Dragon Age

Share


Delilah Lorentz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Delilah Lorentz Wto Kwi 26, 2016 2:43 pm



Delilah Lorentz

Wiek: 30 | Płeć: Kobieta


Rasa: Człowiek | Frakcja: Krąg | Rodzinne strony: Kirkwall


PREDYSPOZYCJE

CIAŁO:
• Krzepa (4 - standard)
• Akrobatyka (4 - standard)
• Walka lekką bronią (15 - mistrz)
• Walka wręcz (4 - standard)
• Jazda wierzchem (1 - fajtłapa)
UMYSŁ:
• Historia i język (2 - nowicjusz)
• Łganie (4 - standard)
• Perswazja (4 - standard)
DUCH:
• Magia mocy (15 - mistrz)
• Magia ducha (8 - ekspert)
• Wiedza o pustce (4 - standard)

EKWIPUNEK
- Wiła – solidnie wykonana szabla o gładkim, pozbawionym ozdobników ostrzu. Brązowy jelec został uformowany w wygiętą falę, a skóra oplatająca trzon jest już nieco sfastrygowana. Zwykle schowana w pochwie z brązowej skóry ozdobionej motywem fali

- szeroki pas z kieszonkami i miejscem na przypięcie pochwy z szablą

- nóż – mały nóż z pochwą, służący jako narzędzie, nie broń

- w kwaterze: nieduży kufer z prostymi i praktycznymi ubraniami - kilka koszul,  kilka par spodni, zimowe i letnie buty, płaszcz, a także dwie szaty Zaklinacza, które leżą zakopane na samym dnie.

- notatnik ze skórzaną obwolutą, na której znajduje się symbol Kirkwall; wewnątrz notatnika znajdują się zapiski oraz wiele szkiców przedstawiających różne rzeczy: od ludzi, poprzez broń do gestów i magicznych formuł

- sakiewka z pieniędzmi



CHARAKTERYSTYKA

Do bitki i do wypitki!

Swoim wyglądem Delilah stanowi zaprzeczenie powszechnego wyobrażenia o magu. Wysoka, o śniadym kolorze skóry, zbudowana jak atletka, porusza się pewnie i z gracją. Piegowatą twarz przecinają blizny, a duże zielone oczy spoglądają bystro i przenikliwie. Brązowe włosy nosi krótkie, z wygoloną częścią głowy. Zwykle ubiera się praktycznie, preferując dopasowane spodnie i kamizele, na wierzch narzucając płaszcz. Talię podkreśla ciężki, skórzany pas z kieszonkami i przypiętą do boku Wiłą. Nie cierpi, gdy strój ogranicza ruchy, dlatego też jak ognia unika powłóczystych, mrocznych szat z dziwnymi znaczkami. Na pierwszy rzut oka można wziąć ją za gościa w wieży, nie jej stałego mieszkańca.

Delilah jest znaną i przeważnie lubianą postacią w Kręgu. Energiczna i otwarta łatwo nawiązuje kontakty, traktując innych tak, jak sama chciała by być traktowana. Wielu magów, a być może także i kilku templariuszy uważa ją za dobrego ducha Twierdzy Kinloch. Paradoksalnie Lorentz najlepiej dogaduje się z najmłodszymi adeptami, którym pomaga przyzwyczajać się do nowych warunków. Srogi wygląd wojowniczki uspokaja i daje oparcie tym, którzy boją się templariuszy, jak i ostudza głowy tych bardziej niesfornych. Odpowiada na pytania, snuje opowieści, rozwiązuje konflikty, pokazuje piękno i niebezpieczeństwa magii. Starsi adepci, którzy są chętni do nauki otrzymują od niej głównie wiedzę o magii mocy. Zarówno od jednych jak i drugich wymaga absolutnej szczerości, która działa w obie strony.

