Dragon Age

Share







[Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Czw Maj 19, 2016 7:31 pm

MISTRZ GRY


Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle.

Uczestnicy: Altaris Howe, Gukars Czas na odpis: 24-48h


- Miasto Denerim -
Dzisiaj był dzień, w którym Altaris Howe oraz Rewarnir Guerrin mieli skrzyżować ostrza i rozstrzygnąć swój spór, który to miał miejsce nie dalej jak wczoraj, w dużej mierze za sprawą Altarisa, który to niezbyt rozważnie dobrał słowa i rozzłościł Rewarnira, broniącego honoru króla Bryndela.
Teraz jednak Młody Howe musiał przygotowywać się do pojedynku, który to ma mieć miejsce w domu arla, parę chwil po tym, jak wybije południe.

Miał niewiele czasu, jeżeli chciał zrealizować wszystkie swoje plany, mające na celu przechylenie szali zwycięstwa na jego stronę. Jego wygrana na pewno podbudowałaby go nie tylko w sferze prywatnej, ale także na fereldeńskiej arenie politycznej. W końcu każdy wiedział jak pokaźnym mężczyzną był Rewarnir i jak wiele bitew przeżył w swoim życiu. Był także rycerzem, czego nie można powiedzieć o Altarisie. A pokonanie rycerza to już nie byle co.
Ale nie wiedział, że Guerrin także ma asa w rękawie. A był nim awarski szaman, który to został wysłany na przeszpiegi. Widział on Altarisa wczoraj w karczmie, dlatego też nie ma możliwości, aby go nie rozpoznał.


Przebieg sesji
Altaris opisuje po kolei (dokładnie) swoje poczynania, w tym czasie Gukars stara się go śledzić i wyłapać co też on knuje.


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Pon Maj 23, 2016 4:27 pm

W sowim płaszczu augur ciął bezszelestnie powietrze. W szponach jeszcze trzymał szmatę, którą zabrał z pokoju Rewarnira. Wyrzucił ją nad wodą, by sprawiedliwe fale się z nią rozprawiły i zmyły ślady apostaty. A szmata, jak to zwykła szmata - bez emblematów, bez wielkiego kunsztu wykonana. Po nocy nikt nie pływa, toteż i nikt jej nie znajdzie.
W okowach mroku wyruszył do miejsca, gdzie ostatni raz widział Altarisa, a było to spory kawał drogi za karczmą, gdy monetarny przywódca watahy głodnych złota wilków ruszył w swą stronę. Wtedy to Gukars zdecydował się krążyć wokół zamku, by znaleźć rycerskie leże okute skałą i drewnem.
Wcześniejsza rozmowa szamana z Rewarnirem też znacząco długo nie trwała, ot kilka łyków z kielicha i kawałków mięsa z tacy (o przyjacielskim napierdalaniu nie wspominając), w związku z tym śmierdzący Howe nie mógł być aż tak daleko, by sowie oczyska go nie znalazły.
Sam Gukars, jak to w awarskiej krwi, zdrajców nienawidził. Dlatego do swego zadania podchodził z należytą uwagą, wypatrując nie tylko osób, ale i śladów wszelakich, świadczących o ich wcześniejszej obecności. Trop, który musiał istnieć, a łowca musiał go tylko złapać.



Przepraszam, że dopiero teraz. Szczerze myślałem, że Dumat sypnie PW, gdy będzie sesja założona i czekałem poniekąd na maila. Miałem też sporo spraw na głowie i nie zaglądałem na forum. Od teraz postaram się regularnie odpisywać, lub dać znać o ewentualnej nieobecności.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Sro Maj 25, 2016 2:22 pm

Wyprostowany siedział na wysokim, twardym krześle, na kamiennym podeście, spoglądając przed siebie, na izbę, która była częścią kompleksu kupca, który miał u Altarisa przysługę, którą teraz miał spłacić. Nie była to jednak duża przysługa, jako, że młody Howe i tak zapłacił. Na sobie miał jeszcze tą białą szmatę, której materiał i tkanina mogłaby być równa ze szczytem marzeń biednych tego miasta. Niejeden paradowałby w tej szmacie jak w płaszczu królewskim. Westchnąwszy nad tą myślą plusnął kilka razy stopami w misie z wodą, czekając, aż jego rozczesane włosy w końcu wyschną.

