Dragon Age

Share

[Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 3:35 pm

First topic message reminder :

Opuszczał zamek, siedząc na siodle swego rumaka. Wczoraj rycerz odwiedził króla. Przekazał mu poufne wieści zapieczętowane w liście, którym adresatem był sam arl Raynold Guerrin. Monarcha w zamian za doręczenie wiadomości, zaoferował Rewarnirowi poczęstunek oraz miejsce do spania. Rycerz zgodził się. Przenocował w komfortowych warunkach, a następnego dnia przygotował się do wyjechania ze stolicy - w sercu szlachetnie urodzonego mężczyzny jeno to miasto zasługiwało na miano serca Fereldenu.
Groźnie wpatrywał się w cesarskich żołnierzy patrolujących ulice. Te gnidy miały czelność stąpać po domenie korny; popędzać rodowitych Fereldeńczyków, śmiało nakazując im jedynego słusznego postępowania?! Niechaj wszystkie demony rozszarpią okupantów, bowiem zasługują oni na los przeklętego! Jeździec, zdegustowany, ominął grupkę Orlezjan, powstrzymując odruch splunięcia.
Zapłacił stajennemu za usługę opieki nad koniem. Rewarnir po dokonaniu opłaty, skierował do oberży. Dawno nie zamoczył ust w mętnym piwie, nie wsłuchiwał się w kakofonię przekrzykujących się wzajemnie gardeł, nie czuł dreszczyku emocji, gdy wiele spojrzeń śledziło jego każdy ruch. Być może kierowała nim prozaiczna potrzeba zaburzenia zmysłu równowagi - schlania się jak pies? Kto wie?
Przekroczył próg karczmy, a jego przybycie zapowiedziało trzeszczenie nienaoliwionych zawiasów drzwi. Zapach mięsiwa drażnił nos, prowadzone przez bywalców głośne rozmowy kreowały charakterystyczną melodię, która rozluźniła skupiony umysł rycerza. Zaiste, brakowało mu tejże atmosfery wywołującej chwilowe zapomnienie o wszelkich troskach.
Rewarnir zamówił dziczyznę: podane w sosie grzybowym żeberka z dzika; potrawkę z jelenich wątróbek wraz kaszą jęczmienną oraz kufel piwa. Wydał sporo pieniędzy na pożywne dania, ale nie żałował tego. Zamiast tego pozwolił otulić się aurze relaksu, delektując się potrawami i popijając z kufelka. Sam zajmował miejsce przy stole, który znajdował się blisko szynkwasu.
Powrót do góry Go down















AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Nie Kwi 24, 2016 2:58 pm

Polityka przypominała spotkanie dowódców przed walką. Uważnie wpatrywali się oni w mapę, analizując pole bitwy. Planowali rozstawienie wojsk, ich posunięcia, wykorzystywali przewagę terenu, brali pod uwagę wszelkie utrudnienia. W istocie ustalali każdemu wojowi rolę do odegrania, bowiem na wojnie nie było miejsca na bohaterstwo. Wojna była grą taktyków, wykształconych umysłów w dziedzinie pozbawiania wrogów życia, co do ostatniego. Po stoczonej bitwie prości wojacy upajali się zwycięstwem, radowali się przetrwaniem, ciesząc się następnymi uderzeniami serc, których już nie zatrzymałoby cięcie mieczy. Niestety, ten zachwyt był ulotny, ponieważ realne zyski liczyli zawsze generałowie. To oni wysyłali na śmierć, coby później wziąć na barki wszelkie konsekwencje. Działania polityczne były po prostu inną grą możnych tego świata, innym obliczem wojny, dlatego rycerz słuchał Altarisa uważnie, być może nawet z szacunkiem. Nie zdradzał on zbyt wiele, czujnie dobierał słowa, stosował niedopowiedzenia.
W odróżnieniu od Howe'a, Guerrin uniósł kufel. Po chwili karczemna dziewka uzupełnia naczynie cnym piwem. Mężczyzna wykonał porządny łyk, wypijając ćwierć mącącej umysł substancji. Rewarnir nadal przeżywał ponurą rzeczywistość - to znak, że jeszcze był zbyt trzeźwy. Być może jego rozmówcy negatywnie odebrali śmiałe gaszenie pragnienie, jednakże on od dawna nie miał okazji poczuć smak przedniego piwska.
- Nasz król jest młody. Jeżeli zamiary waszmości są zaprawdę prawe, w końcu władca nasz zmieni zdanie. Starość przynosi mądrość, lecz również i zatwardziałość poglądów - wyrażał swoją opinię spokojnym tonem. - Nikt z nas nie jest jeszcze na owe przywary skazany. Sir Altarisie, może nadszedł czas na przyjęcie pokornej postawy? Takowa przyniosłaby rozgrzeszenie za przeszłość, a i w oczach rodaków wasze imię odzyskałoby sławę - powiedział śmiałą tezę. - Sam przybyłem do Denerim w celu dostarczenia wiadomości do rąk królewskich. Wracając do sytuacji Redcliffe - zważywszy na wyjątkową uwagę cesarstwa, poświęconą na obserwowaniu mego domu, musimy rozważnie prowadzić sprawy rodu, a niektóre z nich wymagają osobistego stawiennictwa przed koroną.
Miecznik po wyrażaniu opinii, przystąpił do konsumpcji żeberek. Po mimo aparycji ucywilizowanego barbarzyńcy, spożywał on mięso niezwykle wytrwanie. Pewnymi ruchami palców odrywał kawałki mięsa z kości, a następnie wsadzał je do ust. Soczysty tłuszcz ani nie tryskał, a jeżeli spływał, to wprost na półmisek po wątróbce.
- Milady, jakie wydarzenia działy się w waszym domu? - zapytał zaciekawiony. - Jak się ma teyrn Ardel? Zapewne milordowi zdrowie dopisuje?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Nie Kwi 24, 2016 5:17 pm

