Dragon Age

Share

[Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Pon Kwi 18, 2016 11:15 pm

First topic message reminder :

MISTRZ GRY


Uczestnicy:
- Hessa
- Ashkost



Ciężko jest wyznaczyć granicę między Głuszą Korcari a gęstym lasem Brecilian. Na mapach zapisano to intuicyjnie, lecz żadna naturalna granica nie występuje na tyle intensywnie, ażeby stanowczo stwierdzić, iż opuściłeś teren głuszy i stąpasz po leśnym łonie. Wspólny mianownik przemierzany jest przez wielu, a dziś gości na nim młoda apostatka, której życie dotychczas balansowało między niewiedzą i niewiedzą. Odizolowana od świata, przeto głupia, ledwo potrafi ogarnąć majestat wszechświata. Bez prowadzącej ją za rękę opiekunki jest, niczym to ślepe dziecko. Nieczułe na bodźce, upośledzone. Chcąc odejść jak najdalej, w końcu wpada do starożytnej siedziby dzikich zwierząt. Miejsca, o którym wieśniacy snują legendy, jakoby mroczne siły pochłaniały przechodniów na zawsze. Błądzi pośród drzew.

Słońce powoli kładło się do snu, ustępując miejsca swemu serowemu bratu - księżycowi. Hessa, klęcząc przed krzewem poziomki, zajadała się czerwonymi owocami, aż kubki smakowe przestały reagować na kwaśny sok, przeto pojedyncze kulki zmieniły się w lądujące w buzi garści. Wnet coś zaszeleściło, jakoby wielki niedźwiedź lub wymiarowo podobna istota przemieszczała się przez gęsty puch lasu. To coś, dynamicznie rozgramiało gałązki i miażdżyło spróchniałe ubytki drzew pod stopami. Poruszało się szybko, czując bat nieprzyjaciela na plecach. Ktoś to gonił. Dziewczyna, nie wstała, bała się. Przez krzew ujrzała wyłącznie postawnego mężczyznę lub coś na wzór gigantycznego chłopa. Obraz zamazał się i zniknął. Obcy odszedł na wschód.

Przemierzyliście kontynent w poszukiwaniu Tal-Vashothów, aż dotarliście do lasu Brecilian, gdyż w tymże miejscu urwał się ślad po zaginionym pobratymcu. Dzień bez chwili odpoczynku, o suchym pysku i pustych kiszkach. Ciągle w pogoni za uciekinierem. Aż musieliście się rozdzielić, bowiem ślady okazały się niejasne. Każdy poszedł w innym kierunku, wciąż pozostając niedaleko. Tropiłeś kurs, jaki wyznaczały ślady masywnych stóp oraz rozgniecione pod ich naciskiem kłody. Z czasem odciski stawały się coraz mniej wyraźne, nie za sprawą ulatniania poszukiwanego, lecz utrudnień optycznych związanych z coraz skąpszym dostępem do światła, gdyż, jak wiadomo, nadchodził wieczór.

Stanąłeś wycieńczony, gdzieś nieopodal białej brzozy, o którą oparłeś swój ciężki korpus. Głębokie wdechy nie mogły uspokoić nieregularnych ruchów klatki piersiowej, chrząkałeś, niczym podstarzały handlarz. I gdy tętno zdawało się wracać do normy, coś sprawiło, że stanęło w miejscu. Była to wyłaniająca się zza krzaków persona. Młoda kobieta o nieznanej urodzie, albowiem osłonięta stertą chasyndzkich szmat. Ona, również cię dostrzegła. Stoicie naprzeciwko siebie, jak wryci, nie wiedząc, co należy zrobić. Braci Qun nie słychać, są kawałek stąd, ale zawsze mogą wrócić.



Ostatnio zmieniony przez Lusacan dnia Czw Kwi 21, 2016 9:35 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down














AutorWiadomość
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sro Kwi 27, 2016 8:52 pm