W izbie byli jego Przebudzeni. Dwóch z nich spało za cienkimi ścianami na wniesionych tam łóżkach. Dwóch pozostałych przygotowywało jego ekwipunek i również wypoczywało, by być gotowym i w pełni sił. Oczy Altarisa śledziły poruszającego się tutaj sługę bogatego kupca. Kilka ścian dalej w jedną stronę była karczma, a w drugą stronę był burdel. Oba były w posiadaniu owego kupca. Miejsce bardziej, niż idealne dla Howe'a. Palce stukały w drewniane oparcia pod rękami. Serce biło według niego zbyt szybko. Ryzyko było większe, niż kiedykolwiek pamiętał. Jego plan mógł się posypać jak karciany zamek, targany podmuchami z ust olbrzyma.

- Maegorze. Jak z rękawicą? Może i nie jest to rękawica Kalenhada, ale Niedźwiedzi Król też może być w porządku - uśmiechnął się do jednego ze swoich przyjaciół, spoglądając w kierunku kufra z ekwipunkiem, gdzie spoczywała płytowa rękawica z zamontowanymi w niej kolcami. To nadal rękawica płytowa? Czy już kolcza? Było to ważne pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Nie znał się na zbrojach.

- Gorinie, kiedy przyjdzie Twój znajomy? Ten od alchemicznych proszków, cudów i olejków. Chodzi mi o tego, co sprzedaje maści na łysienie i te sprawy - znajomości, jakie posiadał Altaris, oraz te, jakie posiadał Gorin, który również bywał tu i tam, przeważnie jednak w Amarancie, sprawiły, że usłyszał o tym dziwnym człowieku. Człowieku młodym i ambitnym, który był sprytny i cwany, ale równocześnie trochę głupi. Syn kogoś lekko ponad stanem mieszczaństwa. Kogo? Nie pamiętał. Adeptem był u kowala, u płatnerza, u krawca, u pomniejszego alchemika. I u tego, co zbiera pieniądze od ludzi dla miejscowych władców feudalnych. Nie znał jego imienia, ale słyszał, że sprzedaje wszystko. W sam raz, by nadać się na dobrego handlarza.

Altaris pochylił się na bok, by podsunąć bliżej mały stoliczek, na którym leżał pergamin i zaczął na nim pisać długimi, zamaszystymi literami, marszcząc brwi i rozglądając się. Jego pokój był duży, otoczony z dwóch stron korytarzami, a z jednej prywatną, dodatkową łaźnią. Po jednej stronie było okno - duże, szerokie i przejrzyste, od zewnątrz zaopatrzone w kratkę, teraz uchylone, by do środka wpadało świeże powietrze, które również brnęło przez małe kratki przy suficie. Do Najwyższego Zakonu... zaczął pisać z uwagą i dokładnością, spoglądając na pieczęć do odciskania stempli.

Po odżywczej kąpieli był całkowicie trzeźwy i wypoczęty. Czas było przygotować się jak najlepiej na nadchodzącą walkę. Kalenhadzie. Ty pierwszy pobiłeś Guerrinów. Nie będziesz jednak ostatnim. Nie biorę jednak pod uwagę mojego ojca. On nie był tego godzien. Nie był godzien trzymania miecza nad mieczami. Nie był godzien Skały. Altaris spojrzał na pakunek koło kufra, w którym tkwił rodowy miecz.

Zbliżał się czas śniadania.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Czw Maj 26, 2016 9:34 pm

Noc mijała, a Gukars przeszukiwał miasto. W końcu udało się znaleźć miejsce pobytu Altarisa. Techniką prób i błędów przeszukiwania miast, oraz badania tropów – w końcu się udało. Gdy jasnym się stało, że Howe przebywa w bliskiej okolicy burdelu, awar zasmucił się nieco, że od razu na to nie wpadł. Nie była to wyszukana nora dla takiego psa, mógłby się lepiej pilnować, jak na tak cwany charakter, acz może to już kwestia pychy.

