Dragon Age

Share

[Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sob Maj 07, 2016 11:23 am

First topic message reminder :

MISTRZ GRY



I nadszedł czas, że po długiej tułaczce spocząłeś u bram podziemnego miasta. Dawna ostoja krasnoludzkiej chwały właśnie otwiera swe wrota. Czas doraźnie pokąsał dzieci skały, a wszystko to przez zuchwałych magów. Wiele lat temu istniało wiele krasnoludzkich miast. Wtedy to Kal-Shaok było stolicą, a Orzammar zaledwie domem górników i rzemieślników. Podczas wojny z Imperium Tevinter stolica została przeniesiona przez Garala do Orzammaru, w celu zwiększenia kontroli nad handlem. Sytuacja zdawała się stabilizować. Wtedy z nikąd przybyły mroczne pomioty. Thaigi padały jeden po drugim. W celu uniknięcia dalszych szkód zamknięto wejście na Głębokie Ścieżki. Kosztem był jednak kontakt z innymi krasnoludzkimi miastami i utrata wielkiej części dziedzictwa kulturowego.

Ów czas, krasnoludy przebierają krótkimi kończynami, przemierzając z lewej na prawą stronę. Obładowani żelastwem, artykułami spożywczymi i resztą bibelotów. Właśnie taki obraz ujrzałeś wchodząc tutaj. Część mniej zapracowanych niziołków nawet zwróciła na ciebie uwagę, lecz były to najzwyklejsze oględziny, bez większej ekscytacji. I sam zacząłeś zastanawiać się nad sensem przybycia, bowiem żaden krasnolud nie wpuści cię na słowo do głębokich ścieżek. Rzemieślnicy pracują pełną parą, żeby podziemne serce, bądź co bądź ledwo, ale ledwo biło. Zbrojne ramie pilnuje porządku, w tym oficjalnego przejścia wgłąb Ścieżek. Te małe pracusie nie pozwolą na zakłócenie ich porządku, tym bardziej przez człowieka, nieprzychylnie wyglądającego człowieka.

Stojąc na rozdrożu, centralnym punkcie Orzammaru, skąd można dotrzeć wszędzie, przypominasz sobie spisy ksiąg, które dotyczą powodu twej obecności pod ziemią.
Magistrzy, uważani za wyznawców Dawnego Boga ciszy, za pomocą magii krwi otworzyli bramy do Złotego Miasta i weszli do niego w fizycznej postaci. Według Zakonu andrastańskiego rezultaty tego były katastrofalne – miasto poczerniało, a magowie powrócili z niego jako spaczone potwory, pierwsze mroczne pomioty. Niedługo później pomioty zeszły do podziemia, gdzie – za sprawą przypadku lub umyślnie – odnalazły uwięzionego smoka i spaczyły go, przez co zamieniony został w pierwszego arcydemona. Pomioty rozmnożyły się i w wielkiej liczbie zaatakowały podziemne królestwa krasnoludów, zajmując Głębokie Ścieżki. Tak przedstawiają to lakoniczne pisma, lecz w kolejnych stuleciach rozmaite stronnictwa wykształciły na ten temat własne wersje wydarzeń, pasujące do ich poglądów, stąd nikt nie wie, gdzie leży prawda.

Zatem nasuwa się pytanie, w jaki sposób dotrzeć do Głębokich Ścieżek? Czy roztropnym byłoby otwarcie informować krasnoludy o celach wyprawy? Wszak wiemy, że temat plagi należy do grupy podwyższonego ryzyka, albowiem...

Mimo posiadania zaawansowanej technologii, krasnoludy zostały zmiażdżone przez mroczne pomioty, które najpierw zniszczyły odległe thaigi, a następnie zaczęły zajmować kolejne królestwa. Każdy ród szlachecki chciał bronić własnego thaigu, co doprowadziło do politycznego chaosu i utrudniało zorganizowanie jednomyślnej obrony. Zgromadzenie było tak pochłonięte wewnętrznymi sporami, że ostatecznie pomioty dostały się pod bramy Orzammaru. Aeducan z kasty wojowników niechętnie objął dowództwo nad armiami, prosząc o pomoc kastę górników w zawaleniu podziemnych przejść, kastę kowali o uzbrojenie, całkowicie ignorując przy tym Zgromadzenie i szlachciców. Ostatecznie udało mu się obronić Orzammar, jednak kosztem niezliczonych thaigów, za co niemal jednomyślnie został ogłoszony przez Zgromadzenie Patronem. Po pięćdziesięciu latach ocalały jedynie cztery krasnoludzkie królestwa – Orzammar, Kal-Sharok, Hormak i Gundaar. Ci, którzy przetrwali, osiągnęli to wyłącznie dzięki współpracy i porzuceniu większości Głębokich Ścieżek.


Krasnoludy są plotkarzami, wiedząc, którzy przedstawiciele społeczeństwa mówią najwięcej, można wydobyć niezbędne informacje, które umożliwią przedostanie się do Głębokich Ścieżek. Czasem należy posłużyć się monetą, sprytem, kłamstwem, żeby ziścić cel. Niekiedy jednak przychylność jest w stanie pomóc, zaspokajając naszą wiedzę o przeszłych wydarzeniach. Wszystko zależy od odpowiedniego wyczucia rozmówcy. I tak stoisz wciąż w centrum, skąd na prawo ścieżka prowadzi do karczmy, o czym świadczy wyryty kufel piwa na żeliwnych drzwiach. Po lewej stronie są stoiska kupców, kolejno: oręż, artykuły spożywcze i bibeloty, takie jak mapy, biżuteria, krasnoludzkie gadżety.

