Dragon Age

Share

[Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Sob Kwi 23, 2016 8:28 pm

First topic message reminder :

Doki w Val Royeaux są częścią jednej z głównych arterii handlowych w Orlais. Malowniczo położone przy wybrzeżu Morza Przebudzonych nigdy nie idą całkowicie spać, choć w nocy zwykle do portu przypływa mniej statków niż za dnia, to w tym czasie następuje przeładunek towarów do i z magazynów oraz życie towarzyskie tej nieco biednej dzielnicy. Żeglarze korzystają z licznych domów uciech, a szynki upijają tych już po.
Najwięcej jest magazynów głównie drewnianych zabezpieczonych podmurówką, z uwagi na zagrożenie pożarowe magazyny otacza kilka strażnic pożarowych.


Ostatnio zmieniony przez Paulo Squillis dnia Nie Kwi 24, 2016 4:17 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

















AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Sob Kwi 30, 2016 1:33 pm

Niby włócznik z Wolnych Marchii, a dokładniej Kirkwall, nie był mistrzem konwersacji. Nie rozmawiał w swoim życiu zbyt wieloma osobami, a grono jego rozmówców było dosyć wąskie. Ich wszystkich można było zliczyć na palcach jednej ręki, no może dwóch.
Miał spory problem bo bał się, że zaraz walnie milion gaf i z wyprawy będą nici. Mógł udawać niedorozwiniętego, ale postanowił, że jednak lepszym rozwiązaniem będzie milczenie.
Oczekiwał, że najemnicy, którzy będą brali udział w tej zacnej przygodnie, nie będą specjalnie rozgarnięci. Ciężko mu było na razie stwierdzić jacy są, a zresztą musiał troszczyć się tylko o jedno - templariuszy i ludzi, którzy chętnie takim go oddadzą.
Naprawdę ciężki był żywot wolnego maga, a tym bardziej takiego, który jest z Tevinter i niewiele wie o życiu.
Reasumując niezależnie czy był w Orlais, czy też Fereldenie to jego sytuacja była beznadziejna, aż dziw, że jeszcze żyje. Ucieczka z Imperium i opuszczenie bliskich miało sprawić, że Naris stanie się kimś więcej, niż tylko narzędziem w rękach Magistratu. No i stał się! Napalonym nastolatkiem.
Myśląc jak bardzo nie ogarnia tego wszystkiego, ruszył za resztą. Tłum go prowadził do jakiegoś pana Squillisa i miał nadzieje, że ten nie okażę się łowcą niewolników, czy coś w tym stylu. Bardzo dobrze wiedział jak Ci funkcjonują i co robią później tacy schwytani.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Sob Kwi 30, 2016 4:32 pm

Paulo siedział przy swoim ciężkim i prostym biurku sprawdzając rachunki Jasona, jego podwładnego, który na co dzień zajmuje się obsługą magazynów.
Czytanie tej wielkiej księgi dla większości byłoby gorsze od kary chłosty, ale Paulo stąd czerpał wiedzę na temat ruchów handlowych w okolicy oraz o podaży i popycie na dobra.

Grungir szedł pierwszy, a za nim reszta gromady. Gdy zbliżali się do budynku zauważyli, że ten nie duży kamienny budynek jest połączony z szeregiem magazynów i właśnie tu rozpoczyna się właściwy port. Można było to oczywiście poczuć, gdyż co jakiś czas gdy morska bryza wiała od części rozładunkowej zapach ryb był wręcz omdlewający, szczególnie w gorące dni.
Przed tym prostym budynkiem stał pod daszkiem piękny czarny koń o dość egzotycznej smukłej budowie, każdy koniarz nawet amator rozpozna antiviańską klacz.
Gdy Grungir prowadził wszystkich po drewnianych schodach na piętro, mogli oni zauważyć mały napis nad wejściem "Cło i Magazyny" oraz większy znak Orleis który widnieje na wszystkich państwowych budynkach. Ślepy zamykał pochód gwiżdżąc nie umiejętnie i totalnie bez rytmu, ale co sobie popatrzył na tyłek Vashty to jego.

Paulo wiedział, że to krasnolud w momencie gdy tamten wszedł już na pierwszy stopień schodów, ale pewien tumult po nim zdziwił już go. Zapewne idą kupcy - pomyślał.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Nie Maj 01, 2016 7:15 pm

- Upuściłaś swoją szansę na romans życia i miłość gorącą jak krwiste barwy portu w Amarancie. Na szczęście jestem tu, by zapewnić Ci bezpieczeństwo. Jestem... Gorin - dodał na samym końcu, robiąc przerwę, jakby zastanawiał się, czy Gorin faktycznie jest jego imieniem. A skoro miał wątpliwości, to może nie było? Kładąc swoją zamkniętą dłoń na jej otwartej dłoni otworzył ją, zacieśniając delikatnie w luźnym uchwycie, łapiąc ją za rękę. Następnie wykonał ruch kołowy, by splecione ręce luźno latały w rytm chodzenia.