Aż chciałoby się zanucić „miało być tak pięknie”. Pojawiła się w tej okolicy tylko po to by napełnić brzuch, a jednak nawet tego nie mogła zrobić w spokoju. Później zaakceptowała fakt, iż nie jest jedyną istotą myślącą w okolicy, ba, nawet zdecydowała się na współpracę z nieznajomym. I co jej z tego przyszło? Oto leżała teraz w towarzystwie trzech fanatyków, z których co prawda dwójka smacznie chrapała, ale fakt ten nie pocieszał jej w żaden sposób. Co prawda posłusznie położyła się w świetle ogniska, ale nie miała żadnych złudzeń – nie da rady zmrużyć oka choćby na chwilę. A mogłaby sobie teraz smacznie chrapać w jakiejś norze okryta ciepłym futrem albo drzemać na jednej z wysokich gałęzi. Zamiast tego jednak przewracała się niespokojnie z boku na bok, a szaty nie chroniły ją zbytnio od chłodu, ciągnącego od ziemi. Wyraźnie niezadowolona z życia po kolejnej zmianie pozycji utkwiła wzrok w Ashu i zmarszczyła brwi, a jej usta zmieniły się w cienką kreskę. Z jednej strony to on ją w to wmanewrował, z drugiej sama była sobie winna. Z całej trójki rogaczy jego znała najdłużej, logiczne więc, że ufała mu najbardziej. Ale czy była gotowa powierzyć mu własny los? Nie, zdecydowanie. Wbrew pozorom Hessa posiadała jakiś cichy głosik rozsądku pod tą jasną czupryną i podpowiadał jej teraz, iż powinna zwiewać gdzie pieprz rośnie. Miała teraz kilka możliwych dróg ucieczki, które należało rozważyć z największą ostrożnością. Nie zamierzała rzucać się na oślep, mogłaby wtedy otrzymać bardzo poważne obrażenia, a nawet ponieść porażkę. Zdecydowała się na wybranie postaci niedźwiedzia, teoretycznie mniej praktycznej w tej sytuacji. W praktyce jednak zwierze to poruszało się szybciej od niejednego konia, a także posiadało olbrzymią wytrzymałość i możliwości obrony. Nawet jeśli otrzyma ranę ciętą, to grube futro, skóra i tłuszcz powinny zatrzymać ostrze. Sowa co prawda mogłaby szybko znaleźć się w dużej odległości od wrogów, o ile wcześniej nie zostałaby przepołowiona na pół – mało obiecująca wizja. Zanim jednak użyła tej umiejętności i zmieniła swą postać zdecydowała się wykorzystać inną ze swych umiejętności. Magia entropii – subtelna sztuka klątw mających osłabić przeciwnika i spowodować niewielkie zamieszanie w jego umyśle. Znała swoje możliwości, wiedziała że ta dziedzina magii nie jest jej największą specjalizacją. Dlatego też nie polegała na niej na co dzień, ale w tym momencie chciała wykorzystać każdą możliwą przewagę. Jej cel był prosty – przytępić zmysły dwóch śpiących obok niej Qunari, by oddalić ich moment przebudzenia i otumanić ich gdy już się przebudzą. Oczywiście był to cel poboczny, przygotowywała się wewnętrznie do wykorzystania swej umiejętności do zmiany kształtu. Była gotowa do przeobrażenia w niedźwiedzia niezależnie od reakcji obcych - nie widziała innej możliwości.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sro Kwi 27, 2016 11:40 pm

MISTRZ GRY


Zaczęła się nieznośnie wiercić, wykonywać podejrzane ruchy, które nie umknęły czujnemu oku Qunari, bo chociaż chrapali, to wystarczył minimalny szelest, żeby powieka podniosła się, niczym porażona. Młoda niewiasta chciała rzucić klątwę, wymagało to jednak kilku skomplikowanych manewrów oraz krótkiej, lecz słyszalnej inkantacji. Nie zważając na konsekwencję swojego działania, podjęła się gestykulacji z krótkim wierszykiem. Nim zdążyła przejść do pośredniego etapu, niemiłosierny obuch trzepnął o jej facjatę. Była to sprawka leżącego dotychczas obok tytana. Usłyszawszy złowrogie inkantacje, powstał na baczność, by co rychlej potraktować kobietę podręczną bronią w postaci dolnej kończyny. Zamaszysty but trzepnął o jej policzek, wykrzywiając nos i wzbudzając krwotok, którego strumień zalał przestrzeń w okół ogniska, jak i część odzienia Hessy. Była zdezorientowana, ogłuszona i w opłakanym stanie.

- Bierz ją! Trzymaj! Wiąż! - przekrzykiwali się straszliwie, a wszystko działo się bardzo szybko. Jeden z przedstawicieli wytrzasnął solidny sznur, który rzucił bratu. Ten posłużył się nim do zniewolenia czarownicy. Przestało być miło, silne więzi splotły jej nadgarstki, kostki, oplatając jeszcze całe ciało tu i ówdzie, aż po szyję.


Zaczęło świtać. Pierwsze promienie słońca przedarły się przez koronę drzew i gęstą mgłę. Hessa doszła do siebie, z opuchniętą twarzą oraz uszkodzonym nosem, siedziała związana pod drzewem. Intratny interes z tymi ludźmi, same kłopoty.
- Trzeba nam ruszać - wycedził przez zaciśnięte zęby oprawca Hessy. Ashkot nie wiedział, co należy zrobić, zwłaszcza, że bracia mieli już pomysł na przyszłość dziewki.
- Zostawmy ją tutaj, krew przyciągnie wilki i pożrą ją.
Zebrali bagaże, by jak najszybciej udać się wgłąb puszczy. Byle dorwać zdrajcę. Wstali i ruszali, gdy Ashkot jeszcze zagrzewał cztery litery. Zbuntowany Qunari pozwoli na porzucenie czarownicy? Czy jej los go w ogóle obchodził przy takim obrocie spraw? Chciał dalej szukać zdrajcy, którym sam niegdyś może zostać? Wiele spraw pozostawało bez wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Pią Kwi 29, 2016 8:10 pm

