Dragon Age

Share
















[Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 3:35 pm

Opuszczał zamek, siedząc na siodle swego rumaka. Wczoraj rycerz odwiedził króla. Przekazał mu poufne wieści zapieczętowane w liście, którym adresatem był sam arl Raynold Guerrin. Monarcha w zamian za doręczenie wiadomości, zaoferował Rewarnirowi poczęstunek oraz miejsce do spania. Rycerz zgodził się. Przenocował w komfortowych warunkach, a następnego dnia przygotował się do wyjechania ze stolicy - w sercu szlachetnie urodzonego mężczyzny jeno to miasto zasługiwało na miano serca Fereldenu.
Groźnie wpatrywał się w cesarskich żołnierzy patrolujących ulice. Te gnidy miały czelność stąpać po domenie korny; popędzać rodowitych Fereldeńczyków, śmiało nakazując im jedynego słusznego postępowania?! Niechaj wszystkie demony rozszarpią okupantów, bowiem zasługują oni na los przeklętego! Jeździec, zdegustowany, ominął grupkę Orlezjan, powstrzymując odruch splunięcia.
Zapłacił stajennemu za usługę opieki nad koniem. Rewarnir po dokonaniu opłaty, skierował do oberży. Dawno nie zamoczył ust w mętnym piwie, nie wsłuchiwał się w kakofonię przekrzykujących się wzajemnie gardeł, nie czuł dreszczyku emocji, gdy wiele spojrzeń śledziło jego każdy ruch. Być może kierowała nim prozaiczna potrzeba zaburzenia zmysłu równowagi - schlania się jak pies? Kto wie?
Przekroczył próg karczmy, a jego przybycie zapowiedziało trzeszczenie nienaoliwionych zawiasów drzwi. Zapach mięsiwa drażnił nos, prowadzone przez bywalców głośne rozmowy kreowały charakterystyczną melodię, która rozluźniła skupiony umysł rycerza. Zaiste, brakowało mu tejże atmosfery wywołującej chwilowe zapomnienie o wszelkich troskach.
Rewarnir zamówił dziczyznę: podane w sosie grzybowym żeberka z dzika; potrawkę z jelenich wątróbek wraz kaszą jęczmienną oraz kufel piwa. Wydał sporo pieniędzy na pożywne dania, ale nie żałował tego. Zamiast tego pozwolił otulić się aurze relaksu, delektując się potrawami i popijając z kufelka. Sam zajmował miejsce przy stole, który znajdował się blisko szynkwasu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 5:09 pm

Z niesmakiem spróbował zetrzeć resztki atramentu na swojej dłoni, która dopiero zeszła po solidnym zajęciu się sprawą. Zmarszczył brwi i nerwowo zabębnił palcami o biodro. Czas było się zatrzymać, a oberża taka jak ta, oddalona od miasta, powinna być dla niego bezpieczniejsza. Poprowadził więc swój skromny orszak w tamtym kierunku, zostawiając swój niedźwiedzi hełm w jukach, a na swój pancerz narzucając lekką, podróżną pelerynę, by powstrzymywała bród, pył i inne niemiluchne rzeczy.

Chorągiew Przebudzonych pojechała jego śladem, by zostawić konie w stajniach. Z przymrużonymi oczyma i lekko sceptycznie postanowił wejść do środka, pozbawiony widocznych herbów i oznakowań - Jemy, nie pijemy - rzucił krótko w stronę Borda i uśmiechnął się delikatnie. Wnętrze wcale go nie zaskoczyło - on sam nie był przyzwyczajony do miejsc takich, jak to. Zatłoczona, duszna oberża pełna nisko urodzonych i hałaśliwych osób. Gdy wrócę, umyję stopy w mydlinach. A gardło przepłuczę winem w obie strony.

Miejsca nie było dużo, a nie miał zamiaru przytulać się do obcych pijaków. Ale napić się by mógł. I chętnie by to zrobił, gdyby był bliżej Aramantu. Z pozorną radością zobaczył puściejsze miejsce obok kogoś, kto mógł być rycerzem. Podrapał się po ogolonej brodzie i z gracją ruszył do przodu, nie rozglądając się na boki - Egon, Gorin. Przynieście jadła i wody, albo czegoś. Kierując się do stolika usiadł ciężko, odsuwając w pasie miecz na bok, by mu w tym nie przeszkadzał i uśmiechnął się do nieznajomego, po czym spoważniał, rozumiejąc, iż nie jest to nieznajomy. Zastukał w blat stołu, spoglądając w oczy mężczyzny.

- Witaj, Rewarnirze Guerrinie. Pozwoliłem sobie się przysiąść, jeśli Ci to aż tak nie przeszkadza. W końcu wysoko urodzonych miejsce jest właśnie wśród wysoko urodzonych - pokiwał głową z przekonaniem dla swoich słów, rozsuwając swoją pelerynę podróżną za barki, by swobodnie zwisała po plecach. Rewarnir był prawdopodobnie tym, za kogo miał go Altaris - szeroka szczęka, wielgachny miecz i spojrzenie godne prawdziwego Fereldeńczyka.