Otwarte okno znacznie ułatwiło sowie odnalezienie Altarisa. Krążąc wokół jednego, to drugiego domu, dostrzegł w świetle pomieszczenia szlachciura. Słońce miało niedługo wstać, toteż szamanowi zbędna była nocna wizja. Wzbił się wysoko, gdzie ludzki wzrok może już nieco mylić, po czym oddalił się w duszy świat. W nim było widać wiele barw istot, a część z nich wciąż pozostawało nieokiełznane dla szamana. Najbardziej dziwaczne, do których nawet awar nie odważyłby się zbliżyć. Sowia forma szybowała nad centrum, w którym znajdowała się naturalna postać Gukarsa, jednak nie ona jeszcze była jego celem.

Opuszczając jedną formę, wyskoczył wyżej, gdzie szukał specyficznej, szczupłej i masywnej, szarej plamy o czarnych konturach, szybko przenikającej przestrzeń. Wzrok i słuch myszołowa – tego potrzebował. Gdy dawniej pierwszy raz próbował go doścignąć było to niezwykle trudne. Dziś? Jeno przyjemną zabawą w berka. Wbił się jak strzała w centrum masy i przejął ją. Na ciele poczuł jak pióra i kości zmieniają delikatnie konstrukcję. Z nieco okrągłej sowy przeradzał się w szczupłego drapieżnika. Trwało to chwilę.

W nowej odsłonie zniżył lot i przycupnął na niedalekim dachu, nieco chowając się przed oczyma, które mogły spoglądać zza okna. Skupił swój wzrok, niczym myszy w polu szukając, patrzył cóż skrobie zdrajca na pergaminie, a jednocześnie uważnie słuchał czego tyczy się rozmowa…
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Pon Maj 30, 2016 10:56 pm

- Eja, Gorin. Jak zrobicie to, co do zrobienia macie, weź tam obudź Egona, może za jakąś godzinę czy dwie, żeby przyjrzał się zbroi, w której mam walczyć. Nie mogę dopuścić do tego, żeby coś było z nią nie tak. Jest lepsza od tej, w której ma walczyć Guerrin? - zapytał swobodnie długą frazą swojego Przebudzonego, taplając stopy w misce z wodą, by ponownie chwycić za pióro i zacząć pisać, delikatnie sunąć po papierze zamaszystymi literami. [...]prawdą jest, iż mieliście rację. Me czyny idą ku temu, co tworzyły Wasze zamysły. Potęga wiedzy leży w jej dobrym wykorzystywaniu, co jest trudniejsze od fizycznych aspektów bytów, ale równocześnie zwraca się z nawiązką. Pojedynek z Rewarnirem Guerrinem z Redcliffe będzie pierwszym pokazem naszych prawdziwych możliwości od czasów Kalenhada Wspaniałego[...]

- Chwila. Zaraz przyjdzie alchemik. W sensie, Jasimir przyjdzie - odparł z powagą Gorin po dłuższej chwili, z konsternacją skręcając na małym stoliczku jakieś zawiniątka, które czasami żuł dla zabicia czasu.

- A, to ten, Jasimir. Godny zaufania? - zapytał z dozą obaw Altaris, spoglądając w okno z utęsknionym wyrazem.

- Godny. Za tyle złota to by był głupi, albo na umyśle chory. I jest mi winien przysługę. Już zamykam - Gorin wstał ciężko, wypluwając przez otwarte okno zawiniątko, biało-sine, jakby fioletowe z góry. Z westchnięciem spoglądając przez okno i wychylając się przez nie. Wychylając się, dostrzegł tego, kogo szukał.

Do budynku weszła tajemnicza postać, odziana w krótki, brązowy płaszcz, spod którego wylewała się żółta, być może imitująca złoto szata z białymi zdobieniami, a na głowie miała dziwną, materiałową czapkę, która wyglądała komicznie. W ręce niosła jakiś kostur, bądź laskę. Niski, chudy mężczyzna o czerwonym nosie i błędnym spojrzeniu.

