Dragon Age

Share
















[Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Sro Maj 25, 2016 10:12 pm

O przyjeździe dziedzica Wysokoża mówiono bezustannie od kilku dni. Nikt nie spodziewał się kruka, który przynosił wieści spisane piórem Cuslandów, a co dopiero zapowiedzi wizyty następcy teyrna. Bez względu na stare waśnie, uprzedzenia i niechęć, zarządzono bogate powitanie lorda Biafry i jego świty, dlatego też służba pracowała w pocie czoła, a szlachetne damy zamieszkujące siedzibę rodową Howe'ów stroiły się przed lustrami, prawdopodobnie prześcigając się w domysłach która tkanina oraz jaki fason na dłużej przykuje wzrok dziedzica Cuslandów.
Tego dnia dokuczała niespodziewanie podwyższona temperatura, a wiatr hulał po szerokich korytarzach przez otwarte na oścież okna. Stoły uginały się od bogatej zastawy, a służki w pośpiechu co rusz przesuwały misy, przekładały kielichy, niepewne czy spełniły wizję perfekcyjnej arlessy. Czuć było pewnego rodzaju poddenerwowanie, które zawisło w dusznym powietrzu, lecz nikt nie ośmielił się nawet spróbować załagodzić pełną niewiadomych atmosferę.
Aeryn - w przeciwieństwie do swoich sióstr, krewniaczek i co bliższych służek - nie wyglądała ze zniecierpliwieniem przez okno, chichocząc oraz wzdychając nad postawnymi mężczyznami, za którymi jak wiadomo panny sznurem. Wykorzystała tę chwilowe zamieszanie, kiedy po komnatach prywatnych, należących do rodziny Howe, rozniosły się wieści, iż dziedzic Wysokoża jest już blisko i wymknęła się z tych tłocznych pomieszczeń do opustoszałej, cichej biblioteki. Altarisowi przypadł zaszczyt powitać Cuslanda w skromnych, rodowych progach, dlatego też czuła się usprawiedliwiona, że zamiast upinać swoje lśniące blond loki w wymyślne fryzury, woli wygrzebywać z zakurzonych półek tomiszcze. Po szybkiej kalkulacji, kiedy odnalazła pożądane książki, dźwignęła je pod pachę i raz dwa pognała do swoich komnat.
Była w połowie korytarza, kiedy do jej uszu doszedł głos Altarisa. I nie tylko jego. Decyzję podjęła w ułamku sekundy, nie zastanawiając się nad konsekwencjami; czmychnęła za pobliski filar, zagryzając od środka policzki, co by przeczekać, aż goście i brat przejdą, a ona będzie mogła bezkarnie wrócić do swoich komnat, nie przyłapana na wymiganiu się od ceregieli. Ale w życiu nie wszystko szło po jej myśli i chyba sam Stwórca postanowił z biednego dziewczęcia zakpić. Podmuch wiatru wprawił w ruch lekki materiał sukni i nie trzeba było być bystrym obserwatorem, aby dostrzec, jak zza rogu, który właśnie się mijało powiewa atramentowa suknia. W tym momencie jej spojrzenie musiało się spotkać czy to ze wzrokiem Cuslanda, czy Altarisa, a świadomość tego sprawiła, że opasłe tomiszcza wypadły z rąk Aeryn i z hukiem uderzyły o posadzkę, niosąc echem wszystkie dowody zbrodni. Nie jedna na jej miejscu oblałaby się teraz rumieńcem niczym dorodna piwonia, ale Aeryn tylko dygnęła.
- Lordzie Cusland, to przyjemność móc Cię poznać osobiście.
Bez zająknięcia, bez nieszczerej nuty, wyartykułowała poszczególne słowa i jak gdyby nigdy nic schyliła się, aby pozbierać książki. Nie była damą, której spadnie korona z głowy, kiedy osobiście sięgnie po to, co opuściła, dlatego też ruchem dłoni zatrzymała służki, które towarzyszyły orszakowi gości i już chciały rzucić się na ratunek, bo biedne tomiszcze upadło i leżało tak bezradnie na posadce.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 12:20 am

Zawiesił tu i tam oko, spoglądając po zamkowych damach i dziewczętach, widząc, jak się stroją i starają, by wyglądać jak najlepiej, a potem rumienią i wzdychają. Największa prawda na świecie jeśli chodziło o kobiety i mężczyzn - mężczyźni chcieli być mężczyznami, a kobiety chciały być kobietami. Mężczyźni chcieli uchodzić za silnych, odważnych i zaradnych, a kobiety chciały być kobiece. Zdobywane, ubóstwiane i by im schlebiano. Altaris na chwilę uniósł kąciki ust. Bywał na ważniejszych spotkaniach i ucztach - na balach w Val Royeaux i Val Chevin. Teraz jednak było to ważne, bo działo się tutaj, w Amarancie. A Cousland, chociaż dziedzic Wysokoża, nie miał teraz oficjalnej władzy nad Amarantem, jeśli znajomość polityki Altarisa nie zawodziła. W Amarancie ustanowiono nową stolicę. Przecież.

- Jeśli Ci to odpowiada, lordzie Biafro, udamy się prosto do sali biesiadnej. Moja pani matka osobiście się do tego przykładała. W końcu, wypada Cię ugościć z jak największym szacunkiem - mówił spokojnie i z powagą. Wręcz z owym szacunkiem w głosie. Nie był prześmiewczo miły, czy żartobliwy w swym tonie. Mówił jak na polityka przystało - stabilnie, pewnie i głośno, ale nie szybko ani zbytnio emocjonalnie. Wtedy też niczym żagiel jego ulubionego ze statków - Wschodniego Wichru wyfrunęła tkanina atramentu. Altaris zmarszczył brwi, samemu ruszając kilkukrotnie barkami, upewniając się, że jego czarny pancerz, nazywany Czarną skórą Króla Niedźwiedzi Melorna leży dobrze i wygodnie. Zatrzymał się przed siostrą, prowadząc obok siebie Biafrę, za plecami mając dwójkę z Przebudzonych - Maegora i Borda. Cichych, starych i barczystych. Obok każdego z nich dreptały posłusznie zwierzęta - dwójka mabari. Słysząc słowa Aeryn uśmiechnął się mimowolnie. Dobrze. Widząc jednak, jak schyla się po książki, postanowił zignorować etykietę i to, jak powinien zachowywać się dziedzic arlatu. Również schylił się ostrożnie po księgę i postanowił podnieść te najcięższe, ujmując je na piersiach w uścisku. Uśmiechnął się szeroko do siostry, po czym odwrócił się do Biafry, z delikatnym uśmiechem mówiąc - Lordzie Biafro, moja siostra, panienka Aeryn Howe. Droga siostro, dziedzic Wysokoża, lord Biafra Cousland. Zechcesz nam towarzyszyć, siostro? - zapytał na samym końcu z dozą niepewności, marszcząc czoło. Nie wiedział, czy to nie byłoby za dużo dla takiej kruchej osóbki. A może właśnie tego jej było trzeba?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 1:21 pm