Ashkost przypatrywał się całemu zamieszaniu z dziwną obojętnością. Może i urodziło się w nim poczucie politowania, ale zmarło mu się niemal natychmiast gdy przyszło na świat. Teraz miało się okazać, że będzie miał na sumieniu wyjątkowo bolesną śmierć dziewczyny, która znalazła się po prostu w złym miejscu o niewłaściwej porze. Nie mógł przecież pozwolić, by zginęła w męczarniach. Należało skrócić jej cierpienia, dlatego podniósł się z ziemi i chwycił leżący obok miecz.
- Ta wiedźma pożałuje, że próbowała mnie zwieść. Wilki będą jej najmniejszym zmartwieniem, gdy już z nią skończę. Dołączę do was za moment. - Warknął donośnie do swych braci w ich ojczystym języku nim zdążyli odejść. Wielkie cielsko kossitha zbliżało się do drzewa, pod którym znajdowała się związana dziewczyna. W jego dłoni lśnił długi, półtoraręczny miecz, który z pewnością byłby w stanie przepołowić kobietę na dwoje. Najstraszniejsze w całym tym wydarzeniu były oczy rogacza, które nie wyrażały zupełnie nic. Najprawdziwsza pustka, nie niosąca żadnego przesłania.
Gdy Ashkost dotarł pod drzewo, uderzył pięścią w jego pień, sprawiając, że zawibrował. Kucnąwszy by Hessie, przystawił ostrze miecza do jej gardła i zaczął mówić we wspólnej mowie.
- Jeśli chcesz przeżyć, musisz mi zaufać. Zacznij wrzeszczeć i patrz czy tamci odchodzą. - Z tymi słowami zamachnął się ponownie i uderzył ponownie w drzewo tuż obok głowy Hessy. Gdyby nie trafił, możliwe, że jej cierpienia faktycznie dobiegłyby końca. Chwilę później zaczął nią szarpać, rzucając obelżywe słowa zarówno w ojczystym języku jak i wspólnej mowie. Może i nie należało to do najprzyjemniejszych uczuć, ale powinno poluzować liny na tyle, by ułatwić oswobodzenie. Jeśli dostrzegł potwierdzenie, że jego bracia odchodzą, ukradkiem wyciągnął nóż z cholewy buta i wbił go w ziemię tuż przy nogach dziewczyny. Był wystarczająco ostry by poradzić sobie z liną. I o ile nie przejmował się jakoś specjalnie losem kobiety, to stwierdził, że na tą chwilę może zrobić dla niej przynajmniej tyle. Nie poczuwał się do odpowiedzialności za całą sytuację. Nie zamierzał przepraszać. Mimo że zaznajomiony z tutejszym światem, nadal pozostawał w nim obcy. Kobieta mogła tego nie rozumieć, jednak przynależność do dwóch odrębnych światów rządziła się własnymi prawami i niewiele można było z tym zrobić.
Upewniwszy się, ze jej przypadkiem nie zabił, ruszył z powrotem do obozowiska, gdzie na szybko się spakował, by dołączyć do pościgu za zbiegiem.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sob Kwi 30, 2016 1:59 pm

Nie zdążyła zrobić nic poza bezsensownym gadaniem nim została spacyfikowana. Jedyna szansa na wyjście cało z tej sytuacji właśnie zniknęła, zastąpiona przez ból i metaliczny posmak krwi w ustach. Uderzenie otumaniło ją na tyle, że udało jej się znieść jakoś otrzymane obrażenia bez krzyku bólu. Czy coś jeszcze mogło pójść tego dnia nie tak? Oczywiście, mogły przecież nadejść pomioty i rozpętać kolejną Plagę. Patrząc na to jak ten dzień wygląda wcale by ją to nie zdziwiło. Być może zyskałaby nieoficjalny tytuł pierwszego zabitego w Piątej Pladze człowieka.
Choć można by pomyśleć, że będzie szarpać się i próbować oswobodzić. Nie miało to jednak większego sensu tak długo, jak jej oprawcy znajdywali się w okolicy. Zresztą z każdą upływającą chwilą miała coraz większe przeświadczenie, że nie pozbędzie się więzów tak łatwo. Gdyby chodziło tylko o nadgarstki i kostki być może udałoby jej się pozbyć sznura, ale w obecnej sytuacji oswobodzenie było dość nierealne. Starała się nie panikować i myśleć pozytywnie, tak jak zawsze to robiła. Musiało istnieć jakieś wyjście z tej sytuacji, którego jeszcze nie dostrzegała... A co jeśli właśnie tu kończyła się jej podróż? Była w stanie przebyć taki kawał drogi z Orlais do Fereldenu tylko po to by zostać zostawioną na pewną śmierć w lesie, który przez długi czas stanowił dla niej schronienie. Gdyby wierzyła w Stwórce zapewne modliłaby się do niego teraz albo, co robiło skrycie wielu, złorzeczyła mu za otrzymane krzywdy. Hessa nigdy jednak nie wierzyła w ten wszechpotężny byt, który zdawał się przekazać ludziom w swych naukach mnóstwo nienawiści. Zamiast tego jej myśli wróciły do osoby, która była jak najbardziej realna i w jej oczach posiadała wręcz boską moc. Przymykając powieki myślała o matce, najwspanialszej istocie jaką miała okazję spotkać. Gdyby ktoś zaproponował jej teraz wolność, a w zamian musiałaby pozwolić na zmianę przeszłości, nie zgodziłaby się. Jeśli było cokolwiek co żałowała, to fakt, iż nie zdąży jeszcze raz ujrzeć twarzy swej opiekunki. Samotna łza tocząca się po jej policzku zmieszała się z częściowo zakrzepłą krwią pokrywającą część jej twarzy.
Gdy usłyszała czyjeś kroki zbliżające się w jej kierunku od razu pomyślała, iż to jej oprawcy po prostu musieli zmienić zdanie. Najwyraźniej ta iskierka nadziei, którą mogło w niej stworzyć ich odejście, musiała zostać stłumiona. Podskoczyła, gdy uderzył w pień drzewa. Usłyszawszy jego słowa pokiwała entuzjastycznie głową, czego natychmiast pożałowała – powróciły zawroty, a tępy ból połowy twarzy uderzył ze zdwojoną siłą. Już raz nie zaufała swemu rozmówcy i źle się to dla niej skończyło, nie miała zamiaru popełnić tego błędu ponownie. Oczywiście, że krzyknęła. Połączenie jej wysokiego głosu, adrenaliny i zgromadzonych emocji dało dźwięk podobny do zarzynanego zwierzęcia – niezdolnego do obrony, jakby zwracającego się do tylko sobie znanych bogów o pomstę swej krzywdy. Szarpanie zdecydowanie utrudniało jej obserwację otoczenia, ale robiła co mogła. Jeśli z jakiegoś powodu pozostali Qunari wrócą i postanowią, po raz kolejny, wyciągnąć miecz przeciwko swemu bratu musiała być gotowa go ostrzec.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Czw Maj 05, 2016 9:10 pm