Jest twardą racjonalistką, nie wierzy w cuda, bogów i jednorożce, choć nie pogardza osobami, które w wierze odnajdują wewnętrzny spokój. Wychodzi z założenia, że jednym pokój ducha zapewnia bieganie nago po trawie, a innym śpiewanie kantyczek i jej nic do tego. Nie uważa magii ani za przekleństwo, ani za dar, tylko za naturalne zjawisko jak pory roku, ptasi śpiew, czy sraczka po popiciu kiszonki maślanką. Nie widzi powodu, dla którego ludzie mieliby padać przed magami na kolana i wznosić oczy do nieba, ale i nie widzi też powodu by magowie uważali się za potworną karę zesłaną przez bogów na ten świat.

Uważa, że Krąg jest potrzebny i śmieszą ją magowie ślepo dążący do wolności, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że tam, na zewnątrz nikt nie da im za darmo kolorowych szmatek na grzbiet ani ciepłej michy. Chciałaby, żeby kiedyś Zakon zrozumiał, że lepiej z Kręgów uczynić elitarne akademie, do których każdy będzie chciał się dostać, niż złote klatki, z których każdy chce wyfrunąć.

Mówią, że Lorentz jest szurnięta na punkcie broni. Starsi adepci opowiadają młodszym, że w Wile zaklęty jest demon, który karmi się duszami tych, którzy nie przeszli Katorgi. To oczywiście bajki, a przywiązanie Delilah do miecza wynika z jej pochodzenia i niezależności ludzi z Wolnych Marchii. Uważa, że wolny człowiek powinien móc się bronić i posiadać narzędzia do obrony. Zabranie człowiekowi broni to zrobienie z niego niewolnika. Bez żelastwa wiszącego u boku czuje się jak bez ręki i natychmiast zacznie szukać czegokolwiek co jest ostre i co można przypiąć do pasa. Wiła, wbrew temu co gadają ludzie, to wciąż zwykła szabla, choć niezwykle dla niej cenna, bo jest jedyną rzeczą, która nieprzerwanie towarzyszyła jej przez te wszystkie lata.

HISTORIA:

Ach, Kirkwall, słodkie Kirkwall. Jeśli tutaj przeżyjesz, to wszędzie się wywiniesz!

Delilah była jednym z wielu dzieci, które nigdy nie poznały swoich rodzicieli. Została znaleziona w przedsionku świątyni w Kirkwall, zawinięta w kawałek pokrwawionej szmaty, co wskazywało, że matka pozbyła się córki niedługo po urodzeniu. Nadano jej imię po jakieś nieżyjącej od setek lat świętej i została przygarnięta do przyświątynnego bidula, gdzie spędziła pierwsze lata swojego życia. Na początku była przykładną wychowanką, podporządkowaną regułom, słuchającą opiekunek, pracującą i śpiewającą razem z nimi kantyczki ku chwale Stwórcy i Andrasty. Bezpieczne mury świątyni szybko przestały jej jednak wystarczać. Za ciężkimi drzwiami czekały przecież uroki i pokusy Kirkwall w całej okazałości. Po pierwszym wstrząsie szybko nauczyła się reguł przetrwania na ulicy, a trudno znaleźć lepszego nauczyciela życia niż ciemne zaułki w Dolnym Mieście. Rezolutna dziewczyna zbratała się z grupą obdartusów podobnych do niej, podrzutków, bękartów, których ojcem był rynsztok, a matką ulica. Coraz mniej czasu spędzała na kantyczkach, a coraz więcej na okradaniu straganiarzy, walczeniu z innymi grupami i pilnowaniem porządku na „swojej” dzielnicy. Opiekunki próbowały sprowadzić podopieczną na właściwą drogę, ale ich wysiłki spełzły na niczym. Kiedy po raz kolejny wróciła do bidula przyprowadzona przez znajomego już strażnika, siostry zagroziły, że zamkną ją w pokutnej celi na kilka miesięcy, żeby mogła przemyśleć swoje zachowanie. Dziewczyna uciekła następnej nocy i w pełni zaczęła żyć na ulicy.