Prędzej czy później Biafra musiał pojawić się w Amarancie. Jeżeli nie ze względu na przyjemności to z czystego obowiązku. W końcu arlat i teyrnir graniczyły ze sobą (do niedawna Amarant był częścią Wysokoża) i chociaż teraz oficjalnie arlat funkcjonował samodzielnie, to jednak Biafra postanowił przyjechać i sprawdzić jak się sprawy mają. Poza tym w Amarancie był tylko raz odkąd miasto to zostało oficjalnie stolicą Fereldenu.
Kruki wysłał nieco wcześniej, aby ród Howe mógł się odpowiednio przygotować na jego przyjazd. Nikt nie przepada za niezapowiedzianymi gośćmi, a już zwłaszcza gdy gościem tym jest członek rywalizującego rodu. A ród Couslandów niewątpliwie do takowego się zaliczał.

Biafra oczywiście nie przyjechał sam. Chociaż nie spodziewał się większych komplikacji, to jednak głupim byłoby pojawienie się samotnie, bez nikogo przy boku. Tak też wraz z nim pojechała pani rycerz oraz Syriusz, która jak zwykle robiła mu za ochronę i nie odstępowała go na krok. Biafra przez chwilę rozważał zabranie także Marisy, jednakże ostatecznie nie zdecydował się na to. Lepiej niech zostanie w Wysokożu. A on zaoszczędził sobie narzekań ojca, który to najpewniej stanąłby na głowie, byleby tylko jego dzieci nigdzie nie wyjeżdżały.

Amarant powitał go tak jak powinien. I chociaż był już tu wcześniej, to jednak rodowa siedziba Howe'ów wydawała mu się nieco inna, niż ją zapamiętał. Ale był wtedy zdecydowanie młodszy, więc różnice były oczywiste.
- Lordzie Altaris - Biafra skinął mu głową na powitanie. - Sir Sharian Vance z Wysokoża.
Przedstawił i wskazał gestem ręki na panią rycerz. Chociaż nie była im równa statusem, to jednak jako rycerz należała do niższej szlachty, co za tym idzie, uprzejmym było przedstawienie jej gospodarzowi.
Mężczyzna ponownie skinął głową i ruszył w ślad za Altarisem, by po chwili wyłapać spojrzenie drobnej niewiasty, która to chwilę później okazała się być siostrą Altarisa, Aeryn Howe. Im dłużej się jej przyglądał, tym więcej podobieństw między nimi zauważał, więc nie dało się ukryć, że jest to młoda Howe'ówna. Jako, że jej brat ruszył z pomocą i zaczął podnosić książki, Biafra nie czuł już obowiązku aby uczynić podobnie, więc jedynie czekał, aż cała sytuacja dobiegnie końca.
- Cała przyjemność po mojej stronie, lady Aeryn - odparł serdecznie . - Liczę, że do nas dołączysz, twoje towarzystwo uznaję za wręcz niezbędne.

Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy kolejny uśmiech, który zagościł na twarzy mężczyzny było spowodowane szczerą sympatią i pogodą ducha, czy też doskonale wyuczonym gestem, który przeznaczony był właśnie do takich chwil.
- Lordzie Altaris - ponownie skinął głową, bardziej w zapytaniu, czy mogą już kontynuować wyprawę do sali biesiadnej, o której wspominał.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 3:40 pm

Ochroniarz krok w krok szła za swoim pryncypałem. Poruszała się, mimo płytowego kirysu i łuskowego płaszcza niemalże bezgłośnie, stawiając stopy lekko i sprężyście na kamiennej posadzce. Szable, spoczywające spokojnie w pochwach obijały się o uda, zaś szpic włóczni wystawał znad ramienia. Spod hełmu i chusty widać było tylko zimne, czujne oczy.

Opancerzenie skutecznie uniemożliwiało dokładniejsze ocenienie jej pod wieloma względami.  Całość tuszowała jej sylwetkę, nie pozwalała stwierdzić płci czy wychwycić innych szczegółów, które mogłyby cokolwiek powiedzieć. Syriusz bardzo to odpowiadało.
Mimo wszystko zdawała sobie sprawę, że Biafra patrzył na to raczej krzywo. Dyskusje na ten temat prowadzili wielokrotnie, a i tak sprawa wracała przy wielu okazjach, jak sójki po zimie. Na razie stanęło na tym, że po zamku w Wysokożu poruszała się bez zbroi. I, że przy bardziej wytwornych okazjach ubierała się nieco bardziej... wyjściowo.

Podobno odwiedziny w Amarancie były właśnie taką okazją. Sęk w tym, że cała trójka - ona, Biafra a także i sir Vance (która także towarzyszyła Lordowi z nieznanego Syriusz powodu) dopiero co przybyła, a Lord Altaris powitał ich i niemalże z marszu wprowadził do środka.
Właściwie, to kobiecie bardzo to odpowiadało.  

Szli tak, kilkuosobową grupą korytarzem, z towarzyszącymi im przybocznymi Howe'a oraz dwoma psami. Syriusz obserwowała mabari kątem oka, przyglądając się ruchom mięśni pod skórą, uszom, ogromnym łapom i pyskom, na tyle dużym, by bez problemu połknąć całą jej dłoń, może nawet z częścią przed ramienia.
Były piękne. Solidne, nieco kanciaste, odrobine zaślinione, ale wciąż cudowne.

