncie szybciej, niż by się spodziewali.


/zt Rew i Shar
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Today at 1:16 am

Powrót do góry Go down

[Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Similar topics

-
» Okolice Opuszczonego Reaktora
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Pozostałe tereny-