Cała gromada tupała po schodach energicznie, by wytrzepać na twardej powierzchni swoje zadbane i drogie buty, jakie nosił ich oddział. Nie chcieli potem podróżować z brudnymi podeszwami. Nie wypada.

Czas było spotkać gospodarza i dać znać najważniejszemu z gości, że może się bezpiecznie zjawić.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Pon Maj 02, 2016 7:22 pm

Nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji. Zakładała, że wojownik poda jej ogryzek od jabłka, który wcześniej wyrzuciła, albo coś podobnego, żeby z niej zadrwić.
Owszem, teraz także z niej drwił, ale w zupełnie inny sposób. Poczuła się dotknięta i to nie tylko dosłownie.
Stanęła jak wryta, przez co prawdopodobnie wpadł na nią Ślepy, który szedł za nią i zamykał ich osobliwy orszak. Wyszarpnęła swoją dłoń, całe szczęście uścisk nie był mocny, nie musiała więc włożyć w to dużo wysiłku.
- Ja jestem... niezainteresowana. -odparła owemu Gorinowi.- A i o swoje bezpieczeństwo sama świetnie zadbam.
Zwyczajne zaczepki była w stanie odeprzeć zupełnie niezmieszana. Taki Ślepy, na przykład, zaserwował jej wcześniej niewybredny komentarz, który w żaden sposób na nią nie wpłynął. Ot, nic wyszukanego.
A teraz? Zarumieniła się jak pierwsza lepsza, głupia gąska. I właśnie to zdenerwowało ją najbardziej. Poczuła tę falę gorąca na twarzy, kiedy mężczyzna złapał jej rękę. Aż prychnęła ze złości.
Żeby ochłonąć, dała się wyprzedzić Ślepemu i ostatni,krótki kawałek szła jako ostatnia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Wto Maj 03, 2016 8:12 pm

Biuro do którego weszli było dosyć obszerne (3mx4m) jak na taki mały budynek, miało drewnianą podłogę wyłożoną w części pod biurkiem i pod fotelami cienkim błękitnym dywanem, na ścianach znajdowało się kilka małych obrazów przedstawiających port i statki na morzu. Centralnym punktem pomieszczenia było ciężkie, lecz proste biurko na którym znajdowały różne księgi i papiery przyciśnięte do biurka ozdobnymi kamieniami. Za biurkiem siedział Paulo Squillis szczupły, wysoki, dobrze ubrany i dość przystojny młodzieniec, który właśnie wstał.
W biurze było jeszcze 5 miejsc siedzących w tym jedno trochę lepsze naprzeciwko Paula, gdzie aktualnie siedział Jason.
Gdy już wszyscy weszli, Paulo lekko zdziwiony spojrzał pytająco na Grungira, a potem na Ślepego.
Po chwili odzyskał rezon i przywitał gości.
- Witam Panią i Panów w moich skromnych progach - powiedział pokazując rękami krzesła i fotel wokoło.
- Nazywam się Paulo Squillis i zajmuje się tutaj wszystkim co jest związane z handlem. Zapewne chodzi o moją małą wyprawę?
- Jason przynieś nam 2... albo lepiej 3 butelki wina i coś do tego. - wszystko to Paulo powiedział w miarę szybko nie pozwalając dojść do słowa innym.
Po chwili chłopak zniknął za drzwiami, zręcznie omijając całą gromadę.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Wto Maj 03, 2016 9:06 pm

- A to niespodzianka. Paulo - powiedział wysoki już mężczyzna, o ciemnych, czarnych wręcz, długich włosach, spływających po wystawnej szacie wyszywanej złotymi nićmi. Altaris przeszedł między ludźmi, mijając wysłanego po wina mężczyznę i szybkim krokiem, mając po obu stronach swoich przybocznych, by Ci pilnowali jego kolejki usiadł na najlepszym z krzeseł, nie wahając się ani chwili. Dokładniej okazało się to krzesło być fotelem. Nie wyciągnął dłoni na powitanie, bo według niego w obecnej sytuacji było to nie na miejscu i nie było to spotkanie towarzyskie, a raczej rozmowa ludzi, którzy nie byli na tym samym poziomie. Altaris według swojego mniemania był tutaj dominantem, lecz postanowił traktować Paula niemalże jak równego sobie - Mnie nie musisz się przedstawiać. A i ja zapewne nie muszę tego robić. Paulo Squillis, cudowny chłopak w dziedzinie handlu z naciskiem na handel morski. A co do wina o ile macie Royal du Chatoue, to byłbym spełniony - zaczął rozmowę spoglądając tylko na chwilę za swoje plecy, by upewnić się, że stoi za nimi ktoś zaufany z jego czterech towarzyszy, a także sprawdzić, czy posłany po wina zdążył usłyszeć jego prośbę.

