Dragon Age

Share

[Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier Czw Maj 05, 2016 9:07 pm

First topic message reminder :



Spoglądając ze swojego siedziska, rozglądał się wokół po sali zamkowej, w której przyszło im walczyć. Z tego, co wiedział, zazwyczaj walczono na dziedzińcach, placach, arenach, różnych tam podwórkach i takie tam. Tutaj natomiast był w zamkniętej przestrzeni, co wcale nie sprawiało wrażenia złudnego bezpieczeństwa - w końcu był w Denerim, a nie w Amarancie. Na jego ramionach zamykano naramienniki i dopinano zbroję - zaciskano klamry i co tam nie robiono z ciężkimi zbrojami. Zmarszczywszy brwi spojrzał na swoich czterech przybocznych, odzianych w lżejsze pancerze "średniej kasty" obronności. Jego zwyczajowy pancerz również był dużo lżejszy, niż ta zbroja płytowa, w którą go teraz odziewano. Włosy zaczesał do tyłu, spinając je na karku w kulkę i przyzwyczajał się do gorąca wydzielanego od pancerza. W pełnej zbroi walczył tylko kilka razy - teraz zastanawiał się, czy na pewno tak powinien uczynić. Jego miecz właśnie teraz naoliwiano bardzo rzadkim specyfikiem, by wroga tkanka ześlizgiwała się z jego ostrza. W sensie, stalowa tkanka. He, he. Poza zielonkawą oliwą, którą wtarto w klingę, posypano ostrze także białym proszkiem - Oko pająka, skrzydło nietoperza. Nie no, Bord. Przecież żartuję, nie wygłupiajmy się. To kości mego dziada. Kość biodrowa poprzedniego arla Amarantu

Miał cały czas dziwne przeczucie, że coś jest nie tak, więc naoliwił lekko również kolce na swojej zbrojonej rękawicy, a te charakterystycznie zabłyszczały lekko zieloną barwą. A może by zejść z ciężaru. Nie jestem tak krzepki, jak on. Jestem mniejszy, ale kiedy ja piję, gram w karty, tańczę, śpiewam i w ogóle, to on łazi z tym opasłym cielskiem. Dla niego chodzenie przy takiej wadze jest jak żywe ćwiczenie. Ja zaś wolę bić mieczem, a nie być bitym.

- Maegorze. Wszystko przygotowane? Przyniosłeś to? - zapytał Altaris, a na jego ustach wykwitł uśmiech. On nie był typem wojownika. Nie był nawet typem rycerza - nie był w sumie rycerzem, więc nie miał potrzeby stawać samemu w szranki. Mógł wystawić swojego czempiona. Wcale nie miał nakazu, by walczyć samemu. On jednak postanowił walczyć samemu, ale nie na takich warunkach, jakie umówił z Rewarnirem. Nie był wężem, ale nie był też głupi. Musiał mieć wszystko, co zapewniłoby mu przewagę - nie ważne, czy honorowe, czy nie. Czy legalne, czy nie. Czy karane, czy nie. Nikt mu nic nie udowodni - Tak, Altarisie - odpowiedział krótko Meagor, otwierając zwykłą, drewnianą skrzynię, w której była prawa, płytowa rękawica, również z kolcami i o kilku złoceniach i wspaniałych dodatkach przypominających pozawijane liście - Wspaniale. Rękawica Niedźwiedziego Króla. Gdyby ojciec się dowiedział, pewnie by mnie wydziedziczył. Pewnie zabiję tego Guerrina w walce, ale czas wykorzystać to, co zbierali Howe'owie. Co kradli i chowali w swoich lochach - wyszeptał do swoich przybocznych, uśmiechając się. Gdy twardy, silny i pełny krzepy Bord ledwo co uniósł jednoręczny, szeroki miecz o nieznanym stopie, postanowił podać go Altarisowi.