Altaris przejrzał raz jeszcze swój ekwipunek, słuchając raportów swoich podopiecznych - Maegora i Gorina. Maegor jedynie kiwnął głową, potwierdzając sprawność ekwipunku - To był zły pomysł. Nie wygrasz - powiedział krótko siwy olbrzym - Nie wygram - potwierdził Altaris ze spokojem i rezygnacją.

Do drzwi po dłuższej chwili zapukano. Gorin ostrożnie wpuścił gościa do środka, a ten wesoło podnosząc do góry ręce zakrzyknął - Potężny czarodziej i alchemik Jasimindo! Cuda i zaklęte przedmioty... - zaczął się przedstawiać, wymachując zamaszyście rękawami.

- Zamknij mordę kmiocie - przerwał Gorin, zamykając drzwi - Templariuszy chcesz jeszcze?
- W sumie racja. To ten. Ja Jasimir - przedstawił się mężczyzna, widocznie młody, chociaż życiem już widocznie zniszczony.
- Masz jakieś maści na klingę? - zapytał Altaris, podnosząc podbródek władczo.
- Cudowne trucizny. Potężne artefakty i mazidła... Nie no. Mam o, takie dwie maści. Zabezpieczają przed korozją i zniszczeniami, a także pozwalają na lepsze ślizganie po ostrzu. Do tego jest tu taka o, trucizna. Taka, jakiej szukaliście, panie - zaczął mówić już spokojniej, gdyż Maegor widocznie zdenerwował się, słysząc o artefaktach i uniósł brwi do góry, słysząc o truciźnie.
- Trucizna? Miały być smarowidła - zaprotestował Altaris.
- Dobra, to zielone wygląda jak trucizna, ale to olej z miętą. A tutaj o, sproszkowane kości. Symbolicznie - sprostował Jasimir.
- O. - ucieszył się Altaris - Niech nie zginie, lecz się zesra. Dorzucimy do olejku trochę końskiego łajna - ucieszył się młody Niedźwiedź, klaszcząc w dłonie i wyjmując stopy z miski.

Dając worek złota Jasimirowi, odprawił go, by po chwili przyjąć służbę ze śniadaniem - omletami, które najpierw próbowali Przebudzeni, jedząc na pewno za dużo, jak na spróbowanie, czy nie zatrute.

- Bierzesz to z tym i wstrząsasz. Musi być gorące - zakomenderował Maegor, wyjmując na stolik jakieś butelki, na które z ciekawością spoglądał Gorin. Zielone, białe i inne - Mięta, gorzała, zioła na gorączkę i pobudzenie organizmu. I jakieś gówno, co rozbudza, jak się przytomność straci - stwierdził, mieszając wszystko w garnku metalową chochlą.

- Powinieneś nabrać wigoru i energii. Dużo gorzały, dużo ziółek. Ale pewnie nie będziesz srał z dzień lub dwa - wyjątkowo długim, drugim już monologiem przemówił Maegor, co w jego przypadku nie było zbyt częste.

- A te ziółka to co? - zapytał z obawą Altaris, spoglądając na śmierdzący garnek.
- Nie wiem. Chłopaki w dokach latają na tym wyjebani - odpowiedział z powagą sir Maegor.
- No. Wyjebuje ich kompletnie - ucieszył się, potwierdzając Gorin, a jego rozpływający się uśmiech i nieobecny wzrok sugerowały, że kiedyś miał z tym styczność.
- A bezpieczne to na pewno? - upewniał się Altaris.
- Bezpieczne. Pewnie Ci Twoja broń rodowa w gotowości czekać będzie, ale będziesz miał siły. Kawy też dosypiemy. Tylko się nie zrzygaj - poprosił na sam koniec Gorin.
- Nie zrzyga się. A jak będzie Ci się chciało rzygać, to za parawanem - dodał Maegor i nawet się zaśmiał na sam koniec.