- Powiedz, proszę. Co robisz tak daleko od domu? - z zainteresowaniem pochylił się do przodu, chociaż oczy jego pozostawały czujne i bez wyrazu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 5:57 pm

Marisa weszła do karczmy już bez obstawy, którą udało jej się zgubić gdzieś w okolicach "Perły". Ojciec właściwie kategorycznie zabronił jej wyjazdów poza granice miasta, ale tym razem jakoś udało się go ugłaskać, a warunkiem była obecność dwóch rycerzy, którzy teraz pewnie zabawiani byli przez jakieś dość przystępne ślicznotki. Sama zgoda teyrna Ardela pewnie była zasługą matki, która jeszcze zachowała jakiś tam wpływ na swojego męża. I bardzo była jej za to wdzięczna, inaczej dość szybko zmizerniałaby zamknięta za murami Wysokoża.
"Pod Nienażartym Szlachcicem" nie zmieniło się za bardzo od ostatniej wizyty dziewczyny, jeszcze przed śmiercią braci. Duża sala z położonym w głębi szynkwasem, pod ścianami ustawiono stoły oraz ławy z wygodnymi oparciami tym razem wyłożonymi skórami. Marisa wciągnęła powietrze doprawione zapachem wielu osób zgromadzonym w jednym miejscu, ale nie przeszkadzało jej to. Od kilku dni przebywała w Denerim, a karczma pachniała dużo lepiej niż ciemne zaułki stolicy. Rozejrzała się, dostrzegając w tłumie dwie znajome, na pierwszy rzut oka, twarze. Stojąc w wejściu zapewne przyciągała uwagę, więc skierowała się w stronę szynkwasu, obserwując dwójkę mężczyzn.
Kiedy podeszła do karczmarza, zrzuciła kaptur, spod którego na ramionach ponownie zawitała kaskada czarnych włosów. Uśmiechając się do mężczyzny zamówiła piwo i po chwili upijała pierwsze kilka łyków złocistej cieczy, dyskretnie przyglądając się szlachcicom.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 7:14 pm

Podroby podawane w tej oberży przypadły do rycerskiego gustu. Szlachetnie urodzony bywalec mozolnie, lecz z przyjemnością przeżuwał kolejne porcje mięsa. Czasami odwracał on wzrok od drewnianego półmisku, aby zerknąć na innych bywalców przybytku. Spostrzegł nadejście nowych gości. Nie zauważył w nich niczego ciekawego, więc skierował zainteresowanie na kufelek. Rewarnir nie miał bladego pojęcia, że do środka karczmy wkroczył Howe bez żadnych rodowych oznaczeń. Nie miał bladego pojęcia, iże syn zdrajcy rozpoznał jego twarz i zamierzał się przysiąść.
W momencie usłyszenia pukania przez rycerza, uniósł on wzrok ku temu, kto zakłócił jego spokój. Pierw niebieskie oczy spokojnie lustrowały lico przybysza, lecz z każdą następną chwilą spojrzenie Guerrina nabierało gniewnego wyrazu. Zdenerwowanie potęgowała luźna postawa Howe'a, który lekko, jak gdyby nigdy nic, spoczął na wolnym krześle. Syn Raynolda obie dłonie zacisnął w pięść.
- Sir Altaris Howe - wycedził to imię przez zęby, powstrzymując się od rękoczynów. Groźnie zmrużył oczy - Dla waszej waszmości jestem sir Rewarnir Guerrin - podkreślił brak kultury Howe'a, potęgując w sobie wrogość do jego osoby. - Czemu zawdzięczam waszą wizytę? Zważywszy na stosunki panujące pomiędzy naszymi rodami, sugeruję opuszczenie tego stołu i udanie się we własną drogę. Moja cierpliwość ma swoje granice. - W jego wypowiedzianych zdaniach panowała zima. Nasycony w bezpośrednich słowach mrożący chłód atakował słuch Altarisa niczym niewidzialne sztylety. Gdyby ci panowie znaleźli się na trakcie, z dala od wzroku postronnych, Rewarnir z całą pewnością przyjąłby agresywniejszą retorykę - retorykę mieczy.
Poruszenie rycerza było na tyle intensywne, że nie zauważył on przybycie Marisy Cousland, której pojawienia się w tym miejscu wymagało od mężczyzn godnego powitania damy. Rewarnir, całkowicie skupiony na nienawistnym świdrowaniu wejrzenia syna zdrajcy, był nieświadomy obecności milady.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 8:52 pm

- Raczy waszmość wybaczyć, panie sir Rewarnirze Guerrinie - odpowiedział nie siląc się już na uśmiech Altaris, a jego czoło zmarszczyło się brzydko. Słysząc ton w głosie mężczyzny, wciągnął powietrze, a dwóch starszych mężczyzn, którzy usiedli po obu jego stronach nerwowo się spięło - Nie trzeba - rzucił krótko, oznajmiając, że nie zamierza dzisiejszego dnia przelewać krwi. Zarówno on, jak i jego przyboczni byli obyci z mieczami. Można by nawet powiedzieć, że ma przy sobie jednych z najlepszych wojowników Aramantu. Tyle, że bardzo lubił swoich jednych z najlepszych wojowników Amarantu, a w przypadku niesnaski z Guerrinem, a przede wszystkim z Rewarnirem Guerrinem, tych wojowników by mu na pewno ubyło. Rewarnira los obdarował szerokim karkiem i silnymi ramionami, Altarisa zaś obdarował intelektem, który podpowiadał mu cichym głosem z tyłu głowy, że eskalacja konfliktu byłaby dla niego zgubna. Nie wliczając w to znajdujących się tutaj osób, które prędzej skierowałyby się ku dziedzicowi lojalnemu koronie, a nie dziedzicowi, którego ojciec był zdrajcą.