Powrót do góry Go down
















AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Czw Cze 02, 2016 9:29 pm

MISTRZ GRY



- No jasne! Kurde, no jacha! Pewnie! Różne biznesy, różne takie, powiedzmy, intrygi pieniężne, te sprawy w tym kierunku, to kurde, ba! No ho, ho. W sensie hono. W Kurzowisku jak nigdzie ugościmy tak bogatego kupca, co go panem można nazywać - ucieszył się brodacz, uśmiechając się przyjaźnie jak sam Cyran i rechocząc przy tym zza brody, a jego oczy zwęziły się dziwnie i dziko, nadając mu zwierzęcego, ba, nawet bestialskiego wyrazu, godnego najbardziej cwanego z cwaniaków. Wtedy też, Cyran wypowiedział swoją drugą kwestię, mianowicie, zapytał o lyrium.

Krasnolud przedstawiający się jako Tadek przystanął gwałtownie i obrócił się, otwierając szerzej oczy i niepewnie zaczął coś żuć, lecz po chwili przestał, więc co żuł - albo to połknął, albo było to zwykłe nic. Pokiwał głową i podejrzliwie przyglądał się to Cyranowi, to Quintusowi, a jego oczy i wyraz twarzy były teraz zupełnie odmienne, jakby wziął zimny prysznic, co raczej było nieprawdą, bardziej metaforą.

- Lyrium, powiadasz? - zapytał podejrzliwie, z rosnącym niepokojem, a może i strachem przyglądając się Cyranowi, a potem, dłuższą chwilę Quintusowi, po raz kolejny. Ślady po jego domniemanym alkoholowym maratonie zniknęły - czuć było od niego alkohol i trochę kiwał się na boki, ale na pewno nie tak, jak wcześniej. Zniknęły też jego Hyyyty.

- Na co Wam lyrium? - zapytał teraz pewniej, przystając przed lokalem, którego drzwi otworzył ktoś od wewnątrz.
- Lyrium? - zapytał szeroki, pokryty bliznami krasnolud odziany w czarny, skórzany kubrak i taki sam kaptur na głowie, który akurat wychodził. Za nim szło kolejnych dwóch ubranych podobnie, a Ci aż przystanęli słysząc pytanie o ten specyik - O, Teodor. Leci?

- Jako leci. Tu nie płynie. Jak tam śpiewa? - odpowiedział z pewnością siebie Tadek, jakby oczekując tego, że spotkają się przy drzwiach.
- Chujowo śpiewa, jak nie płynie. Lecimy - odpowiedział prowadzący orszak krasnolud i cała trójka wylała się na kamienny chodnik i poszła gdzieś tunelem.
- Lećcie - odpowiedział krótko Tadek.

Obrócił się do Cyrana podejrzliwie po raz już kolejny i zmarszczył się, jakby walcząc z myślami - Czyli Wy nie zwykli kupcy z powierzchni? Nie podróżnicy? Kto Wy tak to, skoro o lyrium wołacie? Wiecie, o co prosicie? - tutaj Tadek stanął w drzwiach, jakby zastanawiając się, czy wpuścić ich do środka, czy nie. Tadek był nagle niezwykle pewny siebie, jak na kurzela i krasnoluda o zapachu alkoholu i lekkim dodatku szczyn. Oparł ręce na bokach i spoglądał zmarszczony, wypinając chyba klatkę do przodu, bo brzuch mu jakby bardziej zwisał.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Czw Cze 02, 2016 10:26 pm

Elf obserwował czujnie każdy, nawet najmniejszy ruch krasnoluda. Zmarszczenie brwi, podrapanie się, mrużenie oczu, czy nawet zmiany w samym spojrzeniu potrafiły powiedzieć wiele. Wprawny obserwator czytał z takich znaków niczym z księgi i potrafił często bardzo trafnie stwierdzić co myśli druga osoba. Cyran podczas swoich lat służby na dworze posiadł tą samą zadziwiającą umiejętność.

Zielonookiemu słudze nie uszedł także tajemniczy szyfr, którym posługiwały się krasnoludy z Kurzowiska. Niestety nie był w stanie go rozszyfrować, przynajmniej na tę chwilę, może kiedyś. Cyran pożegnał skinieniem głowy wychodzących brodaczy po czym wrócił wzrokiem do swojego rozmówcy. - Zwykli, niezwykli, podobno każdy jest wyjątkowy, tak przynajmniej niektórzy powiadają. Podróżnikami jak najbardziej jesteśmy, inaczej by nas tutaj nie było mości krasnoludzie. - Poprawił plecak. - Nie wiem cóże się tak dziwujecie. Mój pan jest wszak magiem, lyrium jak najbardziej leży więc w jego sferze zainteresowań. Wszelkie ryzyka oraz beneficje są nam doskonale znane. - Wskazał luźnym gestem dłoni Quintusa uśmiechając się pewnie. - Ale rozumiem waszmości podejrzliwość. Obawiać się, jednakże z naszej strony nie musicie niczego, jesteśmy słowni i zależy nam jeno na dobrym interesie. Po za tym... - Podniósł palec wskazujący prawej dłoni do góry. -...sami żeście mówili, że znajdziemy tutaj wszystko, czego szukamy. Czyż nie? - Uśmiechnął się miło do brodacza. - Zatem może zasiądziemy gdzieś i porozmawiamy na spokojnie miast stać tutaj niczym graniczne kołki. O suchym pysku interesów robić nie lza, jak mawiał mój znajomy handlarz. Jak więc będzie? - Zapytał na koniec grzecznie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Czw Cze 02, 2016 10:55 pm