Słysząc ich odpowiedzi, szczególnie wzmiankę o tym, że król jest młody i wybaczy Howe'om ich zdradę, nie mógł się powstrzymać przed zmarszczeniem brwi, bębnił palcami w blat stołu, a na jego twarzy pojawił się gniewny grymas. Nie panując nad tym, odwrócił wzrok, wbijając spojrzenie w talerz opróżniony z jajek. Wieża kamienna może stać się ceglaną wieżą, jeśli nieroztropny budowniczy wymiesza wapno z wodą ludzką. W końcu, nie mogąc wytrzymać, chcąc wyszeptać, wypowiedział normalnym głosem, wręcz wygrażając słowami w powietrzu - Król nie zmieni zdania - chociaż faktycznie wyszło to nieco głośniej od szeptu, to wydawało mu się, jakby w środku krzyczał, a dźwięk rozsadzał go od środka. Niemniej, otrząsnął się prędko, przywdziewając maskę obojętności i rozluźniając zaciśnięte do białości w pięści dłonie, które położył na blacie.

- Przepraszam, ja... Po prostu dłużej już nie mogę tego znieść. Nieważne czego bym nie zrobił, Ferelden nigdy nie uzna honoru Howe'ów. Tym bardziej król. Jesteście mu wierni, jako poddani, więc i nie musicie wierzyć mym słowom, ale jeśli będziecie szukać dowodów, zapewne nie będzie trzeba długo czekać, gdy statek, którym będę płynął, rozbije się na skałach, mój ojciec zakrztusi się winem na uczcie, a rodzeństwo zginie w innych okolicznościach - wzrok nadal miał wbity w stół, ale tym razem chwycił pewniej za kielich, który całkowicie opróżnił, unosząc go lekko do góry, by gospodarz nalał mu wina, tak jak nalano Rewarnirowi piwa. Znów uniósł prędko kielich, upijając kilka łyków, by na końcu odetchnąć, jakby nagle wynurzył się z głębokiej wody na powietrze, przestając się dusić. Podniósł wzrok pełny zrozumienia i zaufania na Marisę, a potem na Rewarnira, lecz wtedy spojrzenie jego stało się nazbyt ostrożne, a twarz wykrzywiła się delikatnie. On i tak mnie nienawidzi, jak to Guerrin. Więc i równie dobrze może pomiatać mną jeszcze bardziej.

