Dragon Age

Share
















[Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Maj 31, 2016 6:12 pm

Życie składa się z elementów zarówno dobrych, jak i złych. Na swojej drodze spotykamy ludzi wartościowych, parszywych czy też takich, co służą jedynie za tło. Ważne jest, aby umieć ocenić, co się tak naprawdę liczy, omijać szerokim łukiem tych, których obecność nie przysparza niczego dobrego, nie tracić energii kogoś, kto tego nie zasługuje.
Ale tym właściwym, ważnym osobom winno się poświęcać czas. Wręcz go z nimi trwonić.
W swoim trzydziestoletnim żywocie, Vance znalazła kilka takich osób, dla których warto było zboczyć z głównego traktu i stracić jeden czy dwa dni jazdy.
Jedną z takich osób był kowal i płatnerz w jednej osobie.
Nie byle jaki kowal.
Swoją kuźnię miał o rzut beretem od Twierdzy Kinloch, w małej i zapomnianej przez świat mieścinie. Żył spokojnie i całe swoje serce wkładał w pracę.
Vance uwielbiała go odwiedzać i nie potrzebowała do tego żadnego pretekstu. Kowal był człowiekiem otwartym, szczerym i z natury wesołym. W dodatku musiał urodzić się z bujanym fotelu i fajką w ustach, bo gawędziarzem był pierwszorzędnym.
Mężczyzna dobijał do pięćdziesiątki, lecz nie wyglądał na swój wiek. Na jasnych włosach nie było widać siwizny, opalona w słońcu i ogniu z miechów skóra, roześmiane i niezmiennie bystre orzechowe oczy. Chłop na schwał i do tego świetny w swoim fachu.
Już samo to, że zaopatrywali się u niego templariusze, mówił o jego umiejętnościach.
A skąd Vance o tym wiedziała? Ano będąc u niego w warsztacie zawsze dowiadywała się czegoś ciekawego i przydatnego.

Jako, że Vance przyjeżdżała do kowala regularnie, rzadko kiedy miała faktyczny powód do wizyty. Tak też było tym razem. Po prostu przyjechała, aby z kowalem porozmawiać, przyjrzeć się jego pracy, wysłuchać najświeższych plotek, które serwowali mu inni klienci.
Na miejscu jednak czekała na nią niespodzianka. Tom, bo tak nazywał się kowal, miał dla niej niespodziankę. A raczej prośbę.
Od dłuższego czasu eksperymentował z nowymi rozwiązaniami, próbował stworzyć zbroję idealną. W kilku słowach wyjaśnił jej, co jest mu potrzebne i chwilę później stała na środku warsztatu i użyczała mu swego ciała. A on mocował różne elementy pancerza, marudził pod nosem, zmieniał to, dodawał tamto. Jednym słowem - kombinował.
Czy dla Vance było to męczące? Oczywiście, że nie. Bawiła się świetnie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Maj 31, 2016 7:09 pm

Drzwi do kuźni otworzyły się z hukiem, ale takim kulturalnym, a nie chamskim. Można by rzec, że twórcą dźwięku był jakiś kulturalny mąż, który z pewnością pochodzi z zacnego rodu. Tak też zresztą było, ale nie trzeba nikomu w końcu mówić, że nie ma ludzi bardziej godnych niż Guerrinowie.
W wejściu pojawił się on, a był to nie kto inny jak porucznik z zakonu templariuszy, który stacjonuje w Twierdzy Kinloch.
Pancerz błysnął, a ogień ostrza zakonnika błysnął. Wspaniała było dzieło Stwórcy gdy postanowił, że powstanie taki szlachetny i zacny pan.
Bystre spojrzenie ogarnęło pomieszczenie, a surowy wyraz twarzy Marcusa dopadł heretyków.
Jego dłonie, które odziane były w grube skórzane rękawice wysadzane stalą. Mocarne Pięści Stwórcy opadały delikatnie, a ich celem było namiętne muskanie pochw, w których ukryte były jego kordelasy.
Miecze zgrabnie tańczyły na jego doskonale wyrzeźbionych udach, które znakomicie prezentowały się w skórzanych spodniach.
Wojownik, który reprezentował zbrojne ramię zakonu podszedł powoli do dwójki, która zabawiała się w przebieranki.
- Ileż już razy mówiłem, że nienawidzę płynąć w tej łódce? - rzucił Marcus, który doskonale znał pana kowala. Tak wiele razy szlifował jego ostrza.
- Marcus Guerrin, porucznik Zakonu Templariusz z Twierdzy Kinloch. Witam lady i ciebie drogi przyjacielu. - dodał po chwili, a jego szorstki głos rozbrzmiał w pomieszczeniu, które było skarbem ów kowala.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Czw Cze 02, 2016 6:31 pm

Mężczyzna nie musiał się przedstawiać, albowiem znała go z wielu opowieści, nie tylko tych, które serwował jej Tom. Guerrin był rozpoznawalny. Jego praca w zakonie przysporzyła mu słaby. Dobrej, złej - bez znaczenia.
Pierwszy zareagował Tom. Może i nie miał nic na sumieniu, ale przy ludziach takich jak Marcus, każdy zastanawiałby się, czy aby na pewno nie ma nic do ukrycia.
- Mój dobrodziej! Roboty chyba masz ostatnio więcej, Panie, albo znalazłeś innego kowala... me serce krwawi! -Tom zrobił zawiedzioną minę. Guerrin był dobrym klientem, nawet jeśli Tom trochę się go bał.
A co z tą łódką? Guerrin za każdym razem wspominał o tej nieszczęsnej łódce. Kowal przyzwyczaił się do takiego powitania.
Zostawił też Vance w spokoju, a raczej szybko zdjął z niej te elementy pancerza, które jeszcze przed chwilą mocował. Ostał się jej skórzany pancerz, w którym przyjechała.
Rycerz Couslanda podeszła do Pięści Stwórcy.
- Sharian Vance z Wysokoża -przedstawiła się, gdy już podeszła do Marcusa.- Sława cię wyprzedza, poruczniku. Hmm, miło dopasować oblicze do opowieści.
Wieści które krążyły o Guerrinie zazwyczaj były skoncentrowane na brutalności jego metod, ale Vance widziała w nich coś innego. Skuteczność. Bycie dobrym w swoim fachu i skuteczność - to było to, co ceniła.
Możliwe, że mogłaby zakwestionować metody stosowanie w Twierdzy Kinloch, ale raczej skupiała się na zasadach i prawach, które kierowały templariuszami. A to przecież było z założenia dobre.
A magowie... magom nie ufała.