Quintus dalej milczał. Nie miał ochoty ani potrzeby marnować słów na tych krasnoludów, w momencie gdy do jego misji dołączył elfi sługa. Z pewnością nie tylko ciężką pracą zdobył swoją pozycje w służbie domu Tilani, a sama kwestia znalezienia wejścia do Głębokich Ścieżek będzie dobrym testem jak bardzo przydatny okaże się dla tevinterczyka. Nie miał zamiaru tolerować zbędnego balastu.

Bez słowa, obserwował całą sytuacje chłodnym, spokojnym spojrzeniem pary niebieskich oczu. Jak zawsze, osobe tevinterskiego altusa otaczała aura pewności i dominacji. Wrodzona duma, przekonanie o słuszności swoich celów i ideałów, a także lata obracania się wśród tych, którzy uważali się za lepszych od niego do czasu aż się z nimi rozprawił, wykuła w postaci Quintusa określony obraz. Oczywiście, nie jednego szlachica który nie daje się aż tak łatwo zastraszyć z pewnością taka postawa by zdenerwowała, jednak Quintus nawet nie myślał przejmować się takimi drobnostkami. Tak samo w tym momencie, zdawał się znać swoją pozycje wśród otaczających go osób, nie kryjąc się ani troche z faktem że zwyczajnie uważał się za lepszego od Kurzalców, i oczywiście elfiego sługi. Co więcej, nie wyglądał na kogoś kto bałby się podtrzymać tą racje z pomocą czegoś więcej niż słowa, gdyby zaszła taka potrzeba.

Także jego uwadze nie uszedł koło uchu gryps pomiędzy krasnoludami. Zapewne było tak jak podejrzewał, i z początku krasnolud wziął ich za kolejne sakwy do skrojenia. Nie miał jednak ochoty kłopotać swoich myśli w tym momencie prymitywnym szyfrem krasnoludów z południa. Jedynie odprowadził grupke spojrzeniem z kącika oka.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sob Cze 04, 2016 10:41 am

MISTRZ GRY


- Dobra, dobra. Niech będzie - przyznał brodacz marszcząc się po raz kolejny, po czym jakby od niechcenia machnął ręką - Jakby kto pytał, nie znamy się - powiedział poważnie i wszedł do środka lokalu, łypiąc oczyma za siebie. Zamknął od razu drzwi i słychać było jak jakiś ciężki skobel i inne mechanizmy dodatkowo zabezpieczają drzwi. Cyran nie mógł widzieć niskiego krasnoluda przez kratkę w drzwiach, ale i Quintus nie wyczuł tak dobrze już krasnoluda, bo ten, sądząc po dźwięku uderzających o kamień sandałów i zanikającej aurze wyczuwanej przez magię krwi, uciekł gdzieś do środka. Chcieli wejść na Głębokie ścieżki, zapytali o lyrium. Posłali elfa, by targował się dla maga z krasnoludami.

Zostali we dwójkę na tej dziwnej, kamiennej ścieżce, gdzie grupki krasnoludów po obu stronach, tam w tych dołach zaczęły im się badawczo, a nawet lękliwie przyglądać. Mogli ruszyć w każdym kierunku, albo w żadnym. Jak Quintus chciał otworzyć drzwi na Głębokie ścieżki, to najpierw musiał otworzyć zamek wytrychem. Wcześniej, z lokalu, nie było słychać nic. Teraz tylko podniesione głosy i okrzyki świadczące o kłótni, jak usłyszał najlepiej to Cyran. Głos Tadka był tutaj tym bardziej uległym. Widocznie sprowadzenie apostaty pod drzwi handlarzy lyrium i siedziby okolicznych zbirów nie spodobało się tym, którzy siedzieli w środku. Tak przynajmniej podpowiadał zdrowy rozsądek. Poza tymi drzwiami, wyżej w skale, pomiędzy kolumnami a dziwnym, kamiennym występem, szła półka skalna, do której ktoś zamontował małe okno prowadzące z ów lokalu. Na siłę mysz się wciśnie. Elf w sumie też. Dróg było wiele, a wyborów jeszcze więcej.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Pią Cze 10, 2016 8:23 pm

Jeśli kiedykolwiek aura człowieka byłaby w stanie zagęścić powietrze wokół niego, otoczenie Quintusa z pewnością można by w tym momencie ciąć nożem. Wpatrywał się przez krótki moment w drzwi za którymi zniknął krasnolud, po czym jego oczy szybko przemkneły po otoczeniu, orientując się w dostępnych środkach. Cyran popełnił błąd, za który zapłaci. Jednak bez sensu byłoby w tym momencie pozbywać się elfa. Szczególnie, że wejście na Głebokie Ścieżki, do których zakładał najłatwiejszy dostęp, okazał się wyjątkowo, wyjątkowo irytujący.