Wszyscy posilili się - pobudzono pozostałych Przebudzonych, więc ich tytuły stały się teraz prawdą. Po zjedzeniu jajecznicy, Altaris wraz z Maegorem i Gorinem pokazali pozostałej dwójce, co udało im się do tej pory zdobyć. Śmiejąc się z całą grupą, Serafin wskoczył na jedną z ławek i zaczął śpiewać wesoło i pięknie, a na sam koniec dodał, niczym krasnolud - Jak się nie posramy, to zwyciężymy! Ze śmiechu nie posramy. Myślisz, że po wypiciu tych świństw i tym wszystkim masz szanse?

- Szanse mam zawsze. Ale raczej z nim nie wygram. Muszę tylko wytrwać, po to te specyfiki. A i on musi uwierzyć, że mam szanse wygrać. Niech się boi. Niech boi się każdego mojego ciosu. Niech boi się trucizny i magii. Niech boi się Skały. Zginąć nie mogę, pamiętajcie o tym. Ale przegrać mogę. Za szacunek dziedzica Guerrinów oddam dużo. Dałbym sobie nawet rękę uciąć - dodał na sam koniec z delikatnym uśmiechem. Najedzony i wypoczęty spojrzał przez okno, obserwując wstające słońce.

- Uwierzy w magię i trucizny? - zapytał z troską Bord przy wszystkich pozostałych.
- Musi. W końcu... Jestem Howe'm - uśmiechnął się na końcu Altaris, z dumą wypowiadając swoje rodowe nazwisko. Zaczęto szykować zbroję, którą miał na siebie wrzucić. Usiadł po raz ostatni w swoim fotelu i chwycił dalej za pióro.

[...]Kalenhad już przeminął. Teraz nadszedł czas na nowego naszego czempiona. To ryzykowna sprawa, wychodzić za próg domu. Nigdy nie śmiej się ze smoka, póki jeszcze zipie. Pierwszy akt rozegrany tu zostanie, w Denerim. Niedźwiedź zatańczy z Wieżą. Będzie to pierwsza z prób i pokaz prawdziwej siły. Do Najwyższego Zakonu o herbie Trupikorzenia, adept i uniżony sługa, Pięć Niedźwiedzi.[...]

Zamaszystym podpisem podał oficjalny list Gorinowi, a ten schował go pod swój pancerz. Altaris wstał, szykując się do pojedynku, by przymierzyć zbroję, a następnie udać się na zamek, by stoczyć swoją walkę.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Sob Cze 11, 2016 7:40 am

Gukars uważnie przyglądał się listowi, który pisze Altaris, jednocześnie uważnie wsłuchując się w ich słowa. Szaman ukryty pod piórami ptaka był zdziwiony czemu Altaris nie przybił pieczęci do listu, przecież bez niego list nie powinien mieć większego znaczenia. Fakt, że awar nie mógł być ekspertem etykiety, ale na tyle na ile przebywał z ludźmi pewne ich przyzwyczajenia były mu znajome.

Augur parsknął w duchu, gdy zdradziecki lisek wyjawiał kolejne swoje podstępne sztuczki.Z drugiej strony - nie spodziewał się po nim wiele więcej. Myszołów spędził jeszcze na dachu chwilę, upewniając się, że wszystko zostało powiedziane. Zastanawiał się również czy układanie się z podejrzanym alchemikiem nie zainteresowałoby templariuszy, acz to już na Rewarnira głowę.

Myszołów odwrócił się i, rozpościerając skrzydła zeskoczył z drugiej strony dachu. Zasłonięty budynkiem zagwarantował sobie, że towarzystwo Howa nie zobaczy ptaszyska, więc nie będzie chciało go ustrzelić. Mknął pomiędzy ścianami budynków, w niektórych ulicach pokrywał je całą szerokością skrzydeł, co mogło wyglądać spektakularnie i wprawiać w zdumienie przechodniów.

Dopiero później wzbił się wyżej i wleciał pod dach wieży z dzwonem. Wyleciał wróblem, który dołączył do akurat przelatującego grona rodaków. Krótką chwilę czerpał radość z udziału w zbiorowisku, następnie odbił prosto do otwartego jeszcze okna Rewarnira.

//Sesja do zamknięcia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle Today at 1:15 am

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Denerim] Gdzie rycerz nie może, tam awara pośle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Denerim-