- Dałbym Ci kamień z napisem Kochom Cię, nawet ze złota. Bo kwiaty szybko schną. Tak jak uschło me uczucie. A nie! Niespodzianka, harda niewiasto. Lubię wyzwania. Nie martw się, będziesz przy mnie bezpieczna - zapewnił jasnowłosy Vashtę - ten, który przedstawił się jako Gorin i z zagadkowym uśmieszkiem posyłał jej zmrużone oczyma spojrzenia, stając koło drzwi wejściowych do pokoju, jakby strzegąc wszystkich, którzy się w nim znajdowali. A może nie? Może strzegł tylko jej. Tylko dla niej stanął tam, by chronić ją własną piersią... Albo chronił Altarisa. Któż wie? Altaris wiedział. Wszyscy Przebudzeni wiedzieli. Vashta nie. Bo Vashta nie była Przebudzona.

- Nie za duże to biuro. Wydaje mi się, że powodzi Ci się dobrze, ale może nie aż tak dobrze, jak mawiają w naszym interesie. Przechodząc do sedna, podobno szukasz jakichś ludzi do jakiejś pracy, podróży. Zatem. Czego dokładnie chcesz? - skrócił na sam koniec, rozsiadając się wygodniej w fotelu, zakładając nogę na nogę. Po jego prawicy zasiadł jeden z jego przybocznych, siwy już, sądząc po brwiach, gdyż włosy zasłaniał mu ciemny hełm.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Wto Maj 03, 2016 10:15 pm

Coś się zaczęło dziać.
Cała grupa weszła do biura. Vashta nie bywała zbyt często w biurach, ale uznała je za dosyć małe. Szczególnie, że ich grupa liczyła 9 osób! Jak to? Ano tak to: Vashta, Naris, Ślepy, Grungir, Altaris i jego czterech ludzi. Do tego Paulo i jego podwładny. To dało nam 11 osób w biurze, które duże i przestronne być mogło, ale nie przy takim obłożeniu.  
Pięć miejsc siedzących. Pięć miejsc.
Oznaczało to, że nie każdy mógł sobie posadzić tyłek. No chyba że siedzieliby sobie na kolanach. Chociaż nie. Nic tak nie wprowadza pewnej dozy niezręczności jak siadanie na sobie przed rozpoczęciem wyprawy. Albo w trakcie.

W biurze przywitał ich młodzieniec, który na oko Vashty był w podobnym do niej wieku. Czy to on miał być ich pracodawcą? Zmarszczyła brwi, zastanawiając się co poszło nie tak z jej życiem. Zaraz później  doszła do wniosku, że to nie jej wina. Marginesu się nie wybiera, marginesem się człowiek rodzi.
Paulo, bo tak przedstawił się ów młodzian, wskazał im miejsca do siedzenia. Skwapliwie skorzystała z zaproszenia. Wybrała miejsce w pobliżu biurka, ale takie, które umiejscowione było prostopadle. Dla porównania, Altaris usiadł naprzeciwko Paula. Vashta wybrała neutralne miejsce, nie musiała bowiem demonstrować swojej siły. Nie żeby żadną nie dysponowała, ale margines to margines.
Gdy Paulo polecił swemu słudze, aby ten przyniósł wino, dziewczyna doszła do wniosku, że już się jej ta cała wyprawa podoba. Patrząc na Paula i Altarisa, była niemal pewna, że nie będzie to tani trunek, jaki to zwykła nosić w swoim bukłaku, a coś porządnego i dystyngowanego. Warto było tu przyjść, żeby chociaż umoczyć usta.

A co z Gorinem? Chwilę wcześniej wzbudził w niej emocje, ale wypowiedź którą ją uraczył odczarowała całą jego osobę. Tak, niektórzy lepiej sprawdzają się w czynach, nie w słowach. I do takich osób niewątpliwie należał Gorin.
Vashta uniosła brew, gdy stanął w drzwiach. Bronił dostępu do pomieszczenia? Tarasował wyjście, aby nikt gabinetu nie opuścił? Lubił stać w miejscach z delikatnym przeciągiem?
Phew.

Swoje rzeczy zostawiła pod ścianą, usiadła więc nie jak objuczony osiołek, ale jak człowiek. Miała przy sobie jedynie broń, której nikt nie kazał jej złożyć. Skórzane spodnie za czasów nowości nie były zbyt wygodne do siedzenia, ale po jakimś czasie użytkowania, po notorycznym namaczaniu ich w strugach deszczu i powolnym suszeniu gdzieś przy ogniu, skóra stała się o wiele bardziej przyjaźniejsza do użytkowania. Dziewczyna usiadła zakładając nogę na nogę. Ręce ułożyła luźno na kolanie.
Zanim jeszcze usiadła, wysłuchała powitania Paula. Po nim przemówił Altaris, którego imienia nie znała bo się nie przedstawił. Widocznie założył, że wszyscy wiedzą kim jest.
Otóż nie.
Margines nie zna, margines ma w nosie.
Ale margines pamięta, gdy coś złego mu się dzieje. To tak gwoli ścisłości.
Wracając do Altarisa.
Gdy już skończył mówić, a jak zauważyła Vashta mówił dużo, mogła w końcu się odezwać.
- Jestem Vashta. Miło mi poznać... -w tym momencie się zawahała.- ...panie Squillis.
A niech tam, uznała, że przyszłemu pracodawcy warto powiedzieć per pan. Nawet jeśli może być w podobnym wieku.
Wtedy dopiero usiadła, tak jak to zostało opisane wcześniej.
Była gotowa na przyjście wina. Nie pogardziłaby też dobrym serem czy winogronami, czyli wszystkim, czego zazwyczaj nie miała. Miała też kilka pytań odnośnie całej wyprawy, nie wiedziała jednak, czy od razu może je zadać, czy raczej jest jakiś określony harmonogram takiego spotkania.
Postanowiła poczekać, skoro Altaris zadał już w miarę ogólne pytanie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Czw Maj 05, 2016 3:59 pm