- To może czegoś się napijemy? Zaraz przyniosę -Tom zniknął na chwilę w innym pomieszczeniu warsztatu. Zapewne przeszedł do części mieszkalnej. Wrócił stamtąd niosąc dzban pitnego miodu i trzy kubeczki. Postawił to wszystko na stole i nalał złocisty płyn do każdego z nich.
- W czym mogę ci dzisiaj pomóc, panie? To co zawsze, czy może jakieś wyzwanie? - pytając wykonał gest rękoma zachęcający, aby jego goście usiedli przy stole. W międzyczasie pozabierał z niego narzędzia, szybko przetarł jakimś kawałkiem szmatki i dostawił sobie zydelek.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Nie Cze 05, 2016 11:59 am

Wpatrywał się w zmęczone oczy o niebieskich tęczówkach. Patrzył na ponurą twarz, która delikatnie kołysała się w spokojnej tafli jeziora. Rewarnir obserwował własne odbicie, równie zniesmaczone światem za naturalnym lustrem, jak on światem realnym.
Guerrin siedział na łódce przewodnika, któremu zapłacił za przeprawę do niewielkiej osady, niedaleko siedziby magów. To osiedle emanowało aurą wywołującą w ludziach amnezję, albowiem mieszkańcy żyjący poza wysepką zupełnie o niej nie wspominali. Jedynym interesującym człowiekiem tego miejsca był kowal Tom. Ten mężczyzna w sile wieku zapracował na swoją reputację, zaś spadkobierca arlatu jej potrzebował.
Rewarnir wyruszył z własnej inicjatywy. W końcu miał nieco czasu dla siebie, chociaż na chwilę wyrwany z obowiązków  ciążących mu na barkach. Na czas tej podróży postanowił odpocząć od rycerstwa, porzucić wszelaką nienawiść i złość do okupantów, przez moment skupić się wyłącznie na sobie. W tej chwili wcielił się w rolę rosłego osiłka o niepokojącym wyrazie facjaty, odzianego w skórzany, solidny strój podróżny. Brązowy płaszcz z kapturem ukrywał głowę mężczyzny. Nie rozstał się on wyłącznie ze swym długim mieczem z czerwonej stali, schowanym w pochwie.

Zakapturzony mąż dotarł na ląd. Zapłaciwszy za przewóz, opuścił on łódeczkę. Rozpoczął pieszą wędrówkę ku zakładowi rzemieślnika, a ta zapowiadała się na nieprzyjemną przeprawę. Rozpadał się deszcz, pierw nieznaczne kropienie przerodziło się w istny gniew Stwórcy. Niemiłosiernie siąpiło, wkrótce niebieskooki zmókł  do suchej nitki. Zerknął on gniewnie na chmury i przyśpieszył. Wiatr targał jego płaszczem, podeszwy butów o wysokich cholewach zagłębiały się w błocie. Parszywy dzień.
Dziedzic nigdy nie odwiedzał Toma, właściwie był pierwszy raz w tej okolicy. Już nie przepadła ona do jego gustu. Bliska obecność siedziby czaromiotów wywoływała w nim skojarzenia niegodne jego pozycji. Zły humor wzmocnił te myśli. Rewarnir w milczeniu przeklinał tych nieludzkich skurwysynów, mókł, brudził buty.
Po godzinie znalazł się przy drzwiach zakładu kowalskiego. W złości głośno zapukał w drzwi.

Tom dostawił sobie zydelek, lecz nie miał okazji na nim usiąść. Dźwięk walącej pięści w drewno rozpoznałby każdy z obecnych domowników. Kowal westchnął i ruszył do wyjścia. Otworzył je, zobaczył przed sobą giganta. Olbrzym natychmiast zaczął świdrować wejrzenie poczciwego Toma.
- Witaj. Poszukuję kowala Toma - zaczął Rewarnir jak najłagodniej potrafił. Jego oschły, chrapliwy głos nie brzmiał przyjacielsko.
- Zakład jest teraz nieczynny. Przyjdź, dobry człowieku, jutro - odparł rzemieślnik niespokojnie.
- Zgoda. Wrócę tutaj jutro. Do zobaczenia - odpowiedział twardym, nieusatysfakcjonowany głosem.
- Niedaleko jest karczma, na pewno ją odnajdziesz. Niewiele biorą za strawę i pokój, a i gospodarz się ucieszy z nowej twarzy. Niektórzy już rzygają przez te tutejsze gęby. No nic! Do jutra, nieznajomy! - Zakończył i zamknął drzwi. Wrócił do gości.
Szlachcic oparł się o ścianę budynku Toma, blisko okna. Postanowił przeczekać tę ulewę tutaj. Zapowiadał się długi dzień.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Wto Cze 07, 2016 10:33 pm

- Bardzo chętnie bym została dłużej, Tom. Niestety, wzywają mnie obowiązki, a i tak zabawiłam dziś u ciebie dużo czasu. -oczywiście usiadła na chwilę, żeby nie było że jest nieuprzejma. Wychyliła napój podany przez Toma i zaczęła szykować się do wyjścia.
- Przykro mi bardzo, że nasze spotkanie okazało się być takie krótkie, poruczniku. Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś w bardziej sprzyjających warunkach, gdy czas nie będzie moim nieprzyjacielem.
Wzięła swoje rzeczy i gdy już się odpowiednio pożegnała, ruszyła w stronę wyjścia.
Otworzyła drzwi.
Co prawda siedząc w środku słyszała krople deszczu stukające w dach i półprzymknięte okiennice, ale dopiero gdy wyszła na zewnątrz, zobaczyła, że niebo zgotowało jej istne oberwanie chmury.
Zamknęła za sobą drzwi, bo skoro już powiedziała że wychodzi, nie chciała zmieniać zdania.
Oparła się o nie i westchnęła cicho, obserwując jak strugi deszczu odgradzają ją od małej kowalowej stajenki, w której czekał na nią Adonis.
Nie uśmiechało się jej jechać w deszczu. Jemu zapewne też nie. A gdy pomyślała jak bardzo się jej ubłoci i jak długo będzie doczyszczać każdy skrawej jego końskiej sierści, to zrobiło się jej słabo.
Powinna postarać się o giermka.
Nie wiedząc czy ulewa zaraz się nie skończy, postanowiła postać przed wejściem chwilę lub dwie. Spieszyła się z powrotem do Couslanda, ale skoro i tak zawsze znajdował jakiś powód, aby być z niej niezadowolony, równie dobrze mogła się spóźnić i nic by się nie zmieniło.
Albo nadrobi spóźnienie w trakcie drogi. Albo przestanie się tym przejmować.
Patrząc na deszcz i potoki spływające drogą, rozejrzała się dookoła i dopiero wtedy zauważyła człowieka stojącego całkiem niedaleko, przy jednym z okienek.
Był to rosły jak drzewo mężczyzna. Wydawał się być jeszcze większy przez płaszcz z kapturem, który osłaniał go od deszczu. Vance zauważyła miecz przy boku.
- Paskudna pogoda -odezwała się ni to do niego, ni to w przestrzeń. Nie spuszczała teraz z niego wzroku, a wręcz zadarła głowę do góry, aby dostrzec twarz ów mężczyzny. Nie była pewna czy przybył w przyjaznych zamiarach, a ona całkiem niemądrze zostawiła swój oręż przy Adonisie. Nie lubiła wchodzić do Toma uzbrojona, mimo tego, że bez broni czuła się niejako jak bez ręki.
Dlatego też teraz była uzbrojona tylko w pięści, które nie zdały by się zupełnie na nic, gdyby przyszło jej zetrzeć się z takim wielkoludem.
- Mam nadzieję, że przybywasz tu w pokoju. Mało który kowal jest tak kompetentny jak Tom.
Czy znała Rewarnira? Nie nie znała. Możliwe, że widziała go kiedyś przelotem ale nie zostali sobie nigdy przedstawieni. Tym bardziej nie rozpoznałaby go opatulonego płaszczem i chroniącego się przed deszczem w zabitej dechami dziurze niedaleko Kinloch.
Z napięciem oczekiwała na reakcję nieznajomego, mając nadzieję, że nie stanie się jej wrogiem. Duży wróg to duże wyzwanie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 12:25 am

