Dragon Age

Share


Bastien Valmont

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Bastien Valmont Wto Kwi 26, 2016 5:32 pm



Bastien Valmont

Wiek: siedemnaście lat | Płeć: mężczyzna


Rasa: człowiek | Frakcja: Orlais | Rodzinne strony: Val Royeaux


PREDYSPOZYCJE

CIAŁO:
• Walka lekką bronią (standard)
• Akrobatyka (standard)
• Strzelnie z łuku (standard)
• Jazda wierzchem (standard)
UMYSŁ:
• Religia (nowicujsz)
• Historia i język (standard)
• Elokwencja (standard)
• Odczytywanie emocji (ekspert)
• Dedukcja (standard)
• Polityka (ekspert)
• Perswazja (standard)
• Finanse i rachunkowość (nowicjusz)
• Taniec i śpiew (nowicjusz)
• Łganie (ekspert)

EKWIPUNEK
Nie ma co się wiele rozpisywać. Bastien jest po prostu  nieskromny, choć też nie ukazujący swej wyższości wszystkim. Nosi się w barwach swego rodu, nierzadko lubując się w założeniu pancerza i walczeniu z innymi na placu treningowym.
Przy jego pasie zazwyczaj widnieje długi, jednoręczny miecz - mogący się tam znaleźć tylko dlatego, że Valmont do najniższych nie należy. Nie zdobiony jakoś szczególnie mocno - jednak dalej olśniewający swoją prostotą i morderczą skutecznością.
Mieszek z monetami, zawsze przytroczony do jego pasa - rzadko jednak używany.
Kobyła o nazwie Klacz. Nadzwyczajnie spokojna, niemal w całości upodobniając się do charakteru właściciela. Ale tylko przy nim - dla innych jest agresywna, nieraz gryząca i kopiąca, a już na pewno nie dająca się osiodłać. Tylko Bastienowi na to pozwala.
Łuk, ale brany tylko na polowania.
Sztylet schowany w zakamarkach jego szat, a również drugi - brany tylko na przejażdżki do lasu.


