Dragon Age

Share


Ehvmer de Chevin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Ehvmer de Chevin Sro Kwi 27, 2016 11:30 pm



Ehvmer "Skryba Krakena" de Chevin

Wiek: 33 lata | Płeć: Mężczyzna


Rasa: Człowiek | Frakcja: Niezrzeszeni | Rodzinne strony: Val Chevin


PREDYSPOZYCJE

CIAŁO:
• Krzepa (Standardowy)
• Walka wręcz (Standardowy)
• Akrobatyka(Ekspert)
• Walka lekką bronią (Ekspert)
• Krycie się (Ekspert)
UMYSŁ:
• Historia i język wspólny (bez orlezjańskiego akcentu) (Standardowy)
• Poszanowanie (Standardowy)
• Dedukcja (Ekspert)
• Finanse i rachunkowość (Ekspert)
• Polityka (Standardowy)
• Kartografia (Standardowy)

EKWIPUNEK
• Klejnot o nieznanej wartości, ale podobno (podkreślam: podobno) bardzo drogi.
• Litrowy worek wypełniony do ponad połowy monetami. Około 6 suwerenów w Srebrnikach*.
*(1 suweren = 100 srebrników; 1 srebrnik - 1 cm^3 (około); 6 suwerenów = 600 srebrników = 600 cm^3 = 0,6 litra)
• Przy pasie Rapier o szerokim ostrzu z czerwonym koszem dzwoneczkowym. Kosztował drugą połowę worka.
• Ubranie (patrz. avatar). Też nie było tanie.
• Torba podróżna przerzucana przez ramię. A w niej Worek z monetami, Klejnot i czasem prowiant.