Deszcz wprawił zakapturzonego w flegmatyczny nastrój, jakoby zmył on z wojownika wszelką energiczność. Mężczyzna przebył długą drogę, a dopiero teraz odczuł zmęczenie, gdy dane było mu nie robić nic poza czekaniem. Gwałtowny podmuch powietrza pchnął tysiące opadających kropelek wprost na jego twarz. Woda leniwie spływała po kanalikach zmarszczek i szorstkiej skórze. Chłód dokuczał odkrytej facjacie, drażniąc ją wilgocią. Niebieskooki jedynie skrzyżował ramiona na znak rezygnacji. Pogoda przypominała śmierć - każdy człowiek był na nią skazany.
Ktoś otworzył drzwi. Rewarnir zerknął w ich kierunku, wsłuchiwał się w kroki ukrytej postaci, która wychodziła z domu kowala. Postacią okazała się kobieta; jak większość ludzkich istot, była ona mniejsza od Guerrina. Obserwator ożywił się, kiedy otrzymał sposobność ujrzenia lica ciemnowłosej. Patrzył na wyjątkowo urodziwą przedstawicielkę płci pięknej, o dojrzałej urodzie, lecz nie zdradzającej cienia okresu przekwitania. W oczach rycerza, nieznajoma emanowała zdrowiem, a wyjątkowa figura podkreślała jej urok. Woj zadowolił zmysł wzroku zacnym widokiem. Później zmysł słuchu otrzymał okazję poznania kobiety. Niebieskooki znał barwniejsze, przyjemniejsze głosy, ale nikt na świecie nie był doskonały - doskonałość to domena cukierkowych ludzi.
Źrenice zawiesiły się na oczach nieznajomej.
- Nie mam złych zamiarów - przemówił spokojnie, wyprostowując otwartą dłoń w geście uspokojenia rozmówczyni. - Spotkałem wielu płatnerzy, lecz do Toma przybyłem pierwszy raz. - Kontynuował rozmowę naturalnie. Mało kto zdawał sobie sprawę, że swobodna konwersacja z ludźmi należała do jednych z niedocenionych rozrywek. Rewarnir bał się czasów, w których gospody, tanie kurwy oraz powszechne księgi pochłonęłyby uwagę człowieka do takiego stopnia, iże ten zastąpiłby nimi przyjemność poznawania. Oby takie czasy nigdy nie nadeszły.
Odsłonił głowę, uwalniając ją od kaptura.
- Jestem Rew, pochodzę z południa - przedstawił się zupełnie niewinnie, celowo skracając imię. Postanowił zachować tytuły dla siebie, a skoro ciemnooka go nie rozpoznała, tym lepiej. Dyskrecja odciążała rycerza od reprezentacyjnej postawy, a ta bywała męcząca na dłużą metę. Szczególnie teraz, gdy siąpiło niemiłosiernie.
- Chyba zaczynam doceniać reputację Toma - rozpoczął nowy temat ironicznym tonem. - Przychodzą do niego... Przygotowani ludzie - dokończył z lekką chrypką. Ostentacyjnie spojrzał na skórzany pancerz, w istocie precyzyjnie oceniając jego walory ochronne górnej części korpusu. Trwało to krótko, po chwili odwrócił wzrok w kierunku oddalonego budynku od zakładu Toma.
Odchrząknął i połknął flegmę.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 1:26 am

Oczom Vance ukazał się Rewarnir w pełnej krasie, gdy zdjął z głowy kaptur. Widywała ona mało urodziwych ludzi. Wszak służyła Couslandowi, którego aparycja pozostawiała wiele do życzenia. Jednakże ów mężczyzna, z którym stała w deszczu, zaliczał się do tych najmniej obdarowanych przez los, pod względem wyglądu, ludzi.
Ostre rysy, zmęczona cera, zimne spojrzenie i nadzwyczaj niezadowolona mina. Bestia. Na pierwszy rzut oka mężczyzna jawił się jako ogromne dzikie zwierzę.
Drugie, trzecie i kolejne spojrzenia ukazywały nieco głębi, a przynajmniej tak to Vance odbierała.
Zniszczona twarz zapewne nosiła na sobie ślady walki, nos wyglądał na połamany, niezadowolona mina mogła wynikać ze znoju życia. Vance założyła, że stoi przed nią człowiek doświadczony, zaprawiony, może nawet zaznajomiony z innymi rodzajami walki niż okładanie pięściami na oślep.
Twarz wojownika. Oblicze bestii. Człowiek z historią. Czy warto ją poznać?
Zimne spojrzenie zmroziło ją bardziej niż ulewa, ale było to krótkotrwałe. Zobaczyła bowiem spokój w tych jasnych oczach. Nie zasłoniły tego półprzymknięte powieki czy grymas, który obejmował nie tylko opuszczone kąciki ust, ale też chociażby groźnie nastroszone brwi.
Ten właśnie spokój wpłynął na nią.
Rozluźniła mięśnie, które jeszcze przed chwilą gotowe były do wysiłku. Uwierzyła na słowo człowiekowi, któremu nikt zapewne na słowo nie wierzył, ze względu na twarz.
- Dobrze -nie opuściła broni, bo żadnej nie dzierżyła w tej chwili. Gdyby miała, z pewnością by ją schowała.- Nie znam lepszego fachowca niż Tom. Źle jednak trafiłeś, ma on ważnego klienta.
Nie wiedząc z kim rozmawia, całkiem nieświadomie, stanęła na przeszkodzie niespodziewanego spotkania dwóch braci.
- Sharian Vance z Wysokoża - zawsze przedstawiała się w ten sposób.- Z południa? Długą drogę przebyłeś. Podróż musiała być męcząca. Mogę wskazać ci drogę do gospody, w której z pewnością dobrze wypoczniesz. To akurat mi po drodze.
Nie miała żadnego powodu, aby nie być miłą dla drugiego człowieka. Zaproponowała pomoc i miała nadzieję, że mężczyzna przystanie na propozycję. I przestanie wystawać pod oknami kowala, bo to było bardziej niż niepokojące.
Spojrzeń Rewa zdawała się nie zauważać. Czy wzrok ślizgał się po pancerzu, czy po czymś innym - Vance nie zwracała na to uwagi i w zasadzie nie była tego świadoma. Była za to ciekawa go jako człowieka. Dyktowane to było troską o swego przyjaciela, kowala.
- Myślę, że reputację Toma i opinie o nim zrewidujesz... jutro. Zgadzasz się?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 10:11 am