- Dziedzic Amarantu! Pan Altaris Howe we własnej osobie! - powiedział Paulo wydając się bardzo zadowolonym z wizyty i w ogóle niezdziwiony tym faktem.
- Royal du Chatoeu? Ależ oczywiście! - skinął Grungirowi, a ten wyszedł z biura zapewne w poszukiwaniu chłopaka.
- To biuro małe? Do interesów wystarcza, a to miejskie biuro, więc remontów przeprowadzać nie mogę. Zresztą zapraszam do znacznie przytulniejszego i bardziej godnego drogi Altarisie, mojego domu.
- Co do pracy to nawet nie odpowiadam na taki dobry żart - tu uśmiechnął się szczerze jakby naprawdę go to rozbawiło.
- W podróż wybieram się jutro jak skompletuję trochę chętnych dusz do wspólnego przebywania. Rozważam dwie opcje: konno - traktem imperialnym aż po Denerim przez Orzammar i północną część traktu lub statkiem - odwiedzając większe porty po kolei aż po Denerim. Wdając się w szczegóły konno jest taniej, a zarazem mogę odwiedzić miasta znajdujące się daleko od brzegu, ale znacznie wolniej niż statkiem co też podwyższa koszty. Bo jak to krasnoludy mawiają - sprawdził czy Grungir już wyszedł na odpowiednią odległość, bo wiedział, że nie lubił jak ktoś wmawiał jego przodkom co mówili. Czas to pieniądz!
Dopiero teraz zwrócił uwagę na rudowłosą kobietę, uśmiechnął się do niej i odpowiedział:
- Mi też miło poznać Panienkę Vashtę, czy Vashta przypadkiem nie znaczy "cienie topiące ciała" w którymś ze starych języków? - odparł Paulo z dość nieprzeniknioną miną, patrząc się jakby na wskroś kobiety. Próbował ocenić ją i przyporządkować.
W tym czasie Ślepy stanął obok Paula i totalnie nic nie robił, zapewne nawet nie słyszał o czym tu rozmawiano.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Czw Maj 05, 2016 9:34 pm

- Ha-ha! To ja! - zakrzyknął zadowolony, wstając i robiąc paradny ukłon zrobił wykrok do przodu, uśmiechając się szeroko. Słuchając Paula kiwał głową, rozglądając się od czasu do czasu na zagadkową dziewczynę, która przedstawiła się jako Vashta. Przeleciał ją wzrokiem od stóp do głów, po czym poleciał spojrzeniem w kierunku swoich przybocznych. Słuchał, jak mówi Paulo. Słuchał, jak mówi owa Vashta. W końcu, po kilku dłuższych chwilach poważnego przemyślenia, spojrzał na Paula ze zmarszczonymi brwiami i bez cienia żartu postawił swoje ultimatum - Nie chcę, by zabrzmiało to jak jakiś szantaż, ale nie leży mi podróż konno. Jeśli chcesz, bym podróżował z Tobą, możemy popłynąć Twoim statkiem. Chętnie ruszę ku kolejnej podróży i przygodzie, a i chętnie poznałbym Cię lepiej. Porozmawialibyśmy o korzystnych dla obu stron interesach - uśmiechnął się na sam koniec i widząc, że Gorin zajął miejsce przy drzwiach, a nikt inny nie zamierzał siadać, zaprosił gestem pozostałych trzech ze swoich ochroniarzy, by Ci usiedli, co uczynili z krótkim zawahaniem. W końcu nikt inny siadać nie zamierzał, a nie wypadało zostawiać pustych siedzeń.

Cienie utopionych ludzi? Co? Utopce? Nie usłyszał dokładnie Altaris, więc spojrzał ze zdziwieniem i dziwnym podejrzliwym i w ogóle takim nie tego wzrokiem. Kto to taki? Zmarszczył się zatem i czekał na wino.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Czw Maj 05, 2016 9:44 pm

Dziedzic Amarantu. Wyprostowała się na te słowa. To znaczy i tak już siedziała dosyć prosto, jako że nie czuła się jeszcze komfortowo w nowych towarzystwie. Dziedzic?
Nie widziała nigdy dziedzica, a już szczególnie z dalekiej krainy. Czy był prawdziwy?
Przyjrzała się badawczo ów mężczyźnie w fotelu. Z każdą chwilą patrzenia na niego stawał się coraz bardziej dostojny i jakby rósł w oczach.
Potrząsnęła głową wprawiając włosy w nieład. Skup się, Vashta. Nie możesz dać się przygnieść tytułowi. Może i dziedzic, może i szlachecka krew, ale przecież człowiek jak każdy inny. Umiera się tak samo, niezależnie od statusu.
A i właśnie przeleciał ją wzrokiem od stóp do głów zupełnie jakby pochodził z gminu. Nieładnie, panie Howe.