Ścisnął usta i przestał bębnić o stół, czekając, aż dwóch z czterech jego przybocznych wróci z jadłem, zasiadając na krótszych bokach stołu, przy którym zaczęło się robić tłoczno. To wcale nie sprawiało, że czuł się bezpieczniej. Ostrożnie dobierając słowa, spojrzał swojemu rozmówcy w oczy:

- Gdyby dzieci odpowiadały za czyny swoich rodziców i krewnych, a za zdradę karano by ścięciem głowy, wtedy Ferelden zamieszkiwaliby bezgłowi - zakończył na samym końcu dobitnie, wzdychając i odrywając wzrok od rozmówcy, by skupić go na talerzu z parującą zupą. Zupa. Nawet nie morska, czy owocowa. Ale żur, czy co.

- Zważywszy na stosunki panujące między naszymi rodami właśnie się do Ciebie dosiadłem. Nie jestem swoim ojcem. A zapewne i Ty nie jesteś swoim. Przyszłość kraju leży w rękach dzieci. Jednak wina - dodał na sam koniec, gdy wychylona z kubka woda zasmakowała dziwnym smakiem, a woda smaku mieć jako takiego nie powinna. Spoglądając bacznie w kierunku Rewarnira westchnął głęboko, być może teatralnie, chociaż nie zamierzenie.

- Nazywasz mnie zdrajcą, ale nie słyszałem, aby z Redcliffe ostatnio wyszedł jakikolwiek żołnierz, który walczył by z cesarstwem. Ani jeden. Możesz powiedzieć, oczywiście, że z Amarantu też nie wyszedł ani jeden taki żołnierz. Cóż, ja mógłbym temu zaprzeczyć - pozwolił, by ostatnie słowo zabrzmiało dodatkowo, robiąc umyślną pauzę, by napić się wina, które przyniósł mu przyboczny. Miało dziwny smak, ale wcale nie tak podły, jak w niektórych karczmach. To przecież była porządna oberża. To nie to samo, co wino w Val Chevin. I nie to samo, co w Amarancie. Nie powiedział nic więcej, czekając z jedzeniem, aż dostanie jakąkolwiek odpowiedź, sugerującą, czy faktycznie nie było sensu na jakiekolwiek rozmowy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Wto Kwi 19, 2016 10:59 pm

Marisa ze swojego miejsca miała, co prawda świetny punkt obserwacyjny, ale mało co z dyskusji docierało do jej uszu. Syn arla Redcliffe nie wyglądał na zachwyconego towarzystwem Howe'a. Cóż, ona też by nie była. Rodzina zdrajców... Tak wśród fereldeńskiej szlachty byli określani Howe'owie. Nawet jej ojciec wyrażał się o nich z pogardą, chociaż sam nie miał już chęci, żeby dalej walczyć z Orlezjanami. Nie chciał o niej słyszeć, dlatego większość informacji na temat możliwego oporu przed nim zatajali.
Kątem oka zauważyła, jak do stołu szlachciców podchodzi dwoje postawnych wojowników, zapewne przybocznych Howe'a. Dyskretnie wyciągnęła nóż do rzucania z bandoletu przecinającego jej pierś i ukryła pod przedramieniem. W drugiej dłoni dalej trzymała kufel z piwem, co jakiś czas z niego popijając. Gdyby doszło do walki zapewne udałoby jej się wyeliminować, któregoś z wojowników Howe'a. Teraz zaczęła żałować, że zostawiła Demona w posiadłości Couslandów w Denerim. Mógłby jej się przydać, ale wzbudziłby też sensację w karczmie, a tego nie chciała.
Kiedy obserwowała szlacheckich krewniaków, podeszło do niej dwóch lekko wstawionych strażników miejskich, już po służbie. Wiadomym było, czego od niej chcieli, a czego Marisa nie miała zamiaru im dać. Nie mogła też ich zaatakować.
- Jeśli panowie pragną dziwki, niech może udadzą się do Perły, a nie zaczepiają uczciwe dziewczyny? - zwróciła się srogim tonem do jednego z nich, ściągając na siebie uwagę większości bywalców karczmy.
- Nie sądziłam, że poziom strażników w Denerim spadł, aż tak bardzo. - zmrużyła oczy wpatrując się w bliższego z żołdaków. Wszystkie zbroje straży miały tę samą wadę, zbyt słabo osłaniały uda i krocze. Wystarczyłoby mieć tylko długi i wąski sztylet, a leżałby teraz przed nią próbując zatamować krwotok z rozszarpanej tętnicy. Ojej, właśnie taką broń trzymała teraz ukrytą pod przedramieniem. Mogłaby też rzucić nożem krótkim łukiem prosto w jego krtań, ale przecież była dobrze wychowaną panienką, więc liczyła na rycerskość sir Guerrina oraz sir Howe'a - syna zdrajcy.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sro Kwi 20, 2016 1:12 pm