Ze stęknięciem Altaris opuścił miecz, który z ogromnym łoskotem uderzył o kamień krzesząc iskry z podłogi. Jebany. Nałożył więc na prawą dłoń swoją Rękawicę i zaśmiał się do swoich ludzi - Pierwszy raz trzymam w rękach Skałę - podniósł ramię, prostując z łatwością rodowy miecz. Kiedy Rewarnir miał krzepę i umiejętności, wtedy Altaris miał swój spryt, pieniądze i "umiejętności". Co bowiem pokona miecz, ogromne ramiona i grube plecy? Proste. Magia chudych rąk. Magia i zaklęcia. A nie, teraz Altaris by skłamał. Magia i zaklęte przedmioty. Ogień ogniem a miecz magią zwalczaj. Dziedzic Amarantu wszedł z jednym ze swoich pomocników - Maegorem, za parawan, za którym przygotowywał się do walki i zakładał swoją zbroję. Po kilku chwilach był gotowy.

Smukły, wysoki Altaris wyszedł z hełmem całkowicie zakrywającym jego głowę i znów usiadł na tym samym siedzisku. W prawej ręce trzymał Skałę, używając do tego Rękawicy Króla Niedźwiedzi - takiej, jakiej używał sam Melorn. Altaris był właścicielem całego kompletu jego pancerza, z którym chodził na co dzień - tym pancerzem, na który zarzucano skórę niedźwiedzia. Rękawicę jednak miał jego ojciec, co według jego dzieci było po prostu czymś złym i nieprawidłowym. Zostało tylko jedno, zanim rozpocznie się walka - dziedzic chwycił za podany mu bukłak z winem*. Altaris wypił dokładnie pięć łyków substancji, aby nie przedobrzyć z nią. Po wykrzywieniu twarzy w specjalny i charakterystyczny sposób, zrobił się trochę czerwony, a jego usta otworzyły się, bo musiał wydmuchać z siebie płynny ogień. Czując, jak rozsadza go testosteron, siła młodości i te sprawy, uśmiechnął się pod nosem. Miał teraz znaczną przewagę.

- Stawaj! - zakrzyknął zachęcająco, nieco głośniej, niż zamierzał, nerwowo stąpając z nogi na nogę, nie mogąc usiedzieć w miejscu, a zza jego przyłbicy można było usłyszeć głęboki oddech i chwilowe, pojedyncze - Ha! Jego głos był nieco zmieniony, jakby bardziej zachrypnięty, zapewne od wina, które rozpaliło struny głosowe. Był gotów, by walczyć o honor swojej rodziny. Miecz i tarcza, a w pogotowiu inne miecze, inne bronie i jego lżejszy pancerz, gdyby Rewarnir chciał zmienić warunki walki - buzdygany, korbacze, topory, siekiery, czekany. Cokolwiek.


* "wino" - substancja opisana w prywatnej wiadomości do sędziującego Mistrza Gry.
Spoiler:
Powrót do góry Go down





AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier Pon Cze 20, 2016 5:28 pm

Wieża powaliła przeciwnika. Altaris padł na ziemię, zadźwięczały blachy zbroi pokonanego. Olbrzym dyszał, w jego krwi wrzała adrenalina, rozgrzewała każdą cząstkę jego cielesności. Rewarnir wydawał się nie słyszeć kończących pojedynek słów, wypowiedzianych ustami arla. Powolnym krokiem zmierzał do leżącego.
Zdawało się to trwać wieki.
Gigant zdjął po drodze hełm i zrzucił go na ziemię. Na jego twarzy odcisnęło się zmęczenie, w oczach błyskała niepewność. Czy oby na pewno wygrał? Czy Altaris nie przygotował kolejnej sztuczki, czy za moment nie ruszą jego przyboczni na pomoc? Guerrin spojrzał podejrzanie na Howe'a. Wygrał, jednakże nie odczuwał wygranej całym sobą. Coś nieznanego, zupełnie obcego zagościło w sercu woja.
Współczucie.
Nagle uderzyła go litość. Żal mu się zrobiło nieszczęsnego Howe'a, bowiem nie był on przygotowany na tę potyczkę. Stanął na przeciw weteranowi, musiał przeżywać istny koszmar przez kilka chwil. Przez kilka chwil lepiej poznał Wieżę, zasmakował jej umiejętności i zawziętości. Przez te kilka chwil obaj mężczyźni mieli okazję lepiej się poznać. Sprawdzić z jakiej gliny zostali ulepieni, jakie nauki kierowały ich ciałami.
Rewarnir zatrzymał się przy Altarisie. Wyciągnął do niego otwartą dłoń na znak pomocy.
- Upadliście słabi. Powstańcie silniejsi, milordzie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier Pon Cze 20, 2016 7:41 pm