Skryty podróżnik spojrzał prosto w oczy kobiety, kiedy ta wyjawiła swą godność. Mężczyzna stał przed obliczem człowieka z nazwiskiem, miał przyjemność rozmawiać ze szlachcianką z Wysokoża, prawdopodobnym wasalem Couslandów. Rewarnir nie spodziewał się w tej zapomnianej przez Stwórcę dziurze widoku wysoko urodzonej, a ta świadomość namalowała zdziwienie na jego twarzy. Ten stan trwał pięć uderzeń serca - z każdym następnym rycerzowi powracała naturalna mina. Półprzymknięty wzrok raził ponurością.
- Wybaczcie, lecz jestem człowiekiem prostym, dlatego zapytam wprost, pani - zaczął chłodno i oschle. Nie podobała mu się obecność kogoś, kto mógłby go zdemaskować. Sharian w pierwszym obyciu zdawała się szczerym człekiem, niemniej Guerrin nie był czarownikiem, więc - dla pewności - do głowy zajrzeć nie potrafił. - Jak powinienem się zwracać do wyższego od siebie? - dokończył mniej napiętym tonem. Rewarnir nijak znał się na kłamstewkach i trzymania swej tożsamości w cieniu, dlatego nieświadomie postawił pytanie w taki sposób, że zabrzmiało ono na retoryczne. Nawet się nie zorientował, że popełnił błąd. Jedno było pewne, Vance nie mogła być rycerzem, miała ona za ładną buźkę.
Niebieskooki założył kaptur na czerep. Propozycja odwiedzenia gospody brzmiała wspaniale. Mężczyzna nie był pewny czy szlachcianka towarzyszyłaby mu przy stole. Chciał on z kimś porozmawiać w celu zabicia czasu. Poza tym, kto o zdrowych zmysłach podejmowałby się podróży w taką pogodę? Rycerz i tak się upewnił.
- Brzmi dobrze. Odwiedzę Toma jutro - potwierdził słowa kobiety. - Pogoda jest teraz bardzo zdradliwa, dlatego udajmy się razem do gospody, pani - zaproponował łagodnie, zabrzmiało to jak potok małych kamyczków. - Niechaj gospodarz przybytku porządnie zarobi, bo drugiej takiej okazji nie będzie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 12:15 pm

Dotarła do stałego elementu jej rozmów. Rozmówcy albo pytali jak się do niej zwracać, albo wręcz odwrotnie. Nie pytali, a potem ona musiała tłumaczyć, że jest to niepoprawne. I za każdym razem spotykała się ze zdziwieniem, może nawet niedowierzaniem.
- Sir Vance to najodpowiedniejszy zwrot -zabrała się za wyjaśnianie.- Powiedziałeś do mnie per pani i to byłoby właściwe, gdybym nie była rycerzem.
Ah, nie mogła odpuścić i dać się ponazywać panią. Nie czuła się lady, nie czuła się szlachcianką. Jej ród kończył się na niej, a ona serce oddała rycerstwu. Czy więc zasługiwała na inny tytuł niż sir? Zdecydowanie nie.
Umilkła na chwilę ni to wpatrując się w deszcz, ni to obserwując reakcję na swoje słowa. Przyzwyczaiła się do wszelkich typów reakcji, nie spodziewała się więc nic zaskakującego ze strony mężczyzny.
Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy pomyślała o jego pytaniu. Jak się najlepiej do niej zwracać? Szeptem.
- Masz rację. Powinnam przeczekać chociaż najgorszą ulewę. Pójdę tylko po konia i rzeczy. - spojrzała po raz kolejny w niebo, westchnęła i ruszyła prosto w kaskady wody. Żeby dostać się do Adonisa i swojego ekwipunku, musiała się zamoczyć.
W sumie mogła przeczekać ulewę u Toma i prosto od niego ruszyć do Wysokoża, ale już zobowiązała się do wskazania drogi nieznajomemu. A i wzbudził w niej zainteresowanie kontrast jego osoby. Wygląd podrzędnego rzezimieszka a zachowanie jego było spokojne i kulturalne. Wiedział też jak się wysłowić. Nie mogła się oprzeć pokusie poznania tego człowieka.
Gdy weszła do małej przybudówki, w której czekał na nią Adonis, szybko splotła włosy. Zarzuciła na siebie płaszcz i skryła głowę pod kapturem. Bo w końcu miała płaszcz.
Wyprowadziła Adonisa objuczonego w to i owo. Teraz oczom Rewa mógł ukazać się obosieczny topór i długi miecz. Vance zabierała ze sobą i jedno, i drugie. Nie mogła się nigdy zdecydować, a i w zależności od sytuacji wybierała odpowiedniejszy oręż.
Jej piękny Adonis zaczął moknąć. Parsknął raz i drugi wyrażając tym swoje niezadowolenie.
- Możemy iść.
Jeśli Rew nie miał nic przeciwko, ruszyli. Droga do gospody nie była długa, ani kręta. Zabite dechami mieściny mają to do siebie, że wszędzie jest blisko. Rzut kamieniem to dobre określenie na opisanie odległości, którą musieli przebyć.
Deszcz nie przestawał padać. Niesamowicie wyglądała ściana wody przed nimi, za nimi, nad nimi. Mówić było trudno. Oboje skryci pod własnymi kapturami, zagłuszani przez ulewę. Idealne warnki, gdy ktoś nie wie co powiedzieć.
Nie minęło dużo czasu, gdy dotarli do karczmy. Był to dosyć mały budynek. Na dole znajdowała się jedna sala ze stołami, dużym kominkiem i szynkiem karczmarza. Za nim było przejście do innego pomieszczenia, prawdopodobnie do kuchni. Na górce zaś były izby sypialne. Rzadko używane, bo w mieścinie takiej jak ta mało było przyjezdnych. A na dole, przy stołach, siedzieli tubylcy. Może od czasu do czasu pojawiali się tutaj templariusze, mieli wszak blisko z twierdzy.
Tym razem, Vance nie zostawiła Adonisa z całym swoim sprzętem. U Toma była pewna o bezpieczeństwo swoich rzeczy, tutaj wolała dmuchać na zimne.
Porządnie przywiązała Adonisa i zadbała o to, aby miał dostatecznie dużo siana koło siebie. Topór zarzuciła na plecy - chyba powinien mieć jakiś pasek przytroczony do siebie, aby było to w ogóle możliwe. Załóżmy, że dało się tak zrobić.
Wzięła też Pogromcę i mały tobołek podróżny, w którym miała sakiewkę. Reszta jej bagażu nie była na tyle cenna, żeby rozpaczać, gdyby zniknęła z końskiego grzbietu. Nie kłopotała się więc zabieraniem wszystkiego.
Będąc już w karczmie, pierwsze co zrobiła, to zostawiła u karczmarza broń. Szepnęła mu coś w stylu "ręczysz za to życiem", może w nieco żartobliwym tonie. Sens pozostał niezmieniony.
Nie potrzebowała oręża podczas wieczerzy. W zasadzie nie potrzebowała go też gdyby przyszło się jej bronić. Ale w razie czego był bezpieczny i prawie pod ręką. A nie pod nogą, żeby ktoś się potknął i jeszcze niechcący zabił.
Będąc tam, zamówiła od razu jedzenie i napitki.
Uśmiechnęła się do Rewa.
- Nie są to moje rodzinne strony, ale bywam tu często. Skoroś tu pierwszy raz, czuję się w obowiązku, aby ugościć cię kolacją -ceny może i nie były wygórowane, ale założyła, że podróżnik liczy się z każdą wydawaną monetą.- Bądź więc moim gościem.
Zdjęła przemoknięty płaszcz i przewiesiła go przez oparcie krzesła. W gospodzie było ciepło, ogień miło buzował w kominku. Wszystko powinno przeschnąć raz dwa.