Szlachetny woj, z ponurą miną zdradzającą mordercze intencje, ciężko trawił mowę Altarisa. Kultura wymagała, aby Howe miał sposobność do pełnego przedstawienia swoich poglądów, dlatego Rewarnir nie przerywał mu, wsłuchiwał się w każde jego zdanie. Łapa mocarna niczym buzdygan, nagle wzmocniła uścisk na kufelku - to była natychmiastowa reakcja mężczyzny na wysnutą znikąd hipotezę Altarisa. Śmiał on zasugerować, iże akt zdrady zdawał się w jego rozumowaniu czymś pospolitym wśród możnych Fereldenu.
- Sir Altarisie, nie godzi się takie świadectwa przedstawiać - pogarda wylewała się z ust rycerza. - Śmiała teza waszmości ma mało wspólnego z prawdą. Natomiast prawdziwa jest postawa waszej rodziny, której przejaw rodacy ujrzeli w bitwie pod Lothering. Tam pokazaliście, że wszelkie cnoty nie są miłe waszemu sercu, skierowawszy miecze przeciw krajanom - tłumaczył powoli lodowato zimnym tonem. - Zaś wy, sir Altarisie, musicie nieść ciężar czynu, popełnionego przez seniora Howe'ów. Bowiem taka jest rola potomków, coby spuściznę po ojcach przyjąć, z grzechów ją oczyścić, ażeby honor przywrócić... Lub trwać wraz zniesławionym imieniem.
Zakończywszy wywód, Rewarnir jedynie spiął mięśnie, ponieważ w czasie wypowiadania się, do stołu dosiedli się dryblasy syna zdrajcy. Rycerz zdawał sobie sprawę ze swych nikłych szans, gdyby zechciał zaatakować rozmówcę. Altaris był lisem, wykorzystywał swą przewagę w liczebności oraz w terenie - bowiem Rewarnir w ciasnych pomieszczeniach drastycznie tracił przewagę przez budowę ciała i wrodzony brak finezji - dlatego pozwalał on sobie na śmiałe posunięcia. Niemniej Guerrin nie znał lęku.
Arogancja ubranego w czerń mówcy sprawiała, iże niebieskooki rycerz prawie dostał ataku furii. Jego blada cera w całości się zaczerwieniła. Jak on śmiał stawiać się wyżej od swego pana ojca, nazywając siebie przyszłością kraju?! Takie zachowanie wyłącznie podkreślało pychę, która jak cień kroczyła za Altarisem. Tym razem Rewarnir odpowiedział milczeniem. Dalsza mowa intryganta graniczyła z brakiem rozwagi, ponieważ sens tejże mowy mógłby zostać pochwycony przez któregoś z bywalców, wszakże szlachetnie urodzeni przebywali obecnie w miejscu publicznym.
- Dość tej rozmowy, sir Altarisie! W imię jakiejkolwiek godności, która pozostała w duchu waszmości, natych... - Rycerz niespodziewanie przerwał wywód. Usłyszał kobiecy głos, który wybił go z rytmu.
Spojrzał ku źródłu hałasu, a tam ujrzał piękno zaklęte w kobiecym licu. Szlachetne rysy twarzy dopełniało niebieskie niczym tafla morza spojrzenie. Czarne jak oblicze nocy włosy okalały głowę urokliwej damy. Gniew odbijał się w postawie szlachcianki, która karcącym głosem odganiała od siebie schlanych żołdaków po służbie. Rewarnir zadrżał, przyjęty sytuacją Marisy Cousland.
- Waszmość wybaczy. - przeprosił niespodziewanie Altarisa, głosem ujawniającym prawe zamiary rycerza.
Rycerz powstał. Ruszył jak wieża oblężnicza na mury nieprzyjaciół. Ludzie schodzili z drogi bojownikowi, albowiem spotkałby ich los staranowanej ofiary. Olbrzym wyszedł na przeciw oprawców szlachcianki, osłaniając ją swymi szerokimi plecami.
- Powstrzymajcie swe plugawe ręce! Spróbujcie tknąć milady, a spotka was zasłużona kara. - Grzmot groźby poniósł się po przybytku. Nawet zapijaczone umysły tychże skurwysynów zmieliły wymierzone w nich zastraszenie. Postanowili odpuścić, powrócili do swojego stolika. Rewarnir niezgrabnie odwrócił się do Marisy.
- Milady - zaczął konwersację niższym głosem, poprzedzając ją powitalnym pocałunkiem w dłoń niewiasty. - żywię nadzieję, że twa godność nie została splamiona zachowaniem tamtych miernot. Jeżeli została, wymierzę sprawiedliwość.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sro Kwi 20, 2016 6:04 pm

Grając w wymagającą i ryzykowną grę, zawsze trzeba było myśleć o tym ryzyku. Jego słowa były często jego bronią, lecz nie dla kogoś takiego, jak Rewarnir - jego słowami trudno było wprowadzić w głębszą rozmowę, której Altaris używał, by zyskiwać to, czego chciał. Ale tutaj nie chodziło o to, czego chciał, a raczej o to, co było słuszne i dobre. Dobre dla niego, dla Amarantu, ale i całego Fereldenu. A Fereldenem był również i Rewarnir. Mawia się, że tutaj wszystko jest proste - bo chodzi o miecze, a nie słowa, jak w Orlais. Słowami nie przetnie się jednak miecza.

Pijąc kolejny łyk wina, nie spuszczał oczu z Rewarnira, czując, jak pewność siebie ucieka powoli, a zastępuje je lekka obawa, ale i frustracja, która zaczynała przemieniać się w gniew i niechęć wobec mężczyzny. A nie powinno mu na tym zależeć - przecież polityka nie polegała na tym, by go polubiono. Ale chciałby, żeby faktycznie tak było.

- Zjedzcie - powiedział do swoich przybocznych, którzy przynieśli porcję jadła, coby przyjemnej się rozmawiało, chociaż ta rozmowa była tak przyjemna, że przyjemniejsza być chyba nie mogła. Nie skomentował nagłego wstania od stołu, ale jedynie odprowadził rycerza spojrzeniem, gdy ten ruszył na pomoc w kierunku szynkwasu, w kierunku jakiejś dziewoi. Odwrócił się lekko przez ramię i zdziwiony rozpoznał, o ile go pamięć nie myliła, jedną z córek Couslanda. Tylko którą? A może była jedynaczką? Tego już nie wiedział. Myślał chwilę, gdy dziedzic Guerrinów zagrzmiał swoim tubalnym monologiem. Altaris nie był typem bohatera, który stawał w obronie uciśnionych tak prędko, jak Rewarnir, by stawać z wrogami w pojedynki i bitwy, laurami nakrywając głowę i dzielnie, jak prawdziwy, honorowy rycerz, stawiać czoła przeciwnościom. On takich wrogów niszczył doszczętnie zza swojej eleganckiej, amarantowej kurtyny. Wspomnienia niestety uderzyły w niego, gdy przypatrywał się szlachciance i jej nowemu obrońcy.