Pojawienie się przed nimi, pozornie znienacka, młodej dziewczyny odwróciło uwagę ochroniarz od zwierząt. Była, obiektywnie rzecz biorąc, całkiem ładna. Przypominała Syriusz kwiat, który spotykała w ojczyźnie - wiotki, blady, często w całości zagrzebany w gorącym piachu. A jednak na tyle silny, by móc przetrwać w najgorszych warunkach.
Obejrzała ją powoli, taksująco, dłużej zatrzymując się na oczach i twarzy dziewczyny. Po chwili znów utkwiła zobojętniałe spojrzenie w przestrzeni przed sobą. Młódka - siostra Lorda Altarisa, z tego co właśnie słyszała - nie stanowiła na razie żadnego zagrożenia. Na pewno nie większego, niż jej brat. Wargi Syriusz drgnęły lekko w sardonicznym uśmiechu, niedostrzegalnym pod chustą.

Äsagore osobiście miała nadzieję, że cała ta kurtuazyjna wycieczka przebiegnie bez komplikacji - przyjadą, porozmawiają i wyjadą. wolała jednak pozostać czujną. Jeśli Howe'owie coś planowali, raczej nie zamierzali przystąpić do realizacji w tym momencie.  Jej pryncypał był tutaj gościem. Pytanie brzmiało nie czy, ale kiedy nim być przestanie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 5:58 pm

To, że Syriusz nie miała pojęcia dlaczego Vance pojechała z nimi to jeszcze nic dziwnego. Była zwykłym najemnikiem, więc nie musiała wiedzieć więcej, niż zechciał powiedzieć jej lord.
Ale, że sama Vance nie miała pojęcia w jakim celu została zabrana do Amarantu, to już było to nieco niepokojące. Ostatnimi czasy lord zadawał jej coraz dziwniejsze zadania, coraz mniej związane z tym, kim była. Zupełnie jakby testował jej cierpliwość. A cierpliwość kiedyś się wyczerpuje...
Podróż do Amarantu nie była jej na rękę. Zupełnie nie uśmiechało się jej przebywać w domu zdrajcy. Ale czym jest jej zdanie w obliczu rozkazu lorda? No właśnie, puchem marnym.

Słuchała w milczeniu powitań. Obserwowała przy tym mabari, ale z zupełnie innym nastawieniem niż Syriusz. Vance... nie była entuzjastką tych stworzeń. Głupio przyznać, ale zawsze się ich trochę bała, a one to wyczuwały. Nic więc dziwnego, że Sharian zdecydowanie więcej uwagi poświęciła obserwowaniu tych strasznych stworzeń, niż chociażby tej młodej blondynce o aparycji lalki, która mimo delikatnej budowy potrafiła narobić wiele hałasu i zamieszania.
Dopiero, gdy Cousland przedstawił ją, nieco niepewnie odwróciła wzrok od krwiożerczych bestii. Zdecydowanie nigdy nie będzie miała czegoś takiego u siebie. Nigdy w życiu.
- Lordzie Altarisie, lady Aeryn -skinęła im na powitanie. Przy okazji dowiedziała się kim jest owo drobne dziewczątko. To znaczy, podejrzewała wcześniej, że należy do Howe'ów, ale teraz została w tym upewniona.
Spojrzała na swojego lorda. Czy i ona miała im towarzyszyć podczas spotkania? Pomimo niechęci do samego rodu, była ciekawa zachowania jego członków.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 7:17 pm

Cofnęła dłoń, którą wyciągała po książkę; dokładnie tę samą, którą dosłownie sprzed jej nosa zgarnął Altaris. Uśmiech, zaadresowany do starszego brata, uwidocznił dołeczki w policzkach dziewczęcia; szczerze ich nienawidziła. Zbyt bardzo zdradzały jej prawdziwe odczucia, a nie było to pożądane na szlacheckich salonach.
Przez chwilę jej spojrzenie skakało od twarzy Altarisa, na lica Biafry. I o ile co do intencji tego pierwszego nie miała najmniejszych wątpliwości, tak ton głosu dziedzica Wysokoża gotowa była poddać w wątpliwość. Być może to tylko niepotrzebna podejrzliwość, którą wpajali w nią od małego rodziciele.
- Drogi bracie, lordzie Cousland, z przyjemnością dołączę.
Zaświergotała, a opasłe tomiszcza powierzyła jednej ze służek, prosząc, aby odłożyła zielnik do jej komnat. Na stolik, przy oknie. Nie chcąc już nadużywać niczyjej cierpliwości, dołączyła do orszaku gości, który zmierzał do sali biesiadnej, gdzie prym w ceregielach prawdopodobnie wiódł Altaris, a Aeryn wiernie go wspierała chociażby samą swoją obecnością.
To chyba oczywiste, że sala wypełniona była pomniejszymi szlachcicami zamieszkującymi Amarant, a także przedstawicielami rodów podległych arlatowi Howe'ów. Byli dalsi oraz bliżsi krewni arla i arlessy, zwłaszcza licznie przybyły przedstawicielki płci pięknej, które chciały dzisiejszego popołudnia zabłysnąć. Ich dźwięczny śmiech stanowił kontrast dla oficjalnych tonów. Po uprzejmościach, na znak Altraisa, zaproszono wszystkich do suto nakrytych stołów. Gdzieś w kącie sali, przy harfie, niewiasta grała cicho spokojne, pogodne melodie, acz obecność na sali instrumentów słusznie podpowiadała, że kiedy skończy się ucztować, a na stołach pojawią się lżejsze potrawy i niebanalne napitki, rozbrzmi również muzyka zapraszająca do tańców. Bo wszak gdzie indziej, niż na parkiecie, najlepiej rozprostować kości zmęczona od wielogodzinnej jazdy oraz tkwienia w jednej, tej samej pozycji?
- Mam nadzieję, lordzie Cousland, że podróż minęła bez większych przygód?
Siedzieli blisko siebie, przy jedynym stole, Aeryn czuła więc swoistego rodzaju presję, aby odezwać się i przerwać zmowę milczenia. Znała historię, była świadoma nieciekawej przeszłości, która łączyła ich rodziny, nie mniej nie czułaby się komfortowo, gdyby słowem nie odezwała się do mężczyzny, traktując go jak powietrze bądź nie do końca urodziwą ozdóbkę w sali. W takich momentach jak ten etykieta tylko ją drażniła. Bo co stało na przeszkodzie, aby uśmiechać się do Biafry szczerze, pogodnie, nie zaprzątając sobie głowy tym, że on może ja traktować jako niegodną tytułu i ziem? A kiedy zdała sobie sprawę, że kąciki jej ust drgnęły i ułożyły się w ciepły uśmiech, wiernie obrazujący to, o czym właśnie głosiły jej myśli, lekko potrząsnęła głową i uciekła wzrokiem, jakby obraz na ścianie, gdzieś ponad głowami siedzącego naprzeciw wujostwa, wydał się nad wyraz interesujący.
Głupiaś, Aeryn.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Maj 26, 2016 8:30 pm