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 1:37 pm

Prawie wypadły mu oczy, albowiem nie powstrzymał wytrzeszcza, usłyszawszy tytuł Sharian. Przecież ona zupełnie nie przypominała woja! Rewarnira głównie zdziwił wygląd czarnowłosej, zważywszy na jej profesję, a nie sama deklaracja, ponieważ kultura fereldeńska akceptowała kobiety walczące. Spotkał on na swej drodze wojowniczki, każdej daleko było do przeciętnej kobiecej aparycji, nie wspominając o ideale. Rosły chłop odprowadzał rycerza wzrokiem, jakby wpatrywał się w odchodzącą Andraste. Dawno już nie wyprowadzono go z równowagi, był on niemal sparaliżowany zaskoczeniem. Brak zniekształconej twarzy oznaczał dwie rzeczy: albo Sharian pasowano na pokaz, albo nikt nie był w stanie jeszcze jej krytycznie zranić. W Fereldenie rycerz zazwyczaj należał do elity sił królewskich - nie było mowy o wyjątkach, które nie udowadniałyby w walce własnej przydatności.
- Niech to... - szepnął do siebie.
Guerrin pogodziwszy się z nowym faktem, odetchnął głośno. Powaga zagościła na jego facjacie, bowiem zastanawiał się nad zdradzeniem tożsamości. Nie przystoi innemu rycerzowi ukrywać honoru, lecz to skrywanie ekscytowało woja. Miał okazję wcielić się w rolę uniżonego człeka z marginesu, aby zbadać z tej perspektywy reakcje szlachcica. W ten sposób mógłby zrozumieć awers monety, która zwała się społeczeństwem. Rewarnir jeno nie zdawał sobie sprawy ze swojego problemu, który polegał na braku spięcia w towarzystwie innego możnego. Mimo tej nieświadomości, zdecydował się ciągnąć tę farsę - dla zabawy.
Ciemnooka powróciła z koniem. Wierzchowiec wiernie znosił deszcz oraz bagaż, do którego zaliczał się także oręż. Cóż, dziedzic arlatu żywił nadzieję, iże Vance nie miała kompleksu na punkcie wielkości, bo jej bronie były kurewsko wielkie.
- Zacne wyposażenie, sir - skomentował z nieudawanym podziwem. - W tych stronach nigdy człowiek nie wie, czy za zakrętem nie czyhają plugawe stwory. Takie uroki krajobrazu.
Skinął głową na komunikat wyruszenia w drogę. Pozwolił się zaprowadzić do karczmy, w milczeniu znosząc ulewę.
Karczma, nieważne jak uboga, w mig poprawiła humor Rewarnira. Przejawiło się to nieznacznym załagodzeniem wiecznie niezadowolonego grymasu, zaś oczy w pełni się otworzyły. Mężczyzna rozejrzał się po izbie. Bacznie ocenił postury bywalców, aby w razie kłopotów być lepiej przygotowanym. Ocena tychże ludzi nie należała do pozytywnych, w mniemaniu niebieskookiego były to miernoty. Jeno dwóch mężów wzbudziło w wojowniku szacunek, reszta zasługiwała wyłącznie na miejsce, w którym żyli - w nędznej dziurze.
Przybysz ściągnął płaszcz, strzepał potężnymi uderzeniami błoto z butów. Sharian ruszyła do szynkwasu, w tym czasie jej towarzysz zajął wolne miejsce. Była to pospolity spelunom stół o wątpliwej jakości z paroma krzesłami. Mężczyzna przewiesił płaszcz przez oparcie siedziska, odpiął pochwę z mieczem i położył ją na blacie. Cierpliwie czekał na powrót rycerza. Ten powrócił i zajął miejsce.
- Z przyjemnością dopełnię ten obowiązek, sir - rozpoczął tkać rozmowę, przy okazji oczekując na kufel piwa i ciepły posiłek. Oparł ramiona, gadał dalej. - Przybyłem tutaj, aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym rodzaju stali - prawił wolno. Sprawiał wrażenie kogoś, kto z trudnością wyraża własne myśli, niby ich ujawnianie wcale się nie podobało mówcy. Rewarnir po prostu tak mówił i wiedział że tak brzmiał jego przyjazny ton.
Złapał on za rękojeść miecza. Wysunął głownię do połowy, aby Vance mogła się lepiej przyjrzeć.
- Ten miecz wykuto z czerwonej stali. Tylko tyle wiem na jego temat. Zastanawia mnie czy ten rodzaj materiału nadawałby się na pancerz. Zapewne nie byłoby mnie stać na takie opancerzenie, gdyby moja myśl okazała się słuszna. Ale w końcu żyjemy w ciekawych czasach, czyż nie?
Dziewka służebna przyniosła dzban piwa, dwa półmiski kaszy jęczmiennej zmieszaną z kapustą kiszoną. Do tego parowały środku kawałki pokrojonej kiełbasy. Oczywiście, później dziewczyna przypomniała sobie o kuflach. Doniosła je szybko. Rew nalał pierw Sharian, a potem sobie. Schował do kieszeni dumę, bowiem w normalnych okolicznościach nie pozwoliłby kobiecie na wydawanie pieniędzy w tego typu przybytku, ale to były nietypowe okoliczności. Ukryty rycerz porządnie sobie łyknął, opróżniając naczynie do połowy.
- Chrzczone, a dobre. To znaczy, że byłem spragniony - pozwolił sobie na głoś wyrazić opinię na temat tego sikacza. - Coś mi przypomina ten napitek, hm...
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sro Cze 08, 2016 11:28 pm