Z tych rozmyślań wyrwał ją dźwięk jej imienia. Spojrzała na Paula.
- Cienie topiące ciała... brzmi ciekawie, ale pierwsze słyszę. - skąd ona miałaby wiedzieć o starych językach, skoro nawet tym jej znanym posługiwała się w stopniu jedynie zadowalającym? I to jedynie językiem mówionym, ale nie to w tej chwili było ważne.
- Rozumiem, że wspólne przebywanie to nie tańce, śpiew i wino, a raczej ochrona ładunku i pana, panie Squillis. Mam rację? Oby, bo w tym będę bardziej przydatna.
Dziewczyna nie wiedziała ilu ludzi ma pod sobą kupiec, ale z reguły wyruszając w drogę warto mieć więcej ludzi zdolnych do walki. Różne sytuacje zdarzają się podczas podróży.
W sumie było jej to w smak. Nie ruszała się z Orlais już zbyt długo i chętnie znalazłaby się w wirze zdarzeń, nie tylko przyjemnych. Miała ochotę zrobić użytek ze swoich ostrzy.

Na statku było o wiele mniej możliwości ku temu, aby wpaść w tarapaty. A to one były dla niej teraz najbardziej kuszące. Ale skoro dziedzic Amarantu wyraził swoją opinię odnośnie środku transportu, wolała się nie wtrącać. Bo czy był sens dyskutować z kimś, kto na dźwięk swojego imienia staje na baczność i uskutecznia dziwne wykroki!
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Czw Maj 05, 2016 11:36 pm

Dwukrotne uderzenie w drewniane drzwi, rozniosło się w pomieszczeniu echem. Można było od razu uznać, że nie był to ktoś natarczywy, czy też nabuzowany. Pukanie było stanowcze, ale nacechowane logiką i można by rzec, że również klasą. Równe odstępy i ten samy wydźwięk, który przywodził na myśl, że osoba po drugiej stronie jakby miała w tym wprawę.
Każdy ruch Mirshen był dokładnie zaplanowany, a słowa przemyślane.
Nie czekała, aż ktoś zaprosi ją do środka. Doskonale wiedziała w jaki sposób działają biura, a to chyba takim było? Miała taką nadzieje, gdyż prymitywność niektórych narodów, czasami ją zaskakiwała.
Jej niewolnik, który obecnie był jej sługą, gdyż prawo Orlais zabraniało posiadania takowych złapał za klamkę i pewnym ruchem otworzył przed swoją panią wrota, które miały być pierwszy krokiem ku osiągnięciu jej celów.

Była przygotowana na wszelkie pytania, gdyż uprzedzono ją wcześniej w ambasadzie Tevinteru, że ludzie bywają podejrzliwi w stosunku do magów. Spowodowane było to z pewnością ich ignorancją i zazdrością, gdyż nie każdy rodził się z wyjątkowym darem, który pozwalał na tkanie zaklęć.
Liczyła na to, że niejaki Paulo Squillis poszukuje osób, które zapewnią mu odpowiednią ochronę towaru. Tak zresztą mówił ten elfi knypek, który zawiedziony był, że nie nadaję się do niczego, ale mylił się! W jej ojczyźnie i tacy znajdowali swoje miejsce.

Wysoki i postawny, czarnoskóry mężczyzna, który był aktualnie jej towarzyszem nie wszedł do pomieszczenia przed Mirshen, ale od razu mógł rzucić się w oczy. Niczym lokaj stał wiernie i czekał, aż Oatuns zrobi to pierwsza. Niby górował nad wszystkimi swoją posturą i surowym wyrazem twarzy, który przywodził na myśl bardziej Qunari, niż zwykłego człowiek, ale jednak! Był on gatunku ludzkiego. Czasami podejrzewała, że jego poprzedni właściciel, mógł uprawiać na nim jakiś pewien rodzaj magii.
Zupełnie wolna maginka, weszła zwiewnym krokiem i obdarzyła wszystkich swoim delikatnym i subtelnym uśmiechem. Jej kompan całkowicie pozbawiony wolności, ale też i obładowany jej wszelkimi tobołami, zamknął za nią drzwi i również wszedł do środka. Można było go określić mianem dżentelmena, bądź dobrze ułożonego psa.
Odgarnęła swoje włosy, który delikatnie opadały na jej brązową skórę. Była gotowa na przygodę.
- Mirshen Oantus - zaczęła - z Imperium Tevinter. - jej melodyjny, ale przede wszystkim spokojny głos mógł dotrzeć do każdego, a wyraźnie słyszalny akcept nadawać całej tej formalności orientalnego smaku.
Zrozumiała od razu kto jest właścicielem magazynu, w końcu taka osoba siedziałaby chyba za biurkiem swojego przybytku.
- Dowiedziałam się, pannie Squillisie, że poszukuje pan ludzi chętnych do przeżycia wyprawy? - konwenanse były jej konikiem, w końcu została wychowana w rodzie szlacheckim, ale to nie byle jakim. Jej przodkowie byli Starożytnymi Tevinteryczkami, którzy stworzyli jej ród Altusów.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Pią Maj 06, 2016 3:40 pm