- Mości Rewarnirze. Miecz Twój duży, ale masz ich tu więcej. Całe sześć - rzucił spokojnie, wyczuwając chwilę ciszy przy tym zajściu. Nie wątpił, że dziedzice z łatwością by sobie poradzili, ale nie można było ryzykować upuszczenia drogocennej, rodowej krwi Fereldenu. Nie, kiedy on i jego Chorągiew byli w zasięgu ostrza - nie mógł pozwolić na przelewanie krwi, która była mu tak potrzebna. Błękitnej, szlacheckiej krwi, która miała nakreślić nowy porządek. Powiedziawszy, co miał powiedzieć, ugryzł bułkę.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sro Kwi 20, 2016 8:49 pm

Marisa dalej wpatrywała się w dwójkę bardzo nierozsądnych strażników, który pragnęli umilić swój czas. Nie miała ochoty, ani zamiaru z nimi walczyć, choć pewnie sprostałaby temu "wyzwaniu". Nie oni byli problemem, lecz stojące za nimi Orlais. Okupanci nie zapłakaliby za nimi, ale zarówno ona, jak i jej rodzina mogłaby słono za ten incydent zapłacić. Gdyby została tutaj ranna albo co gorsza, zginęłaby... Ojciec by się załamał, wtedy nic nie powstrzymałoby wrogów jej rodziny od ataku.
Marisa powolnym ruchem odstawiła kufel na blat, mimo że była to zaledwie zwykła oberża w Dzielnicy Handlowej, ale piwo mieli całkiem niezłe. Pod drugim ramieniem dalej ukrywała nóż, ale jak za chwilę się okazało wcale nie był jej potrzebny. Małe przedstawienie podziałało i teraz w kierunku podpitych strażników szedł Rewarnir, który był tak samo wielki jak zapamiętała, a przez co trochę wzbudzał w niej strach. Nie lubiła tego uczucia, wstrętne i obślizgłe, wgryzało się głęboko w jaźń, niczym najbardziej obrzydliwy robak.
Uśmiechnęła się szeroko do opijusów, oczywiście nie w ten miły sposób, którym kobieta pokazuje, że lubi, szanuje, czy jest zainteresowana swoim rozmówcą. Mina Marisy przypominała wilka, który właśnie patrzy na swoją ofiarę i jest pewny, że ją dopadnie. Nie musiała nic robić, sam widok Rewarnira wystarczył, żeby strażnicy osłupieli na jego widok. Jak to jednak bywa z ludźmi pod wpływem złocistego trunku, byli trochę agresywni i widocznie obaj pomyśleli, że rycerz po prostu chce odebrać im zdobycz, by samemu trochę skorzystać.
- Nie prosiliśmy, żebyś się wtrącał. - powiedział niższy, sięgając po miecz, chyba nie spodobała mu się wypowiedź rosłego rycerza. Widocznie matka nie uprzedzała go, że alkohol jest złym doradcą. Kiedy próbował się zamachnąć się na Rewarnira, zrobił zbyt duży wykrok, co wykorzystała Marisa zwyczajnie na świecie podcinając mu nogi od tyłu zwykłym hakiem. Nie musiała do tego nawet potrafić walczyć wręcz. Kiedy jeden ze strażników leżał już na ziemi, drugi z niedowierzaniem na twarzy mruknął coś pod nosem, co trochę brzmiało jak: "ty suko", po czym prędko opuścił lokal. I chyba zapomniał o swoim towarzyszu...
Marisa z satysfakcją przyglądała się pognębionemu strażnikowi, który miał tyle szczęścia, że nie nadział się na własny miecz. Po chwili jej uwaga skupiła się na Rewarnirze, który chyba nie pochwalał sposobu, w jaki rozwiązała całą sytuację. Trudno, czymś innym na pewno uda jej się zyskać jego sympatię.
- Już dostali nauczkę wystarczającą. Pozwólmy im odejść. Pokażmy łaskę, której nie mają Orlezjanie. - wspaniałomyślnie powiedziała Marisa podając rycerzowi dłoń do ucałowania. Gdyby tego nie zrobiła, a matka by się o tym dowiedziała to po powrocie do Wysokoża zostałaby wytargana za uszy.
- Cóż za spotkanie. Przedstawiciele młodego pokolenia jednych ze znamienitszych rodów Fereldenu w jednej oberży. - Marisa uśmiechnęła się i teatralnie podsumowała ten zbieg okoliczności. Może ta chwila przejdzie do historii? Korzystając z chwili nieuwagi wszystkich obecnych na sali wsunęła nóż z powrotem do bandoletu na piersi, po czym upewniła się, że nadal jest niewidoczny pod płaszczem. Nie wypada w końcu, żeby młoda arystokratka, córka drugiego człowieka po królu, patrząc na fereldeńską hierarchię, chodziła po mieście obwieszona żelazem, niczym pospolity najemnik.
- Może za to wypijemy? - dość bezpośrednio zwróciła się do Rewarnira biorąc swój kufel z lady. Uśmiechnięta ruszyła w kierunku stołu, gdzie teraz siedział samotnie Altaris. Czasem miała wrażenie, że Howe'owie są jak przerośnięta żmija, którą należy zabić, ale teraz miała nadzieję, że choć jeden z nich jest inni. Rody Fereldenu powinny zostać zjednoczone przeciwko wspólnemu wrogowi, a nie trwać podzielone przez zaszłości.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Czw Kwi 21, 2016 4:27 pm