MISTRZ GRY


Dzikie łomotanie spłynęło nad czarownicę na żądanie. I chociaż pierwotnie nie była w stanie pojąć zaistniałego biegu zdarzeń, to po dłuższej chwili pojęła heroiczny wyczyn qunari. Została dosadnie poturbowana, nos złamany i milion skaczących plam przed oczyma, których próba okiełznania zdawała się być mierna do ujeżdżania dzikiej hali. Jednakowoż, czas przynosi ukojenie. Plamy spływają w dół oczodołów, odsłaniając całkowity obraz rzeczywistości. Głębokie oddechy przez jamę gębową pozwalają dotlenić organizm i wprowadzić gonitwę myśli na odpowiedni tor. Qunari, ten odmieniec właśnie naraża własne imię, ażeby uratować Hessę. Imitacja agresji, którą rzekomo częstuję dziewkę, ma oszukać braci. Tym samym pozwalając kobiecie ujść z życiem, a qunari z twarzą. Wilk syty i owca cała.

Chciała być wdzięczna i robiła wszystko, co w jej mocy, by monitorować dookolny areał. Wyszukiwała skrupulatnie nadchodzących antagonistów, lecz żaden nie przybył. Nagle, sznury spełzły z kończyn- Hessa jest wolna. Czy to koniec ich wspólnej przygody? Może lepiej byłoby połączyć siły i udać się wspólną aleją? Finał jest bliski, lecz należy uważnie stąpać, gdyż wszelkie nieprzemyślane działania mogą ponownie sprowadzić oprawców.


Jak na złość po wierzchni liścia spłynęła kropla, której bąbel powoli sunął się, aż roztrzaskany moczy nos Ashkosta. Pierwsza kropla jest zwiastunem zmian, jakie właśnie nadchodzą. Urwanie chmury, gorzkie obłoki o granatowej poświacie suną nad lasem. Ich obecność wiąże się z nadchodzącym strumieniem wilgoci, który obejmie nie tylko nos, ale całe ciało. Zaraz qunari wraz ze swą towarzyszką będą cali mokrzy. Żeby tego było mało, granatowy gigant zdawał się warczeć, a to z kolei symbolizuje burzę. Burza z piorunami nigdy nie jest mile widziana, zwłaszcza, gdy przebywasz w lesie pełnym drzew.

Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Czw Maj 26, 2016 3:32 pm

Czy Ashkost zamierzał łączyć siły z kobietą? Odpowiedź była negatywna. Nie chodziło o nic osobistego, jednak wiedział, że nie będzie przy nim bezpieczna i narazi się ponownie na niechybną śmierć. Sama nie potrafiła się obronić, a on nie zamierzał być niczyim obrońcą. Poczuwał się do odpowiedzialności za kobietę, ale jego pomoc kończyła się wraz z opadnięciem sznurów. Co istotniejsze, czuł się nieco nieswojo, gdyż istniało spore prawdopodobieństwo, że kobieta zna czary. I mimo, że daleko mu było do szafowania osądami, to było to jednak kolejny powód, dla którego lepiej było zostawić kobietę. Nie wiedział co prawda jak zareagowałby, gdyby ta poprosiła go o pomoc. Nie brał jednak tego pod uwagę. Gdybanie powodowało wyłącznie rozkojarzenie. Jedyne, czego było mu żal, to jego podręczny nóż, który zostawił jej do oswobodzenia i ewentualnej obrony. Jeśli zasługiwała na życie, to przetrwa ten trudny okres. Teraz wszystko zależało od niej.
Qunari natomiast wrócił do obozowiska i pośpiesznie się spakował. Zabrał wszystkie rzeczy i udał się za swymi braćmi. Deszcz z jednej strony ułatwiał tropienie, gdyż na mokrym runie leśnym zdecydowanie lepiej widać było ślady. Problemem natomiast okazała się nadciągająca burza. Priorytetem było teraz narzucenie szybkiego tempa i wydostanie się z lasu. Ruszył zatem na wschód, licząc na odnalezienie śladów i być może chociaż zwykłej polany, wolnej od zdradzieckich drzew, jeśli grzmoty staną się wyjątkowo bliskie.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Nie Cze 05, 2016 12:10 pm