CHARAKTERYSTYKA
Stwórca tworzy coś nieskomplikowanego. Mającego konkretny, zazwyczaj małostkowy cel. Cel, który wchodzi w skład wielkiej mozaiki, pomniku stworzonego na barkach tysięcy, lawiny powstrzymanej barykadą z trupów. Tylko człowiek wszystko komplikuje, rozbija mozaikę, zrzucona pomnik z piedestału i przepuszcza druzgocącą lawinę dalej.
Urodził się jako pierwsze dziecko. Wrzeszczał przeraźliwie - zupełnie jakby nigdy nie chciał odłączyć się od matki. Nawet jej ręce nie przyniosły mu ukojenia, niby miód na ranę - dezynfekując, lecz magicznie nie uzdrawiając. Spokój dopiero dała noc, kiedy to mały demon zamknął swe ślepia, zasypiając w komnacie o stokroć większej od niego samego.
Następne lata - zupełnie jakby wychodząc naprzeciw dniu największej radości w cesarstwie - były ciche. Bastien uczył się patrząc, słuchając i będąc posłusznym. Jak większość dzieci, fascynowały go pojedynki rycerskie, turnieje, a już w szczególności - damy w opresji. Więc i kilka lat po narodzinach siostry, nie omieszkał zająć się nią, jak na prawdziwego rycerza przystało. Nieraz zdarzało mu się zawędrować do jej komnaty, podać rękę i maszerować dumnie przez dziedziniec spowity całunem cienia, ogrody skąpane w świetle słonecznym i wszelakie pomieszczenie w zamku. Bo wtedy mógł to robić. Był przecież zwykłym, dorastającym chłopakiem. Nieświadomym tego, że niegdyś coś ciężkie przysiądzie na jego barkach, coraz bardziej ciążąc mu i sprowadzając na sam dół.
Kiedy siostra uczyła się śpiewać, tańczyć i szykować do - jakże odległej - roli czyjejś księżniczki, on sam siedział przy książkach, nawet nie próbując się przeciwstawić. Taką rolę dał mu Stwórca, a jemu zostało tylko się przyporządkować, wszak, jak można było kwestionować Jego wolę? Niestety, nieskomplikowane podejście Bastiena nie udzielało się (o dziwo) wszystkim, jakże przecież zacnym personom w cesarstwie, nierzadko doprowadzając ich do zguby.
Wszystko jednak zaczęło się od ludzi. Brzmi znajomo? Zawsze tak było. Stwórca musiał przeklinać ten dzień, dając im i wolną wolę, i możliwość do jej wykorzystania. Zapewne nieraz też bawił się niezmiernie, niby to sławny gość, przychodząc na przedstawienia i oglądając wystąpienie lalek. Jego lalek.
Dziedzic musiał zetknąć się z brutalną prawdą już wtedy, kiedy księżniczka Nathaira, jego przyjaciółka, rozmów towarzyszka i tajemnic powierniczka, została brutalnie zgwałcona przez życie. Odwrócona wbrew swej woli, dając się zaatakować najgorzej, jak tylko się dało. Wysłanie zabójcy na nią było czymś tak niewiarygodnym, tak… prostym. Oczywistym. Niczym strzała, wpadając w idealny i ułożony świat Bastiena, rozbijając go na tysiące części i wołając: “Masz! Teraz to ułóż, masz całe życie!”. Wtedy zrozumiał jedną kwestię. Strzała kłamała. Nie miał całego życia. Włączył się właśnie do Gry.
Nie lubował się w szpiegach, często będąc jako ozdoba na salonach, a nie prawowity pionek. Nie zasługiwał nawet na taki tytuł, nie dając się wmanewrować w żadne niesnaski, plany i knowania. On po prostu obserwował, wiedząc, że przebywa w środowisku kłamców zręczniejszych od niego, ludzi okrutniejszych od najgorszych stworów i manipulantów dawno temu wyzbytych z jakichkolwiek postaw moralnych. Dlatego widział. Patrzył. A wiedza przychodziła z czasem, z każdą mimiką, gestem, inną tonacją głosu.
Pozycja obserwatora, niegdyś biernego jeszcze, nie umniejszyła wcale prezentacji chłopaka. Nie sprawiał problemów rodzicom, słuchając matki, szukając kontaktu z ojcem i uśmiechając się nawet do nielubianych wujów. Bo tak wypadało, a on nie miał prawa tego kwestionować. Tylko patrzył, szukając kolejnych wskazówek które - z biegiem czasu - układały się same, szukając rozwiązania niemal od poczęcia. A Bastien, niczym dobry ojciec, przygarniał je wszystkie do siebie, szepcząc słowa otuchy do ucha i głaskając skołatane nerwy. Ale tylko w umyśle. Bo na zewnątrz robił tylko jedną rzecz.
Obserwował.
Reine Valmont. Cesarzowa-matka. Niejedni słysząc o niej, mimowolnie patrzyli się po kątach, rozluźniając, zadziwiająco wręcz ciasne kołnierze. Spoglądali za siebie w ciemnych uliczkach, pili wyłącznie z kryształowych kieliszków oraz trzymali przy sobie najznamienitszych strażników. Babka Bastiena, podobnież chłodna w obyciu, w niezdrowy sposób fascynowała chłopaka. A on ją kochał. Tak samo jak matkę, ojca, siostrę czy ciotkę - tak samo obdarzył uczuciem lodową skałę, nieraz okazując jej więcej uczuć, niż odważyłby się niejeden, były już zalotnik. To ona, mimo swej nieskrywanej fascynacji nad swoim pierworodnym synem, zajmowała się młodym dziedzicem tronu. Kiedy jego matka nie miała czasu, zajęta ważnymi sprawami - on przychodził do niej. Jednak nie żaląc się. Po prostu wsłuchując się w jej zwinny język, spoglądając na jej sprawne palce i doglądając pięknych, niegdyś będących tylko częścią czegoś jeszcze piękniejszego, oczu. W niej mógł znaleźć zawsze swoją sojuszniczkę, mimo tego, że nie mógł powierzyć jej żadnych sekretów. Nie zwierzał się praktycznie nikomu. Jednak to nie przeszkadzało w tym, żeby pomiędzy Bastienem a jego babką, nawiązała się dziwna, wręcz specyficzna więź. Więź pomiędzy kochającym wnuczkiem, a kobietą świetnie skrywającą swoje emocje.
Sir de Montfort. Kolejna postać o tyle ważna w życiu Valmonta, że stawiana niemal na równi z ojcem. Chłopak nieraz spędzał z dowódcą kawalerii wiele czasu, pod pozorem uczenia się fechtunku (tak, miał od tego nauczycieli, ale chyba każdy wolał się uczyć od chodzącej sławy, nie?), a tak naprawdę, skrycie podziwiając i poniekąd - zazdroszcząc. Zazdroszcząc choć pozornej wolności i dowolności w podejmowanych decyzjach. Bastien nie chciał być taki jak on. Chciał być lepszy, doskonalszy, zdając sobie sprawę z tego, że tylko ludzie czynu mogą osiągnąć więcej i lepiej. Ludzie czynu zdolni do wykonania jakichkolwiek ruchów, nie będąc marionetką na usługach zwykłych - przynajmniej z pozoru - kundli. A Bastien obserwował wciąż, coraz bardziej uświadamiając sobie, że jednak Stwórca nie tworzył ludzi skomplikowanych, bo chciał, by wszystko było proste. Jego boskość po prostu chciała oglądać przemianę, ewolucję i zmiany.
Valmont potrafił się zmienić.