Marisa miała zupełną rację, Rewarnirowi nie spodobał się widok damy podkładającej nogę pijaczkowi. Ten przywrócił się niczym kłoda, a jego towarzysz, widząc to zajście, na szczęście nie odpłacił się za los kolegi. Opuścił on karczmę, klnąc pod nosem. Mina rycerza przez krótki moment ukazywała zdziwienie, potem dezaprobatę, a następnie uśmiech, który paskudnie wykrzywił jego facjatę.
Niewiasta formułowała słowa wprost, nie siląc się na zachowanie etykiety. Zakomunikowana przez nią potrzeba wzniesienia toastu niemal rozłożyła woja na łopatki, bowiem nie spodziewał się on tego, że pełne usta dziewczyny, jakby stworzone do elokwentnego operowania słowem, były zdolne do tak swobodnego przekazywania myśli. W rzeczy samej, Rewarnir miał sposobność do poznania nieprzewidywalnej osobowości Marisy.
Szlachcic, spostrzegłszy zamierzenie kobiety, powrócił do stołu. Odsunął jedno z krzeseł, aby szlachetnie urodzona mogła spocząć. Sam usiadł dopiero wtedy, gdy towarzyszka zajęła wygodną pozę. Niebieskooki zerknął na Altarisa porozumiewawczo, próbując wyłowić w jego spojrzeniu reakcję na zachowanie niespodziewanego gościa. Obecność milady pociągała ze sobą powinność przestrzegania kultury osobistej, dlatego Rewarnir postanowił ograniczyć agresję słowną w stosunku do Howe'a.
- W tym nieoczekiwanym spotkaniu jestem skłonny dostąpić tego nieoczekiwanego zaszczytu, milady - dyplomatycznie wyrażał się o pomyśle wypicia za nieszczęście skurwieli. - Za nasze spotkanie! - Złapał za kufel i huknął donośnie. Wychylił kufel, pochłaniając piwo. Odstawiwszy go ze stuknięciem, zwrócił uwagę na wystrojonego przywódcę uzbrojonej drużyny.
- Sir Altarisie, co was sprowadziło do Denerim? - rozpoczął z trudem luźny temat, albowiem z chęcią wygoniłby precz potomka sępa.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Czw Kwi 21, 2016 8:22 pm

- Zaiste, córka Couslanda to ciekawa sztuka - wyszeptał do ucha Borda, pochylając się w jego kierunku. Widząc, że obok jeden ze stołów zwolnił się, spojrzał na pozostałą trójkę i kiwnął im bez żadnego innego znaku w tamtą stronę, co przyjęli bez mruknięcia, ale i bez jakiegoś szczególnego rozweselenia, przesiadając się, by koło Altarisa pozostał jedynie najbardziej zaufany z zaufanych. Znał wiele takich dziewczyn, jak Couslandówna, ale żadnej, która byłaby wysoko urodzona i miała taki ostry temperament. Oprócz jednej. Tej jednak nie można było brać pod uwagę. Bo co martwe, niech martwe pozostanie, jedynie w pamięci bijąc ciepłem policzków i błyskiem oczu. Obserwując zbliżających się dziedziców uśmiechnął się mimowolnie i szeroko, spoglądając na tą gierkę dobrych manier ze strony prawego, honorowego syna Guerrinów, a także swobodnego obejścia Couslandówny. Pokazawszy białe ząbki, zmusił się do wstania, gdy Rewarnir odsuwał krzesło dla nowo przybyłej, by usiąść, gdy ta usiądzie.

Spoglądając na Rewarnira spojrzał w jego oczy przez krótką chwilę, dopiero pod koniec unosząc brwi, wydymając lekko usta w geście niewiedzy i niezrozumienia, przedstawiając tym swoją postawę - sam nie wiedział, jak powinien się odpowiednio zachować. Postanowił więc wybrać najrozsądniejszą drogę - średnią pomiędzy Rewarnirem, a dziedziczką. Spojrzawszy na nią zmrużył oczy, po czym kiwnął na Rewarnira pytająco, wskazując na nią ruchem głowy, który próbował ukryć by ta tego nie zauważyła.

- Krew i stal - powiedział ciszej po hucznym toaście Guerrina, wychylając nie piwo, ale zapożyczając solidny haust wina z kielicha. Może nie było to okolicznym zwyczajem, ale on po prostu wolał wino od piwa. Wydawało się to bardziej prawidłowym napitkiem dla wyżej urodzonych. Skąd pomysł, by on i chłopi z jego pól pili to samo?

- Co robiłem w Denerim? Może trudno by w to uwierzyć, ale dbałem o interesy królestwa. Nie cesarstwa. Muszę zadbać o dobro mojej rodziny, jak i całego Fereldenu. Mój ojciec nie radzi sobie z tym tak dobrze, jak wcześniej, a ktoś mi kiedyś powiedział, że taka jest rola potomków, coby spuściznę po ojcach przyjąć, z grzechów ją oczyścić, ażeby honor przywrócić. Musiałem też sobie poradzić z kilkoma problemami, które trapią Amarant, a którymi nie chcę Waszej zacnej dwójki zadręczać - odpowiedział na samym końcu, swoje słowa kierując w cztery strony - w kierunku oczu Rewarnira, Marisy, do czerwonej studni złotego kielicha, gdzie taplało się jeszcze wino, oraz na boki, by trzymać cały czas kontrolę nad tym, co działo się wokół. Kryć boki. Kryć plecy, by ich nie pokryli. Zapamiętaj. Krok po kroczku wyobrażał sobie, jak wyciąga ogromną szpulę złotej nici i zaczyna szyć szal, wyszyty w herb Amarantu, powoli nakładając nowe barwy na nici, by pojawiły się na szaliku herby Guerrinów i Couslandów. Szalik taki sprawi, że nie będzie mu zimno.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Czw Kwi 21, 2016 10:27 pm