Kiedy miała dwanaście lat pierwszy raz objawiła się u niej magia. Ukradła słodką bułkę ze straganu i uciekając przed wrzeszczącą na nią wiedźmą wpadła na osiłka z konkurencyjnej bandy. Kilka dni wcześniej spuścili mu solidny łomot, ale teraz nie miała ze sobą swoich przyjaciół. Nim zdążyła zareagować chłopak skoczył na nią i zaczął okładać pięściami. Próbowała kopać, gryźć, szarpać, nawet w gębę mu napluła, ale napastnik był większy, cięższy i silniejszy. Czuła się jakby uderzano ją kowalskimi młotami, a każdy kolejny cios coraz bardziej pozbawiał ją sił. Wszystko rozmazało się, w uszach huczała jej krew, a całe ciało przeszywał ból. W pewnym momencie chłopak przestał i zaczął ciągnąć ją w jakieś miejsce. Potem poczuła, że zaczyna zdzierać z niej ubranie, a sparaliżowane strachem serce spada gdzieś do żołądka. Gdy usłyszała świst oddechu przy swoim uchu wiedziała, że to ostatnia szansa. Wkładając w to wszystkie siły, rzuciła się do przodu licząc, że trafi zębami w gardło, ucho lub twarz. Jednak w momencie gdy zaczęła się podnosić, nastąpiło coś podobnego do małego wybuchu. Chłopak poleciał do tyłu, zupełnie jakby olbrzym złapał go za kark i rzucił o ścianę budynku naprzeciwko. Upadł na ulicę, zostawiając na ścianie siatkę pęknięć. Nie tracąc czasu Delilah dała dyla, nawet nie sprawdzając czy jej przeciwnik żyje. Zaszyła się w najciemniejszym kącie Mrokowiska, bojąc się wracać na wyższe poziomy miasta. Wiedziała, że to co się stało nie było normalne. Nie byłaby w stanie podnieść, nie mówiąc już o wbiciu w ścianę starszego od niej chłopaka. Z czasem odkryła, że kiedy mocno się skupi i bardzo tego chce, jest w stanie przesuwać przedmioty, unosić je albo miażdżyć. Utrzymanie w ryzach tego było bardzo trudne i męczące, ale nie miała już żadnych wątpliwości – kontrolowała magię.

- A cóż takiego możesz mi zaoferować? Dlaczego miałbym dać ci pracę inną niż zabawianie moich ludzi, o ile któryś z nich będzie miał ochotę na takiego chudego szczurka?
- Jeżeli którykolwiek z twoich ludzi mnie dotknie, to złamię mu kark jak patyczek.

Wiedziała też co to oznacza – od tej pory musiała stać bardzo ostrożna. Słyszała opowieści o magach, o Kręgach, plugawcach i templariuszach. Nie zamierzała dać zamknąć się w żadnej wieży, a już na pewno nie w Katowni. Kiedy wreszcie głód wygnał ją z Mrokowiska odnalazła swoją bandę, ale nie wychylała się już przed szereg. Jednocześnie starała się nauczyć kontrolować drzemiącą w niej magię, aby nie miotać ludźmi i rzeczami w przypływie złości. Zawsze ćwiczyła w nocy, przynajmniej raz w tygodniu, by nie zwracać uwagi towarzyszy zbyt częstymi nocnymi eskapadami do najgłębszych i najciemniejszych nor w mieście. Ciągle zmieniała miejsca i dokładnie sprawdzała czy nikogo nie ma w pobliżu. Jeśli miała choć najmniejszy cień wątpliwości - nie ryzykowała.