- Chcecie, bym mówił. Radujecie się, że czuję się z Wami swobodnie. Więc będę mówił. A i tak nikt nie uwierzy Waszym słowom, uznając je za kolejne łgania mojej rodziny, więc mówić będę otwarcie. Ród Howe nie zyska przebaczenia króla. Król ma bowiem ostatnio bardzo dobre stosunki z Orlais. Stolica ma wrócić do Denerim, król zyskać większą swobodę. A co się stanie z Amarantem? To samo, co ze wszystkimi przegranymi. Wiecie, co powiedział mi król, kiedy zarzucił mi tchórzostwo i zdradę, a ja wyznałem mu, że wraz z rodzeństwem walczymy w ruchu oporu i próbujemy odpracować dobre imię naszej rodziny? Odpowiedział wiem. On wie od samego początku, że to nie ja. Że to nie moje rodzeństwo. Że to tylko ojciec. Ale zniszczy nas wszystkich za to, że mój ojciec zdradził. Wojna Orlais z Fereldenem wyniszczyła oba te państwa, nawet samo cesarstwo. Ugoda, której dokładnej zawartości do końca nie znam zakłada, że zdrajcy z Amarantu zostaną wymazani z kart historii i staną się kozłem ofiarnym. Nie będę walczył za takiego króla, który chce mojej śmierci. Nie mam nawet za kogo walczyć, skoro ani król Fereldenu nie jest dla niego dobrym władcą, ani nikt z Orlais nie jest tego godzien, bo tylko my, Fereldeńczycy, mamy ku temu prawo. Gdybym był bardziej rozważny... Gdybym nie ufał królowi tak, jak powinienem ufać swojemu królowi jako poddany. I gdybym mógł być takim wężem, za jakiego ma mnie pół kraju, jako dziedzica Howe... Gdybym tylko mógł się dogadać z cesarstwem... Zamiast tego im odmówiłem, ale król się zgodził. Król zgodził się, bo zapewne wierzy, że to, co robi, jest dobre dla Fereldenu i dla Denerim. Kosztem Amarantu zostanie podpisana umowa szerokiego uśmiechu. Król nie zmieni zdania - powtórzył dobitnie, podnosząc na chwilę wzrok prosto w oczy Rewarnira, by go opuścić. Zdobywając się jednak na odwagę, zawziął się i znów podniósł na nich zawzięte spojrzenie - Ferelden będzie wolny od wojen, ale nigdy nie będzie wolny - zakończył na samym końcu, wzdychając i dopijając resztki wina, które zachowały się w jego kielichu. Niewielu wiedziało o tym, co teraz mówił. Była to kwestia czasu, aż jego ojciec i jego rodzina zostaną zaatakowani. Nie wszyscy wiedzieli. Szczególnie dziedzice innych rodów. Jakby to rzutowało na obraz młodego, niepodległego króla Fereldenu? Cóż. Altaris dowiedział się o tym za kurtyną, z dala od oczu wszystkich, uzgadniając to z siłami, które władały tą krainą. Z przeznaczeniem i losem.

- Bawi mnie to. Cholernie mnie to bawi, że gdy Howe w końcu próbuje być honorowy, to spotykają go same nieszczęścia. Mogłem jak mój ojciec łgać i zdradzać. He, he. Nie biegać z mieczem wraz z rodzeństwem, tylko przesiadywać na balach i dawać Orlezjanom obrażać Ferelden, jak mój ojciec. Ruch oporu i walka przeciwko Orlais szybko dotarła w słowach do Namiestnika, więc zapewne już za późno na postępowanie szlakiem zdrady i matactw - mówiąc to, uśmiechnął się szeroko na końcu, mrużąc lekko oczy. Alkohol lekko już na niego wpłynął, co zdarzało mu się ostatnimi czasy dosyć często. Musiał topić swoje smutki w winie, nie mając lepszego wyjścia. Próbując wbić widelec w ostatnie, okrągłe jajko, podziobał je bezskutecznie, więc zaczął dźgać widelcem białą kiełbasę, by pokroić ją później nożem na plasterki. Nie przeszkadzało mu też za bardzo, że przerwał rozmowę, nie pozwalając Marisie na to, by mogła odpowiedzieć na pytanie Rewarnira. W sumie i tak był zdrajcą. Był Howe'm. Więc i brak kultury za bardzo nie pogorszy jego sytuacji. I w dupie zacytował w myślach koniec jednej z pieśni Cezarego Słodzi.

- Jedyne, czego bym chciał, to niepodległy Ferelden. Król, któremu mógłbym zaufać i za którego mógłbym oddać życie. By ludzie, słysząc nazwisko Howe nie krzywili się, a kłaniali z szacunkiem. By w Amarancie pomalowano wszystkie budynki w najróżniejsze kolory. By ludzie byli szczęśliwi i bezpieczni. Ale nie będzie mi to chyba dane. A Wy? Czego Wy chcecie? - zapytał znad talerza, chociaż był już zmęczony tą rozmową. Powiedział, co miał powiedzieć i oczekiwał jej rychłego końca i ruszenia w drogę, zanim ktoś się o niego upomni.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Nie Kwi 24, 2016 6:25 pm

Marisę zamurowało, gdy tylko młody Howe skończył mówić. Jeśli to co powiedział było, choć trochę prawdziwe to połowa arystokracji fereldeńskiej miała poważne kłopoty. Zaczęła bać się o własną skórę, ponieważ sama zaczęła wspomagać formujące się oddziały partyzanckie. Ardel nie chciał o tym słyszeć, ale Marisa nie potrafiła siedzieć bezczynnie. Nie mogła sprzeciwić się otwarcie ojcu, walcząc osobiście, ale mogła wspomóc patriotów za pomocą dostaw żywności i lekarstw do ich obozów. Marisa momentalnie zbladła. Nie usłyszała pytania Rewarnira o zdrowie jej ojca.
- To, to... prawda? - jeśli zdradził ich wszystkich... to nie mogło być prawdą. To po prostu zbyt trudne do pojęcia. Dlaczego? Czemu wszyscy tak bardzo zaczęli bać się Orlais, że woleli się im całkowicie poddać w zamian za kilka ustępstw?
- Tak, mój ojciec ma się dobrze. Narzeka tak samo, jak zwykle. - zwróciła się w stronę Rewarnira. Teraz na jej twarzy nie można było dostrzec żadnych uczuć. Przybrała kamienną maskę ukrywając za nią szok i przerażenie. Musiała jakoś wyplątać ród z tego bagna, ale jak to zrobić jeśli król już o wszystkim wiedział.
- Skąd to wiesz, Altarisie? Jaką masz pewność, że to prawda? - jeśli ma na to dowody, wtedy ze spokojem przyjmie swój los. Ewentualnie wystąpi przeciwko królowi, namówi ojca, rodzeństwo. Tak być nie mogło, że król spiskuje za plecami wszystkich z Orlais.
- Zdrajcy z Amarantu... Faktycznie to byłoby wiarygodne... - Co za szczur! Żmija, po prostu tego inaczej nie dało się opisać. Król sprzedający własnych poddanych okupantowi. Tego już za wiele, inni musieli się o tym dowiedzieć, tylko jak ich do tego przekonać w taki sposób, żeby król sprzedawczyk się o tym nie dowiedział?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 26, 2016 1:15 pm