Paulo wsłuchał się dość dokładnie w ostatnie słowa Altarisa, rozważając w myślach o co dokładnie chodzi.
Vashta dotychczas zrobiła dobre wrażenie na Paulo, ale nie był do końca przekonany czy chce zarobić czy uciec stąd.
Wejście nowej postaci, Mirshen było dość zagadkowe, a z Tevinter nie robił interesów bezpośrednio, ciekawa postać - pomyślał, ale nie wybiło go to z rytmu rozmowy.
- Witam Panno Mirshen - tu zrobił pauzę i popatrzył się dość jednoznacznie na jednego z ludzi Howe, tego najmłodszego stażem siedzącego, dając mu bardzo delikatnie do zrozumienia aby ustąpił miejsca kobiecie. Nie miał nic mówić, wszystko zależało od Altarisa i jego ludzi. Kontynuował.
- W takim razie wyruszymy statkiem, zaraz zajmę się finalizowaniem jutrzejszego wypłynięcia, ale będę potrzebował informacji od wszystkich chętnych. Z uwagi na to, że mamy spędzić najbliższe dni ze sobą możemy mówić otwarcie. - spojrzał się po wszystkich i na ten moment czekał bo już Grungir szedł wraz z Jasonem.
Weszli akurat gdy Paulo skończył mówić. Grungir nie lubił traktowania jak służący, ale gdy sam coś zyskiwał nie miał problemu z przyniesieniem kilku rzeczy.
Krasnolud podszedł do biurka i dość ciężkim ruchem postawił na blacie dwie duże misy z owocami (winogrona, jabłka, brzoskwinie i truskawki) oraz talerz z kilkoma rodzajami serów twardych.
Jason przytargał 3 butelki Royal du Chatoeu świeżo wytarte z kurzu i 5 kielichów z brązu z drobnymi ornamentami. Postawił wszystko na biurku i sprawnie (jakby to robił dość często) podał (postawił przed nimi lub w ich bliskie sąsiedztwo) kolejno kielichy Paulo, Altarisowi, Vashcie i nowo przybyłej.
Energicznie rozlał wino do czterech kielichów, odkorkował drugą i trzecią butelkę, odstawił na stół i stanął w kącie.
Paulo patrzył czy Jason wszystko dobrze robi, a później spróbował wina i wziął różowe winogron do ust.
- Dziedzica Amarantu nawet nie pytam, bo sam ze swoją świtą stanowi małą armię, a na pewno nikt nie podniesie ręki na nich w Ferelden.
- Co do Panienki Vashty to jak zamierza bronić, chronić? Posiada Panna broń oraz umiejętności potrzebne do jej obsługi? - przeniósł wzrok na Vashtę i popijając wino (całkiem dobre choć wolał słodsze roczniki z Antivy) chwilę czekał na odpowiedź.
- Panno Mirshen chętnie wyruszymy razem, ale ciekawi mnie i zapewne nas Panny rola w wyprawie.


Ostatnio zmieniony przez Paulo Squillis dnia Nie Maj 08, 2016 5:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Pią Maj 06, 2016 7:06 pm

Jeden z przybocznych Altarisa, widząc gest Paula nie dał po sobie niczego poznać, wygodnie siedząc. To był ten, który tak pięknie śpiewał kilka chwil wcześniej, zadziwiając wszystkich barwą swojego głosu i językiem, który był odpowiednio cięty i giętki, jak na przedstawiciela Amarantu. Dopiero gdy spojrzał na niego dziedzic, ten wstał i z delikatnym uśmiechem usunął się do tyłu, obchodząc krzesła, mijając Vashtę z dziwnym wyrazem twarzy. Ten wyraz bowiem wyrażał zdziwienie, może dziwną kontemplację, a nawet coś na kształt zdenerwowania, bo zmarszczył brwi, a w jego oczach nie było radości. Swoje miejsce zajął przy drzwiach, dołączając do Gorina. Obaj spojrzeli na wysokiego towarzysza kobiety, zapewne ochroniarza albo kogoś w tym rodzaju. Musieli unieść lekko podbródki, co zrobili wcale bez krycia się.