Po oficjalnym przeprowadzeniu małego pochodu, wyprostowany Altaris wkroczył do otwierającej się przed nim sali - sali dużej, można by powiedzieć - ogromnej, chociaż w porównaniu do tych sal, w których biesiadowano w Orlais, była zwykłą salą biesiadną. Rozmiarami według Altarisa większa od tej w Denerim, a królowała tu biel - wysokie kolumny łączące się łukami pod sufitem, kilka kamiennych balkonów i balustrad. Altaris szedł, wyprostowany i uśmiechnięty, prezentując się zapewne wspaniale w swojej pełnej zbroi, przy towarzystwie bojowych psów mabari - Arada i Garona, dwóch, pełnych czerni niczym czysta noc bez księżyca maszyn do zabijania. W ich małym korowodzie szli także w dwójce Maegor i Bord - członkowie jego elitarnej gwardii, która była jego najlepszą formą obrony. Niektórzy, którzy nie znali Altarisa, stwierdziliby, że coś jest nie tak i ma paranoję na tym punkcie. Cóż. On wolał stwierdzenie, że jest dobrze przygotowany, gdy spoglądając chwilowo na Biafrę uśmiechnął się szeroko w szczodrym uśmiechu. Wchodząc do sali napotkał spojrzenie seneszela, który zajęty był swoimi Orlezjańskimi sprawami, a także jego córki, której posłał pojedynczy uśmiech - Oszczędzę Ci tej rozmowy i zabiorę Cię prosto do stołu. Rozmowa z rodziną naszych protektorów to chyba ostatnia rzecz, na jaką masz ochotę po podróży - wypowiedział te słowa szybko i pewnie, być może zbyt śmiało nachylając się ku Biafrze, by nikt spoza ich najbliższego otoczenia tego nie usłyszał.

Poprowadził cały orszak do długiego stołu, gdzie krzesło na szczycie stołu zostało puste, a on usiadł od razu z brzegu po jednej stronie, dłonią pokazując Biafrze miejsce na przeciwko, na równi z nim w geście symboliki - Skoro oficjalnie powitano Was w można by powiedzieć moich progach, lordzie Biafro i sir Sharian, można zasiąść do stołu. Wasza podróż została niemalże zatuszowana przez przyjęcie, które postanowił wyprawić seneszel. Mnie jednak nie interesują teraz przyjęcia... Bord, niech zagrają - nachylił się na chwilę do ucha swojego Przebudzonego, który gdzieś zniknął. Drugi stał dwa kroki za jego plecami, a grzbiety mabari widać było zza stołu, gdzie leżały koło krzesła swojego pana. Naturalnie, miejsce tuż obok, zostało zarezerwowane dla Aeryn. Na jeden z balkonów wmaszerowało barwnie ubranych kilku grajków z różnymi instrumentami - skrzypcami, bębenkami i innymi, których Altaris nie znał, by zagrać melodię. Melodię, którą czasami tutaj grywano.

W sali faktycznie było wiele osób i część, idąc za przykładem Altarisa i samego lorda Biafry, syna teyrna, zasiadła do stołu. Na drugim końcu na samym szczycie siedział już seneszel, w towarzystwie Orlezjańczyków o nałożonych na twarze maskach, a także najbardziej wiernej okupantowi szlachcie. Altaris słysząc, jak zaczęto grać melodię uśmiechnął się słodkim, rozpływającym się uśmiechem. Niemalże w tym samym momencie, jak grupa grajków podjęła śpiew. Spoglądając na Biafrę i Aeryn, zauważył, że ta podjęła rozmowę. Niech ma swoją chwilę. W celu zapewnienia porządku i ochrony przy każdym wejściu stali uzbrojeni strażnicy Amarantu, a ich tabardy były równie krwiste, co spływające po białych ścianach flagi i banery.

- Sir Sharian, oczywistym jest, że my, Fereldeńczycy, jesteśmy odważni i bitni, ale powiem szczerze, że pierwszy raz spotkałem się z kobietą, która została rycerzem. Ty zapewne cały czas spotykasz się z takimi uwagami, ale proszę, panienko Sharian, opowiedzieć mi, jak to się stało, jeśli nie stanowi to zbytniego trudu, lub nietaktu z mej strony. To czysta ciekawość - pokiwał głową, spoglądając prosto w jej oczy, krzyżując spojrzenia tej czwórki na biegunach Biafra - Aeryn i Altaris - Sharian. Ochroniarz Biafry go nie interesował, bo zwyczajnie był ochroniarzem, tak jak Bord czy Maegor. Nie mili rozmawiać, a ochraniać. Spoglądając zatem na Sharian, uśmiechnął się tylko delikatnie. W sumie dawno z nikim nie spałem. Pokaż, z jakiej stali wykuto te biodra, sir Sharian Vance rozmarzył się, że aż prawie kazał posłać Maegora po rozkuwacza zbroi.