Czym jest służba? To dobrowolne pogodzenie się z wyższą wolą, w przypadku Rewarnira reprezentowaną przez koronę. Sam monarcha, w swej esencjonalnej istocie, był koncepcją. Ucieleśnieniem umysłu zdolnego wpływać na los krainy, posiadającego moc przekucia idei w czyn. Służba to wiara w działania władzy, które zawsze musiały prowadzić do zgodnego z jej naturą urzeczywistnienia wysiłku. Wiara wybaczała pozornie niekorzystnym przypadkom, bowiem one wszystkie miały zaprowadzić poddanych do wspaniałego końca. Służba to skupienie wzroku na jednym punkcie, a mógłby być on oślepiający, skazujący intelekt na ignorancję, lecz wymagający absolutnego zaangażowania obserwatora.
Służba to poświęcenie.
Potoki słów Altarisa uderzał w jestestwo rycerza, który przejmował impety fal na siebie. Przyjmował sugestie zniesławiające dobre imię króla, jakoby ten zamierzał wykorzystać zdradę Howe'ów do zrealizowania umowy zapewniającej państwu bezpieczeństwo za cenę śmierci niedźwiedzi oraz nadziei na niezależność.
Łgania! PARSZYWE KŁAMSTWA!!!
Król dogadujący się za plecami swej szlachty z cesarskim pomiotem, król dobrowolnie ulegający władzy Orlezjan?! Król, który zgniótł fundamenty swej bitnej osobowości, roztrzaskał wszelkie jej ogniwa w imię bezpieczeństwa? BEZPIECZEŃSTWA?! Rewarnir widział oczy swego władcy, dostrzegł w nich ogień. Samo jego spojrzenie przytłaczało, parzyło, potrafiło podpalić tych, którzy zbliżyli się za blisko oblicza monarchy. Rewarnir spłonął w tychże płomieniach, ażeby narodzić się na nowo - z jasną i szlachetną misją wyzwolenia rodaków!
Żadne słowo Altarisa nie zostało podparte dowodami. Jad sączył się w nich, zatruwał ducha, zasiewał strach w sercu. Rewarnir zareagował natychmiast.
Rozbrzmiało huknięcie, wszelkie naczynia położone na blacie podskoczyły wysoko, albowiem para potężnych pięści rąbnęła w stół. Lodowata furia malowała się na twarzy niebieskookiego, jego mordercze wejrzenie pożerało postać Howe.
- SIR ALTARISIE!!! - ryknięcie objęło całą izbę, jedynie głuchy zignorowałby ten głos.
Rewarnir Guerrin powstał. Spoglądał z góry na miernotę szerzącą niepokój, narażającą całą trójkę na niebezpieczeństwo, zważywszy o wspominaniu na głos o partyzantach.
- Obraziliście samego króla, tym samym wystawiliście na próbę wszystkich jego poddanych, a ja podejmę się tej próby! W obecności Stwórcy i jego dzieci, wyzywam was na pojedynek. Nie puszczę płazem tej obrazy, teraz wyłącznie czyny udowodnią naszą wartość!
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 26, 2016 7:31 pm

Nie mógł się skupić na niczym innym, gdy mężczyzna na przeciwko niego wstał energicznie i wykrzyczał swoje prawa na całą gospodę, zasiewając ciszę, którą przerwał tylko chrzęst pancerzy i rynsztunku, a klingi lekko zaśpiewały sykiem, w połowie wysunięte z rękojeści, gdy dziedzic Guerrinów postawił na nogi czwórkę Przebudzonych, gotowych do walki na śmierć i życie z kimkolwiek im przyjdzie. Byli początkiem organizacji, która niedługo miała zarządzać Amarantem, a potem może i większą ilości "terytoriów". Byli zwiastunem nadchodzącej siły Amarantu. Wpatrując się w Rewarnira z trudem również wstał, bez słowa początkowo, zataczając się jednokrotnie, opierając na ramieniu Borda. Wyprostował się i pozwolił, by pauza i cisza potrwały kilka sekund.