CHARAKTERYSTYKA
Na cokole spoczywała pewna księga. Nie była to księga ani zbyt stara, ale do najnowszych też nie należała. Ciężko było oszacować na pierwszy rzut oka jej wiek. Mogła mieć 20 albo i 200 lat. 2000 raczej nie miała, bo nieważne jak mocne zaklęcie by na nią zostało rzucone i tak by tyle nie wytrzymała. Czy była zaczarowana? Być może była, ale i to nie są pewne informacje.
***
Została ona otworzona w losowym zdaje się miejscu. A może ktoś szukał jakiś konkretnych informacji? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bowiem tego kogoś już tutaj nie było. Uciekł pewnie, bo jego życie było zagrożone w chwili, gdy czytał. Ewentualnie już skończył i dalsza lektura go nie ciekawiła. Ale to nie było ważne. Ważniejszy jest jednak tekst, na którym była otwarta. Głosił on ...
***
Witajcie. Jestem Malwin. Zwą mnie kronikarzem. Ja jednak wolałbym, żeby określano mnie mianem historyka. Bowiem kronikarz pisze kroniki i teksty historyczne. Ja natomiast oprócz tego badam także historię. A historia jest bardzo ciekawa. Zwłaszcza historia tego człowieka. W owych czasach rodowi de Chevin przewodził nie kto inny jak markiz René de Chevin. Jednak nie o nim, chociaż był niezwykle interesującą osobą, chciałem mówić. Warto jednak wspomnieć o czymś o czym pewnie oficjalna historia milczy. Markiz René miał młodszego o 5 lat brata. Brat ten nazywał się Henrié de Chevin i także posiadał tytuł markiza jak zapewne większość w tym rodzie - Markizowie z Val Chevin, tak ich bowiem zwano. Nie ulega wątpliwości, że jako starszy z braci, to René przewodził rodowi. Po pewnym czasie przewrotny los postanowił pokazać na co go stać. Henrié umarł na zawał serca. Oficjalnie był to nieszczęśliwy wypadek, jednak są wśród historyków tacy, którzy uważają to za zamach. Ja osobiście nie mam zdania na ten temat. Historia nie polega na spekulacjach. Założyłem więc z góry, że nie ma dostatecznych informacji, by wyjaśnić śmierć drugiego markiza. Niemniej jednak nie widzę przesłanek dla przeprowadzenia zamachu. Henrié nie był jakoś specjalnie zaangażowany w Wielką Grę. Ale nie o nim chciałem pisać.
***
Henrié miał bowiem syna. Nazwał go Ehvmer. W sumie etymologia tego imienia nie jest do końca znana. Nie pasuje tak na prawdę do żadnego znanego języka. Być może jest to jakiś zlepek słów z różnych języków? A może po prostu jego ojciec miał wizję? W każdym bądź razie właśnie o tym mężczyźnie, tj. o Ehvmerze, chciałem pisać. Charakteryzując postać na początek trzeba wspomnieć o wyglądzie. Jednak z punktu widzenia historii wygląd danej osoby jest mało ważny, chyba, że jakoś wyjaśnia przydomek lub stał się chociażby zarzewiem 10-letniej wojny. Tym razem jednak tak nie było. Zatem ograniczę się jedynie tylko do umieszczenia na stronicach tej krótkiej charakterystyki portretu jaki sporządził mój przodek - Alwin, zanim jeszcze zaczął hodować wiewiórki i oszalał zupełnie.
***
Tutaj oczom czytelnika ukazał się portret tego mężczyzny (patrz. avatar), zgrabnie otoczony tekstem z prawej strony, a także z dołu. A tekst głosił dalej ...
***
Gdy Henrié umarł, Ehvmer miał 29 lat. Oczywiście w dzieciństwie pobrał stosowne nauki dotyczące polityki, finansów, języka czy historii. Posiadał potężną wiedzę teoretyczną, jednak to tak na prawdę praktyka pokazuje prawdziwą moc teorii, a także praktyka może wszystko zniszczyć zanim jeszcze teoria zacznie działać. Ehvmer popełnił jeden zasadniczy błąd. Otwarcie potępił działania Zakonu Andrasty. Publicznie głosił teorie jakoby Stwórca na zawsze opuścił i już miał nigdy nie wrócić, zatem działania wobec "heretyków", oczywiście Ehvmer nie uważał ich za heretyków dlatego użyłem cudzysłowu, są całkowicie bezpodstawne. Zapewne zaprzeczyłby istnieniu Stwórcy w ogóle, a także innych prastarych bogów czy to smoczych czy elfickich, gdyby nie fakt, że widywał magów i cuda, które tworzą. To nie było coś z tego świata. Nie mógł więc zaprzeczyć istnieniu zjawisk paranormalnych. Ale potępiać potępiał i nigdy nie wyparł się swoich poglądów. Głosił jawną herezję. Uważał, bowiem, że Zakon Andrasty nie ma racji. Uważał, że Stwórca nie powróci nawet jeśli Pieśń Światła rozprzestrzeni się jak zaraza po całym świecie. Nie negował jednak istnienia Pustki, Demonów, innych nadprzyrodzonych bytów czy samej magii. W sumie bardzo mało o niej wiedział. Mało tego, uważał, że Ród de Chevin powinien otwarcie wypowiedzieć się i potępić inwazję Orlais na Ferelden. Miało to niby niszczyć interesy rodu, jednak tak na prawdę Ehvmer