Rozejrzał się tylko szybko, by upewnić się, że każdy jest na swoim miejscu. Każdy siedzi tam, gdzie miał siedzieć. On był gospodarzem Biafry, lecz nie było to jego przyjęcie, bo nie on sprawował tutaj władzę. Jednakże teraz również i Aeryn powinna się wykazać i zadbać o to, by dobrze sprezentować Amarant. Mam nadzieję, że podadzą dzika. Nic nie smakuje tak dobrze, jak spalone prosiaki, nabite na kij.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Sob Maj 28, 2016 10:31 am

Trzeba było przyznać, że nie tego spodziewał się Biafra, przyjeżdżając do Amarantu. Zwłaszcza, że wcześniej dał znać, że zamierza odwiedzić dom Howe'ów. Być może jednak nie dość konkretnie poinformował o tym, że będzie chciał przedyskutować parę spraw i zaciszu. A może właśnie wszystko zostało zrozumiane dobrze, dlatego seneszal postanowił właśnie w dzień jego przyjazdu, wyprawić sobie przyjęcie w siedzibie rodowej niedźwiedzi. Wszystko to było zastanawiające i Biafra zdecydowanie pochwalił się w duchu, że wziął ze sobą sir Vance oraz Syriusz. Może to niewiele, ale gdyby co, to ich trójka mogłaby utorować drogę ucieczki, gdyby wymagała tego konieczność.

Biafra był osobą, która nie nosiła pełnej płyty, gdy nie wymaga tego absolutna konieczność, czyli wtedy, gdy rusza do boju. dlatego też nie do końca rozumiał jak Altaris Howe ma zamiar siedzieć cały czas w pełnej zbroi. Z drugiej jednak strony, przyjazd do Amarantu bez jakiejkolwiek ochrony też wydawał się głupim pomysłem. Mało to rozbójników kręci się teraz po okolicy. Dlatego też Cousland miał na sobie skórzaną przeszywanicę wykonaną na zamówienie. Była ona dopasowana do jego sylwetki, z grubej, wytrzymałej skóry. Na piersi dumnie prezentował się herb rodowy. Przy pasie naturalnie znajdowała się mizerykordia, która nieużywana służyła jako całkiem zgrabna ozdoba i dopełnienie jego wizerunku.

Na słowa o oszczędzaniu rozmowy z seneszalem, Biafra jedynie przytaknął i dał się poprowadzić do odpowiedniego stolika. Tych, którzy to się z nim po drodze witali, zaszczycał skinieniem głowy i niewielkim uśmiechem.
- Nie interesują cię przyjęcia, lordzie Altarisie - odezwał się w końcu Cousland, gdy zajął swoje miejsce. - A jednak pierwszym co zrobiłeś od mojego przyjazdu, było przyprowadzenie mnie na jedno z nich.
Biafra uśmiechnął się nieznacznie. Altaris Howe, jedno mówił, drugie robił. A myślał pewnie też co innego. Zdecydowanie bardziej pasowałby do możnych Orlais, niż do Fereldenu, gdzie bezpośredniość idzie w parze z uporem i bezwzględnością. Zwłaszcza w przypadku polityki.
Nie oczekiwał od lorda żadnej odpowiedzi, gdyż do rozmowy porwała go już jego siostra. Może to i lepiej.
- Nic, co byłoby warte twojej uwagi, lady Aeryn - odezwał się do niej serdecznie i na jego twarzy pojawił się zdecydowanie większy uśmiech. - Muszę przyznać, że wyrosłaś na wyjątkowo urodziwą damę.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Sob Maj 28, 2016 11:58 pm

Vance czuła się w zbroi jak ryba w wodzie i zdecydowanie bardziej ceniła sobie czas walki niż przyjęć, szczególnie takich zupełnie niespodziewanych.
Wizyta w Amarancie zaowocowała uczestnictwem w uczcie. Samo w sobie nie byłoby to złe, gdyby tylko wśród ucztujących nie było orlezjan. Po przekroczeniu progu komnaty i zorientowaniu się w sytuacji, zacisnęła usta w cienką kreseczkę, a dłonie w pięści. Po chwili jednak jej wyraz twarzy się zmienił, zagościła na niej obojętność. Nie był to czas na jakąkolwiek akcję. Przynajmniej dopóki nie uzna tak Biafra.
Znalazła się więc na niepewnym gruncie. Skórzany pancerz nie był piękną suknią, ani budzącą respekt, błyszczącą jak psu jajca zbroją. Miała przy sobie topór. Czemu nie wzięła swojego Pogromcy? Nie był to bowiem czas na pogrom. Póki Biafra nie nakaże.
A topór wzięła bo... wygląda kozacko. Czas na pokaz siły.
Ah, miała też pierścień po matce zawieszony na łańcuszku. Niebieski kamień całkiem ładnie prezentował się na skórze.

Cousland zajął się młodą siostrą Howe'a. Vance westchnęła i przewróciła oczami. Typowy Biafra. Zawsze miły dla pięknych i młodych dziewcząt. A one zawsze wzdychały i trzepotały rzęsami. Robiło się to nudne, a przecież Vance wcale tak dużo z lordem nie przebywała. Gdyby ktoś musiał się skarżyć, zrobiłaby to Syriusz. Ona z pewnością się więcej naoglądała.

Zaskoczeniem było zainteresowanie Altarisa jej skromną osobą.
- Myślę, że sir jest bardziej na miejscu niż panienko -odparła ze spokojem.- Byłabym wdzięczna za taką formę, lordzie Altarisie.
Nie była panienką. Słowo zabrzmiało w jej uszach jak obelga. Była rycerzem, psiajucha!
- Zapewniam Cię, lordzie, że zostałam rycerzem w taki sam sposób, jak każdy inny rycerz w Fereldenie. Nie było w tym nic nietypowego -czy powinna opisywać całą procedurę, żeby zadowolić dziedzica Amarantu?
Naprawdę nie miała tu żadnej ciekawej historii do opowiedzenia. Nie legła z królem żeby zrobił z niej rycerza. Nie legła z nikimkolwiek żeby stać się rycerzem.
Ciężki trening, umiejętności na najwyższym poziomie, wspierający a wręcz czuwający nad całym procesem ojciec. Nic nadzwyczajnego.
- Jeśli jesteś tego naprawdę ciekawy, możesz się ze mną zmierzyć, lordzie -oparła łokcie na stole a brodę ułożyła na splecionych dłoniach. Nachyliła się nieco nad stołem w kierunku Altarisa. Pierścień dyndał wesoło. Vance uśmiechnęła się do lorda.
- Za pierwszym razem słyszę, że miałam szczęście. Za drugim, że warunki były mi łaskawsze. Dopiero po trzecim razie zazwyczaj inni wojownicy przyznają, że zasłużyłam na tytuł. Przez to, że jestem kobietą, muszę obijać niedowiarków więcej razy, niż gdybym była mężczyzną udowadniającym swoją wartość -najprostszy sposób na przekonanie do siebie innego rycerza? Pokazanie tego, co się potrafi. Siłą i Godnością Osobistą, no chyba, że inaczej się pięści nazwało.
- A ty, lordzie, po ilu razach odkryłbyś moją wartość? I czy zechcesz sprawdzić to osobiście, czy raczej uwierzysz na słowo? -była niemal pewna, że Altaris nie złapie przynęty. Z tego co się orientowała, walka nie była jego mocną stroną. A gdyby jednak zdecydował się stanąć do pojedynku... z przyjemnością pogruchotałaby mu kości.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Nie Maj 29, 2016 9:43 pm