Odezwał się półgłosem do elfa w Tevene. - Wejdź przez to okno i zorientuj się w sytuacji. Jeśli sytuacja będzie wydawać się do ugrania, otwórz drzwi od środka. Jeśli nie, opuszczamy Orzammar. Nie mam zamiaru tracić w tej pieczarze więcej swojego czasu i nerwów. -

Sam tevinterczyk rozejrzał się za ewentualnym zaułkiem w okolicy wejścia, gdzie mógłby na czas zadania elfa zejść ze wzroku kurzącego się plebsu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sob Cze 11, 2016 1:18 am

Elf zamrugał kilkakrotnie, kiedy krasnolud zamknął im przed nosem drzwi. Brał pod uwagę, że zagrał na nie tej strunie co trzeba, ale czasem trzeba było zaryzykować. Po prawdzie nie miał wielkiego doświadczenia w rozmowach z krasnoludzkim półświatkiem, a ci chyba się do takiego zaliczali. Grunt to uczyć się na własnych błędach. Sytuacja nie była stracona, ale Quintus nie był zbyt zadowolony, co miał niemal wymalowane na twarzy.

Cyran spojrzał na swojego aktualnego pana, a później na okno. Elf przestąpił z nogi na nogę zastanawiając się moment. Obrzucił wzrokiem okolicę spoglądając po ubrudzonych twarzach krasnoludów, którzy przyglądali im się podejrzliwie. Na końcu wzrok jego zielonych oczu spoczął na Quintusie.
- Jesteście pewni, panie? Jesteśmy tutaj na widoku, wdrapywanie się tam i wciskanie przez okno ściągnie na nas jeszcze większą uwagę. Przyznaję, że źle do tego podszedłem, ale nie spodziewałem się aż takiej animozji ze strony tutejszych. Niemniej... - Spojrzał na drzwi, za którymi trwała przytłumiona wymiana zdań. -..powinniśmy dać im parę chwil, wewnątrz trwa dyskusja. Jeśli nie otworzą drzwi z własnej woli, to nie ma sensu tam wchodzić...chyba, że w innym celu niż rozmowa. - Ostatnie zdanie dodał cicho, nachylając się lekko w stronę Quintusa.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Wto Cze 21, 2016 5:31 pm

Irytacja Quintusa sięgnęła szczytu, ponieważ elf miał racje. Moment - tyle czasu podaruje krasnoludom na rozpatrzenie problemu wewnątrz swojej grupki. Sam po prostu wkroczył nieco w pobliską uliczkę, zwyczajnie schodząc z widoku, pozostawiając elfa przed drzwiami. Miał dość lokalnych brodaczy. Gdyby nie zależało mu na pozostaniu chociaż trochę w cieniu, od razu udał by się do szlachty, okazał herb i negocjował. Ale ta opcja nie wchodziła w grę. Odczekał więc ten moment, oczywiście wyznaczony przez jego własne mniemanie.

Jeśli krasnoludy nie raczyły się ruszyć swoich kanciastych zadów, Quintus najzwyczajnie w świecie zawrócił, kierując się z powrotem droga którą przybyli. Jedno krótkie słowo - Wyjeżdżamy. - Było wszystkim co elf otrzymał w odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sro Cze 22, 2016 5:42 pm

Cyran podszedł do Quintusa, aby poczekać te parę chwil aż krasnoludy na coś się zdecydują. W momencie, kiedy usłyszał stanowcze słowa magusa spojrzał na niego i podniósł lekko otwartą dłoń zupełnie jakby chciał go tym gestem zatrzymać.
- Panie, jesteście zbytnio niecierpliwi, poczekajcie jeszcze jakiś czas. Za moment, lub dwa, jeśli nikt ku nam nie wyjdzie ruszę do drzwi i spróbuje wywołać brodaczy do kolejnej rozmowy. Jeżeli i to nie wyjdzie, poszukamy innego sposobu na załatwienie tej sprawy. Do celu zazwyczaj dojść można wieloma ścieżkami, z których istnienia często nie zdajemy sobie sprawy. Żeby zaś ujrzeć owe ukryte drogi potrzeba zachować cierpliwość i bystrość umysłu.- Podniósł palec wskazujący prawej dłoni na poziom oczu obu rozmówców podkreślając znaczenie własnych słów. Miał nadzieję, ze uda mu się uspokoić maga. Wiedział czym grozi gniew takiej osoby, osobiście nigdy nie poczuł złości Quintusa na własnej skórze, ale jego rodzeństwo dostarczyło mu wystarczająco dużo przykładów, których samo wspomnienie wywoływało ciarki na plecach.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sro Cze 22, 2016 8:03 pm