Tak minęły kolejne trzy lata. Wataha powoli się wykruszała: część odchodziła do band rzezimieszków, część do przemytników, część znalazła sobie taką lub inną pracę. Delilah wiedziała, że musi znaleźć nowych towarzyszy, jeśli miała sypiać spokojnie, bez brzęku łańcuchów z Katowni nad uchem. Potrzebowała silnej i niezależnej od Zakonu organizacji, której członków nie wieszano za nogi kiedy pokazywali się na mieście za dnia. Do tego opisu najlepiej pasowali najemnicy Czerwonego Żelaza. Wykorzystując kilka znajomości zaaranżowała spotkanie z Jagerem, który dowodził w tym czasie najemnikami. Mężczyzna był wyraźnie rozczarowany, obiecano mu bowiem spotkanie z wojownikiem, a zamiast niego dostał chuderlawą dziewczynkę z rynsztoka. Kiedy kazał jednemu ze swych ludzi ją wyrzucić, Delilah zatrzymała osiłka w miejscu, wyjęła mu zza pasa sztylet i przystawiła do gardła. Potem miotnęła nim na stół przy którym siedział dowódca, a broń zatknęła za swój pasek. Po tym występie Jager postanowił dać jej szansę i zgodził się na przyjęcie w szeregi Czerwonego Żelaza.

Nie oznaczało to końca kłopotów. Na początku Delilah musiała mieć się stale mieć się na baczności. Niektórzy uznawali jej przyjęcie za żart, niektórzy myśleli, że podszywa się pod najemnika, a inni, że przysłano im przebraną dziewkę dla zapewnienia rozrywki. Kilka razy musiała pokazać, że nie nosi pancerza Czerwonego Żelaza przez przypadek. Nikt się z nią nie cackał, nikt nie bił przed nią pokłonów, nie dostawała frykasów za bycie magiem. Najemnicy potrzebowali jej umiejętności, a ona ich ochrony. Solidną pracą, posłuszeństwem i odrobiną ulicznej bezczelności udało jej się ugruntować swoją pozycję w grupie. Otrzymała lepszy ekwipunek, wyszkolono ją w walce krótkim ostrzem, zapewniono bezpieczne miejsca do trenowania magii, a co najważniejsze, złoto i znajomości Jagera trzymały plotki z daleka. Deliah została przydzielona do grupy Zargo Sarazzina, a trzy lata, które przesłużyła pod jego komendą uważa za najlepszy okres w swoim życiu. Miała wszystko: oddanych kompanów, złoto, wolność, a także partnera w osobie Zargo. Nie bała się nikogo i niczego, i być może to stało się przyczyną jej zguby – nie doceniła przeciwnika. Wszystko sypnęło się z błahego powodu: zazdrości wzgardzonej kobiety. Związek Lorentz i Sarrazina był raczej luźną relacją, przymykającą oko na skoki w bok. Kiedy jedna z byłych partnerek jej przełożonego zorientowała się, że była tylko przelotną zabawą, która nie może liczyć na więcej, postanowiła się zemścić. Nie wiadomo od kogo dowiedziała się, że Delilah jest magiem żyjącym sobie radośnie po za Katownią. Kupiła kurczaka, poderżnęła mu gardło, a zebraną krwią pomazała drzwi pokoju w karczmie, w którym zamieszkiwała Lorentz. Resztę wylała na siebie i wyleciała na ulicę wrzeszcząc, że pod Wisielcem zaszył się maleficar, który próbował ją zabić. Ludzie to podchwycili i wybuchła panika. Tyłek uratował jej Zargo, który odszukał ją na mieście, opowiedział co się stało i odeskortował do portu. Nie było wątpliwości, że templariusze zaczną jej szukać, gdy znajdą – zamkną w Katowni, a dopiero potem będą zadawać pytania. Przekupując kapitana, załapała się na pierwszy, lepszy okręt, który płynął po za Marchie, do Fereldenu.

- Brać ją. Zakuć w kajdany, tak, żebym widział ręce, odebrać szablę.
- Zostaw mi broń, templariuszu, a daję słowo, po dobroci pójdę do samej wieży, jak po sznurku. Odbierz mi broń, a wykorzystam najdrobniejszą okazję by uciec.