był wolnościowcem, liberałem. Uważał, że zarówno elfom, quanari, krasnoludom, ludziom, magom należy się wolność. Nikt nie powinien nad nimi stać z batem i ograniczać ich swobodę, chyba, że zagrożą życiu, zdrowiu bądź majątkowi innych obywateli lub złamią prawo, ale to prawo powinno także być wolnościowe i zakazywać chociażby czegoś tak wstrętnego jak niewolnictwo czy gwałty na magach poczynione przez bezwzględnych templariuszy. Ferelden także powinien być wolny. Ludzie znali poglądy Ehvmera. Znali je także szpiedzy. Głoszone tezy nie podobały się wielu wpływowym ludziom: Boskiej, komturom, samemu Cesarzowi czy nawet Markizowi René. Ten ostatni uważał, że działania bratanka z jednej strony mogą doprowadzić do jakichś rozruchów wewnątrz rodu i zbrojnej walki, mającej na celu przejęcie władzy przez Ehvmera. Bał się tego. Z drugiej jednak strony bał się, że ród popadnie w niełaskę u Cesarza.
***
Bratanek musiał zostać usunięty. Tak więc oddział templariuszy wszedł do Val Chevin w nocy. Być może jednak byli to skrytobójcy. Nie ma na ten temat dokładnych informacji. Niemniej jednak tutaj musimy zostawić pustą kartkę, bowiem nie mogę pisać o czymś czego nie wiem. Zaręczyć wam mogę tylko o tym, że Ehvmerowi udało się uciec i statkiem przeprawić się ... w inne miejsce. Jego tytuł został mu odebrany, podobnie jak majątek osobisty, zostawiony przez jego ojca.
***
Co jednak wiemy? Ano wiemy o tym co Ehvmer zabrał ze swojej posiadłości tuż przed tym jak ją opuścił. Był to niezwykły klejnot. Niektórzy powiadają, że magiczny. Niektórzy, że bardzo cenny. Ehvmer nigdy nie zamierzał jednak badać tego niezwykłego przedmiotu. To był prezent od jego ojca. A właściwie nie był to prezent, acz depozyt. Henrié był bardzo rozważnym człowiekiem. Wiedział, że w razie kłopotów Ehvmer nie wywiezie worków z suwerenami czy innych kosztowności. Jego majątek powinien przyjąć jak najmniejszą formę, by móc go łatwo wynieść. Klejnot ten miał więc bardzo dużą wartość materialną i mógł być wymieniony na pokaźną sumę albo inaczej mówiąc, spieniężony.
***
Kolejny prezent jaki Henrié zostawił swojemu synowi to umiejętności. Oprócz wspomnianych przeze mnie wcześniej podstawowych umiejętności każdego szlachcica, Henrié wyposażył także Ehvmera w język wspólny i tylko w język wspólny. Ehvmer nie potrafił rozmawiać w języku Orlais. Przez co nie nabył charakterystycznego akcentu. Poza własnym królestwem raczej nie mógłby być więc rozpoznany na podstawie tego charakterystycznego akcentu. Drugą rzeczą praktykowaną w domu Henryka były cotygodniowe gry w chowanego. Dzieci z okolicznych domów, nawet te, które nie należały do szlachty bawiły się i grały ze sobą w tą na pierwszy rzut oka głupią grę. Jednak w tym szaleństwie była metoda. Ehvmer potrafił się świetnie ukrywać. Ktoś mógłby zarzucić Henrykowi, że przewidywał przyszłość i wiedział, że jego syn będzie miał takie a nie inne kłopoty. Jednak on był po prostu niezwykłym człowiekiem obdarzonym wielką umiejętnością dedukcji. Zatem Ehvmer dostał się na pokład pewnego okrętu. Poznał tak Kapitana ...
***
Następne będą zawierały opis tego co zdarzyło się przed "atakiem" na Ehvmera ...
***
Tak głosił tekst na następnej stronie, jednak kartki zostały z niewyjaśnionych przyczyn wyrwane właśnie w tym miejscu. Czyżby komuś zależało na tym, by nikt nie dowiedział się o jakimś spisku? Czy może to po prostu jakiś student czy żak potrzebował materiału do pracy pisemnej?
***
Wracając jednak do Kapitana okrętu. Facet ten był co prawda nieistotnym trybikiem w wielkiej maszynie historii, więc nie warto wspominać ani jego imienia ani wyglądu. Warto jednak zaznaczyć, że wielce się zdziwił zobaczywszy prawie 30-letniego faceta, który wyszedł z jego ładowni. Z początku myślał, że jest to po prostu złodziej. Niemniej jednak po chwili zdał sobie sprawę, że mężczyzna przed czymś po prostu uciekał. Kapitan był dobrym człowiekiem i dał Ehvmerowi szansę. Zaproponował mu robotę. I po trzech miesiącach darmowej pracy, oczywiście nie licząc wyżywienia i miejsca do spania, zaczął płacić całkiem uczciwe pieniądze, bo aż 200 Miedziaków dziennie. Ehvmer rzeczywiście bowiem dobrze wykonywał swoją pracę. Oczywiście od tej kwoty odliczany był koszt zakwaterowania i jedzenia czyli jakieś 90 Miedziaków dziennie. Zostawało mu więc 110 na czysto, ale i tak miał swoje dodatkowe potrzeby. Dziwki raz na jakiś czas. Oczywiście alkohol. Żył tak i pracował na tym statku przez jakieś 4 lata, rzadko schodząc na ląd. Rozbudował swoje