MISTRZ GRY


Gracz: Zilyana

Szklana pogoda, niczym bat pański poganiała Ashkota, żeby w ten czas opuścić dawne obozowisko i ruszyć za pobratymcami. Pobieżnie zbierane manele wylatywały z rąk, tak jak cieknące po nich krople soczystego deszczu. Żwawy powiew matki natury zaczął powoli przeradzać się w burzliwy warkot, wtedy nie było czasu na dywagowanie nad zbieranym sprzętem, brano co popadnie. I gdy czuł, że zabrał wszelkie najpotrzebniejsze rzeczy, obrócił się na pięcie, by tęgim krokiem pożegnać niewiastę. Nie odwrócił się ani razu, jego kark był sztywny, zaś nogi niosły w wyznaczonym pierwotnie kierunku - za braćmi. Jedyne co udało się zarejestrować wielkim jak węgiel górniczy oczyskom, była mozolna próba wydostania się czarownicy. Apostatka ocierając więzy o wbite ostrze, próbowała się oswobodzić. Szło jej to nad wyraz mozolnie. Ashkot nie mógł jej pomóc, był już daleko stąd.


Pośród grzmotów nadciągającej burzy, jego uszom objawił się znany odgłos. Wycie wygłodniałych wilków, które skomlą po wypatrzeniu potencjalnej ofiary. Jak na zgubę, owe dźwięki biegły dokładnie z miejsca spoczynku apostatki. Trzask! Kolejny łomot burzy przerwał wycie watahy. Trzask! A, po nim wycie, lecz nie takie jak dotychczas, te było inne. Nie zwierzęce, a ludzkie. Wycie obdzieranej ze skóry kobiety, rozszarpywanej pomiędzy wygłodniałe szczęki dzieci lasu. To było wycie o pomoc.


Burza rozrastała się, była coraz dzika i nieprzewidywalna. Mroczne chmury pokryły całe niebo, zaś jedynym źródłem jasności były spadające błyskawice. Przemoczony do cna, obładowany bagażem, Ashkot pędził ile sił w nogach. Potężnie trzaskał o podłoże, łamiąc każde napotkane niedogodzenie. Aż nagle coś gruchnęło, coś pękło i trzasło! Nie minęła chwila, a Qunari poczuł, jak spod jego nóg zanika podłoże. Ziemia osuwała się, a on sam wpadał w czeluści podziemnych grot. Leciał otoczony rozlatującym się mułem i resztkami krzewinek. Leciał pośród sprzętu, który lewitował razem z nim. Leciał, aż w końcu roztrzaskał się o stabilny bruk, tracąc przytomność.


Ostatnie doniesienia, które udało się Zilyanie wydobyć od Amarantańskiego rzezimieszka, potwierdzają wcześniejsze doniesienia, iż wszelkie tajemnice pożądanego ostrza skrywać mogą starożytne ruiny w lesie Brecilian. Nie łatwo było je odnaleźć, wiele należało poświęcić i zapłacić, żeby zyskać chociaż cząstkę wieści na temat podziemnych lochów lasu. Otoczone nutą dramatycznych opowieści, setkami legend, ruiny te stanowią niejasną plamę w kartach historii. Mimo tego nadszedł ten wiekopomny dzień, gdy elfka zanurzyła się w tunelu. Glinowy otwór pierwotnie imitował zwierzęcą norę, niżeli pradawne ruiny, lecz wytrwały marsz powoli zaspokaja rządzę ciekawości. Glina ustępuję miejsca skale, która układa się w względnie regularne kształty. Kolejne dziesiątki korytarzy, tuneli i schodów. Wszędzie jest bardzo ciemno, nieliczne korytarze goszczą światło, pochodzące z szczelin w gruncie, lecz nadciągający zaułek zdaje się być nad wyraz oświetlony. Promienie aż rażą przyzwyczajoną już do mroku Zilyanę. Elfka widzi, jak słońce wrzuca swe ostatni głęboko pod ziemie. Wszystko to za sprawą pokaźnych rozmiarów szczeliny, jaka widnieje wysoko nad głowami. To przeświadczenie, upewnia wyłącznie o głębokości, na która udało się kobiecie zdobyć. Ogląd wpadającego słońca przerywa jednak dziwny jęk. Jest to jęk budzącego się qunari. Bydlak leży poturbowany na kamiennym bruku, powoli opuszczając krainę snów.