- Panno Mirshen, ja jestem Altaris Howe, z Amarantu. Nie często widzę kogoś z Tevinter. Nawet nie wiem, jaka jest u Was dokładna hierarchia polityczna i władcza. Proszę usiąść, zapraszam - zaprosił ją przyjaznym gestem, samemu sięgając po dwa kielichy - jeden, by obdarować nowo przybyłą, a drugi, by obdarować swoje usta. W tym pokoju kielichów pięcioro dla ludzi pod jasnym niebem, których śmierć przeznaczeniem. Coś tam spętać, tam spamiętać. Cezary Słodzi czasami pisał bzdury. Jak o tym, Jedynym. Bucie. Wiedział, że Paulo jest nisko urodzony, tak samo Vashta. Musiał się jednak upewnić, że również i Mirshen. Nie wypadało rzucać kurwami przy osobie wysoko urodzonej. Chyba, że był on dużo wyżej urodzony - wtedy raczej droga wolna.

O skurwesyn. Jaki duży. Większy nawet od Borda, a i ja przy nim nie jestem aż tak wysoki. Z widocznym, porozumiewawczym wydęciem dolnej wargi, odwrócił się dyskretnie ku dwójce swoich przybocznych, Maegora i Borda, którzy jako najstarsi zostali. Ci jedynie mrugnęli w odpowiedzi. Bord uśmiechnął się delikatnie, a Maegor ściągnął brwi w dół - Im... - zapowiedział, a odpowiedziało mu od strony Borda ciche - Tym - jak miało miejsce w ich przygodzie z kowalem, którego uznali za ogra.

- Zanim nasze drogie panie zdążą odpowiedzieć będę musiał się wtrącić. To wszyscy, którzy będą odpowiedzialni za dzierżenie broni podczas naszej podróży? Mam zatem nadzieję, że będziemy trzymali się południowego brzegu. Z dala od północy. Tam częściej spotyka się piratów. Albo węże morskie. U nas w młynie mawia się, że nie dawać należy chleba starego starym, bo gdy chleb stary, to twardnieje, a człowiek słabnie. I bez zębów - z powagą wypowiedział krótkim monologiem swoje zdanie, po czym pozwolił, by rozmowę przejął ktoś inny, skupiając się teraz na kielichu z winem, który kilkoma drobnymi, arystokrackimi łyczkami upił conieco. Z chleba i węży morskich się nie żartowało. A na pewno nie z piratów, co w sumie nawet trudne mu było, by przyjść do głowy.


Spoiler:
W przypadku walki: Kolejność na krzesłach które są przed biurkiem Paula to od lewej - Vashta, Mirshen, Altaris, Maegor i Bord, prawda? Bo skoro w czwórkę siedzieli, a jeden musiał zejść z siedzenia...
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Pią Maj 06, 2016 9:33 pm

Mirshen Oatuns, bo tak przedstawiła się kobieta, pojawiła się znienacka i swym pięknym, melodyjnym głosem wytrąciła Vashtę z równowagi. Zazwyczaj nie przywiązywała ona wagi do takich elementów jak głos, sposób mówienia, czy też gesty. Vashta była po prostu Vashtą - nieco nieokrzesaną, nieobytą w świecie, zaznajomioną jedynie z marginesem.
A tu pojawiła się kobieta, która zaczarowała ją swoim głosem.
Vashta coś poczuła. Małe ukłucie zazdrości i taki cichutki głosik gdzieś niedaleko płuc. Szeptał jej: "patrz i się ucz... ale nigdy tak nie będziesz umiała hue hue". Swoją drogą, był to bardzo niemiły wewnętrzny głosik.
Również i mężczyzna, który pojawił się z Mirshen przykuł uwagę Vash. Spojrzała na niego z podziwem, zastanawiając się czy to możliwe, że ludzie rosną tacy wysocy. Zachwycające.
Po chwili minął ją śpiewak Howe'a z dosyć dziwną miną. Prawdopodobnie nie był zadowolony z faktu, że to on został zepchnięty z krzesła.
- Cóż... -po chwili jej spojrzenie i uwaga znów wróciło do Paula Squillisa.- wiem co nieco o ostrzach. Wystarczająco.
Może i powinna była rozgadać się o tym, do czego jest zdolna, ale w mówieniu nie była najlepsza. A i sama nie uwierzyłaby na słowo komuś, kto zachwalałby się pod niebiosa.
Ale nie.
Nie była kupcem, a jej umiejętności nie były towarem, który chciała sprzedać. Była świadoma tego, że Paulo mógł mieć obawy w związku z włączaniem do drużyny kogo popadnie.
W owym "wystarczająco" zawarło się wszystko, co chciała o swoich umiejętnościach powiedzieć. A to co naprawdę potrafi ukaże się gdy dojdzie do jakiejś walki... o ile Paulo zaryzykuje, oczywiście.
Skoro już dostała kielich, niegrzecznie byłoby odmówić napicia się z wszystkimi.
Pierwszy raz dostała wino w kielichu. Zazwyczaj sączyła je ze swojego koziego bukłaka i może przez to miało zawsze dziwny posmak. A może dlatego, że było na miarę jej kieszeni.
Ujęła kielich w dłoń i zauważając przy tym, że nawet jej dłoń może się ładnie prezentować w dobrej oprawie, spróbowała trunku. Całe szczęście, że nie była spragniona, bo wychyliłaby wszystko za jednym zamachem.
Nie zasmakowało jej. Czuć było w tym winie coś co ją mierziło... to chyba smak bogactwa. A fe.
Po chwili doszła jednak do wniosku, że mogłaby do tego przywyknąć.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Sob Maj 07, 2016 12:54 am