Sala była pełna ludzi - pełna orlezjańczyków, fereldeńczyków, masek, instrumentów. Pełna także polityki i potencjalnych zamachowców, którzy chętnie skróciliby Biafrę o głowę.
Ale, najwyraźniej ludzie byli póki co za mało pijani, by tego próbować. Albo - wyjątkowo - nikt tego w planach póki co nie miał.
Skrzywiła się lekko pod chustą. Za dużo kierunków, w jakim mogło się to potoczyć, a ważny był moment obecny. Zbliżyła się jednak nieco do pryncypała, jej dłonie spoczęły na głowniach shamshir. Na wszelki wypadek.

Wszyscy zasiedli do stołu. Ochroniarze zajęli swoje miejsca, psy legły przy ławie, z wyraźną nadzieją wymalowaną na pysku, że coś im skapnie. Uczta miała się zacząć niebawem, chociaż tak po prawdzie Syriusz niewiele to obchodziło. Na razie stała i pilnowała, to było jej zadanie.

Kątem oka obserwowała snujących się wokół ludzi, jednym uchem słuchała dialogów Wysokoże-Amarant. Większą uwagę poświęcała w tej chwili psom, szczęśliwa, że nie widać tego, jak mimowolnie się uśmiecha. I tego, że uśmiech spełza z jej warg, gdy przez ogólny szum przebił się ostry głos Sharian, wyraźnie prowokującej dziedzica Howe'ów. Oraz Howe'a, który chciał... nie, dość. Nie warto było się zagłębiać w dyskusje tych na górze.
Nie. Syriusz nie cierpiała takich spędów. Bardzo.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Pon Maj 30, 2016 4:00 pm

Każdy miał inne oczekiwania - Biafra i jego przyboczni woleli kameralne spotkanie, Altaris pozbawioną kurtuazji rozmowę, a goście w Amrancie - w tym także z Orlais - domagali się zobaczenia dziedzica Couslandów przy jednym stole. Ciężko było zaspokoić każdego, stąd te kompromisy. Stąd muzyka, która grała na tyle subtelnie, co by być miłym dodatkiem do posiłku, a jednak wystarczająco głośno, aby móc prowadzić intymniejsze konwersacje. Stąd wielkie misy, przysłaniające osobom z dwóch skrajnych końców poszczególne, interesujące sylwetki.
Biorąc pod uwagę to, jak osobliwie prezentowało się najbliższe otoczenie Aeryn, dziewczę miało prawo czuć się perełką - zamiast zbroi czy przeszywanicy, lekka, zwiewna suknia, której materiał układał się miękko rysując powabne fale sylwetki. Nie miała przy pasie miecza, ale za to wpiętą we włosy opaskę zdobioną drobinkami kamieni szlachetnych; iskrzyły się ona w świetle podobnie jak oczy Aeryn. Nie ciężkie buty, a drobne pantofle, przez co jej kroki były bezszelestne oraz prężne.
Przez chwilę przyglądała się z zaintrygowaniem wymianie zdań pomiędzy sir Vance, a Altarisem, aczkolwiek jej uwagę skradł Biafra. Zignorowała te zalotne uśmiechy, jak i chichoty, którymi co odważniejsze damy chciały skusić spojrzenie dziedzica Wysokoża.
- Och. Nudne podróże muszą być chyba najgorsze, Lordzie Cousland.
Pozwoliła sobie zauważyć, oplatając palcami kielich, kiedy zarządzono wypicie zdrowia dostojnych gości. Aeryn dołączyła się do toastu, zbliżyła naczynie do ust oraz umoczyła w nim wargi, jednocześnie upijając łyk. Nie przepadała za tym cierpkim posmakiem, choć wyjątkowo dzisiaj ktoś - ciekawe kto! - wiedział gdzie będzie siedzieć i sprezentował panience Howe słodsze wino.
Na uśmiech odpowiedziała uśmiechem, przy czym jej oczęta zatrzymały się na dłużej na surowych liniach profilu mężczyzny.
- Pochlebiasz mi, Lordzie Cousland. Zaraz spłonę rumieńcem niczym dorodna piwonia. Albo, co gorsze, zacznę chichotać jak te zdesperowane, młode damy.
Nie było w tym złośliwości, raczej odezwała się nieśmiale skromność.
Nie tylko Biafra cieszył się zainteresowaniem panien. Jego przyboczni, w tym nieszczęsna Syriusz zamknięta w ciele mężczyzny, czuć mogli na sobie rzucane ku nim spojrzenia, zbyt spłoszone, aby dać się na tym przyłapać. Aeryn korzystając z chwili, w której zrobiło się głośniej, w której zaczęto dyskutować i naturalny szmer objął salę, pochyliła się nieznacznie, acz w konspiracyjny szepcie mu mężczyźnie.
- Jeśli będziesz miał lordzie, dość, powiedz tylko słowo, a przemycę Cię tylnym wyjściem z daleka od biesiadników... Twojego wiernego przybocznego również.
Dodała, dostrzegając jak obok Syriusza niby przypadkiem tak blisko, przeciskają się jakieś dwie służki dolewające gościom wina.[/b]
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Pon Maj 30, 2016 10:33 pm