MISTRZ GRY


Mistrz oraz jego sługa w duchu musieli przyznać, że trafili na wyjątkowo dziwnego przedstawiciela brodatej rasy. Jeden z nich, niejaki Tedek, sprawiał wrażenie istnej miernoty, zupełnie nie wpasowującej się w swą hardą rasę.
Drzwi nadal stały zamknięte przed powierzchniowcami. Odgłosy awantury dobiegającej z wnętrza budynku szybko zamilkły, jakoby domniemani domownicy prędko zajęli się niesfornym problemem. Przenikająca cisza wzięła we władanie podziemną uliczkę, czasem zakłócaną przez odległe, pojedyncze odgłosy uderzeń ciężkich przedmiotów o kamień. Mimo zapewnień sługi, członek znamienitego rodu Tilani nie doczekał się żadnych rezultatów.
Mógł się zdenerwować.
Mógł, albowiem oddychał tym samym powietrzem, co tutejsze obdartusy. Dał szansę nędznemu robakowi, wyklętej ze społeczeństwa jednostce, która pod koniec okazała się zupełnie bezużyteczna. Zmarnował swój czas, a jego cierpliwość poddano próbie, zaś on nie należał do cierpliwych ludzi.
Cyran przemawiał mądrze, starał się uspokoić swojego pana. Instynkt podpowiadał mu, że istniała jeszcze nie jedna okazja, aby zadowolić Quintusa. Jako niewolnik znał wartość słowa wyższych od siebie i zdawał sobie sprawę, iże ich jedno słowo zdolne było zgładzić dziesiątki takich, jak on.
Mężczyźni w końcu wyszli z podejrzanego i względnie niebezpiecznego zakamarka. Poświęcili dłuższy moment na opuszczenie Kurzowiska. W tym czasie przyjrzeli się mieszkańcom, który z kamiennym wyrazem twarzy mijali ich. Bezkastowcy gnieździli się w przez siebie wykutych grotach i w ciasnych, kamiennych budowlach. Nierzadko ich ściany oraz sklepienia były scalone ze surowymi skałami ogromnej groty, która zaliczała się do jednej z wielu, tworząc w ten kompleks ogromnych jaskiń, mieszących w sobie potężny thaig. Paru krasnoludów, znajdujących się czternaście kroków od przemieszczających się Tevinterczyków, gromiło intruzów wzrokiem. Owłosione gęby zdradzały wrogie zamiary, z osadzonych głęboko w czaszce oczów biła istna pogarda. Odziani w tanie stroje, bez obuwia, odprowadzali przybyszów wzrokiem. Jeden z nich - a było ich czterech - skrzyżował potężne ramiona i splunął siarczyście. Jego kompan, stojący przy prawym boku, pokiwał głową z dezaprobatą. Cała grupa ledwo powstrzymywała ochotę sprania gładkich twarzyczek, ostatecznie zniechęcił ich broni. Broni kurewsko ostrych.

Tło muzyczne

Opuścili Kurzowisko. Pan i niewolnik wkroczyli do strefy rzemieślników, a stamtąd mieli już prostą drogę do wyjścia z podziemi. Majestatyczne kuźnie potrafiły zachwycić, albowiem z nieustannie rozpalonych pieców wyciągano rozgrzany do czerwoności metal. Najznamienitsi w Thedas kowale uderzeniami młotów płodzili iskry, a stal w podzięce wyśpiewywała swym stwórcom melodię pełną rytmicznym brzdęków. Ciągnące się wzwyż kominy znikały w mroku wnętrza góry. Garstka dumnych rzemieślników wystawiała swoje wyroby poza zakładami. Owocem ich wysiłku była wysokiej jakości broń, a ta szybko trafiała w rękę wojowników - nieustannie gotowych na starcia z pomiotami. Quintus wraz z Cyranem ominęli szerokiego w barkach wyznawcę Kamienia. Trzymał on w zębach drewnianą fajkę, pykając z niej. Dostrzegł nieznajomych, nawiązał z nimi kontakt wzrokowy. Rzemieślnik nosił na skórze ślady wykonanej roboty: jego wielkie jak garnki ręce oszpecały blizny po poparzeniach. Zmarszczoną facjatę zabrudzał czarny niczym węgiel osad. Krasnolud nosił na sobie fartuch oraz wykonane z grubej skóry spodnie. Czuby butów wzmacniały blachy.
Palacz fajki zmrużył oczy, surowe spojrzenie padło na szlachcica, lecz nie było ono wrogie. Wejrzenie istoty, która prawdopodobnie nigdy nie widziała słońca, wiecznie przygotowana na bój z pomiotami, pracująca dla wyższego dobra i sławy swej kasty. Ta po chwili kiwnęła głową na znak przywitania.
Niespodziewanie inny powierzchniowiec pojawił się w Orzammarze. Szedł ku rzemieślnikowi, który właśnie opróżniał kominek fajki z popiołu i zamierzał wrócić do pracy. Nadchodzący człowiek zatrzymał się przy Tevinterczykach, zdziwiony ich obecnością.
- Bądźcie pozdrowieni - sztywno się przywitał, raczej z powodu kultury, niż ochoty na rozmowę.
Mężczyzna był odziany w dobrej jakości kaftan. Posiadał pas rycerski okalający jego biodra, zahaczona o niego pochwa skrywała w sobie rękojeść o prostym jelcu. Nogi chroniły nogawice z utwardzonej skóry. Ten człowiek nosił porządne buty, z wysoką cholewą, ostrymi czubami i ostrogami przy pięcie. Jeździec.
Jego lico wyróżniały wyjątkowe oczy. Niezwykłe, szare tęczówki emanowały doświadczeniem. Czarną, przetłuszczoną czuprynę zaczesano do tyłu. Twarz o ostrych rysach, z mocno zarysowanym podbródkiem. Wysoka na sześć stóp persona z całą pewnością zaliczała się do grona wojowników, bowiem pokazywało to atletycznie zbudowane ciało.
Facjata woja zdradzała coś jeszcze: niepokój. Mąż siłował się z myślami, coś go niepokoiło, męczyło.
Szarooki ominął elfa oraz człowieka. Stanął przy krasnoludzie.
- Kerenie, przygotowałeś moją broń i zbroję? Jutro muszę być gotowy, nie mogę dłużej czekać - przemówił z trudem, pot spływał po jego czole.
Brodacz nieznacznie się uśmiechnął.
- Tak. Twój ekwipunek czeka - zaczął we wspólnym języku, z wyraźnym akcentem brzmiącym niczym lawina opadających kamieni. - Miecz naostrzyłem, zaś zbroja wytrzyma wiele uderzeń - zakończył zwięźle i konkretnie.
- Dziękuję, doceniam twoją pracę. Zawsze doceniałem, przyjacielu - podsumował smutno człowiek. Przez krótki ułamek czasu opanowała go słabość, niemniej szybko powrócił do pewnej siebie postawy. Był pogodzony ze swoim losem.
- Odwagi. Wróć do mnie jutro. Pomogę ci założyć pancerz. Teraz zaś obgadajmy pewne szczegóły...
Plecy bojownika zdobił haft symbolu Szarej Straży.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sro Cze 22, 2016 9:10 pm