Co bardziej śmiali ludzie rzeczą, że najpierw widać jego czuprynę, a następnie resztę ciała. Może to zasługa tego, że niebywale wysoki, mając ponad sześć stóp wzrostu, nieraz wzbudza niezdrowe wręcz zainteresowanie, wyróżniając się nie tylko na salonach, ale i w zwykłych, cesarskich uliczkach. Nie można go uznać za olbrzyma, a raczej porównać do kota. Wdawać by się mogło - leniwego, oglądającego wszystkich i machając ogonem na każdy problem. Świadomego swej niewymuszonej elegancji w dziwnej obojętności roztaczanej wokół.
Uprzejme zainteresowanie. To aż nazbyt częsty gość w wściekle wręcz niebieskich oczach młodzieńca. Rozemocjonowanych właśnie tym - nie ukazując niczego innego. W asyście z przyjaznym, niemal dobrotliwym uśmiechem, dając wygląd chłopaka miłego, pomocnego i co najważniejsze - uczciwego. Co z tego, że liczy się wnętrze. Ludzie widzieli co chcieli, a wyglądając zawsze Bastiena, tylko najbystrzejsi mogli mieć pewne obawy. Niesłuszne. Wszak on tylko obserwował i godnie się prezentował, dając uczucie błogiego spokoju nawet najlękliwszym. Bo on nie jest wilkiem w owczej skórze. Jest kotem. Kotem tylko patrzącym.
Do czasu.






Uwagi dla Mistrza Gry:
• Na swoistą aferę z udziałem ojca nie zwrócił żadnej uwagi. Nie dał poznać, że cokolwiek zmieniło się w relacji ojciec-syn, ba! Bastien jakby zaczął jeszcze bardziej szukać kontaktu z ojcem, niby podświadomie łapiąc ostatnie, wspólne chwile.
• Nie ucieka spod czujnych oczu strażników, nie wychodzi na nocne przejażdżki do miasta - robi to wszystko otwarcie, niezwykle często prosząc o pozwolenie rodziców. Sprawia wrażenie niemal tak bardzo ułożonego, jak to tylko możliwe.
• Obserwator, jednak ponad wszystko - chłopak kochający rodzinę. I na pewno nie przechodzący obok tego, jak ktoś próbuje w jakiś sposób ją zniszczyć albo w nią ingerować.


Ostatnio zmieniony przez Bastien Valmont dnia Czw Kwi 28, 2016 4:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: Bastien Valmont Pią Kwi 29, 2016 2:06 am



KARTA ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA

Od dziedziców cesarskiej spuścizny zawsze oczekiwało się bardzo wiele. Z drugiej strony Bastien, jako jedyny syn swego ojca, od zawsze był pilnowany bardziej, niż każde inne dziecko w rodzie - Judicael nie mógł pozwolić sobie na utratę dziedzica przy tak seksualnie niepewnej małżonce. Mimo specyficznego wychowania młody książę to prawdziwy wzór przyszłego monarchy. Oby taki stan rzeczy nie okazał się przelotny...

O jakość Twojej rozgrywki zadba Urthemiel.

Ilość punktów w rezerwie: 3

Miłej gry.

Powrót do góry Go down

Bastien Valmont

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » Strefa gracza » Kartoteka postaci » Zaakceptowane » Urthemiel-