Spoiler:
Do gry wchodzi Zilyana. Hessa odeszła.
Kolejka dla Was to
1. Zilyana
2. Ashkot


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Pon Cze 06, 2016 6:12 pm

Eregtal. Życie Zilyany w większej mierze podporządkowane było właśnie temu jednemu słowu, tej jednej rzeczy. Wiele jej wynikało z tej jednej obsesji a inne, pozornie z poszukiwanym nożem niezwiązane - jak chociażby dołączenie do Kruków - tak naprawdę miały jej po prostu umożliwić drążenie tematu i dać potrzebny czas. Jedzenie, dach nad głową, bezpieczny kąt, w którym można odpiąć broń od pasa - zaspokajanie podstawowych potrzeb było tylko tłem, koniecznością, jeśli chciała być zdolna dążyć do własnego celu. Celu, którym nie było ani zostanie Krukiem idealnym, ani dorobienie się majątku, ale zdobycie artefaktu, który dałby jej... Cóż, nie wiedziała, co dokładnie. Jakąś moc, jakieś możliwości - może. Ale na pewno spełnienie.
Gdy więc okazało się, że odpowiedzi na jej pytania może kryć Brecilian - a dokładniej obecne tam ruiny - Zi nie wahała się ani chwili. Skoro Cousland i tak nie miał dla niej pracy, skoro wciąż jeszcze bawił się w działalność grzeczną, bezpieczną, dystyngowaną - co miało trzymać ją w Wysokożu? Nudziła się, nieużywane ostrza marniały w oczach a nienaciągana cięciwa niemal wyła zwierzęco, odtrącona. To oczywiste, że Zi nie miała zamiaru siedzieć i czekać. Nie, kiedy na horyzoncie pojawiła się taka okazja.
Odnalezienie ruin okazało się jednak trudniejsze niż początkowo zakładała. Wprawdzie las - środowisko, w którym przecież przyszła na świat, którego znajomość wyssała z mlekiem matki - niczym jej nie zaskoczył, jednak dotarcie do miejsca docelowego wymagało odrobiny wysiłku. Musiała przypomnieć sobie, jak patrzy się na krajobraz naturalny i dziki - a było to przecież spoglądanie inne niż to praktykowane w miastach, w których aktualnie żyła - i to, jak się szuka. Musiała wrócić myślami do czasów, gdy uczyła się tropić i gdy każde, najdrobniejsze choćby odstępstwo od spodziewanego wyglądu krzaka czy obalonego drzewa budziło jej czujność. Dopiero wtedy, wydobywając to wszystko z zakamarków swej tożsamości, znalazła odpowiednią drogę.
Nie nacieszyła się jednak odkryciem zbyt długo. Oswojenie oczu do półmroku podziemi, ostrożny marsz w wybranym na chybił trafił kierunku, nieco desperackie zaciskanie dłoni na rękojeści Kąsacza - to wszystko przerwało coś. Coś, co oddychało. Coś, co było w stanie jęczeć.
Coś, co musiało być osobnikiem qunari.
Naturalną reakcją Zilyany było ukrywanie się i to też zrobiła. Cień zawsze jej sprzyjał i liczyła na to, że tym razem nie będzie inaczej. Nie należała do kogoś, kto bez zastanowienia wychodzi naprzeciw nowym okolicznościom. Nie, kobieta nauczyła się już, jak ważną rzeczą jest rozpoznanie sytuacji, zorientowanie się, z czym tak naprawdę ma się do czynienia. Wiedziała też, jak istotne jest, by nikt w tym nie przeszkadzał, nie zawiesił na tobie spojrzenia i nie oczekiwał żadnych deklaracji. Dłoń zacisnęła się mocniej na broni, plecy elfki przywarły do wilgotnej ściany w najgłębszym osiągalnym cieniu. Nie zamierzała gnać z pomocą nawet, jeśli jęczący jej potrzebował. Nie miała powołania do ratowania czyjegoś zdrowia lub życia, wręcz przeciwnie. Początkowa ignorancja nikogo nie powinna dziwić - Zilyana nie zamierzała podejmować żadnego ryzyka, którego nie musiała.
Była tu dla Eregtala, nie po to, by kogokolwiek zbawiać. Zresztą, towarzystwo? To niekoniecznie było w planach, nie tego się spodziewała. Jaką miała pewność, że obecność qunari nie zepsuje jej dnia?
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Wto Cze 07, 2016 6:17 pm

Słysząc wycie, nie zawahał się nawet przez moment. Skoro nie potrafiła sama zadbać o siebie, widać pisana była jej śmierć. Czy poczuwał się winny? W żadnym wypadku. Los kobiety obchodził go mniej, niż zostawiony dla niej nóż. A przyznać należało, że poczuł nieprzyjemne ukłucie straty po nim. Teraz jednak nie było czasu na przejmowanie się kawałkiem metalu. Burza zmusiła go do pośpiechu i... popełnienia błędu. Nie był dostatecznie ostrożny, by zdążyć zareagować na to, co przyniosło mu runo leśne - naturalna pułapka.
Nie istniało w językach ludzi, elfów ani Qunari przekleństwo dostatecznie obelżywe, które wyraziłoby złość mężczyzny w czasie jego dość bolesnego spadku. Świat wirował przed oczami, mimo że był jedynie ciemną smugą przybierającą kształt korzenia szarpiącego jego nogę, czy skały wbijającej się w żebra. Potężna postać wraz z całym swym dobytkiem, zwaliła się z głośnym hukiem na podłoże. Nawet nie usłyszał swojego jęku, bo stracił przytomność...