Jestem szybki. Jestem silny, jestem mokry, jestem taki wilgotny. Bam! Bam! Zwrotny i szybki jak kot! Altaris rzucił się w Wieżę, by nadziać się na jej fundamenty. Pawęż zbliżyła się do niego zbyt szybko, powalając go na ziemię. Kładąc się na kamiennej posadzce, wyłożył się bez tchu na ziemi, niczym gwiazda. O kurwa. Jednak nie pomyślał sobie, po czym podniósł głowę, widząc, jak zbliża się do niego Wieża. Próbował się dźwignąć na łokciu, ale znów się położył. W sumie mógłby się tak wylegiwać cały dzień, wygodnie ułożony w zbroi jak w żelaznym łóżku. Ale patrzyli, więc musiał wstać. Widząc nadchodzącego Guerrina zmusił się, by dźwignąć się na łokciu, a drugą ręką zdjął hełm, który odrzucił beznamiętnie na bok. Widząc wyciągniętą rękę zmarszczył brwi przez sekundę, a potem uśmiechnął się zawadiacko - Gdybym walczył na poważnie, miałbyś spore problemy, lordzie Rewarnirze - a następnie zaczął śmiać się pod nosem, chociaż z widocznym trudem przy oddychaniu. H-ha. Ha, ha, ha

Przyjął dłoń i dźwignął się na niej ze stęknięciem i uśmiechnął się szerzej, najpierw do Rewarnira, a potem do swoich przybocznych, pokrzepiająco i z widocznym spełnieniem - Wieżę trudno ruszyć. Twarda skała w fundamentach, jak i na blankach - wskazał głową na lekko zranioną twarz Guerrina po przekręceniu się hełmu. Trzymał jeszcze rękę rycerza, bo kręciło mu się w głowie, lecz chwilę potem już ją puścił, stając niepewnie, by się nie przewrócić.

- Mając stu Rewarnirów, za miesiąc moglibyśmy się pojedynkować na oczach mieszkańców - dodał cicho, sugerując, jak setka takich jak Rewarnir Guerrin byłaby w stanie wyzwolić Ferelden. Miesiąc był śmiałym terminem, jak i cała ta wypowiedziana kwestia. Teraz Altaris rozejrzał się po sali, spoglądając znacząco również na goszczącego ich arla - Guerrin ma zwycięstwo. Mnie też się coś należy! Był czas połamanych tarcz, roztrzaskanych dłoni i mieczy. Nadszedł czas radości. Czy będziecie mi towarzyszyć, mości Rewarnirze i Wy, panowie, w drodze ku gospodzie? Raczej na to zasługujemy - mówił luźnym wesołym tonem, jakby wcale nie został przed chwilą pokonany. Zachowywał się, jakby wcale to nie on został tutaj pokonany. Bardziej jak wygrany. Uśmiechał się, ściągał brwi zawadiacko, kiwał głową z zachętą.

Nawiązując kontakt wzrokowy z Rewarnirem, pochylił się do niego i może zbyt długo i dramatycznie przemówił cicho, by usłyszało go jak najmniej osób. A może na tyle cicho, by usłyszeli wszyscy, ale by wydawało się, że nie chciał, by go usłyszeli?