Gniew Quintusa był prawie zawsze "zimny". Był jedną z tych osób, która nauczyła się za wszelką cenę nie pozwalała się porwać fali furii, ale dusić ją w sobie i gromadzić, by ewentualnie wypuścić ją na określony cel, bądź całkowicie wygasić. Popularne w literaturze porównania o "zagęszczeniu powietrza przez nerwową atmosferę" w jego przypadku często stawały są prawdą, gdy furii udawało się po części wypłynąć z pomiędzy żelaznych murów jego Woli. Oczywiście, zawsze starał się by taka sytuacja nie miała miejsca. Gdy wydostał się z osobistego piekiełka w postaci Kurzowiska, widok hali rzemieślników delikatnie począł studzić jego zdenerwowanie. Zastanawiał się, dlaczego dumni brodacze pozwalają tym pasożytom i skazie na honorze żyć obok ich fortecy. Ale nie do niego należała decyzja dotycząca losu bezkastowców. Powinni ich dawno zapędzić do porządnej roboty, niekoniecznie zakuwając w łańcuchy, chociaż z pewnością na początku byłoby to przydatne. Wspominając o łańcuchach, przesunął ponownie swoje lodowate spojrzenie na postać elfa. Cyran miał racje, i rzeczywiście był w tym momencie potrzebny Quintusowi. Jednak będzie musiał otrzymać kare, jeszcze przed wyruszeniem na Głębokie Ścieżki. Mimo że miał racje, pozwolił sobie na za dużo gdy zaczął pouczać Quintusa, zamiast mu doradzać.

Krasnoludowi odpowiedział krótkim skinieniem. Szanował tych, którzy spełniali swoją role, szczególnie gdy zdawali sobie sprawę z ich przeznaczenia. Poza pleśnią zamieszkująca Kurzowisko, brodacze budzili w nim szacunek. Podejrzewał jednak, że szlachta zapewne przesiąknięta jest tą samą ropiejącą zarazą dekadencji jak spora część Tevinterczyków. Z pewnością zamiast starać się odbudować dawną chwałę, marnują czas siedząc na swoich tłustych dupsk...

Z rozmyślań wyrwał go znajomy symbol, który dosłownie zatrzymał go w pół kroku. Odpowiedział mu skinieniem, nieco głębszym niż tym który zaoferował krasnoludowi. Szary Strażnicy byli jednymi z niewielu których Quintus szczerze szanował, jeśli idzie o organizacje. Oczywiście, był świadom że strażnicy różnią się jeden od drugiego, często drastycznie. Jednak sam fakt poświecenia całego życia określonej idei, nawet jako pokutę, znajdował się blisko jego serca. Ostatecznie, w pewnym sensie byli do siebie podobni. Co jednak bardziej go zainteresowało, był fakt że Strażnik był sam, zdenerwowany i widocznie w pośpiechu. Podczas nauk udało mu się usłyszeć parę plotek czy historii, mówiących o tym jak kończą Strażnicy którzy nie polegli w boju. To mogła być okazja, ostatnia której nie warto zignorować.

Wziął zatem głębszy wdech i odpowiedział spokojnym, cichym głosem w którym wciąż jednak tkwiła wyczuwalna nuta grozy. - Cyranie, gdy panowie skończą swoje interesy, przedstaw mnie Strażnikowi. Bardzo możliwe, że mamy podobny zamierzony kierunek. A wspólna pomoc w tym miejscu jest zawsze przydatna. Szczególnie, gdy w zamian oferowana jest wieczna pamięć dokonanego czynu, a nie zatracenie w ciemności bez śladu. -
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Sro Cze 22, 2016 11:49 pm

Krasnoludy okazały się bardziej strachliwe, czy raczej gburowate, niż mu się z początku wydawało. Najwyraźniej zła sława Kurzowiska nie wzięła się z nikąd. Bogatszy w wiedze na temat tutejszego marginesu społecznego skierował swoje kroki za magiem w milczeniu przyglądając się mijanym osobom. Przez chwilę wydawało mu się, że brodate oprychy postanowią ich zaczepić, na szczęście zrezygnowali. Z drugiej strony, gdyby Quintus zabił paru z nich, pewnie poczułby się o wiele lepiej. Wielu magów coś takiego relaksowało, przynajmniej w Tevinterze.