mięśnie, bowiem musiał przenosić dość ciężkie skrzynie. Początkowo był w stanie udźwignąć jakieś 15 kilogramów. Po czterech latach było to już 50-60. Nauczył się też dobrze balansować ciałem i akrobatycznych sztuczek na linach. Nauczył się też umiejętności walki bronią lekką, a także najprostszego stylu walki wręcz. Czasem bowiem było to przydatne, zwłaszcza w takim świecie w jakim przyszło mu żyć. Gdy żył w Val Chevin i przygotowywał się do objęcia wysokiej pozycji i samodzielnego sprawowania władzy nad własnym majątkiem trochę zaniedbał swoje ciało, skupiając się jedynie na umyśle. Był taką "ciepłą kluską" jak to się zwykło mówić. Jednak te cztery lata na statku zmieniły go w prawdziwego mężczyznę. Oczywiście będąc ciągle na Val Chevin poznałby pewnie tajniki perswazji, doskonałego kłamstwa i inne umiejętności miękkie przydatne w osiąganiu supremacji politycznej i ekonomicznej. Jednak tak się nie stało. Wzmocnił za to swoje ciało. Co nie znaczy, że zapomniał o tym czego się nauczył w dzieciństwie. Ekonomia, dedukcja pozwoliły na to, by Ehvmer stał się szybko kimś w rodzaju doradcy Kapitana i pomnożył tym samym jego majątek. Znajomość języka pozwoliła mu prowadzić dziennik pokładowy. Mężczyzna był więc ceniony za swoje umiejętności i zachował także szacunek jakim darzyli go kiedyś ludzie na dworze, a który wtedy przeszedł na członków załogi. Nauczył się też kartografii.
***
Jednak jak to zwykle w życiu bywa, nic co dobre nie trwa wiecznie. Dobry Kapitan po 4 latach został zabity. Plotki głoszą, że zlecił to jego rywal z Fereldenu. Za dobrze się mu widocznie powodziło i zwracał na siebie zbyt dużo uwagi. Jego statek został spalony. Załoga nie miała do czego wracać. Ehvmer był wtedy w portowej karczmie, gdzie znali go jako "Skrybę Krakena". Miał przy sobie swój worek, wypełniony Srebrnikami. Nigdy się z nim nie rozstawał. Po pewnym czasie wrócił jednak do portu, jednak zamiast okrętu zastał zgliszcza i martwe ciało swojego pracodawcy. Nie zapłakał. Poczuł niesamowity gniew. Być może ktoś wynajął Kruki, ale to nieważne. Wtedy mający 33 lata były markiz zapragnął zmienić świat za pomocą siły. Zakupił więc swój pierwszy własny miecz - piękny Rapier. Do tej pory jedynie pożyczał od innych, a teraz postanowił mieć coś takiego na własność. Wydał na niego połowę swojego worka. Dokupił też torbę podróżną by móc ruszyć w świat albo raczej w morze. Schował Klejnot ojca i worek z pozostałymi pieniędzmi do torby. Zakupił prowiant i także go tam umieścił. Zmienił też całkowicie swój ubiór i nagle pokazał klasę, styl i szyk.
***
Drogi czytelniku, tak wiem, że najpierw powinno się opisać charakter postaci, a dopiero później jej historię, jednak to historia kształtuje charakter. Tak więc wypadało najpierw przedstawić historię, by móc przejść gładko do charakteru. Po śmierci Kapitana Ehvmer stał się silny psychicznie. Ożenił się ze śmiercią, która będzie mu pewnie towarzyszyć przez resztę życia. Odebrał kilka żyć i nie czuł przy tym praktycznie nic. Zimny i bezwzględny zabójca. Jednak wśród przyjaciół czy dziwek zachowywał się inaczej. Był ciepły, opiekuńczy, miły i zabawny. Kto zaskarbił sobie jego serce, oczywiście w sensie metafizycznym, bo w sferę seksualną nie wchodzimy, mógł na niego liczyć. Były markiz miał jednak marzenie. Odzyskać tytuł markiza. Wejść ponownie z buciorami do polityki. Powiesić wszystkich zdrajców, za których zaczął uważać swoją rodzinę z Val Chevin a także Cesarza i oczywiście Boską. W sumie oprócz swoich przyjaciół nie dbał o nikogo. Fereldeński kupiec, który miał złoto był dla niego tak samo niewartym uwagi śmieciem co rycerz zakonny. I tego byłby w stanie zabić i tego, chociaż z różnych powodów. Jeśli czyjaś śmierć była mu na rękę, to po prostu zabijał. Ale nie był jakimś seryjnym mordercą, który zaspokaja swoje seksualne zapędy zabijając innych. Zazwyczaj chodził z szelmowskim uśmiechem na ustach i prezentował niesamowitą pogodę ducha. Skłonność do narkotyków, alkoholu i seksu była w nim duża, jednak zawsze chciał się ustatkować. Podobno nigdy nie podniósł miecza na kobietę, chyba, że była koszmarnie brzydka.
***
Jak widać jego charakter praktycznie z dnia na dzień uległ znacznej zmianie. Jednak to był dopiero początek jego podróży. Pogodził się ze śmiercią Kapitana i udał się do Val Royeaux. Chciał tam w końcu sprzedać Klejnot, dostać gotówkę lub ewentualnie własny statek i na nowo rozpocząć swoje życie.
***
Tutaj urwał się tekst, a dalsze strony nie zostały zapisane..