Gdy świadomość powróciła - a raczej niemrawo zaczęła dreptać w jego stronę - do Qunari zaczęły dochodzić pierwsze bodźce otaczającego go świata. Gdzieś na górze dało się słyszeć kapanie. Nos wyczuwał woń mokrego zielska. Ciało natomiast promieniowało dość irytującym bólem, który jednak powitał z niejakim zadowoleniem. Przeżył. Powoli zaczął poruszać kończynami, próbując sprawdzić czy jego cielsko zdołało bez większych uszkodzeń przetrwać tą wycieczkę ku piekielnym otchłaniom lasu. Świat przed oczami jeszcze wirował, ale Ash spróbował skupić wzrok i rozejrzeć się po okolicy. Czy był sam? Jak długo tu leżał? Czy burza nadal trwała? Ciężko było mu to określić. Spróbował usiąść, opierając o jakiś głaz czy skałę. Szukanie broni nie było w tym momencie najważniejsze, bo gdyby ktoś miałby go zabić, to uczyniłby to w chwili jak leżał nieprzytomny.Trzeba było jednak coś zrobić wiec gdy tylko poczuł, że nie padnie przy próbie wstanie, podniósł się na nogi i zaczął zbierać sprzęt. Spojrzał w górę, czy zdoła wdrapać się do dziury, która tu przybył, ale odpuścił od razu ten pomysł. Trzeba było znaleźć inne wyjście, a jedyne co mógł teraz zrobić, to iść w losowym kierunku, do czasu aż nie znajdzie jakichś śladów pozwalającyh mu na określenie gdzie jest i którędy do wyjścia.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sob Cze 18, 2016 5:12 pm

MISTRZ GRY


Nie takim przeciwnością poddawani są Qunari. Ta dumna, lecz dla wielu mieszkańców Thedas nie pojęta rasa, jest swego rodzaju ciemną plamą na kartach historii. Ich kultura odbiega od wszystkiego, co znane. Są inni, są dziwni. W tejże odmienności kształcą się zaś jednostki nad wyraz przeciętne. Najlepsi wojownicy, najdzielniejsi wojaże i najsprawniejsi zabójcy. Niezłomni w żadnym calu. Od ssącego mleko rogacza nauczane w spartańskich warunkach. Tresowane, by w jak najlepszym stopniu przysłużyć się Qun. Potrafią znosić tortury, podejmować się wyrzeczeń, które zmieniają dotychczasowy byt. To dlatego upadek w zapadającym gruncie, chociaż bolesny, nie stanowi dramatu tudzież obfitego ubytku na samopoczuciu. Był wyłącznie przeszkodą dla morderczego Ashkota, który ów czas wraca na obrany tor.

Asortyment bytował wszędzie, gdzie się dało. W każdej części znajdywała się frakcja dotychczasowego wyposażenia. Fortunnie zabójczy oręż nie opuścił pana, lecz spoczywał tuż przy jego tęgich stopach. Zilyana widziała, jak poturbowany Qunari wartko wraca do siebie. Z ukrycia monitorowała jego poczynania, zdając sobie tym samym sprawę z zagrożenia, jakie może stanowić dla celów jej podróży ta wyrośnięta bestia. W przeszłości słyszała barwne historie o tej rasie. Plotki nieprzychylnych głoszą nawet herezję, jakoby qunari były spokrewnione z mrocznymi pomiotami. Wszystko przez ich rogi, szarobladą skórę oraz nienawistne gęby. Zilyana widziała, jak potwór ze swymi manelami rusza w głąb jaskini. Widziała, że udaremnia jej podróż, ponieważ kroczy dokładnie tam, gdzie zamierzała ona. A może ten Qunari jest tutaj po jej zaklęty oręż? Może ruiny ryją więcej skarbów, niż przypuszczała. Co pocznie? Zda się na bezszelestny lot i podąży nikczemnym krokiem za antagonistą? Być może wyjdzie mu naprzeciw i zestrzeli, jak pierwszą lepszą ofiarę. Cóż. Pozostaje też ucieczka, lecz to niweluje cały dotychczasowy trud.


Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sob Cze 18, 2016 5:46 pm

Nie tak, zupełnie nie tak. To miała być szybka i względnie prosta wyprawa, lekki bieg przez las i nieco czujniejszy marsz przez ruiny, w najbardziej optymistycznym wariancie ukoronowane zamknięciem dłoni na rękojeści Eregtala. Żaden plan nie zakładał towarzystwa. Żaden możliwy rozwój wypadków nie obejmował postaci qunari zmierzającego w dokładnie tym kierunku, w którym podążała i ona. To był problem. To zdecydowanie był problem. A co się robi z problemami? To proste, rozwiązuje się je.
Pierwsze, co przyszło jej do głowy, było genialne w swej prostocie. Była Krukiem, żyła z mniej lub bardziej eleganckiego podrzynania gardeł. Co jej szkodzi zastosować te umiejętności teraz? W otwartym starciu z qunari nie byłoby tak łatwo, zdecydowanie bardziej opłacałoby jej się uciekać, ale teraz - teraz nie mówimy o otwartym starciu. To jasne, że rogaty osobnik nie wyzionął ducha. To jasne, że upadek nie mógł go wykończyć. Mógł go za to chwilowo oszołomić i, co ważniejsze, rozbroić. W takiej sytuacji właściwie nie było na co czekać, jeden szybki ruch i...
Plecy elfki wciąż przylegały do wilgotnej ściany, sama kruczyca wciąż oddychała płytko, cicho, pozostając w ukryciu. Tak, mord byłby pewnie względnie prosty. Na wszystkich bogów jednak, przecież nie była psychopatą. Zabijała, owszem, ale zawsze za pieniądze. To była jej praca. Fach. Coś, co się w CV wpisuje, a nie hobby. Za qunari nikt jej nie zapłacił. Qunari nie był zleceniem, a po prostu... przeszkodą.
Z trudem powstrzymała ciche syknięcie. Moralne dywagacje sprawiły, że dogodna okazja szybko jej umknęła, definitywnie wykreślając to rozwiązanie. A skoro mord wypadł z gry, skoro nieoczekiwane towarzystwo nie znikło, wciąż tu było i wciąż stało jej na drodze, to... Przekraść się? Nonsens, ani myślała mieć obcego za plecami. Zawrócić więc? To chyba jakieś kpiny, oczywiście, że nie zamierzała wracać. Jeśli był tu Eregtal, to ona go zdobędzie. Jeśli go nie było, to przynajmniej na własne oczy upewni się, że noża tu nie ma. Proste. Logiczne.
W efekcie odczekała chwilę i ruszyła za qunari, po szybkim rachunku dostrzegając nawet pewne zalety takiego rozwiązania. Ukrywając się w cieniach za plecami nieznajomego, miękkim krokiem podążając za rosłą, rogatą postacią w pewien sposób gwarantowała sobie bezpieczeństwo. Jeśli w korytarzach ruin czaiło się coś nieprzyjemnego, rzuci się na idącego na przedzie, nie na nią. Jeśli na potencjalnie tu obecnym Eregtalu spoczywa klątwa - będzie mogła to sprawdzić po prostu obserwując qunari. Jeśli... Dużo było tych jeśli, większość jednak przemawiała za tym, by być cicho, nie wyrywać się i po prostu ostrożnie iść za nieszczęsnym towarzyszem, ściskając w drobnej dłoni jeden z noży.
Ostatecznie problem zdąży jeszcze sprzątnąć, prawda? Na razie zaś nie zaszkodzi na swój sposób go wykorzystać.
Powrót do góry Go down
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Sro Cze 22, 2016 12:51 pm

Rogacz spoglądał na leżący u stóp oręż. Wytrzymałość, wytrzymałością, ale wystarczyła odrobina pecha, by nadziać się na własne ostrze w czasie niefortunnego upadku. A czy było coś bardziej hańbiącego dla wojownika? Ta chwila zadumy pozwoliła Ashkostowi zrozumieć kruchość życia. Czasem wystarczył jeden nieopatrznie zrobiony krok, by przekroczyć granicę grubości cienia, gdzie po przeciwstawnych stronach znajdowały się życie i śmierć.
Teraz jednak jego los ponownie leżał w jego rękach i dopóki miał na niego jakis wpływ, nie zamierzał dać się przezwyciężyc przeciwnościom. Z mieczem na plecach i włócznią d łoniach, ruszył przed siebie. Czy sieć podziemnych tuneli tworzyły labirynt, z którego nie dane mu będzie już wrócić? Tego nie wiedział. Profilaktycznie zaczął znakować drogę, rysując kierunek swej podóży na skałach gdy ścieżka się rozwidlała.
Miał też baczenie na ewentualne ślady bytności tu innych stworzeń. Bogowie wiedzą, co za bestie mogły kryć się w cieniu, bo mężczyzna nawet nie przypuszczał, żeby znajdowało się tu jakieś inne humanoidalne stworzenie poza nim smaym. Uspokoił oddech i wyciszył umysł. Jako że nie potrafił sie skradać, nie pozostało mu nic innego jak wypatrywanie istot, które te umiejętność posiadły i mogły go zaatakować z zaskoczenia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
- dragon age PBF -
PisanieTemat: Re: [Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia... Today at 1:17 am

Powrót do góry Go down

[Prywatna| Zachodnie skrzydło Lasu Brecilian] Piękna i bestia...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Age » ROZGRYWKA FABULARNA » FERELDEN » Pozostałe tereny-