W końcu wrócili do cywilizowanych dzielnic miasta, gdzie nie trzeba było patrzeć pod nogi w obawie przed wdepnięciem w jakieś nieczystości. Wciąż idąc za swym panem, Cyran przyglądał się pracy tutejszych rzemieślników, którzy bez wytchnienia pracowali przy kotłach i kowadłach. Było w tym coś fascynującego i gdyby nie to, ze musiał iść za Quintusem, to pewnie stanąłby w miejscu by podziwiać ich pracę. Co ciekawe jeden z mijanych rzemieślników postanowił przywitać maga skinieniem głowy, co całkowicie utwierdziło elfa w przekonaniu, ze są daleko od tamtej zapchlonej dziury w ziemi.  

Cyran rzucił zaciekawione spojrzenie na człowieka, który nosił symbol legendarnej Szarej Straży. Nie wyglądał za dobrze, zupełnie jakby toczył wciąż jakąś walkę i, niestety, ewidentnie ją przegrywał. Nagle włosy na karku elfa zjeżyły się lekko na dźwięk groźby ukrytej w głosie maga. Zdaję się, że potraktował Quintusa nieco zbyt protekcjonalnie w ostatniej rozmowie. Niewolnik nie obawiał się, jednak kary z jednego, prostego powodu - nie mogła być surowa. Quintus potrzebował Cyrana, tak więc nie opłacało mu się wyrządzić długouchemu znaczącej krzywdy. Nie znaczyło to, że elf miał zamiar sprawdzać, na ile może sobie pozwolić, nie był głupi.

Cyran spojrzał na swojego właściciela i skłonił się lekko. -Jak rozkażesz, panie. -
Wedle instrukcji i zasad dobrego wychowania elfi sługa poczekał aż człowiek przestanie rozmawiać z krasnoludem. Kiedy to nastąpiło, podszedł do niego i uprzejmie zaczepił. - Przepraszam bardzo, szanowny panie. Prosiłbym o poświęcenie mi chwili waszego cennego czasu. - Cyran stanął przed Szarym Strażnikiem, kiedy tylko udało mu się zwrócić jego uwagę. Skłonił się lekko nim zaczał kontynuować. - Pozwólcie, że się przedstawię, nazywam się Cyran. Tak się składa, że mój pan, Quintus... - Tutaj wskazał zamaszystym ruchem ręki stojącego za nim maga. -... chciałby z wami porozmawiać. Bylibyśmy bardzo radzi, gdybyście zgodzili się poświęcić nam więcej swojego czasu. Zapewniam, że nie pożałujecie. - Uśmiechnął się przyjaźnie do człowieka. Sługa starał się brzmieć zachęcająco oraz jak najbardziej przekonująco. Musiał przekonać Strażnika, żeby nieco odkupić się w oczach Quintusa.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Czw Cze 23, 2016 8:29 pm

MISTRZ GRY


Odwaga. Po usłyszeniu słowa otuchy, Szary Strażnik spoważniał. Odruchowo spojrzał w kierunku prowadzącym do monumentalnej bramy, która oddzielała Orzammar od Głębokich Ścieżek. Tam, w porzuconych przez krasnoludy korytarzach, zalęgło się zło. Skryte w ciemnościach, drążące tunele do uśpionych potęg, zniewolone przez ich pieśń. Szarooki zmrużył oczy, ostateczny obowiązek go wzywał. W śmierci - poświęcenie.
- Dobrze. Zapłaciłem także za dodatkowe wyposażenie. Masz je? - zapytał oschle Strażnik, rozwijając temat zaproponowany przez rzemieślnika.
- Mam wszystko! - doniośle odrzekł krasnolud. - Targred sporządził mieszankę. Zamknął ją w trzech fiolkach. Obchodź się z tym ostrożnie, ponieważ po gwałtownym wstrząsie płyn zaczyna wydzielać ciepło. Chwilę później wybucha - każda wyrażana spółgłoska brzmiała jak tarcie stępionych ostrzy toporów. Keren żywo gestykulował, jego prawica trzymająca fajkę zakreślała w powietrzu półokręgi.
- Rozumiem... Nie potrząsać. - wojownik nieco skwasił minę. Cyran w mig rozszyfrował mimikę twarzy człowieka. Nie miał on zielonego pojęcia o alchemii, prawdopodobnie obchodziła go wyłącznie właściwość tajemniczej substancji - powodowała eksplozje. - Lepiej nie będę tego używał w niepewnych przejściach, bo gruz zwali mi się na łeb - mruknął do siebie.
- Nasz wyga skonstruował także lampę opartą na soczewkach z wyszlifowanych kamieni szlachetnych - mówił żywiołowo, dumnie opisywał działanie wynalazku znajomka. - Otwierasz wieko, walisz do środka łatwopalnego ustrojstwa, zapalasz i zamykasz. Miedzianym trybem regulujesz światło. To ustrojstwo jest w stanie skupić światło w konkretnym kierunku lub może rozświetlić kawałek terenu wokół ciebie - skończywszy wywód, z uwagą spojrzał wprost w oczy rozmówcy. W wejrzeniu kowala zapanowało poruszenie, czymś się zamartwił. Spostrzegł to wyłącznie elf, natomiast szlachcic nie zauważył w patrzałkach krasnoluda niczego wartego jego uwagi. Ot, zabrudzona, kanciasta morda.
- Dasz radę go odnaleźć? Przekażesz mu wieści, druhu? - niespodziewanie Kerenowi zadrżał głos, to nawet wyłapał dumny Quintus.
Strażnik zreflektował się, skrzyżował ramiona, popadł w zadumę. Tęgi wyraz malował jego facjatę.
- Kerenie, spróbuję. Od tygodnia paskudnie się czuję, traktuję każdy dany mi dzień jak ostatni. Jeżeli nie zdołam odnaleźć Rzeźbiarza Wspomnień, nie wiń mnie za to - z powagą przedstawił swoją sytuację. Złapał za ramię rzemieślnika. - Moja służba dobiega końca.
Umilkli. Obaj zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Brodacz przywołał na usta paskudne przekleństwo, wyplute w ojczystym języku. Nie zamierzał dłużej się rozczulać. Poprawił fartuch i zabrałby się do pracy, gdyby nie wtargnięcie przedstawiciela rasy ostrouchych. Rzemieślnik potraktował go zupełnie neutralnie, natomiast Szary Strażnik zgromił spojrzeniem elfa. Przyłapał się na tym, że obcy podsłuchali rozmowę. Na szczęście, postawa niewolnika wyrażała szacunek, dlatego szarooki nieco złagodniał. Wysłuchał on Cyrana.
- Wołają mnie Senkara. Chcę, abyś tak do mnie się zwracał - Szary Strażnik wyjawił imię.
Senkara zareagował na zamaszysty ruch ręki długouchego, prędko skierował wzrok na magina. Przyjrzał się mu, bacznie badał go wzrokiem. Po chwili z uznaniem spoglądał w Quintusa, bowiem, zaiste, emanował on aurą, która zmuszała słabsze wole do posłuszeństwa. Urodził się jako pan, szlacheckie wychowanie sprawiło, że naturalnie podporządkowywał sobie jednostki. Ulepiono jego tożsamość tak, by władała.
Odziany w kaftan mężczyzna nie uległ całkowicie autorytetowi magina, lecz patrzył z nieukrywanym szacunkiem ku niemu. Szary Strażnik podświadomie wiedział, że musiał go respektować. Wojownik zbliżył się do Tevinterczyka i wyciągnął dłoń na znak powitania.
- Zatem, dlaczego zaszczycacie mnie swoją obecnością, panie Quintusie?