Ze statku zeszła w Denerim, mając jeden komplet ubrań, garść monet w sakiewce i szablę u pasa. Niewiele wiedziała o kraju psiarzy, więc trzymała się portowej dzielnicy, gdzie nie wyróżniała się specjalnie między różnymi obcokrajowcami. Po zasięgnięciu języka i krótkim pokazie umiejętności walki znalazła zatrudnienie jako wykidajło w jednej z portowych karczm. Nie wychylała się i nie używała magii, by nie sprowadzić sobie na głowę kolejnej pogoni. Szybko przyswajała sobie tutejsze zwyczaje, nawiązywała nowe kontakty, a po pewnym czasie udało jej się nawet awansować – trafiła do burdelu Perła, oczywiście w charakterze ochroniarza. Praca była miła i wygodna, w zamian za pozbywanie się kłopotliwych gości otrzymywała niewielkie wynagrodzenie, dach nad głową i ciepłą strawę. Zaprzyjaźniła się z większością dziewczyn, które czasami odpalały jej błyskotkę lub niewielki upominek, gdy pomagała im pozbywać się szczególnie nieprzyjemnych klientów. Kiedy miała ochotę poćwiczyć magię, brała kilka klamotów, wypożyczała niewielką łódkę od Fergusa - znajomego rybaka -  i wypływała z dala od brzegu, zawsze wracając z mniejszym lub większym połowem dla swojego przyjaciela.

Delilah spędziła w Denerim dwa  lata, podczas których zbierała informacje, znajomości oraz fundusze, by dać nogę do Nevarry, gdzie nie musiałaby obawiać się zamknięcia w Kręgu. Niestety, kapryśny los kolejny raz pokrzyżował jej plany.

Pewnego dnia gdy wracała z połowu, jej uwagę zwróciły kłęby czarnego dymu unoszące się niedaleko Perły. Okazało się, że płonęła chata Babuni Lang, staruszki która prowadziła przytulisko dla obdartych dzieciaków z dzielnicy portowej. Ludzie próbowali gasić rozszalały żywioł, ale stara, drewniana chata zajęła się niczym skopek siana, więżąc w środku kilku lokatorów i samą babunię. Jeden ze starszych chłopaków chciał wejść do środka, ale wejście zatarasowała ciężka, płonąca bela. Delilah bez namysłu pośpieszyła z pomocą i podniosła magią przeszkodę, jednocześnie podtrzymując chwiejące się ściany chałupy, żeby nie pogrzebały ratującego i ratowanych. Każda sekunda, którą chłopak spędził w płonącym budynku zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Musiała podtrzymywać coraz więcej elementów, aby utrzymać przejście. Czuła jak zapasy jej mocy kurczą się w zastraszającym tempie, serce zaczynało łomotać w piersi, a oddech przychodził coraz trudniej. Gdy w końcu wyniesieni zostali wszyscy lokatorzy, zakończyła zaklęcie i rozproszyła energię. Chata runęła jak domek z kart, a Delilah pociemniało w oczach. Ktoś krzyczał, ktoś płakał, ktoś wiwatował, ktoś klepał ją po plecach, a w głowie kołatała jej jedna myśl: uciekaj. Dużo cennego czasu zajęło jej dojście do siebie i uwolnienie się z tłumu, który zdążył zgromadzić się przy pogorzelisku. Udała się prosto do doków, by ponownie odpłynąć w siną dal. Niestety, templariusze już na nią czekali. Poddała się bez walki, była zbyt słaba i wyczerpana magią. Dwa tygodnie później trafiła do Twierdzy Kinloch.

- Lwy, psy, łasice, mogą mieć nawet bryłkowca na sztandarze, nie obchodzi mnie to. Pytasz mnie co powinniśmy zrobić? Siedzieć na tyłkach i czekać na posłańców, a potem walczyć dla tego, kto da nam więcej.