- Nie zgadzam się z Tobą, że kogokolwiek obraziłem. Z nastawieniem takim nigdy nie będziemy wolni - pozwolił, by znowu zapadła cisza. Spojrzał chwilowo na Marisę i delikatnie uśmiechnął się kącikami ust. Ona chociaż mu wierzyła i była gotowa, by rozpalić ogień rewolucji. Czyżby pomylił się co do Rewarnira? Miał nadzieję, że i inni pragną wolności. Jego umysł jednak był kształtowany od narodzenia tak, by służyć królowi. Trudno było mu teraz zdecydować inaczej.

- Przed bogiem, wszystkimi zebranymi, urodzonymi szlachetnie i nisko, przyjmuję Wasze wyzwanie, mości Rewarnirze. Tak, jak przystoi prawdziwym Fereldeńczykom, staniemy w szranki, by walczyć o nasze zdanie. Krew i stal! - zakończył zawołaniem, spoglądając znacząco w lewo, w kierunku swoich trzech, gotowych do obnażenia całkowicie mieczy przybocznych. Ci powtórzyli jak echo jego słowa, chociaż ciszej, ale równie pewnie. Skinieniem dłoni nakazał im się uspokoić. Ci wsunęli miecze całkowicie, lecz nie puścili rękojeści. Bord, Gorin, Egon i Maegor brzmiały ich imiona. Nazwiska nosili te same - Przebudzeni, póki byli na jego służbie.

- Stawać jednak teraz nie będziemy. Jako, że nasze głowy zmącone trunkiem. Dzisiaj pijmy, a potykać będziemy się jutro, kiedy głowy trzeźwe. W imię honoru, prawdy, racji i godności rycerskiej. Proponuję jutro w południe. Bądź pojutrze, również południe wybierając jako porę. Waść wybierz miejsce, broń i sędziego - mówiąc to na samym końcu, po chwili przerwy spojrzał znów na Marisę. Być może ona dostąpiłaby tego zaszczytu. Słowo się rzekło. Altaris zawahał się przez chwilę, po czym zmrużył oczy i wyciągnął ubraną w skórzaną rękawicę prawicę w kierunku Rewarnira - Zanim staniemy w szranki, odstawmy spory na ten czas. Dziś nie czas na to - musiał ustalić szczegóły, by potem czym prędzej wyjechać do Amarantu i się przygotować. Czymkolwiek by Rewarnir go nie przygotował, prawdopodobnie wybierze miecze, bądź miecze i tarcze - z tym było trochę gorzej. Altaris był dobrym szermierzem, ale nie tarczownikiem. Jeśli zaś będzie to broń drzewcowa, nadzieja była jeszcze bardziej znikoma.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sro Kwi 27, 2016 3:04 pm

Marisa nadal miała problem, żeby uwierzyć Altarisowi w jego rewelacje. Bardzo chciała, żeby to nie była prawda, ale miała na to tak mały wpływ, że zostawała jej jedynie nadzieja. Oczywiście brała pod uwagę, że mogą to być jedynie kłamstwa, ale nie mogła pozostawać ślepa na sytuację panującą w Fereldenie. Mieli coraz mniejszy wpływ na to co dzieje się w państwie. Wszelkie przywileje przejęli Orlezjańczycy, którzy nie liczyli się z tutejszą arystokracją. Co jeśli król faktycznie się poddał? W końcu jeszcze był bardzo młody, a mądrość przychodzi z wiekiem. I jakie miał powody Altaris, żeby kłamać? Przecież musiał zdawać sobie sprawę jaki jest dziedzic Redcliffe. Na pewno nie ryzykował niepotrzebnie swojego życia.
Kiedy zajęta była swoimi myślami, Rewarnir zrobił dokładnie to, czego się po nim spodziewała. Wstał i ryknął na Altarisa. Pojedynek?! Tutaj? W Denerim pod nosem króla i Namiestnika?! Czy oni oszaleli?
- Naprawdę musicie odstawiać tę szopkę?! - Faceci i ich durny honor! Nie rozumieją, że powodują tym jeszcze więcej problemów niż korzyści. Marisa wkurzona zamiast przywołać karczmarza sama podeszła do szynkwasu i zamówiła piwo. Wzięła nowy kufel w dłonie i usiadła tyłem do obu mężczyzn, pod nosem wyzywając ich od idiotów. Jeśli będą się nawzajem wyrzynać tylko ułatwią zadanie Orlais. Nie rozumieją, że tym fircykom tylko o to chodzi? By siać niezgodę pośród Fereldeńczyków?
- Macie się pogodzić. Nie chcę słyszeć o żadnej walce. - Podeszła do stołu i oświadczyła swoją wolę dobitnym tonem. Była córką teyrna, więc miała wyższą pozycję, niż oni dwaj razem wzięci.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pią Kwi 29, 2016 9:37 pm