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Czw Cze 23, 2016 10:57 pm

Skinął głową ukontentowany że Strażnik postanowił wysłuchać jego prośby. Przestawił nogę o krok, obracając się frontem w kierunku mężczyzny przedstawiającego się jako Senkar. Nie oceniał wzrokiem jego spojrzenia, nie błądził po wyposażeniu. Po prostu spoglądał w bliżej nieokreślone miejsce na jego twarzy. Nie zawahał się, by podać własną dłoń i uścisnąć ją w tej formie prymitywnego, południowego powitania. Szczerze mówiąc, było to jedną z niewielu tradycji która rzeczywiście przypadła do gustu Quintusa, o wiele bardziej niż idiotycznie przerysowane ukłony Orlezjańczyków i Antivańczyków. Przywodziło w końcu na myśl silne, zdecydowane powitania Tevinterskich żołnierzy.

Odezwał się głosem pozbawionym jakiejkolwiek wrogości, tą zdołał już ugnieść w głębi swojego umysłu. Niski, pozbawiony jakiejkolwiek melodii, idealnie dopełniający obrazu jaki tworzył Tevinterczyk. - Zaintrygowała mnie wasza obecność w tej potężnej fortecy. Tak się składa, że mam pewien problem, który prawdopodobnie mógłby zostać rozwiązany z twoją pomocą, Strażniku Senkara. W zamian oferuje oczywiście pomoc, która z pewnością się przyda, chociaż by rozwiązać kwestie tej zaginionej osoby, które poszukujecie. Wolałbym jednak omówić to w mniej publicznym miejscu, na przykład karczmie. I tak planował Strażnik wyruszać dopiero jutro, prawda? -
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Pią Cze 24, 2016 12:06 am

Elf cierpliwie zniósł srogie spojrzenie Strażnika, był nauczony jak reagować na takie zachowanie. Niemal instynktownie zmienił postawę, ułożenie ciała oraz mimikę, aby jak najbardziej podkreślić wyrazy szacunku i wrażenie uległości wobec rozmówcy. Lata praktyki i tym razem przyniosły mu zamierzone korzyści. Strażnik rozluźnił się nieco na dodatek zdradzając swoje imię, przez co łatwiej im było przejść do otwartej rozmowy.

Cyran stał w milczeniu dopóki Quintus nie skończył mówić. Uderzenie serca później podniósł palec wskazujący prawej dłoni na poziom oczu zaznaczając tym samym, że ma coś do powiedzenia. - Mój pan słusznie zasugerował, lepiej nie prowadzić rozmów po środku ulicy. Po za tym jak powszechnie wiadomo o wiele lepiej dyskutuje się przy trunku, wygodnie spoczywając na krześle. - Przyjacielski uśmiech nie znikał z twarzy elfa. - Zatem przyłączam się do prośby mego pana i sugeruję znalezienie przybytku trafiającego w wasze gusta. - Splótł ręce za plecami wciąż spoglądając na Szarego Strażnika i wyczekując jego odpowiedzi. Cyran był rad, że w końcu Stwórca postanowił się do nich uśmiechnąć. Takiej okazji nie godziło się w żaden sposób zmarnować, miał więc zamiar dołożyć wszelkich starań, żeby rozmowa ze Strażnikiem poszła po myśli Quintusa.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda? Today at 9:21 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Orzammar i Głębokie Ścieżki] Gdzie leży prawda?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Pozostałe tereny-