Rozparty położył łokcie na stole, opatrzone w czarny pancerz, rzucając oczyma to tu, to tam. Kąciki ust uniesione delikatnie w górę, a brwi ściągnięte lekko w dół, jakby zaczepnie, w politycznym sensie jakby zaczepne uderzenie szybko w tarczę, by zachęcić przeciwnika do tańca. Rozejrzał się po raz kolejny, obserwując grę, którą wielu nazywać zwykło mniejszą - jego siostra, skromna siostra, siostrzyczka wręcz, jego kwiatek rodzinny, który lubił podziwiać, teraz wydawał się rozkwitać, a łysa głowa Biafry pełniła teraz rolę słońca. Łysina chwytała promienie słoneczne, zakrzywiała je wokół siebie i oświetlała kwiat Amarantu - Aeryn. Pokiwał głową, jakby do siebie, a jedną dłonią sięgnął obok krzesła, by pogładzić łagodnie grzbiet jednego ze swoich mabari, by dodać sobie otuchy. Czuł się bezpiecznie, jak pancernik wśród miodożerów. Mogły go próbować zjeść, ale on po prostu zamknąłby się w pancerzu. Altaris pewnie do tego trochę by się pobał (neologizm).

Być może Vance o tym nie wiedziała, bo skąd miałaby, ale skoro Łysy Biafra uchodził za mężczyznę, który był w stanie zdobyć wiele młódek, to co mógł zrobić ze swoim przeznaczeniem Altaris, którego bujne, długie włosy spływały po naramiennikach, z tyłu spięte delikatnie w dodatkową kitkę - zupełnie innej niż te, które noszono w Orlais. Była bardziej dzika i poczochrana.

- Wybacz, sir Vance. Me obycie z kobietami i dotychczasowa etykieta nakazywała mi używanie takich zwrotów. Co do mojej ciekawości, wiem wiele, ale nie wszystko na temat zostawania rycerzem i tego, jak może się czuć osoba, która nim zostaje. Mnie niestety nie przyszło do takiego zaszczytu, by pozwolono mi zostać pasowanym... No ale, gdyby się zacząć trapić wszystkimi trapieniami, nie starczyłoby dni w roku - odpowiedział początkowo jakby smutnym tonem, jakby zanosił się do jakiejś dłuższej historii, lub pozornie nic nie znaczącej anegdotki, szukając teraz wzrokiem konkretnego dzbana. W mgnieniu oka właśnie je poderwał - oczy, by uśmiechnąć się znów zadziornie, chwytając za dzban, by nalać siedzącej nieopodal Vance, o ile starczyło mu ręki, a następnie sobie. Jego wino wypadałoby wypić - tak wymaga prawo gościnności.

- Sir Vance, jestem człowiekiem, który uchodzi za roztropnego. A nieroztropnym byłoby twierdzić, że nie jesteś godna bycia nazywania rycerzem i wątpienie w Twe słowa. Rycerzem Fereldenu nie zostaje byle kto, a tym bardziej kobiecie było trudniej nim zostać, to pewne. Jednakże, jestem człowiekiem, który uchodzi też za śmiałego, a przez niektórych nazywany jestem nawet zarozumiałym... - tu uśmiechnął się, pauzując, jakby szykując swoją puentę tej akurat opowieści. Może zbierał słowa, może chciał, by to zawisło w powietrzu, albo po prostu próbował, być może nieudolnie, zbudować trochę więcej napięcia. Było miło i czas był na rozmowy, więc była rozmowa, a on smukłymi palcami chwycił za swój kielich i głośno tak, by usłyszało go jego najbliższe grono wzniósł toast, podnosząc rękę z kielichem do góry - Krew i stal - po czym wypił zawartość swojego naczynia jednym, wzniosłym haustem. Dawno nie napił się wina - a nie mógł dopuścić, by coś go przed tym powstrzymywało.

- Chętnie jednak przyjąłbym wyzwanie Twojej walki, pomimo tego, że wierzę rycerzowi na słowo... Sądzę, że odkryłbym Twoją wartość przy pierwszej już potyczce, na prawdę. Nie sądzę jednak, że broń, jaką bym wybrał, zgadzałaby się z założeniami pojedynku. Ale, być może odkryłabyś jej wartość - uśmiechnął się niewinnie, zakładając nogę na nogę, wysuwając czubek stopy gdzieś dalej, do przodu. Poruszał ramionami, jakby rozgrzewając stawy barkowe do nadchodzących w przyszłości bojów - niedźwiedzie, metalowe pyski ruszały się wraz z jego barkami, niebezpiecznie gryząc powietrze.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Sro Cze 01, 2016 4:57 pm

Biafra być może wydawał się być w pełni zaaferowany Howe'ówną, jednakże to nie oznaczało, że nagle stracił zainteresowanie wszystkim tym, co działo się wokół niego. Wręcz przeciwnie, mężczyzna odznaczał się wyjątkową podzielnością uwagi. Z jednej strony mógł komplementować urodę Aeryn, z drugiej zaś uśmiechać się delikatnie w duchu, przysłuchując się konwersacji Altarisa z Sharian. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy był zainteresowany w jakiś szczególny sposób odpowiedzią sir Vance, gdyż to co robiła, jak robiła i z kim robiła w czasie wolnym lub takim, który poniekąd się do niego zaliczał, był tylko i wyłącznie jej sprawą.

- Szczerze wątpię, by ktoś twojego pokroju, moja pani, musiał kiedykolwiek posuwać się do desperacji - odparł serdecznym tonem. - Nawet w przypadku czegoś tak urokliwego jak dziewczęcy chichot.
Rozejrzał się po gościach, po orlezjanach, spojrzał nawet na Syriusz sugestywnym wzrokiem, który miał pytać: "Rozpoznajesz kogoś znajomego?". W końcu kiedyś dla nich pracowała, kto wie, może nawet osoba, która wydała na niego wyrok, a który udało mu się udaremnić, przebywała w tej sali. Popijała wino, raczyła się opowieściami swoich rozmówców, co jakiś czas opowiadając jakiś dowcip, lub złorzecząc na Ferelden i jego mieszkańców.

- Jeżeli już wysnułaś taką propozycję, lady Aeryn - odezwał się po chwili, wracając wzrokiem do Howe'ówny. - Chętnie zobaczyłbym twoją ulubioną cześć tego miejsca. Mogę tylko zgadywać, że jest ona równie urokliwa co ty, moja pani.