Początki Lorentz w fereldeńskim Kręgu nie były najlepsze. Źle znosiła zamknięcie, innych uczniów, stałą obecność templariuszy, a kiedy odebrano jej szablę podjęła kilka prób ucieczki, które zakończyła półroczna odsiadka w izolatce. Po wyjściu zaliczyła długą i szczerą rozmowę z Pierwszym Zaklinaczem. W zamian za oddanie broni zobowiązała się do poprawy swojego zachowania i porzucenia planów ucieczki. Pierwszy i Komtur długo dyskutowali na ten temat, ale postanowili dać dziewczynie szansę, zaznaczając, że przy pierwszym nieuzasadnionym użyciu broni trafia ona w ręce templariuszy. Delilah dotrzymała danego słowa i nie dała się sprowokować ani co bardziej zapalczywym rekrutom, ani innym uczniom.

Po pierwszym burzliwym roku przystosowała się do życia w Kręgu oraz panujących w nim reguł i zasad. Miała dach nad głową, ciepłą michę każdego dnia, a także po raz pierwszy w życiu mogła w spokoju trenować magię. Chętnie demonstrowała swoje umiejętności w dziedzinie magii mocy, pozwalając na badanie i opisywanie jej przez starszych zaklinaczy. Zainteresowała się również magią z dziedziny ducha, szukając w niej sposobów na ochronę siebie i innych przed wrogimi zaklęciami. Szybko zaskarbiła sobie sympatię młodszych adeptów, tworząc mały teatrzyk z kukiełkami poruszanymi magią. Często można było spotkać ją otoczoną wianuszkiem słuchaczy, złaknionych opowieści z szerokiego świata. Pomagała także wyciszonym w rozładowywaniu i przenoszeniu towarów dostarczanych do wieży.

Mając 23 lata sprawnie przeszła przez rytuał Katorgi, przypieczętowując swój los jako maga Kręgu. W ciągu kolejnych 7 lat poznała wiele tajników magii ducha oraz wyszlifowała umiejętności magii mocy, w końcu zaczynając nauczać każdego, kto ją o to poprosił. Wyrobiła sobie opinię stanowczej, ale cierpliwej nauczycielki, która woli praktycznie nauczać niż odsyłać do starożytnych ksiąg i manuskryptów. Ze względu na nieposzlakowaną opinię wysyłano ją także jako wsparcie dla eskorty Formari lub magów badających niebezpieczne miejsca, wszędzie tam, gdzie oprócz magii mógł być potrzebny również miecz.

Obecnie przebywa w Twierdzy Kinloch, zajmując się w ostatnim czasie studiowaniem ksiąg poświęconych smokom.



Uwagi dla Mistrza Gry:
• Mimo, że minęło już wiele lat odkąd trafiła do Kręgu, wciąż ma sporo kontaktów w Kirkwall i Denerim.
• Jej pochodzenie oraz czystość krwi nie są znane. Nigdy nie próbowała dochodzić, kto zostawił ją pod drzwiami bidula.
• Choć jej poglądy, wygląd i zachowanie nie są zbyt ortodoksyjne, ze względu na troskę okazywaną adeptom cieszy się zaufaniem Pierwszego Zaklinacza.
• Raz do roku dostaje z Denerim antałek piwa od Fergusa.
• Czemu magowie nie mają hasztaga? #Miloscpokojmagia
• Yyy…Nagrywa się? Łbudubu, łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, niech żyje naaaaam!
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: Delilah Lorentz Sro Kwi 27, 2016 12:38 pm



KARTA ZOSTAŁA ZAAKCEPTOWANA

Ciekawa, barwna postać, która może wnieść wiele do Kręgu. Mimo, iż minęło wiele lat, a Dalilah osiągnęła rangę Zaklinaczki, musi ciągle pamiętać o tym, że paradowanie z szablą przy pasie może być ciągle negatywnie odebrane przez templariuszy (zwłaszcza tych nowych). Być może bezpieczniejszym byłoby schować ją do skrzyni i mieć pewność, że nie zostanie skonfiskowana z byle powodu?
Twoim opiekunem jest Dumat i to do niego możesz zgłosić się z pytaniami oraz propozycjami względem rozgrywki.

Udanej gry.

Powrót do góry Go down

Delilah Lorentz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » Strefa gracza » Kartoteka postaci » Zaakceptowane » Dumat-