Dokonało się. Altaris podjął się pojedynku przy świadkach i Stwórcy. Słowo się rzekło, powstała więź między mężczyznami, którzy przyrzekli sobie próby walki. Rewarnir spodziewał się innej reakcji szlachcica na wyzwanie - rozkazania swoim ludziom wyciągnąć miecze i zamordowania z zimną krwią dziedzica arlatu Redcliffe. Guerrin pierwszy raz od czasu rozmowy spojrzał na Howe'a z szacunkiem.
Marisa zareagowała gwałtownie na bitne zachowanie Rewarnira. Ten nie mógł jej winić za brak zrozumienia zasad przestrzeganych przez rycerstwo, wszakże była kobietą. Kobietą, która unikała pełnienia nadanej jej roli, otwarcie łamiącą zasady etykiety. Jej postawa miała swój urok, w końcu buntowanie się przeciwko społecznym prawidłom wzmacniało atrakcyjność niewiasty w oczach rosłego woja. Jedno było pewne: nie traktował on Marisy poważnie. Trudno połączyć brak poszanowania do swojej wysokiej pozycji do późniejszego powoływania się na nią w celu utemperowania wysoko urodzonych Fereldeńczyków. Niemniej, rycerz nie miał już powodów do dalszego podsycania wrogości, bowiem dokonało się.
- Zgadzam się, sir Altarisie. Trunki nie idą w parze z walecznością - przemówił już spokojnym i spełnionym głosem. - Walczyć będziemy jutro. Proponuję udać się do zamku arla, tam staniemy na przeciw siebie w pełnym rynsztunku. - rzekł z nieukrywanym zadowoleniem.
- Milady, proszę o opanowanie swej porywczej natury. To, co nazywacie szopką, w istocie jest honorem oraz poszanowaniem naszych tradycji - cierpliwym głosem przemówił do szlachcianki.
- Natomiast, co do waszmości, sugeruję zmienić temat dyskusji. To już nie miejsce, ani pora na rozważania polityczne. Przyznam szczerze, że nie mam już ochoty przebywać w tej karczmie. Niedługo ją opuszczę w samotności, coby przygotować się na naszą walkę. Uściślijmy jej szczegóły i rozejdźmy się, sir.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pon Maj 02, 2016 2:08 am

Jaskółka cięła powietrze nad wodami portowymi. W sumie śmiało można powiedzieć – jedna z wielu. Smród i bród tego miejsca był istnym rajem dla much i innych tego rodzaju. One znowuż tworzyły raj dla ptaków, jak jaskółki właśnie. Piękno łańcucha pokarmowego, esencji harmonii życia, nie mniej brutalnej niż cokolwiek istniejące w społeczeństwach istot dwunożnych.
Jedna z czarnych ptaszków, rozłożyła skrzydła pikując i wzbiła się wyżej. Wysoko nad miastem spoglądała na jego układ i drogi. Zatoczyła się nad targiem gdzie tłum i hałas. Zniżyła lot, by dostać się pomiędzy domki. Bezszelestnie manewrowała i tańczyła na wietrze, z gracją wchodząc w ostre zakręty niekończącej się sieci dróg.
Nad bawiącymi się dziećmi zatoczyła kilka kręgów, w końcu przysiadła pod okolicznym dachem, wyraźnie spoglądając na grupkę. Zupełnie jakby czegoś szukała, albo jakby dzieci miały coś, co jaskółeczka koniecznie chciała otrzymać. A może po prostu cieszył ją widok młodych potomków i niczego więcej nie potrzebowała?
Gdy dziatwa rozpierzchła się przed zbliżającym się oddziałem orlezjan, ptaszyna poprawiła dziubkiem puch pod skrzydłami. Szybko wzbiła się w powietrze, zapewne przez nikogo nawet niezauważona.
Z dużego miasta trudno było znaleźć te jedno miejsce. Krążąc wpierw nad jednym placem, potem nad drugim – siostra burzy ewidentnie czegoś szukała. W końcu dostrzegła konie czekające przed karczmą „Pod nienażartym Szlachcicem”. Konie nie byle jakie, ale szlacheckie, przy czym jednego bardzo uważnie strzeżono.
Ptaszyna złapała się pod dachem wysuniętych belek stropu. Schowana w cieniu spokojnie czekała i obserwowała.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pon Maj 02, 2016 10:53 am

Uśmiechnięty wypiął pierś, robiąc postępującą gestykulację. Skoro Rewarnir uspokoił się i wydawał się spełniony, oznaczało to, że dobrze rozegrał tę partię. Ale nie uścisnął jednak jego wyciągniętej dłoni - oznaczało to, że nie zagrał aż tak dobrze, jak mu się wydawało, że zagrał. Wyciągniętej ręki nie cofnął, ale odsunął ją na bok w geście, który w rozmowie mógł znaczyć niemalże wszystko - W porządku - odpowiedział, słysząc, że mają się potykać u arla. Potykanie się u króla byłoby zdecydowanie bardziej problematyczne. Nie tylko przez zwiększoną obserwację Orlezjan, ale i przez problemy, jakie mógłby zrodzić sam król.