Marisa chętnie skorzystała z podsuniętego jej krzesła, jednocześnie uważając, żeby poły płaszcza nie rozchyliły się nawet odrobinę. Nie lubiła chwalić się swoim dość niecodziennym uzbrojeniem, a na pewno nie miała zamiaru robić tego w towarzystwie Altarisa i Rewarnira. Zwłaszcza tego drugiego, który wręcz maniakalnie stosował się do etykiety. Osobiście dużo czasu spędzała pośród zwykłych ludzi, takich, którzy na chleb zarabiają własną ciężką pracą. Dlatego daleko było jej do zachowywania jakichkolwiek konwenansów, co ze zgorszeniem przyjmowały orlezjańskie dziwki o wymyślnych tytułach. Była bardziej otwarta oraz bezpośrednia, potrafiła też się obronić przed niechcianym towarzystwem. Jako kobieta była twarda, jako wojownik doskonale wyszkolona, choć w jej wypadku lepiej pasowałoby słowo złodziej albo skrytobójca.
- Za spotkanie! - wzniosła toast i upiła kolejny łyk piwa. Widząc, jak Altaris podnosi do ust kielich z winem, uniosła brwi lekko zdziwiona, ale nic nie powiedziała. Widocznie nabrał w Orlais dziwnych zwyczajów. Nie jej w to wnikać. Sama nie przepadała za winem, wolała piwo.
- Jakież to problemy trapią Amarant? - osobiście chciała wiedzieć, cóż to za troski przygnały Altarisa do Denerim. Amarant był jednym z miast o kluczowym znaczeniu, a Twierdza Czuwania dla oblegających ją wojsk mogła być nie lada orzechem do zgryzienia. Jeśli miało dość do wojny z Orlais, a Howe znowu opowiedziałby się po niewłaściwej stronie to zawczasu warto byłoby się przyjrzeć słabościom tego arlatu.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pią Kwi 22, 2016 4:45 pm

Źrenice dzierżyciela Byczego Rogu zwężały się w dwa czarne punkciki, gdy Altaris bezwzględnie wplótł w swą mowę słowa prawego męża. Ten w duchu utwierdził przekonanie o reputacji młodego Howe'a - jego język był najostrzejszym mieczem. Zdumiony Rewarnir jeno zanurzył drewnianą łychę w potrawce i wsadził kawałek wątróbki do ust. W ciszy przeżywał jedzenie, lustrując mistrza perswazji.
Sprawy Amarantu, zważywszy na obecną wagę tego miasta, nie dawały spokoju miecznikowi. Zdawał on sobie sprawę, że informacja w tych mrocznych czasach była cenniejsza od złota, albowiem wiedza stanowiła jedną z najwyższych wartości, a wykorzystana w słusznych celach przyniosłaby dobrobyt królestwu. Pytanie brzmiało: czy interesy Altarisa poszerzyłyby wyłącznie jego kiesę, czy w istocie jego zamierzenie wzmocniłoby fasady Fereldenu, tym samym przyczyniając się do zwiększenie szansy na wyzwolenie ojczyzny? Rewarnir nie należał do naiwnych ludzi, pan przywdziany w barwy ciemności z całą pewnością nie pociągał za sznurki skrajności. Na scenie wystąpiło wielu aktorów - oczekują wyłącznie na nadanie im roli. Przeczucie podpowiadało potężnemu wojowi, iże Howe starał się posiąść najpotężniejszą moc: manipulację szarością, coby nadawać jej kluczowe barwy wedle uznania oraz sytuacji. Rzeczywistość odkształcała się za pomocą woli wpływowych ludzi.
Pytanie Marisy zostało źle skonstruowane, dając wielkie pole Altarisowi na odpowiedź. Urodziwa dziewczyna okazywała śmiałą naturę, co było miłe sercu rycerza. Przyglądał się on z uwagą pracy mięśni skrytych za gładką skórą twarzyczki panny. Niebieskookiemu podobał się ten widok, z przyjemnością ująłby on maluczki podbródek, coby przybliżyć dziewczęce lico do siebie. Zamknąłby tedy oboje usta w namiętnych pocałunku, posługując się jeno mową namiętności. Czyżby Guerrin odnalazł wybrankę swego serca? Czas pokaże.
- Wypada odpowiedzieć, sir, gdy milady pyta - rzekł z uśmiechem niemal niezauważalnym. - Być może sprawy waszmości są na tyle intratne, że nawet w sercu Fereldenu czyha na Was przykre ryzyko? - Wskazał głową na jednego ze zbójów Altarisa.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Pią Kwi 22, 2016 6:45 pm

Jestem hetmanem. Howe'ów dziedzicem. Za wszystko płacą mi rodzice. Hetman jest figurą szachową drugiego rzędu, która musi pchnąć najpierw pionki do gry, by w ogóle móc wyjść na planszę na przeciwko wrogiego gracza. Obecnie w puli Altarisa brakowało jeszcze kilku figur - nawet pionków. Spoglądając na barczystego rycerza nie mógł się wyzbyć wyobrażania sobie w głowie jego herbu, czując, jak los, bądź jak wolą inni - przeznaczenie, przywiało ich w te strony. Rewarnir Guerrin pokrywał się papą i kamiennymi cegłami. Wieża. Na jego twarzy nadal pozostawał uśmiech, jak padały pytania, których się spodziewał, chociaż wcale ich umyślnie nie wywoływał. Sądził po prostu, że tak, jak ludzie mają w naturze - z ciekawości, bądź dobrego wychowania zapytają. Rozglądając się na boki potwierdził, że nie ma nikogo innego, kto posłyszałby te słowa.