Cały czas miała wrażenie, że coś jej umyka. Sposób mówienia Rewa nijak się miał do jego powierzchowności. Strudzony wędrowiec wydawał się być oczytany. Używał słów, których zwykli ludzie nawet nie znali. A i wyraził opinię o napitku, która zupełnie zbiła ją z tropu. Kto z gminu zastanawiałby się, czy piwo jest chrzczone? Chyba tylko piwowarzy, a na takiego nie wyglądał. Reszta przełykała gładko to, co dostawała ciesząc się, że udało się dotrwać do końca dnia. A ten tutaj wyrażał swoje opinie, traktował ją jak równą sobie i miał w sobie pewność siebie człowieka zamożnego i wpływowego.
Czy to tylko kwestia wzrostu?
Swoją drogą, Vance mogła mieć niewielki kompleks właśnie w tej materii. Zawsze chciała być większa, bardziej groźna, rosła niczym mężczyzna. Niestety, jakkolwiek się starała, jej to się nie udało. Wpływ jej matki był zbyt silny, Sharian wyglądała zupełnie jak ona.
Lubła duże bronie. Ale nie oszukujmy się. Co było dla niej ogromne, dla takiego wielkoluda jak Rew było co najwyżej przeciętne.
Przyniesione jedzenie zostało zaakceptowane przez Vance. Zatęskniła co prawda za kolacjami serwowanymi u Couslandów, ale po chwili sama zganiła się w myślach za takie przyzwyczajanie się do wygód. Nie powinna.
- To droga stal... a miecz wygląda na więcej niż porządny. Nie znam się na tworzeniu zbroi, ale Tom powinien zaspokoić twoją ciekawość -przyjrzała się badawczo pokazanemu jej mieczowi. Nawet niewielki fragment, który zobaczyła, zrobił na niej wrażenie. Większość miecza skryta była w pochwie, ale i tak było widać jego rozmiary. Tak duży miecz wykuty z czerwonej stali... to nie jest coś, co znajduje się za rogiem, albo kupuje u pierwszego lepszego kowala.
- Skąd masz ten miecz? -może i jej rozmówca nie wydawał się jej być podejrzany, to jednak wolała zapytać. A jeśli zdobył miecz w niecny sposób? A może wygrał? Znalazł przy zwłokach szlachetnego rycerza?
Cokolwiek to było, chciała się dowiedzieć.
- Nie czuj ię urażony moim pytaniem. Jestem po prostu ciekawa.
Zabawne było jak przebiegała ich rozmowa. Pewność siebie Rewa sprawiła, że Vance traktowała go na równi siebie. Z drugiej strony, ona nigdy nie czuła się jakoś szczególnie ponad innymi. Badanie relacji pomiędzy szlachtą i gminem na jej przykładzie nie mogło prowadzić do prawdziwych wniosków. Przykro mi.
Upiła piwo nalane jej przez Rewa. Rzeczywiście było chrzczone, ale nie narzekała. Była spragniona, a pomimo tego, że piwo było cienkie jak barszcz, sprawdzało się świetnie do gaszenia pragnienia i nawilżania gardła.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Czw Cze 09, 2016 10:43 pm

Vance skupiła się na orężu strudzonego podróżnika, który prędko nie zaspokoił jej ciekawości. Odstawił on kufel i złapał za drewnianą łyżkę. W powolnym rytmie mieszał kaszę, zataczając w niej kręgi. Zgarnął sporą porcję, pochłonął ją. Rew pochłonął kolejne trzy pełne łyżki, potem zwilżył gardło trunkiem. Spojrzał na rycerza.
- Dzięki wojnie - odpowiedział tajemniczo, pozostawiając wiele miejsca wyobraźni dobrodziejki. Zimne oczy mężczyzny nie zdradzały niczego nowego, lecz świdrowały one wejrzenie wojowniczki, niby wystawiając ją na próbę. Krwawy konflikt ukształtował ponurego człowieka, ulepił jak glinę. Na jego twarzy wypisano niewidzialnym atramentem dzieje wielu bitew.
Po chwili niebieskooki przestał wpatrywać się niegrzecznie w towarzyszkę. Opróżnił kufel. Znów sobie nalał do pełna.
- Pytajcie, sir. W ten sposób wynagrodzę jedzenie i czas, jaki mi poświęcacie - rozluźnił atmosferę stonowanym tonem.
Po wysłowieniu się, zjadał całą kaszę. Guerrin spożywał posiłek żołnierskim tempem, więc raptem zniknął z miski. Olbrzym wygodniej rozsiadł się na krześle.
- Jaka jest wasza historia, sir? Nie często się spotyka pasowaną na rycerza kobietę, więc domyślam się, że nie raz byliście zmuszeni być twardsi od mężczyzn - rozpoczął nowy temat. Rewarnirowi nie odpowiadało skupienie rozmowy na nim, dlatego zamierzał skupić się na ciemnookiej. - Co, oczywiście, jest godne szacunku. Ale zastanawia mnie, dlaczego miecz i rumak, zaś nie suknia i dwór? - Nieznacznie zmrużył brwi, ciekawość błysnęła mu w oku.
- Po świetnej kondycji twarzy wnioskuję, iże wasi przeciwnicy kończyli marnie, sir. - Kąciki ust niebieskookiego uniosły się do góry, lecz wiele brakowało im do pełnego uśmiechu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Pią Cze 10, 2016 1:27 am