Słysząc słowa od Rewarnira wskazane w kierunku Marisy, nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Gdy potężniejszy z jegomości skończył mówić ten ładniejszy miłym tonem odpowiedział stanowczo - Panienko, już się stało. Obawiać się nie trzeba. Nie na śmierć będziem się potykać - na drugim zdaniu dał więcej nacisku, spoglądając ponownie na Rewarnira - Walczyć będziemy póki obaj nie uznamy, że czas na koniec, lub dopóki któryś z nas nie będzie w stanie walczyć dalej, bądź się podda. Pełny rynsztunek, miecz i tarcza - powiedział, co miał, po czym sięgnął po kielich z winem, lecz odstawił go. Znacząco spojrzał na swoich przybocznych i kiwnął porozumiewawczo w kierunku Maegora, szepcząc jakieś głuche słowo.

- Milady. Miło było Cię w końcu poznać, na prawdę. Chociaż teraz się rozstajemy, to wydaje mi się, że prędko znów się spotkamy. Może na salonach, a może w lasach. Do zobaczenia - wyciągnął do niej swoją dłoń, by móc ująć jej rękę do pocałunku.

- To wszystko, mości Rewarnirze? - jeśli faktycznie będzie to koniec ustaleń, pożegnań i rozmów, to wyjdzie z gospody, ponieważ musiał się przygotować staranniej, niż Guerrin, jeśli miał z nim wygrać. A powinien z nim wygrać.

Walczę piórem, nie mieczem. Powtarzam to tyle razy, ale oni nie słuchają. Wygram więc piórem, a nie mieczem. Uśmiechnął się do Rewarnira, mając w głowie zrodzony swój wspaniały plan.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sro Maj 04, 2016 6:39 pm

- Honor?! A gdzie w tym jest honor?! - Mężczyźni i ich tradycje! Honoru im się zachciało. Tylko bijatyki im w głowie i jak na nich polegać? Dlaczego zawsze muszą kłócić się między sobą wtedy, gdy w domostwie dach płonie?
- Szlachta Fereldenu powinna się zjednoczyć, a nie mordować się nawzajem. Jeśli król nie jest w stanie wystąpić przeciwko okupacji znaczy to, że jest słaby. - Była wściekła. Mówią, że to kobiety są sentymentalne, ale to co czasem robili mężczyźni było niewyobrażalnie głupie. Wojny nie będzie, bo w Orlais znajduje się siostra króla? Tylko co ona ma do tego. Dlaczego mają poświęcić dobro wielu dla życia jednostki? Lud cierpi, kiedy szlachta żyje w względnym spokoju, a nie wystąpi przeciwko ciemiężycielom, ponieważ nie potrafią poświęcić jednej dziewczyny. Na jej miejscu sama by popełniła samobójstwo, żeby Ferelden, żeby posiadający w nim władzę wystąpili do walki o wolność ojczyzny.
- Są gorsze rzeczy od śmierci, sir Altarisie. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. - Próbowała ochłonąć, mimo że mówiła do dziedzica Amarantu wściekłym spojrzeniem świdrowała Guerrina. Niby wychowany w miłości do ojczyzny, a głupi. Lepiej, żeby zmądrzał, choć na dłuższą metę nic mu to nie da.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Czw Maj 05, 2016 4:45 pm