- Jeśli honor Howe'ów to czarna toń, to dziękuję Ci, Guerrinie, za pierwszy podmuch zimy. Oby sprowadził wichurę - uśmiechnął się na koniec tak prawdziwie i serdecznie, jak tylko mógł, po czym, rozglądając się prześmiewczo zakrzyknął - Panowie! Czeka na nas alkohol. Chodźmy się z nim spotkać! - zawołał gestem swoich Przebudzonych, którzy dopadli do niego gromadą i pomogli mu iść. Zanim jednak będą mogli iść do tej gospody, ktoś powinien zająć się jego ranami. A może ktoś zajmie się nimi w gospodzie? Altaris nie wiedział. Nie znał się zbytnio na medycynie. On nie opatrywał innych. Zbytnio.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier Wto Cze 21, 2016 11:07 am

MISTRZ GRY


Arl Kendells zdecydował, że zanim gdziekolwiek pójdą, Altarisa musi zbadać medyk. Przecież oberwał srogo i nie godziło się, aby szedł gdziekolwiek w takim stanie. A okazało się, że jego stan był poważny.
Przede wszystkim trzeba było pozbyć się zbroi, przy lewej ręce szybko zdecydowano o tym, żeby rozciąć rękawicę, by dostać się do strzaskanej dłoni. Niewątpliwie było to dla Howe'a bolesne doświadczenie, gdyż blachę trzeba było wyginąć, a niektóre części mocno wgniotły się w dłoń dziedzica. Przy okazji nikt nie był chirurgiem ani metalurgiem, dlatego też rozcinanie i zdejmowanie rękawicy polegało głównie na wyszarpywaniu i odginaniu jej po kawałku, aż w końcu udało się ją zdjąć.
I widok dłoni był zdecydowanie nieprzyjemny. Altaris powinien przerwać walkę w momencie, w którym oberwał kiścieniem. Palce były popękane, dwa z nich już siniały. Okazało się, że dziedzic nie jest w stanie poruszyć żadnym palcem poza kciukiem, a i to sprawiało mu problem.

- Kości są strzaskane - oznajmił medyk po dokładniejszych oględzinach. - Spójrzcie na palce, panie, dwa z nich są już całe sine, trzeci zaczyna. To bardzo zły znak. Dłoń posiada wiele kości, co jest bardzo niedobre w przypadku złamań lub zmiażdżeń, jak w tym przypadku. Mogę spróbować nastawić i złożyć te połamane, ale martwią mnie palce. Rana jest poważna.
- Co zatem można zrobić? - Zapytał arl Kendells.
Medyk podrapał się po długiej, siwiejącej już powoli brodzie, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Tak jak rzekłem, spróbuję nastawić kości, ale wiele z nich zostało zmiażdżonych. Dłoń już nigdy nie będzie sprawna. Będzie też doskwierać ból, który może okazać się nie do wytrzymania. Są dwa rozwiązania. Możemy uciąć stracone palce, spróbować ocalić resztę i złożyć ją tak, aby jak najmniej przeszkadzała w życiu. Albo też możecie, panie, udać się do Wieży Kręgu w Redcliffe i szukać pomocy u tamtejszych uzdrowicieli. Ale nie ma pewności, że pomogą lub chociaż zechcą się tym zająć, nie mówiąc już o przyzwoleniu templariuszy. Poza tym, droga do Redcliffe daleka, a w czasie podróży stan ręki może się wyraźnie pogorszyć i być może trzeba będzie odjąć więcej, niż dwa palce.

Medyk westchnął lekko i ukłonił się, robiąc przy tym dwa kroki do tyłu, dając przestrzeń i czas do namysłu. Teraz wszystko zależało od Altarisa.


Pojedynek Zakończony!

Obaj walczyliście dzielnie jednakże to Rewarnir Guerrin okazał się być lepszym i tym samym zdobył +2 punkty rozwoju swojej postaci. Altaris, chociaż pokonany, zyskał +1 punkt.

Altaris Howe stoi teraz przed trudnym wyborem. Musi zdecydować, czy woli zająć się ranami ręki tutaj, w Denerim, czy też spróbować uzyskać pomoc od magów z Kręgu. Obie decyzje niosą ze sobą konsekwencje. Swój wybór prześlij Mistrzowi Gry, odpowiedzialnemu za prowadzenie pojedynku, w celu otrzymaniu dalszych instrukcji.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier Today at 3:06 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Dom Arla] Pojedynek: Dawid a Goliat. Zbyszek a Rotgier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Similar topics

-
» Pojedynek Żab
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Denerim-