Arystokratka z Imperium Tevinter natychmiast przystąpiła do dokładnych oględzin osób, które znajdowały się w pomieszczeniu. Zapamiętała ich twarze i głosy, a każdy ruch zarejestrowała. Mirshen była po prostu podejrzliwa w stosunku do innych, a tym bardziej tych, którzy nie pochodzili z jej ojczyzny. Nie jest tajemnicą, że Tevinterczycy uważają inne narody za skupisko ledwie ucywilizowanych barbarzyńców, którym brak kultury i szacunku dla autorytetów.
Kupiec, który organizował całe przedsięwzięcie wydał jej się osobą godną zaufania, ale wiedziała, że to dalej za wcześnie by być czegokolwiek pewnym.

Obserwowała i jak na razie słuchała, ale jest bierność nie okazała się stanem stałym. Tak jak zamierzała, jej pojawienie się skupiło na niej całą uwagę. Pierwszy, który zainteresował się jej osobą był niejaki Altaris Howe, a wiedza, którą posiadała pozwalała jej jasną określić kim był. Dziedzic Amarantu, którego ród utracił wszelki szacunek w oczach Fereldeńczyków. Informatorzy Magisterium byli naprawdę dobrzy w swym fachu, a zdobyte przez nich informacje w połączeniu ze znajomością historii, pozwalały jej na płynne korzystanie z wszelkich faktów.
Została powitana ignorancją i krótkowzrocznością przez ów szlachcica, ale nie zdziwiło ją to w żaden sposób. Nie okazała też w żaden sposób swojego zażenowania jego słowami, a jedynie delikatnie się do niego uśmiechnęła i ruszyła w stronę miejsca. Niemy towarzysz, który górował nad całą resztą od razu ruszył za nią. Wiedział, że nie może jej opuszczać, a jego zadaniem jest być tarczą, która chroni jej plecy.

Oatuns usiadła na krześle z taką samą gracją, jak weszła do biura. Założyła nogę na nogę, a następnie spojrzała w po raz kolejny w stronę Fereldeńczyka.
- Dziękuje. - jej dłoń odziana w elegancką, skórzaną rękawiczkę sięgnęła po wino. Kieliszek złapała w taki sposób, jak gdyby się z nim urodziła.
Nie przystąpiła do skosztowania trunku, gdyż była zbyt ostrożna i zapobiegliwa. Stojący za nią towarzyszy, który bacznie przyglądał się każdemu w pomieszczeniu sięgnął po lampkę wina. Uniósł ją delikatnie, a ten widok zdawał się do niego zupełnie nie pasować. Przechylił ją i upił kilka łyków.
Czarodziejka była przede wszystkim zapobiegawcza, a nie paranoiczna. Nie wiedziała w jakim towarzystwie się znajduje, a fakt, że otrucie i śmierć mogłoby pokrzyżować jej plan motywował ją do takiego działania.
Uznała, że nie będzie w żaden sposób komentować tej sytuacji. Miała nadzieje, że grono, które ją otacza jest na tyle inteligentne by to zrozumieć. Odzyskała swój kieliszek wina, ale dalej się go nie napiła. Efekt trucizny bywał mylący, a proces rozprzestrzeniania się jej w ciele różny.

- To dosyć zrozumiałe, gdyż Tevinterczycy nie mają w zwyczaju podróżować dalej niż sięga Imperium. Nasze jedyne wyprawy to te, których celem jest uratowanie narodów przed ekspansją Qunari. Czasami jednak zdarza się, by osoby takie jak ja, czyli przedstawiciele rodów szlacheckich wybierali się w podróż. - wspólny język, którym się posługiwała był czysty, ale ona ewidentnie akcentowała niektóre słowa w typowo teveński sposób. Wszystko robiła umyślnie, gdyż była dumna ze swojego pochodzenia i pewnej pozycji, która nie wynikała jedynie z jej urodzenia, ale też daru i zdolności, które posiadała. Odpowiedź skierowała oczywiście do Altarisa, ale jej wydźwięk wydawał się dosyć globalny, jak gdyby chciała wszystkich uświadomić, że do Tevinter zawdzięczają swoją wolność.
- Moja rola w wyprawię? Jestem maginką Kręgu Minratus, a co za tym idzie ma obecność może być nad wyraz przydatna. - smukła dłoń przyozdobiona pierścieniami, a w tym sygnetem rodowy, próbowała przejąć kontrole nad nieokrzesanym lokiem, który delikatnie opadał jej na policzek.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy Today at 1:16 am

Powrót do góry Go down

[Publiczna|Port] Przygotowania do wyprawy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » ORLAIS » Val Royeaux-