- Czuję się swobodny w tym, by z Wami rozmawiać, bo akurat Waszych rodów reputacji nikt nie waży się podważać. Szczególnie ja nie powinienem tego robić, ale powiem, bo Wasza niechęć bierze się z tego, co paradoksalnie dla mnie najważniejsze - dobra Fereldenu - zaczął, a jego twarz ściągnęła się w mimice powagi, spokoju i trudnych czasów, gdy mężowie i niedoszła żona zasiadają wokół ognia, by naradzić się nad przyszłością, która jest niepewna. Nie wznosząc toastu upił kolejny łyk wina, lecz odstawił kielich lekko dalej, by go tak bardzo nie kusiło - brnąc w to dalej, upije się zbyt szybko. Jajka lubił, więc zjadł je całe, krojąc na talerzu. Były jako-takie, ale skoro były jako-takie, to mógł je zjeść. Nawet były nie złe. Rewarnir zaś jadł wątróbkę. Nie trudno było sobie wyobrazić go na polu bitewnym, jak wgryzając się w wątrobę próbuje rozerwać zębami dostęp do trzustki, by spić z niej wnętrznościowy nektar. Wstrząsnął nim widoczny dreszcz, gdy odwrócił wzrok, wbijając go w blat. Plusem tego, że ma się na przeciwko siebie Wieżę jest to, że można spierdalać ukosami, zanim zdąży się rozpędzić po prostej.

- Czego dokładnie się dowiedziałem, powiedzieć nie mogę, nawet Wam. Ufam Waszym szczerym intencjom, ale Wy jeszcze nie ufacie moim. Ród Howe jest w zagrożeniu, które przyszło z dość ciekawej strony. Swoich ojców należy szanować, jako, iż jest to jeden z rodzicieli, ale mój rozdarł moją rodzinę pomiędzy dwa kraje - Orlais i Ferelden. Teraz zaś, nie dość, że nienawidzi nas własna ojczyzna, to król wprowadza w czyn akcje mierzące prosto w nas. A Orlais wcale nie zamierza nam pomóc. Wręcz przeciwnie. Ferelden być może uzyska dawną stolicę w Denerim. Nie będzie to jednak stolicą, gdy krajem nadal będą rządzić Orlezjanie - zmarszczył czoło, kończąc swój wywód, który nie podał żadnych konkretnych informacji. A może podał? W końcu nie mógł powiedzieć wszystkiego, czego się dowiedział przed wyprawą wprost. Zagrożenie, jakie czatowało na Howe'ów było bardziej, niż dla niego przerażające, gdy król Fereldenu i niektórzy z przedstawicieli Orlais chcą ich zniszczyć. Pozostawało poczekać na to, jak zareagują dziedzice dwóch innych rodów i czy dadzą się wciągnąć w rozmowę, by dowiedzieć się więcej, tym samym pokazując Altarisowi, jakie mogą być ich intencje i zamiary, a co najważniejsze - czy opowiedzą się za Fereldenem w nadchodzącym konflikcie.

Spoglądając finalnie najpierw na Rewanira, a potem na Marisę, zabębnił palcami o stół. Co to do cholery znaczy "intratne"?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Sob Kwi 23, 2016 3:46 pm

Marisa przyglądała się znad kufla Altarisowi. Nie wydawał się taki jak jego ojciec. Od seniora Howe'ów od pierwszej chwili była w stanie wyczuć aurę egoizmu oraz arogancji, która była widoczna w każdym jego ruchu. Jego syn był inny, a może miała tylko nadzieję, żeby taki był. Gdyby Howe'owie znowu stanęliby po stronie Orlais, powstanie i walka nie miałyby sensu. Zostali by wzięci w kleszcze i wyrżnięci do nogi. Tego Fereldenowi nie było potrzeba.
- Dobrze słyszeć, że czujesz się wśród swoich swobodnie. Tylko mam nadzieję, że nasze pojęcie dobra ojczyzny będzie, choć odrobinę zbieżne w znaczeniu. - w głosie Marisy rozbrzmiały niebezpieczne nuty. Nie groziła Altarisowi, oj nie. Po prostu ostrzegała. Jeśli Altaris kiedykolwiek stanie jej na drodze do osiągnięcia jakiegoś celu bez wahania się go pozbędzie. Nie była jednak zimnokrwistą zabójczynią, dlatego zawczasu wolała go uprzedzić. Miała nadzieję, że zrozumie tą niewerbalną wiadomość.
- Tak? Ktoś postanowił zagrozić waszym interesom? Ciekawe... Oby Amarant podniósł się na nogi, jak najszybciej. - szczerze mu tego życzyła, jako sąsiadowi. Poza tym lepiej, żeby ten arlat nie przyniósł więcej Fereldenowi powodów do wstydu. Jak tylko wróci do Wysokoża pośle ludzi, żeby wybadali sprawy w Amarancie. Jak to mówią: trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Altarisa nie mogła zaliczyć do żadnej kategorii, ale wolała trzymać się najgorszego scenariusza, żeby później spotkało ją tylko przyjemne rozczarowanie, gdyby jej podejrzenia się nie sprawdziły.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców Today at 3:07 pm

Powrót do góry Go down

[Prywatna|Ferelden, Pod Nienażartym Szlachcicem] Biesiada dziedziców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Denerim-