Uwagi dla Mistrza Gry:
• Marzeniem postaci jest własny statek z kamratami i morskie przygody. Nie straszne mu sztormy.
• Pierwszą swoją przygodę chciałbym zacząć w Val Royeaux i spróbować spieniężyć Klejnot (nie wiem ile może być warty, więc tą kwestię pozostawię MG).
• Postać w środowisku marynarzy znana jest jako "Skryba Krakena".
• Jeśli ktoś zwróci się do niego per "Markiz", ewentualnie jakoś podobnie, to pewnie go to ucieszy niezmiernie. Chyba, że ten ktoś będzie wrogiem, to wtedy nie. Szable pójdą w ruch.
• Mimo chęci zakupu statku, nie chce zostać jego kapitanem. Znajdzie kogoś odpowiedniejszego na to stanowisko.
• Jak ze statkiem nie wyjdzie, to zaszyje się gdzieś w lesie i będzie zwykłym bandytą, żyjącym wśród elfów.
• Nie wyzbył się swoich przekonań. Dalej jest liberałem. Ale tym razem jako argumentu używa siły, raniąc także czasem tych, którym obiecał wolność. Ale gdy tylko pozbędzie się Cesarza, jego rodziny, swojej rodziny, Boskiej i Zakonu, to wtedy zacznie walkę polityczną o spełnienie swoich ideałów.
• Ucieczkę z Val Chevin opisałem z bardzo małymi szczegółami, bowiem dostałem propozycję odbycia retrospekcji z MG, wyjaśniającej ten element życia postaci.


Ostatnio zmieniony przez Ehvmer de Chevin dnia Pon Maj 16, 2016 5:56 pm, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Dopisanie paru informacji dla MG, bo zapomniałem :(. Przepraszam.)
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: Ehvmer de Chevin Czw Maj 19, 2016 6:59 pm



KARTA ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA

Ehvmer to wyjątkowo kontrowersyjna osoba, która bardziej od szlacheckich bali ceni sobie zapach morza i ekscytację płynącą z podróżowania. Wydaje mu się, że jest wolny, ale jak długo można pozostać wolnym jako najstarszy syn własnego ojca-szlachcica?
Z racji specyfiki postaci zostajesz przydzielony do Niezrzeszonych.

Ilość punktów w rezerwie: 1

Udanych rejsów.

Powrót do góry Go down

Ehvmer de Chevin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » Strefa gracza » Kartoteka postaci » Zaakceptowane » Niezrzeszeni-