Dziwny był to człek. Traktował ją niemalże z góry, a przynajmniej zaczęła odnosić takie wrażenie. Był w tym jednak tak swobodny, że Vance to nie przeszkadzało. Albo wychodziła z niej kobieca natura i po prostu lubiła znaleźć się pod silnym mężczyzną, albo sekret rządzących i rządzonych polegał na tym, że jedni zgadzali się na takie a nie inne traktowanie przez tych drugich.
Póki nie odwrócił wzroku i ona go nie opuszczała. Nic przy tym nie mówiła, mimo że jego odpowiedź zupełnie jej nie usatysfakcjonowała. Dzięki wojnie, też coś. Bardziej ogólnej odpowiedzi to chyba nie słyszała.
Pozostawiła jednak ten temat. Nie jej obowiązkiem było ściganie morderców, złodziei czy też innego plugastwa. Przynajmniej dopóki nie dostała takiego polecenia od swojego lorda.
- Skąd pomysł na zbroję z czerwonej stali?
Widząc jak szybko Rew pochłonął swoją porcję, przywołała dziewkę roznoszącą posiłki i zamówiła kolejne porcje. Jej w zupełności wystarczy miska kaszy, tym bardziej że nie robiła dziś nic, co wymagałoby wysiłku. Z kolei jej towarzysz nie wyglądał na takiego, co to poprzestanie na jednej misce strawy. A niech się naje do syta! Posłała ją też po kolejny dzban piwa, które znikało równie szybko.
Zabrała się za swój posiłek.
- Historia... zawsze słyszę takie pytanie. Prawdopodobnie będzie to rozczarowanie, ale nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Poszłam w ślady ojca i spełniam swój obowiązek wobec kraju. Czy musiałam być twardsza niż mężczyźni? Pewnie musiałam. Czy było to trudne? Tak. Czy było warto? Oczywiście.
Zanim zaczęła opowiadać, zaczęła mieszać w misce. Nadal to robiła, bo coś jej nie pasowało. Nie, strawa była w porządku. Coś nadal było nie tak z podróżnikiem. Był tak bezpośredni i pewny siebie. Pytał o co tylko chciał a do tego tak formułował pytania, jakby był zaznajomiony z rycerstwem, ślubowaniem, czy nawet rozkładem płci walczących fereldeńczyków.
Nie dane jej było zjeść. Pytania wymuszały na niej skupienie uwagi na rozmowie. Trudno, zje zimne. Tymczasem przyniesiono dodatkową porcję dla Rewa. Smacznego.
- Suknia i dwór... -uśmiechnęła się słysząc to pytanie. W jednym policzku zrobił się uroczy i całkiem nie rycerski dołeczek. Ale zaraz później ten uśmiech zniknął.- Ojciec mój chciał zrobić ze mnie rycerza, a matka zmarła zanim zdążyła mu to wyperswadować a mi pokazać suknie i dwór. Nie miałam więc wyboru między tymi dwoma ścieżkami, bo od zawsze przed sobą miałam jedną prostą drogę.
Napiła się piwa. Od gadania zaschło jej w gardle. Nie, nie zakręciła się jej łza na wspomnienie matki. Nie znała jej na tyle, żeby za nią tęsknić.
- Jestem rycerzem Fereldenu, a nie szlachcianką w sukni. Robię to co potrafię najlepiej.
Nie rozwodziła się dłużej i nie opowiadała historii dokładniej niż było to potrzebne. Wszak taka przelotna znajomość podczas podróży nie wymagała otwierania się i opowiadania całego swojego życia wraz ze szczegółami. Co to, to nie.
Przyjacielowi mogłaby się zwierzyć. Ale czy mogła zaliczyć Rewa do przyjaciół? Może kiedyś. Gdy już upewni się, że nie poderżnął gardła jakiemuś rycerzowi i nie zwiał z jego mieczem.
Z kolei wzmianka o buzi wywołała u niej niemałe rozbawienie. Zaśmiała się szczerze.
- Uznam to za komplement, Rew -pośrednio skomplementował jej wygląd.- Jak dotąd wszyscy byli dla mnie litościwi i raczej okładali mnie po nerkach. -uśmiechnęła się po raz kolejny. Szczerze. Spontanicznie. Było całkiem miło.- Myślę, że po prostu mnie nie doceniali. Bo czy taki ktoś jak ja może być poważnym przeciwnikiem?
Wypowiadając ostatnią kwestię nadal się uśmiechała, chociaż robiła to jedynie ustami. Spojrzenie miała już poważne i ostre. Mimo ogólnego rozbawienia w jakie teraz wpadła, nie lubiła być lekceważona na polu bitwy.
Dopiła piwo i podsunęła swój kufel Rewowi, aby uczynnie go napełnił. W końcu mogła zacząć jeść.
- Dużo pytań zadajesz. Dużo pytań, które nie przychodzą do głowy zwykłym ludziom. Jaka więc jest twoja historia? Cóż to za południe o którym wspomniałeś?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Pią Cze 10, 2016 10:45 pm

- Wspomniałem o ciekawych czasach. Na ciekawe czasy trzeba się przygotować. - Nie powiedział wprost o przyszłym konflikcie z siłami cesarstwa, ponieważ nie wątpił w inteligencję Sharian. Oczywiście, mogła ona zinterpretować słowa Rewarnira inaczej, co wyszłoby na jego korzyść. Im dalej od szczegółowego opowiadania o sobie, tym lepiej. Niemniej, Guerrin chciał porządnie przygotować się na przyszły bój. Zdawał sobie sprawę z wartości swego życia, dlatego postanowił utrudnić zadanie parszywym psom z zachodu - nie zabiją go tak łatwo! Stworzenie zbroi z czerwonej stali kosztowało majątek, samo zdobycie odpowiedniej ilości surowca wiązało się ze sporymi wydatkami. Odnalezienie mistrza kowalskiego, zdolnego wydobyć potencjał z rzadkiego metalu, należało do dalszych priorytetów rycerza, lecz zaczął on już teraz poszukiwać mistrza. Tom znalazł się na jego liście.
Mężczyzna bardzo chętnie przyjął dokładkę. Uśmiechem nagrodził Vance za miły czyn - wyglądał on paskudnie, ale był szczery. Rewarnir znów oparł ramiona na stole, złapał prawicą za drewnianą łyżkę. Tym razem spożywał znacznie wolniej.
Niebieskooki nie zareagował szczególnie gwałtownie na słowa Sharian. Przedstawiła ona swoją historię w mało ciekawy sposób. Dosyć skromnie podsumowała swoje osiągnięcia, jakby nie chciała uczynić z siebie kogoś, kto stał się jednostką wyjątkową. Rewarnir pamiętał swoją posługę rycerzowi. W czasach młodości, w których każdy dzień polegał na nabywaniu doświadczenia bojowego, uważnego słuchania rad mentora, karmieniu konia, polerowania zbroi, a przede wszystkich uczestniczeniu w bitwach, Guerrin zaznał trudów zdolnych zniechęcić najwytrwalszych. Vance była kobietą, więc jej proces osiągania tytułu musiał przypominać drogę przez mękę. Nic nadzwyczajnego - niebieskooki powstrzymał się przed oceną tej drobiazgowości.
Przynajmniej dowiedział się, że to ojciec Vance ukierunkował jej drogę życia. Ta informacja była konkretna, dlatego Rewarnir postanowił ją zapamiętać.
- Sir, jakie imię nosi wasz ojciec? - zapytał delikatnym, niskim głosem. Sharian wspomniała o śmierci matki. Czy Stwórca zabrał całe małżeństwo, czy wyłącznie żonę zacnego męża? Być może ten człowiek pozostawił po sobie coś więcej, niż znakomicie wyszkolonego potomka? Jeśli nie odszedł z tego świata, dziedzic arlatu porozmawiałby z nim. Jeżeli zmarł, być może zostawił wiedzą spisaną? Rewarnir polegał na spuściźnie starszych.

Zaktualizował swoje cele.

Bardzo nie spodobał mu się sarkastyczny koniec odzewu na komplement. Zupełnie nie spodziewał się takich słów, ponieważ skrywała się za nimi prowokacja i pewna doza lekceważenia człowieka mającego pod ręką broń. Ostre spojrzenie Vance wywołało bliźniaczą reakcję w mężczyźnie. Ten zmrużywszy groźnie oczy, natychmiast podłapał wywiercające wejrzenie czarnowłosej W tęczówkach olbrzyma zabłysła wrogość, podsycana postawą Sharian. Milczał. Przez moment nastała grobowa cisza.
Dźwięk popchniętego kufelka złamał chwile grozy. Podróżnik zerknął na niego. Pewnym ruchem wlał trunek do naczynia. Uznał on to za znak pokoju, bowiem nie godzi się bić z kimś, kto prosi o dolewkę.
- Moja historia? Hm. - Zanim zaczął, dopił piwo. Nalał sobie trzecią kolejkę. Chwilę pomyślał, chrząknął i rozpoczął monolog.
- Pochodzę z wioski Redcliffe. Dorastałem tam do dziesiątego roku życia. Cóż, bardzo szybko się dowiedziałem czym jest wojna, bo orlezjańskie skurwysyny szybko zakończyły moje dzieciństwo. Zanim zdołałem dźwignąć broń, robiłem za chłopca na posyłki. Wtedy pomagałem krajanom tak, jak mogło pomóc im dziecko.
Zwilżył gardło.
- Ale śmierć nie dopadła mnie pierwsza. Pierw przybyło znieczulenie. Zapewne sir wie, jak wygląda wojna. Dzieci szybko przystosowują się do środowiska. W końcu przestałem rzygać od zapachu i widoku rozbebeszonych trupów, zmarnowanych żołnierzy i miejsc, w których czasem spędzaliśmy noc.
- Cóż, w końcu byłem zdolny do aktywnego wspomagania naszych. Trochę powalczyłem, trochę oberwałem, trochę się nachodziłem po Fereldenie. Sporo się nauczyłem, zaś teraz próbuję przetrwać i staram się, aby każda rodzina godnie zniosła ten trudny dla nas okres. - Rewarnir był bardzo zadowolony z tej historyjki. Właściwie przedstawił o sobie prawdę, tylko delikatnie ją zniekształcił.
- Teraz załatwiam prywatne sprawy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Sob Cze 11, 2016 3:28 pm