Zbyt dużo orlezjan w jednym pomieszczeniu nie napawało go zbytnim optymizmem, toteż dlaczego nie skorzystać z oferty Aeryn, skoro sama się zaoferowała z wybawieniem. Sir Vance poradzi sobie samodzielnie, pozna nieco możnych.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Czw Cze 02, 2016 10:42 pm

Vance uśmiechnęła się i nawet było jej do twarzy.
- Wybaczam -wielką radość sprawiło wypowiedzenie tego jednego słowa.
Rozluźniła się nieco. Dziedzic Amarantu nie oburzył się jej słowami, nie zaczął się pienić, nie wezwał swojej straży żeby pojedynkowali się za niego. Napięcie, które jeszcze przed chwilą Vance chciała zbudować po prostu opadło. A może coś z niego zostało, ale w innej postaci?
- Nie ma drugiego takiego uczucia. Ślubowanie to tylko początek. Lata przygotowań to igraszka. Za to służba ojczyźnie i możliwość oddania za nią życia... krew i stal. Nic się temu nie równa. Trudno jest to wytłumaczyć, lordzie. To emocje, a nie słowa. To wszystko jest tutaj -przyłożyła dłoń do piersi.

Ugryzła się w język, bo już już chciała rzucić kąśliwą uwagę o tym, że nie zrozumie jej nigdy nikt, kto regularnie jada ze swymi oprawcami przy jednym stole. Ani nikt, kto zdradza swój kraj dla uratowania własnego tyłka. Mogła to powiedzieć, ale rozproszyła się.
Usłyszała bowiem Biafrę, który niemal z dziką radością przyjął propozycję Aeryn Howe.
Odwróciła wzrok w jego i Aeryn stronę. Mogła mu się podobać, ale czy to było mądre z jego strony?
Zaraz potem spotkała się wzrokiem z Syriusz.
"Pilnuj go nawet wbrew jego woli" - tak wymowne było jej spojrzenie.
Syriusz była o wiele bardziej wprawiona w pilnowaniu dziedzica. A Vance... czy tak naprawdę była potrzebna Biafrze? Czasami miała wrażenie, że po prostu lubi na nią popatrzeć.
- Lordzie Cousland... -po raz kolejny ugryzła się w język. Jeszcze trochę, a ją zaboli.- ...jeśli będę potrzebna, daj mi znać.
Zaraz po tym wzięła kielich, który podał jej Howe. Dopóki nie dostanie rozkazu, tak naprawdę nie ma co robić. Może więc jeść, pić i rozmawiać z gospodarzem. Bo kto jej zabroni?
- Całkiem dobre -skomentowała wino. Miało w sobie coś interesującego... oby nie wywar z trupikorzenia. Uśmiechnęła się na ostatnią wypowiedź Altarisa.
- Może kiedyś się zmierzymy, lordzie Howe. Może...
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Nie Cze 05, 2016 3:45 pm

Krok w bok, krok w tył, to znowu do przodu, w drugi bok, ponownie w tył. Powtórz, gdy kolejna przechodząca kobieta ze dzbanem wina uzna, że jesteś niesamowicie interesującym mężczyzną, do którego można się powdzięczyć. I znów...

Wraz z powoli mijającymi minutami Syriusz uspokajała się i nawet relaksowała w aktualnej sytuacji. Ochroniarze według możnych byli nawet nie szczebel wyżej niż służba - z łatwością ich się ignorowało, omijało wzrokiem. Egzystowali na wzór powietrza, zaraz obok, jakby w innej rzeczywistości.
Pierwsze, dość nerwowe spojrzenia, które rzucali jej niektórzy z orlezjańskich arystokratów wygładziły się. Skoro nie nastąpił żaden atak, nikt nie wrzasnął, ani nie pokazał brudnym od tłuszczu paluchem w oskarżeniu to można było wrócić do swoich jakże dyskretnych planów.
Kobietę ich plany i niepokój nie obchodziły. Wysoko urodzeni byli niemalże wszędzie tacy sami, jak gazele w jednym stadzie, przekonani, że skoro groza nie nadeszła w tym momencie, to nie nadejdzie już nigdy.
Wyjątki trafiały się cudownie rzadko, przez co, przynajmniej na razie Syriusz nie miała zbyt dużo do roboty.

Nieco bardziej krępujące były ocierające się o nią służące i przechodzące nieopodal chichoczące panny. Nawet nie denerwowało to jej aż tak bardzo, w pewnym stopniu nawet mogłoby schlebiać. Pancerz w naturalny sposób pozbawiał ją dla świata zewnętrznego tożsamości, nadawał jakiejś aury tajemniczości, a znudzone dworskim życiem osoby to, naturalnie, pociągało. Tyle, że zwykle to zainteresowanie kończyło się z jej opuszczeniem sali po załatwieniu niezbędnych formalności ze zleceniodawcą. Zaś tutaj... stała dalej i trwała przy Biafrze. Z cierpliwością czesanego psa usuwała się jak mogła z tras nadgorliwych służących, jednocześnie próbując jednak stać na swojej warcie.

Nieme pytanie Biafry skomentowała tylko ledwo zauważalnym wzruszeniem ramion i spojrzeniem mówiącym "kilku. nikt ważny". Domyślała się, o kogo obecności jej pryncypał mógł chcieć wiedzieć, a żadna ze znanych jej twarzy do kręgu takich osób nie należała. Amatorzy trującej wątróbki czy zapaleni "myśliwi" nie byli szczególnie interesujący ani groźni. Przynajmniej w tej chwili.

Ratunek w postaci młodej Howe wzbudził w ochroniarz lekką podejrzliwość, jednak  Äsagore wątpiła, by dziewczę miało złe zamiary. Większym powodem do niepokoju był własny, cichy entuzjazm na tą propozycję. Kobieta z niechęcią musiała przyznać, że gdyby tylko mogła, opuściłaby tą salę. Tak, nawet jeśli w efekcie skończyłaby jako przyzwoitka.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy. Today at 1:09 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Siedziba rodu Howe] Im gość rzadszy, tym milszy.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Amarant-