Opróżniał drugi kufel, kiedy Altaris mówił. Tym razem nie usłyszał niczego kontrowersyjnego, a jedynie to, czego się spodziewał - wyszczególnienie zasad ich pojedynku. Rewarnir odłożył puste naczynie i spojrzał na szlachcica.
- Tak jest. Walczyć będziemy do momentu poddania się lub upadnięcia, z którego podnieść się nie da - w czasie wymawiania zdań, powstał. Poprawił pas. - Pełny rynsztunek, lecz nie tylko miecz i tarcza. Zapewne każdy z nas wykształcił przez lata swój styl walki. Dobierzemy oręż wedle uznania - wspomniał o tym, bowiem chciał, aby on i jego oponent w pełni wykorzystali swe bojowe wyszkolenie. Rycerz uznał to za niezwykle uczciwy i honorowy gest. - Jednak, jeżeli waszmość zechce walczyć wyłącznie na miecze i tarcze, również się zgadzam.
Nagle, niczym burza, Marisa wyzwoliła błyskawice gniewu, które z hukiem uderzyły w ziemię. Wojownik zdumiony zachowaniem kobiety, odwrócił się do niej. Spoglądał na nią z nieukrywanym zdziwieniem, jakoby wpatrywał się w zjawisko zrodzone czarodziejską ręką - w oczach woja biło niezrozumienie. Altaris obraził króla w jego domenie, wygłosił słowa nasycone kłamstwami, wystawił na próbę honor pasowanego przez monarchę rycerza - niewiasta zupełnie to zignorowała. Porwały ją ogniste emocje, które z całą pewnością przyjęły władzę nad rozsądkiem. Poza tym, sama dopuściła się obrazy króla, oskarżając go o domniemaną słabość. Czyli Marisa posiadała wątpliwości, z którymi postanowiła podzielić się z mężczyznami i najbliższymi bywalcami.
- Jestem rycerzem pasowanym przez Brandela Theirina! Nie godzi się tak o królu mówić, natomiast ja nie zamierzam dłużej słuchać tych oszczerstw. Milady, popracować musicie nad swoją postawą, albowiem jest ona nie do przyjęcia. - Po wypowiedzi ukłonił się, żegnając się z szlachcianką.
- Do jutra, sir. - Powiedziawszy, skinął głową na do widzenia.
Rewarnir powolnym krokiem opuszczał oberżę, zachowując ogromną ostrożność. Miał świadomość tego, że od tego momentu nie był bezpieczny. Spodziewał się wszelkich niecnych zasadzek. Opierał prawą dłoń na głowicy miecza. Opuściwszy próg przybytku, skierował się do stajni. Tam ujrzał uzbrojonych ludzi, który strzegli wierzchowca Altarisa. Rewarnir zmierzył ich wzrokiem. Po chwili wsiadł na siodło swego rumaka i opuścił stajnie.
Nieśpiesznym tempem jechał ku bramom miasta.

Z/t


Ostatnio zmieniony przez Rewarnir Guerrin dnia Pią Maj 06, 2016 12:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Czw Maj 05, 2016 9:54 pm

- Popracuję nad postawą, gdy ktoś zapewni mi, że los ludzi w Wysokożu się zmieni. Orlezjanie panoszą się na ulicach bezkarnie. Za nic mają władzę teyrna. Kobiety są co dzień gwałcone. Rodziny okradane, a małe dzieci lądują na ulicach. - Marisa obdarzyła Rewarnira wściekłym spojrzeniem. Pewnie całe dnie nie wychylał nosa poza swój zamek na szczycie Czerwonego Klifu. Nie miał pojęcia o losach zwykłych Fereldeńczyków. Szlachta narzekała na swój los, ale w porównaniu do ludu oni wszyscy żyli jak pączki w maśle.
- Wstyd mi, gdy patrzę na szlachtę Fereldenu, która zadziera nosa. Ty jaśnie panie nie piłeś ze zwykłymi żołnierzami. Nie pomagałeś akuszerce odbierać porodu. Nie bawiłeś się z dziećmi na ulicy. I nie ty pomagałeś żebrakom ukrywać się przed Orlezjanami, którzy zabierali im pieniądze. Nie masz prawa bronić króla, który nie pomaga swoim poddanym. Nie masz pojęcia o prawdziwym życiu. Nie mów o rzeczach, o których nie masz pojęcia. Honor! To bardzo pięknie brzmi, ale jest tylko pustą wartością, jeśli nie służy do obrony najsłabszych! Kiedy wy będziecie się bić o honor mężczyzny, który siedzi na stołku, który nazywacie tronem, zwykli ludzie nadal będą cierpieć biedę, a Orlezjanie obedrą ich z godności i środków do życia. - Prawdopodobnie jej słowa nie wywrą wrażenia na rycerzu, który ślepo wpatrywał się w swojego króla. Marisa rzuciła na stół równowartość swojego piwa i wyszła z oberży trzaskając drzwiami. Tam już czekali na nią rycerze z herbem Wysokoża na tarczach, których powinnością było odeskortowanie jej bezpiecznie do zamku jej ojca. Czekała ich kilku dniowa podróż, ale jeśli dzięki niej zmieniła sposób myślenia jednego szlachcica to było warto. Wsiadła na konia za plecami Markusa i ruszyła do bram miasta.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pią Maj 06, 2016 3:02 pm

Jaskółka spoglądała na otaczający ją dookoła świat, czujnym okiem obserwowała każdy ruch w okolicy. Biały brzuszek nieco wyróżniał się w cieniu, które tylko łowca mógłby wypatrzeć. Przekręcając gwałtownie główką w różne strony, sprawdzała ludzi przybywających do karczmy i z niej wychodzących.
Gdy Altaris wyszedł z budynku, ptaszyna widocznie się ożywiła i poprawiła uchwyt pazurkami. Gdy następnie Rewarnij opuścił przybytek zapewne zacny, siostra burzy wzbiła się bezszelestnie w powietrze, wysoko nad budynkami zataczając koła.
Obserwowała tak Altarisa, jak i Rewarnira, ale gdy tym drugim była bardziej zainteresowana i za nim podążyła, nie zniżając znacznie lotu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Today at 3:08 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Denerim-