- Nazywał się Gotfritz Vance. -odpowiedziała krótko. Nie chciała rozmawiać o swojej rodzinie. Nie więcej, niż wymagała tego uprzejmość, skoro już zapytał. Jej prywatne sprawy, były jej prywatnymi sprawami. Nawet Biafra jej nie wypytywał, ale możliwe że i tak wszystko wiedział, czy to od swego ojca, czy też po prostu znał jej historię. A dziedzic Wysokoża miałby największy interes w tym, aby wiedzieć co i jak, w końcu znajomość swoich ludzi to podstawa.

Nie bagatelizowała też wcześniej drogi, która zawiodła ją do rycerstwa. Po prostu nie była nauczona chwalić się tym, zupełnie jakby tylko ona dostąpiła tego zaszczytu. Obracając się w kręgu rycerzy i szlachty, której była podległa, naprawdę widziała się jako wojownika jednego z wielu. Czy byłoby w porządku, gdyby opisywała swoje dokonania jako wspaniałe? Przypisywanie sobie wielkich zasług, kiedy dookoła było wielu wyśmienitych wojów, nie było niczym chwalebnym. Przynajmniej nie dla niej, bo wiadomo że zawsze znajdzie się ktoś, kto wznosi peany na cześć własnego męstwa, jakby w obawie że po jego śmierci nikt tego nie zrobi.
Została źle odebrana. Jej spojrzenie nie było prowokacją, nie było pretekstem do walki. Było związane ze wspomnieniami i wszystkimi chwilami, w którym za pomocą siły musiała udowadniać, że rzeczywiście jest godna tytułu.
A Rew, jej minę odebrał jako atak. Czy więc oczekiwał, że będzie typową kobietą i uśmiechać się będzie i trzepotać rzęsami, a jej głos będzie delikatny i miły dla ucha? Tak, z tym też zmagała się na co dzień. Ładna buźka, którą często przeklinała, sugerowała innym, że Vance jest miła i słodka. Gdy więc jej mina zaczynała odbiegać od takiego wyobrażenia, odbierana była jako osoba agresywnie nastawiona. Zupełnie jakby była szczerzącym kły mabari.
No, ale po chwili groźnych i przytłaczających spojrzeń, atmosfera nieco się rozluźniła, a napięcie opadło.  Ale nie opuściło Vance dziwne uczucie, jakoby coś jej cały czas umykało. Nieswojo się czuła w towarzystwie Rewa. Nie mogła się całkiem odprężyć. Pewnie dlatego rzuciła wcześniej żarcikiem o nerkach... niestety nie poskutkowało.
- Cóż... nikt chyba nie miał tutaj lekko, ale z tego co słyszę, musisz być dobrym człowiekiem -zajęła się opróżnianiem drugiego kufelka. Dość szybko jej to szło, pewnie dlatego, że więcej słuchała niż sama mówiła.- dzieciństwo... to brzmi dla mnie jak abstrakcja. Mam tylko pewne wyobrażenie o tym, jak by mogło wyglądać. Myślę, że byłoby pełne śmiechu i beztroskiego biegania na boso przez łąki i lasy. Wspinanie się aż po czubki drzew i wskakiwanie do rzeki. Leżenie w słońcu i oglądanie chmur na niebie. Stanie w deszczu i ociekanie błotem. Bura od rodziców za zniszczenie odzienia... tak to sobie wyobrażam
Opowiadając to wszystko uśmiechała się do wizji, które roztaczała przed samą sobą. Wodziła palcem po krawędzi kufla, przechylając go niebezpiecznie na boki.
- Czy tak mogłoby wyglądać dzieciństwo, gdybyśmy nie zostali go pozbawieni? -możliwe, że brzmiała nieco naiwnie, zupełnie jakby była nieopierzonym podlotkiem. Ale na marzenia nigdy nie jest za późno.
- Marzy mi się Ferelden, w którym dzieci nie muszą bać się o swój los i nie muszą dorastać wśród zgliszczy i śmierci. Marzy mi się silny i niepodległy kraj, który napawałby tych przeklętych orlezjan trwogą. -piwo w jej kufelku od chwili czy dwóch było jedynie wspomnieniem.- Marzy mi się, aby czas miecza i topora przeminął. Z tego co mówiłeś, myślisz dość podobnie. Prawda?

- Twoja historia mnie zasmuca, drogi przyjacielu -była co prawda jeszcze przed trzecim kufelkiem, ale nazwała towarzysza przyjacielem. Pewnie przez jego opowieść. Albo przez wspólne picie. A może jedno i drugie.- Ale i dodaje mi sił do walki. Dziękuję, że mi ją opowiedziałeś.

Już jakiś czas siedzieli w gospodzie. Deszcz na zewnątrz powoli cichł, a i coraz mniej ludzi siedziało przy stołach. Zapadał zmrok, ludzie wracali do swoich chałup, aby udać się na zasłużony odpoczynek i nabrać sił do walki z przeciwnościami losu, które napotkają następnego dnia.
Czy i ona powinna ruszyć w drogę? Jeśli wypije jeszcze trochę piwa, będzie lepiej, jeśli zostanie na noc w gospodzie.
- Ciekawe czasy... wolałabym abyś nigdy nie znalazł się w ciekawych czasach. Ani ja. Ani nikt inny. Ale nie mając innej możliwości... tak, warto być przygotowanym. -droga do lepszego życia nie była prosta, nie była przyjemna i nie była czysta. Ale ciekawa z całą pewnością.
- Idziesz więc jutro do Toma, aby zasięgnąć jego opinii. Masz już plany na dalszą podróż?
No przecież nie wyskoczy jak Fylyp z konopii i nie powie, że akurat zmierza do Wysokoża, bo jest ciekawy tamtejszych widoków.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! Today at 9:22 pm

Powrót do góry Go down

[Publiczna | Okolice Twierdzy Kinloch] Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Okolice Opuszczonego Reaktora
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Pozostałe tereny-